Nieprzypadkowo w stosunku do tego zaskakującego być może dla wielu wydarzenia użyte zostało słowo reinkarnacja, zamiast popularniejszego - reaktywacja. To powrót w nowym, innym od poprzedniego wcieleniu, choć duch pozostaje cały czas ten sam. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że wyjaśnienia udzielone ubiegłego lata pozostają w pełni aktualne. Dotychczasowa formuła serwisu uległa wypaleniu, czego potwierdzeniem jest również to, iż żaden potencjalny następca nie potrafił niestety mocniej do niej nawiązać.
Między innymi dlatego w połowie ubiegłego roku trzeba było pożegnać się i usunąć w cień. Bo warto przypomnieć i podkreślić zarazem, że początek XXI wieku był dla Lechii okresem szczególnym, którego w żaden sposób nie da się powtórzyć. Inny niż wcześniejszy, inny niż obecny, gdy sprawy biało-zielonych pompuje się w mediach do granic wytrzymałości i z byle błahostki robi się temat rzekę. Wtedy dziennikarze mówili wprost - upadła Lechia nas nie interesuje. Pierwszy awans przeszedł praktycznie niezauważony.
Na takim gruncie wyrósł serwis od początku opowiadający się za odbudową klubu od podstaw, za zakończeniem wiecznie żywych prób utrzymania się w jak najwyższej lidze każdym możliwym kosztem. Dzisiejszy efekt, którego wizytówką są trzy awanse z rzędu i zmierzanie ku czwartemu, przeszedł najbardziej optymistyczne oczekiwania. Szybko i wysoko podnosił jednak poprzeczkę mediom, czemu z wielu względów nie byliśmy w stanie sprostać, nie widząc również sensu w pogrążaniu się w nijakości.
Blisko trzykwartalny okres pauzy nie był bynajmniej stracony. Pozwolił odetchnąć, zastanowić się nad nowym modelem funkcjonowania i zająć się sprawami, na które dotąd nie starczało czasu. Od strony technicznej lechia.gda.pl była budowlą tak krępującą ruchy i archaiczną, że można było jedynie zburzyć ją wraz z fundamentami. Nie wszystkie założenia udało się wdrożyć, serwis startuje w wersji "minimum", gdzieniegdzie jest wręcz niedopracowany. Ma jednak możliwości rozwoju, jeśli nie zawiodą czynniki ludzkie.
Wstępujemy na ryzykowną ścieżkę. Można było nadal beztrosko uczęszczać na mecze, grzać się w słońcu i słuchać krzepiących opowieści o tym, jaką to lechia.gda.pl było ponoć znakomitą stroną. Teraz niejednemu nie przypadnie do gustu nowa forma, niejeden tradycyjnie zapomni również, że jednym z najważniejszych pragnień zniewolonych przez dziesięciolecia Polaków była wolność słowa, prawo do swobodnego wyrażania własnych opinii, nawet tych niemądrych.
Byliśmy jednak coś winni wszystkim tym, którzy potraktowali nas w lipcu z szacunkiem i wdzięcznością. Byliśmy również coś winni obchodzącej w tym roku 60. urodziny Lechii Gdańsk. Na pewno nie byliśmy winni im bezczynności. A jak się to wszystko potoczy i jak długo przetrwa - sami jesteśmy ciekawi.