Gdańsk: sobota, 12 września 2026

Tygodnik lechia.gda.pl nr 8 (8/2005)

24 maja 2005

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

MECZ Z CHEMIKIEM W GDAŃSKU ALBO WALKOWER

Toruń ostatnim wyjazdem?

Zgodnie z terminarzem, Lechii pozostał do rozegrania jeden mecz wyjazdowy - w Bydgoszczy z Chemikiem. Choć oficjalnie na dziś dzień klub i piłkarze w planach mają przygotowania do tej wyprawy, to jednak realne szanse odwiedzin grodu nad Brdą przez biało-zielonych oscylują wokół zera. W głównej mierze jest to pokłosie ostatnich wydarzeń w Toruniu, choć nie wyłącznie.

STANISŁAW ŻEMOJTEL

Problemy organizacyjne rywali goszczących gdańską Lechię stają się pomału chlebem powszednim. Wszystko oczywiście przez pęczniejącą z roku na rok liczbę fanów gotowych udać się na wyjazd za swoją jedenastką. Mimo czarnej legendy ciągnącej się od lat za lechistami, zazwyczaj przesadzonej i podsycanej nierzadko przez miejscowe media, w większości wypadków gospodarze w ostatnich latach nie chowali głowy w piasek. Pozamykane na siedem spustów wszystkie okoliczne sklepy, to tylko jeden z prewencyjnych sposobów zachowania porządku na trybunach oraz poza nimi. Poszczególne kluby wykazywały się jednak większą inwencją. Jeszcze w klasie A w Sztutowie przyjezdnych przywitał okazały baner "Bałtyk wita Lechię". W Połchowie każdy z kibiców otrzymywał na wejściu okolicznościowe zdjęcie uwieczniające wizytę na miejscowym stadionie Orłów Górskiego oraz kierowane do gdańszczan życzenia od burmistrza. Zaś podczas jesiennej wizyty w Janikowie na zmęczonych podróżą fanów z Gdańska czekał kocioł z żołnierską grochówką. Wszędzie panował sielankowy spokój.

Gorące wiosny

Jednak nie wszędzie wytrzymano presję najazdu rzeszy lechistów. Można dostrzec przy tym pewną prawidłowość. Problemy zaczynają się mnożyć zwykle wiosną, gdy zbliżający się nieubłaganie kolejny awans podgrzewa atmosferę końcówki rozgrywek. Nie bez znaczenia są tu też incydenty zdarzające się okresowo podczas wyjazdów, cóż bowiem z tego, iż są to historie incydentalne, skoro przekazywane z ust do ust przez osoby nie będące ich naocznymi uczestnikami, trafiają w wyolbrzymionej postaci na podatny grunt już i tak przestraszonych gospodarzy potyczek z Lechią. Taki scenariusz obserwowaliśmy jeszcze w V lidze, gdy po przepychankach w Starogardzie Gdańskim po meczu z Polanką Rokocin graliśmy mecz "na wyjeździe przy Traugutta" z Wietcisą Skarszewy. Zaś podjęcie przez działaczy Borowiaka ryzyka przyjęcia w Czersku wybierających się tam z szampanami gdańszczan, wbrew stanowisku miejscowych służb mundurowych, było przedstawiane przez nich jako decyzja nieomal równie śmiała i heroiczna jak podjęcie obrony Częstochowy w czasie Potopu szwedzkiego.

Prawdziwe cuda rozpoczęły się jednak w czasie rundy rewanżowej w IV lidze. A wszystko przez pierwszy wiosenny wyjazd do Redy, który okazał się tysięcznym najazdem biało-zielonego tłumu. Mimo iż obyło się praktycznie bez jakichkolwiek incydentów, a wśród "Hunów" z Trójmasta był sam prezydent Paweł Adamowicz, to już chociażby dysponujący znacznie lepszą infrastrukturą niż Orlęta Orkan, naciskany przez policję rozegrał drugi mecz w Gdańsku. Nie wspominając zaś nawet o działaczach Bałtyku, którzy oddali derby walkowerem, posiadając chyba najlepiej zabezpieczony obecnie obiekt na Pomorzu. Strach ma jak widać wielkie oczy.

