Z możliwościami malborskiego duetu trener Tomasz Borkowski miał okazję zapoznać się bardziej bezpośrednio jako członek sztabu szkoleniowego reprezentacji Pomorza rocznika 1989, a mniej - gdy jego chłopacy grali z Pomezanią i nierzadko wyraźnie przegrywali, jak choćby przy okazji wiosennych starć w lidze (0:2 i 0:3). Dlatego w stresie oczekiwał pomyślnego końca negocjacji. W końcu udało się, sięgnięto do klubowej kasy i obaj nastolatkowie stali się własnością Lechii.
Chyba jednak nawet "Borek" nie przypuszczał, że tak błyskawicznie wkomponują się w zespół. Młodszym lechistom brakowało dotąd szczególnie wartościowych graczy środka pola, zwłaszcza że Marcin Wojtkiewicz przesunięty został do obrony, a Krzysztof Kurowski zmagał się ostatnio z kontuzją. To właśnie oni tworzyli parę środkowych pomocników w minionym sezonie i po obu została niezagospodarowana dziura. Widoczna po raz kolejny w środowym meczu w Nowym Dworze Gdańskim, gdzie gdańszczanie znów zagrali słabo i z trudem wymęczyli minimalne zwycięstwo. Jedyną bramkę zdobył Adam Ostęp.
W spotkaniu z Chojniczanką oblicze Lechii było już diametralnie inne. Faworyci zdecydowanie przeważali i stopniowo podwyższali wynik. Świetnie rozumiejący się malborczycy nie tylko kierowali całą grą, ale strzelali wyjątkowej urody gole. Najpierw drobny Damian Szuprytowski po rajdzie przez pół boiska jak między słupkami, następnie Michał Kośnikowski po strzale w okienko z ponad 20 metrów, następnie znów Damian, który nieprawdopodobnie oszukał całą obronę. Dopiero wtedy do głosu doszła starszyzna drużyny. Na 4:0 strzelił Kamil Dziengielewicz, a wynik ustalił pięć minut po wejściu na boisko Piotr Sekuła. Lechiści wyglądali tak, jakby wreszcie uwierzyli w swoje możliwości. Czekamy na potwierdzenie tej obserwacji w kolejnych meczach.
Jednym kadra pęcznieje, innym topnieje. Rafał Loda podjął jednak decyzję o pozostaniu na rundę jesienną w Kartuzach. Defensor wiele do stracenia nie ma - choćby nawet nadal nie zyskał zaufania czekającego na pierwszą wygraną w trzeciej lidze Mieczysława Gierszewskiego - bo i tak mnóstwo czasu spędza na reprezentacyjnych wojażach. Właśnie wrócił z dwutygodniowej eskapady do Czech, gdzie brał udział w turnieju im. Vaclava Jeżka. Ale być może juniorzy starsi doczekają się jeszcze wzmocnień. Chodzą słuchy o zawodniku z Szamotuł, a także rozpadającej się Chojniczanki, z której co najmniej jedno nazwisko trafiło po niedzielnym meczu do notesu trenera Romana Kaczorka.
Starsi chojniczanie zaprezentowali na sztucznej murawie zaskakująco dobrą i mądrą grę, więc gdy 17 sekund przed końcem pierwszej połowy strzelili bramkę, objęli w pełni zasłużone prowadzenie. Lechiści, u których mizernie w tym sezonie spisuje się zwłaszcza druga linia, obudzili się dopiero po przerwie. Dwa gole Roberta Hirsza dały prowadzenie 2:1, a wynik ustalił Jakub Kawa - na ten moment jedyny zawodnik obok Krzysztofa Leszka, na którego dobrą postawę można liczyć w każdym meczu. Przy jego bramce asystował Michał Boszke, małe objawienie minionego tygodnia, wciąż jednak wystawiany do gry na zaledwie kilka końcowych minut.
"Jak widać, gramy tylko w drugiej połowie", ironizował trener Kaczorek, nawiązując do tego, iż 10 z 11 goli tego sezonu jego podopieczni strzelili właśnie po przerwie. W pierwszych 45 minutach zdołał jak dotąd trafić tylko Daniel Romanowski w środowym meczu z Polonią. Biało-zieloni znów nie mieli żadnych problemów z pokonaniem lokalnego rywala, co udokumentowali strzelając w drugiej odsłonie kolejne gole i wygrywając 4:0.
MICHAŁ KOŚNIKOWSKI. Tydzień temu przekręciliśmy za trenerem jego nazwisko, teraz byłby to już wstyd niewybaczalny. Nowy lechista zaprezentował się może nie tak efektownie jak jego malborski kolega Damian, który dryblował i strzelał gole w iście brazylijskim stylu, ale za to wywarł wrażenie zawodnika wszechstronnego. Nieprzeciętnie waleczny, dbający o grę obronną, a przy tym rwący zespół do ataku. Mało brakowało, żeby w ogóle nie wystąpił z powodu urazu prawej ręki. Sędziowie zgodzili się jednak, żeby grał z opatrunkiem z tworzywa sztucznego. Kiedy 22 minuty przed końcem został zdjęty z boiska, gra drugiej linii momentalnie przestała się kleić.
JS: Polonia Gdańsk - Lechia Gdańsk 0:4 (0:1)
Kawa 2, Romanowski, Hirsz (k)
LECHIA: Leszek - R. Kobylarz, Barski, Ł. Kobylarz (80' Fila), Laskowski - Romanowski, Pietrowski (71' Boszke), Pietroń (71' Bladowski), Osewski - Hebda (46' Hirsz), Kawa.
JS: Lechia Gdańsk - Chojniczanka Chojnice 3:1 (0:1)
Hirsz 2 (1k), Kawa
LECHIA: Leszek - Ł. Kobylarz (70' R. Kobylarz), Barski, Osewski - Romanowski (87' Boszke), Pietrowski, Pietroń, Hirsz (86' Osłowski), Hebda (46' Gacek) - Bladowski (19' Laskowski), Kawa.
JM: Żuławy Nowy Dw. - Lechia Gdańsk 0:1
Ostęp
LECHIA: Kubiński - Sekuła, Gładczuk, Wojtkiewicz, Mazur - Kowalkowski, Felski, Paszkowski, Michnowicz - Ostęp, Dziengielewicz ORAZ Lebiedowicz, Knotowski, Witanowski, Mocarski.
JM: Lechia Gdańsk - Chojniczanka Chojnice 5:0 (2:0)
Szuprytowski 2, Kośnikowski, Dziengielewicz, Sekuła
LECHIA: Kubiński - Weber, Gładczuk (56' Sekuła), Wojtkiewicz, Mazur - Kowalkowski (56' Michnowicz), Kośnikowski (58' Kurowski), Szuprytowski, Witanowski (53' Felski) - Dziengielewicz (62' Paszkowski), Ostęp (52' Podgórski).