Gdańsk: niedziela, 19 lipca 2026

Tygodnik lechia.gda.pl nr 23 (23/2005)

6 września 2005

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

NIEPOKOJĄCA FORMA JUNIORÓW STARSZYCH

Żegnaj druga ligo

Niedowierzanie i duży niepokój po meczu juniorów starszych. Bezbramkowy remis z Debiutantem nie oddaje dyspozycji lechistów, pełnej wyjątkowej nieudolności, kiksów i strat. Drużynie przydałby się wstrząs, bo w porównaniu z młodszymi kolegami wydaje się uprawiać jakąś inną dyscyplinę sportu, a co gorsza, kryzys się pogłębia.

MICHAŁ JERZYK
Gdańsk

Lechiści mają czego żałować szczególnie dlatego, że po raz pierwszy w tym sezonie na ich mecz pofatygował się trener Marcin Kaczmarek. Nie wytrzymał nawet do przerwy. Jeszcze w trakcie pierwszej połowy wsiadł do samochodu i odjechał. Nastolatkowie mogą więc sobie pogratulować utwierdzenia szkoleniowca w dotychczasowym przekonaniu, że żaden z nich nie zasługuje choćby na epizody w drugiej lidze.

Dobrze, że nie wygrali

Trener Roman Kaczorek po ostatnich eksperymentach wrócił do ustawienia 4-4-2. Do gry na prawej stronie pomocy desygnowany został Rafał Loda, którego w zeszłym tygodniu skazaliśmy już na Cartusię, ale który po powrocie ze zgrupowania reprezentacji postanowił jednak zostać przy Traugutta. Być może jest przemęczony ostatnimi podróżami i środowym sparingiem w seniorach, bo wierzyć się nie chciało, że jeden z najlepszych 17-latków w kraju może spisywać się tak słabo i jeszcze zarobić żółtą kartkę za niewybredny faul. Najgorsze jednak, że w sobotę słabość była cechą praktycznie wszystkich jego kolegów i wszystkich formacji.

Jedynym światełkiem w tunelu była gra Marcina Pietrowskiego, który obdarował partnerów kilkoma kluczowymi podaniami i potrafił dawać sygnał do ataku nawet będąc w defensywie, do której został przesunięty po przerwie. Światełko zgasło, gdy kwadrans przed końcem tak wyłożył piłkę napastnikowi gospodarzy, że ten stanął oko w oko z bramkarzem Lechii. Drużyna Debiutanta nie dysponowała jednak takimi umiejętnościami oraz zimną krwią, żeby skorzystać nawet z równie pięknych okazji. W całym spotkaniu miała ich kilka, ale Krzysztof Leszek bez większego wysiłku zachował czyste konto.

Może dobrze się stało, że i Lechia nie wykorzystała kilku swoich sytuacji (Robert Hirsz trafił w słupek, Jakub Kawa przegrał sam na sam), bo punkty nie są w tej rundzie najważniejsze, a zwycięstwo mogłoby znów zamaskować liczne niedociągnięcia. Jak w poprzednich spotkaniach, kiedy nie wyciągnięto wniosków z mizernych osiągnięć do przerwy. Pochwalony przez nas przed tygodniem Michał Boszke tym razem w ogóle nie otrzymał szansy gry, podobnie jak Robert Bladowski i Gracjan Gacek, mimo że do wykorzystania były jeszcze dwie zmiany, a na zejście z boiska zasługiwał prawie każdy zawodnik. To nie do pomyślenia, żeby na takim poziomie każdy popełnił taką ilość błędów...

Teraz będziesz bramkarzem

Szkoda, że bodaj tylko Bartłomiej Barski został na meczu młodszych kolegów, bo można było podpatrzeć, jak się powinno grać w piłkę. Mnóstwo zaangażowania, dyscypliny taktycznej i futbolowej pomysłowości. Lechiści zaprezentowali cały wachlarz możliwości strzelania bramek. Trafiali po rzucie rożnym (Łukasz Gładczuk), grając do końca, gdy rywale stoją i czekają na gwizdek (Wiktor Mazur), po efektownej dwójkowej akcji (Michał Kośnikowski), po prostopadłym zagraniu i ominięciu zwodem bramkarza (Damian Szuprytowski), z wypracowanego rzutu karnego (Kamil Dziengielewicz) oraz po uderzeniu z 30 metrów (Krzysztof Kurowski). Ale i gospodarze zdołali dwukrotnie przeprowadzić skuteczny kontratak, strzelając na 1:3 oraz 2:5.

Zwycięstwo zdecydowanie dominującej Lechii nie było jednak zagrożone ani przez moment. Trener Tomasz Borkowski zestawił pierwszą jedenastkę identycznie, jak przed tygodniem, mimo że jego kadrę zasilił upragniony i wyczekiwany Tomasz Leier, który w kwietniu zaliczył już trzecioligowy debiut w Unii Tczew. Pertraktacje były burzliwe, w środę tczewski klub zawiesił nawet 16-latka na pół roku za absencje treningowe, ale jeszcze tego samego dnia doszedł z Lechią do porozumienia. Leier pojawił się w drugiej połowie w roli rozgrywającego i pokazał na razie jeszcze tylko przebłyski sporych możliwości.

Rywalizacja toczyła się nie tylko na boisku, ale i na ławkach trenerskich, na których zasiedli nie darzący się sympatią Borkowski i Jerzy Brzyski. Im wygrana Lechii była coraz bardziej przesądzona, tym trenera Debiutanta coraz bardziej ponosiła fantazja. Gdy przy stanie 4:1 dla Lechii sfaulowany przez bramkarza Dziengielewicz szykował się do wykonania jedenastki, Brzyski ściągnął golkipera i kazał stanąć w bramce zawodnikowi z pola, już na stałe. "Będziesz u mnie pierwszym" - motywował ogromnie niezadowolonego z takiego obrotu sprawy, ale całkiem nieźle spisującego się w nowej roli zawodnika.

Bohater dwumeczu

JANUSZ WEBER. Juniorzy młodsi zagrali tak równo i zespołowo, że wyróżnienie kogoś w ich szeregach stało się tym razem nie lada trudnością. Postawiliśmy na prawego obrońcę Lechii, bardzo pewnego i spokojnego w interwencjach, w meczu z Debiutantem znakomicie realizującego defensywne zadania. Ale nie tylko - jego efektowny, dynamiczny rajd w pierwszej połowie według części obserwatorów powinien zakończyć się rzutem karnym dla Lechii. "Janek" ustępuje pozostałym kolegom z defensywy warunkami fizycznymi, ale udanie nadrabia to ciekawymi umiejętnościami i naprawdę wielkim sercem do gry.


JS: Debiutant Gdańsk - Lechia Gdańsk 0:0

LECHIA: Leszek - R. Kobylarz (46' Romanowski), Ł. Kobylarz, Barski (46' Jarosz), Laskowski - Loda, Pietrowski, Pietroń, Osewski - Hebda (46' Hirsz), Kawa.


JM: Debiutant Gdańsk - Lechia Gdańsk 2:6 (0:3)
Gładczuk, Weber, Kośnikowski, Szuprytowski, Dziengielewicz (k), Kurowski

LECHIA: Kubiński - Weber, Gładczuk (57' Michnowicz), Wojtkiewicz, Mazur - Kowalkowski (41' Sekuła), Kośnikowski (58' Kurowski), Szuprytowski, Witanowski (41' Felski) - Ostęp (41' Leier), Dziengielewicz (66' Podgórski).

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2026. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.036