Gdańsk: sobota, 15 grudnia 2018
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 12 (12/2005)

21 czerwca 2005

NASZ PREZENT NA URODZINY LECHII: JAKUB SMUG

Najstarszy lechista

Urodzony w Bieszczadach. Reprezentant Lwowa. W Lechii grał jeszcze przed Rogoczem. Najstarszy zawodnik w ówczesnej drużynie. Niekiedy nawet kapitan. Jeden z autorów awansu w 1948 roku. Defensor Lechii w ekstraklasie. Przez moment także trener i kierownik drużyny. Dziś ma 91 lat. Przeżył prawie wszystkich kolegów. Bezcenny i zapomniany świadek historii. Jakub Smug.

MICHAŁ JERZYK

Wchodzimy po schodach na pierwsze piętro położonego wzdłuż hałaśliwej ulicy Kartuskiej niskiego, oblepionego kurzem i spalinami budynku. Potrzeba kwadransa, by pieszo przybyć w to miejsce z centrum Gdańska. To zastanawia. Jakim cudem człowiek, jeden z autorów rozkwitu Lechii w pierwszych latach powojennych, nie zaszyty w żadnej ustronnej lokalizacji, może pozostawać w takim zapomnieniu? Później nam powie, że raz na kilka lat zdarza mu się tylko odebrać krótki telefon od redaktora Alberta Gochniewskiego. Nic więcej. Tymczasem drzwi są już uchylone, gospodarze - pan Jakub i pani Stanisława, małżonkowie od 57 lat - wcześniej uprzedzeni, serdecznie zapraszają do środka. I od razu przepraszają za skromność swojego małego mieszkania, jakby rzeczywiście było za co. Jakie to zresztą znamienne dla boiskowych bohaterów dawnych lat, że nie żyją w willach i apartamentach. Siadamy przy prostokątnym stole, zajmującym większość wolnej przestrzeni największego z pokojów.

Pan Jakub Smug ma dzisiaj 91 lat. Z jednej strony to absolutnie nieprawdopodobny wiek, w którym nietaktem jest już życzyć tradycyjnych stu lat. Z drugiej natomiast, wprost momentalnie okazało się, że niejeden dużo młodszy mógłby mu pozazdrościć kondycji, pogody ducha i świeżości umysłu. Ale i tak pozostawała niepewność, w końcu mieliśmy rozmawiać o wydarzeniach, które miały miejsce ponad pół wieku temu. Już samo w sobie brzmi to jak podróż wehikułem czasu. Również pan Jakub od początku ma wątpliwości, czy cokolwiek jeszcze pamięta, po czym już po kilku minutach poraził nas jak gromem. - "Pamiętam jak dziś mecz z 1947 roku z Polonią Bydgoszcz, kiedy wygraliśmy u nich 4:1. Albo Arkonia Szczecin... Tam wygraliśmy 6:1, Kupcewicz miał pęknięty obojczyk, a był strasznie ambitny, zresztą jak wszyscy. Nie chwaląc się, podałem mu piłkę, a on poszedł i strzelił szóstą bramkę, z tym złamaniem!". Szybko wertujemy przytargane materiały - wszystko się zgadza. To było pierwsze podejście Lechii do ekstraklasy, jeszcze nieudane. Nasze zdumienie przerywa głos siedzącej dyskretnie z boku małżonki. - "A tak się bał, że nie będzie nic pamiętał" - podśmiewa się, gładząc kota-rozrabiakę. Panu Jakubowi też jakby dodaje to otuchy.

Od Jasienia po Gdańsk

Urodził się w 1914 roku we wsi Jasień, będącą teraz dzielnicą Ustrzyk Dolnych, stolicy Bieszczad. Wychował się jednak w Przemyślu, gdzie przeniósł się wraz z mamą i gdzie w młodym wieku zastała go jej śmierć, czyniąc go sierotą. Później znalazł się we Lwowie i pewnego dnia właśnie tam został wypatrzony podczas ganiania za piłką z nastoletnimi rówieśnikami. A gdy parę dni później w debiucie w Świtezi Lwów strzelił dwie bramki, dające jego pierwszemu klubowi zwycięstwo 2:1, było już oczywiste, że kariera piłkarska jest mu przeznaczona. Był to początek lat trzydziestych.

Przed wojną grał jeszcze w Pogoni Stryj, w okręgu lwowskim. Zresztą występował również w reprezentacji polskiego wtedy jeszcze Lwowa, czyli piłkarzem był nieprzeciętnym. Jego nazwisko przetrwało zresztą wojnę, po której z łatwością znalazł miejsce w mecce lwowskich repatriantów, Polonii Bytom. A grali tam tacy zawodnicy, jak późniejsi trenerzy reprezentacji Polski, Koncewicz i Matyas, a także parę innych futbolowych znakomitości. Jakub Smug wkrótce postanowił jednak udać się nad morze, gdzie mieszkał jego brat. Pod koniec 1946 roku zameldował się w Trójmieście. Mieszkał we Wrzeszczu, pracował jako krawiec i dołączył do rosnącej w siłę Lechii.