Powtórka z rozrywki

Kolejny bogaty rozdział historii pt. "Lechia bez wyjazdów" pisany jest w trakcie obecnych rozgrywek. Zwyczajowo po spokojnej jesieni problemy zaczęły się piętrzyć wiosną. Najpierw mecz w Gdańsku z Flotą, pomną wizyty gdynian kilka sezonów temu, potem walkower od przystrzygających w dniu meczu murawę rezerw Pogonii. Następnie oskarżenia pod adresem Lechii płynące z Chojny, gdzie ataku spodziewano się nawet zza naszej zachodniej granicy. Już na długo przed meczem w Toruniu pojawiały się głosy, że Chemik nie będzie w stanie zorganizować u siebie spotkania z Lechią. Mając już bowiem od dłuższego czasu zapewniony ligowy byt, nie jest on tak mocno zdeterminowany grać na własnym podwórku, jak zespoły Odry czy TKP. Z drugiej zaś strony, wydarzenia ostatniego weekendu mocno spotęgowały obawy działaczy z Bydgoszczy.

Stadion Chemika posiada zabezpieczenia prezentujące się o klasę słabiej niż te, jakie miały zapewnić porządek na trybunach w Toruniu. Płot okalający murawę jest niski, brak tam również krzesełek, zamiast których znajdują się drewniane ławki. Z ewentualnych scenariuszy już na wstępie odpadają: rozegranie meczu przy limitowanej liczbie przyjezdnych - metoda całkowicie nie zdała egzaminu zarówno w Kościerzynie jak i Toruniu - oraz rozegranie meczu bez udziału publiczności - położenie stadionu uniemożliwia w praktyce odcięcie dostępu zdeterminowanym odwiedzić go kibicom. Pozostaje więc albo wpuścić wszystkich chętnych - którego to ryzyka miejscowi działacze raczej nie podejmą - względnie rozegrać mecz w Gdańsku lub oddać walkower.


Mirosław Graczyk, kierownik sekcji piłkarskiej Chemika Bydgoszcz:
- "Sytuacja jest trudna, bo mamy obligatoryjny termin i trzeba grać, ale nie wiem, czy będziemy organizować ten mecz. Moglibyśmy się przygotować, ale komu to potrzebne? Trzeba ubolewać nad faktem, że tacy kibice jeżdżą za Lechią. Zespołem dobrym, dojrzałym, jednym z najlepszych w trzeciej lidze, któremu należy się druga liga. Nie przeszkadzamy w awansie, tylko po co klub dopuszcza do tego, żeby taka swołocz za nim jeździła. Taka jest prawda o kibicach Lechii".
- "Chętnie przyjedziemy do Gdańska, ale wtedy narazimy się na ataki ze strony pobliskiego Torunia i Janikowa. Zresztą taki pomysł może być storpedowany z urzędu. Inne rozwiązanie, to gra bez publiczności, ale to się nie uda. Nie mamy solidnego obiektu, który można zabarykadować, ale wolnostojący stadion na osiedlu. Na Chemik przychodzi 30 dziadków i oni nikogo nie sprowokują. Jest jednak tajemnicą poliszynela, że kibice Zawiszy nie kochają się z Lechią. Więc co ja mam zrobić? Dopuścić do mordu? Co zrobić z takim wynaturzeniem? Albo co, jeśli się nikt na nic nie zgodzi? Walkower? To utwierdzi tę chołotę w przekonaniu, że może wszystko".
- "Nie boję się o siebie, ale o nasze społeczeństwo. Byłem w Toruniu i widziałem, co tam się działo. Ogarniało przerażenie. Nie chcemy powtórki tego samego w Bydgoszczy. Jesteśmy w patowej sytuacji, ale wszystko rozstrzygnie się na dniach. Prowadzimy rozmowy z policją, jesteśmy też umówieni z PomZPN. Będziemy się zastanawiać".

Błażej Jenek, dyrektor Lechii Gdańsk:
- "Jeśli byłaby chęć i pozwolenie na rozegranie tego meczu w Gdańsku, to na pewno wspomożemy Chemika w jego organizacji. Aczkolwiek pamiętajmy, że w myśl ustawy o imprezach masowych to bydgoski klub musiałby podołać roli gospodarza, my jedynie możemy służyć pomocą. Co do strachu związanego z organizacją tego spotkania w Bydgoszczy, mogę tylko powiedzieć, że jeżeli zawody miałyby zostać zabezpieczone tak nieudolnie jak w Toruniu, to również byłbym pełen obaw. Natomiast jakby skorzystać z naszych wzorców i posiłkować się solidną spółką ochrony, to uważam, że zabezpieczenie meczu jest zadaniem wykonalnym i to całkiem niedużymi nakładami. Odnosząc się jeszcze do określeń kibiców Lechii przez pana Graczyka, to życzę takiej +swołoczy+ każdemu klubowi, nawet pierwszoligowemu".

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2026. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.033