W 1947 roku biało-zieloni, już ze Smugiem w składzie, pierwszy raz walczyli o ekstraklasę, ale jeszcze bez powodzenia. Zajęli ostatnie miejsce w grupie z chorzowskim Ruchem, Legią, Tarnovią i Widzewem. Ale już rok później nie mieli sobie równych i w pięknym stylu awansowali do pierwszej ligi. Gdy ekstraklasa pierwszy raz zawitała do Gdańska, pan Jakub miał już 35 lat. Ale wciąż grał, w legendarnym meczu z Ruchem Chorzów kryjąc 13 lat młodszego Cieślika, legendę polskiej piłki. Pożegnał się z piłką po występie w kończącym pierwszoligowy sezon, przegranym 0:8 meczu z Polonią Bytom. Wściekły, że wziął udział w ustawionym spotkaniu.

Głupio-honorowy

W historię o meczu w Bytomiu trochę nie do końca chcieliśmy wierzyć. Ale w pewnym stopniu można było ją zweryfikować. Przed ostatnią kolejką inauguracyjnego dla Lechii sezonu w ekstraklasie, gdańszczanie byli już zdegradowani (11 pkt.), a drugie spadkowe miejsce mogła zająć Polonia Bytom (15 punktów, bilans bramkowy: -14) lub Ruch Chorzów (17 punktów, bilans bramkowy: -8). Bytomianie grali z Lechią Gdańsk, natomiast chorzowianie podejmowali Lecha Poznań. Zakładając porażkę Ruchu, Polonia rzeczywiście miała jeszcze nadzieję na utrzymanie, musiała jednak wygrać wysoko, co najmniej sześcioma bramkami. Kalkulacja i tak wzięła jednak w łeb, gdyż biało-niebiescy uporali się z Lechem 2:0 i Polonii nie pomogłoby jakiekolwiek zwycięstwo. Oczywiście wynik 8:0 mógł być czysto przypadkowy, ale wydaje się, że fakty uwiarygodniają tę opowieść, a wraz z nią całość wspomnień Jakuba Smuga, nie tylko jednego z ostatnich świadków tych niebywale odległych, historycznych już wydarzeń, ale również ich uczestnika.

- "Straciłem za młodu rodziców, wychowałem się w sierocińcu. Całe życie zdany byłem na siebie. Byłem trochę głupio-honorowy, nie lubiłem nigdy nic od nikogo brać, bo uważałem, że bez pracy nie ma kołaczy. I nigdy nic nie dostawałem. Z Lechii nie otrzymałem nigdy złotówki" - wspomina dzisiaj staruszek, ale bez wrażenia, że jest to wyrzut, że pragnie jakichś zadośćuczynień. Wręcz przeciwnie, cały czas zachowuje dobry nastrój. Może doskonale maskuje emocje, bardziej jednak wygląda to na twardość charakteru, dumę, która nie pozwala mu zbaczać z wyznawanych zasad, ambicję, nawet po tylu latach nie pozwalającą gloryfikować postaci, o których nie zachował najlepszych wspomnień. Najlepszym przykładem konflikt z Romanem Koryntem i niechęć do łatwych, nieszczerych, medialnych pogodzeń, mimo jednoczesnego uznania legendy Lechii za faktycznie jej najlepszego zawodnika w całej historii. Ale nic nie jest przecież przesądzone, przez kilkadziesiąt lat nie było okazji do wyjaśnienia sobie tej przykrej sprawy. Z pewnością wiele zależy teraz od tego, czy pan Jakub pojawi sie jeszcze na Traugutta, czy uda się go do tego przekonać.

Czy nas zaszczyci?

Jakub Smug ma już swoje lata, imponujący wiek, który powoduje, że powinien być dla Lechii skarbem, bo jego wspomnienia mają wartość historyczną. Co więcej, on sam jest żywą historią klubu. Jego słowa, to nie legendy przekazywane z ust do ust, ale bezpośredni przekaz jednego z pionierów Lechii. Może nie tak barwnego i wygadanego jak Rogocz, może nie tak utytułowanego jak Korynt, ale być może ostatniego piłkarza, który pamięta klub z 1946 roku i który za swoją grę nie pobierał wynagrodzenia, co w dzisiejszych czasach może być wyznaniem szokującym. 60-lecie istnienia Lechii to najlepsza w tej chwili okazja, aby przypomnieć jego sylwetkę starszym i młodszym kibicom. Zrobimy, co w naszej mocy, żeby w sobotę, mimo wątłych sił, pojawił się na meczu benefisowym i po 56 latach znów zebrał na tym magicznym stadionie zasłużoną burzę oklasków. To on - wraz z pozostałymi, nielicznymi już niestety bohaterami tych odległych czasów - powinien być najprawdziwszą i pierwszoplanową gwiazdą tych obchodów. Po prostu na to zasługuje. Dwieście lat, panie Jakubie!

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
LUDZIE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.216