Heko Czermno. Cóż to za klub?
Jeszcze niedawno nikt o nim nie słyszał. Dziś Heko Czermno gra na centralnym szczeblu rozgrywek piłkarskich w Polsce, na który przez lata musiał się wspinać tak zasłużony i duży klub, jakim jest Lechia. KS Heko to zachcianka pana Henryka Koniecznego - właściciela fabryki owiewek samochodowych o tej samej nazwie. Czermno, w którym gra drugoligowy beniaminek, to malutka miejscowość leżąca między Końskimi i Piotrkowem Trybunalskim, licząca 1200 mieszkańców. Powstanie klubu datuje się na rok 1998, kiedy to wystartował on w rozgrywkach klasy B. Z roku na rok notował kolejne awanse do wyższych klas rozgrywkowych, jedyny - dwuletni przestój zaliczając w trzeciej lidze.
Jak na zapleczu ekstraklasy spisuje się nasz najbliższy rywal?
Zespół Heko jest właściwie sporą niewiadomą. Do tej pory zanotował po jednym zwycięstwie i porażce, oraz cztery remisy. Siedmiopunktowy dorobek sytuuje czermnian o trzy pozycje wyżej w tabeli od Lechii. W dotychczasowych dwóch domowych spotkaniach Heko nie zdołało jeszcze zwyciężyć. Urwało jednak punkty silnemu Widzewowi remisując z nim 1:1, zaś na wyjeździe potrafiło pokonać pretendenta do awansu, Kujawiaka Włocławek. U bukmacherów w meczu z Lechią może być nawet faworytem, gdyż nie zanotowało jeszcze takich wpadek, jakie przytrafiły się biało-zielonym w meczach z Ruchem czy Śląskiem.
Z kogo nie będzie mógł skorzystać w Czermnie trener Kaczmarek?
Kłopoty kadrowe ostatnio mocno dawały się we znaki gdańskiemu beniaminkowi. Nie inaczej może być w meczu z Heko. Będzie to bowiem drugi i ostatni mecz karencji Pawła Pęczaka za czerwoną kartkę, jaką ujrzał w spotkaniu z Ruchem. Nie można też być pewnym gry Sebastiana Fechnera, który kuruje się już od meczu w Bielsku-Białej i mimo zapowiadanej tylko dziesięciodniowej przerwy w grze, ta wciąż się przedłuża. Na pewno nie dojdzie też do debiutu na drugoligowych boiskach Piotra Wiśniewskiego. W sobotę przeszedł on kolejną operację kolana i przed nim jeszcze długi okres oczekiwania powrotu na zieloną murawę.
Jakie wnioski po ostatnich porażkach powinien wyciągnąć szkoleniowiec Lechii?
Na ten temat można snuć różne dywagacje. Najlepiej w temacie potrzebnych zmian zorientowany jest z pewnością sam trener, jednak spróbujmy podsunąć mu kilka wskazówek. Przede wszystkim, Kaczmarek musi wreszcie oderwać się od ustawienia 4-5-1, na które uparcie do tej pory stawiał, a które nie zdawało egzaminu. Jedynie w dwóch (z Widzewem i Ruchem) z sześciu dotychczasowych spotkań w takim właśnie ustawieniu Lechii udawało się strzelać gole. W czterech pozostałych bramki padały w momencie, kiedy lechiści grali już dwoma napastnikami. I chyba taki wariant jest najbardziej korzystny. Przy pozostałych pozycjach, ze względu na absencje niektórych graczy, "Mały Bobo" nie będzie miał większego pola manewru. Choć patrząc na mizerię w postawie poniektórych zawodników w ostatnich spotkaniach, warto może by było dać szansę jakiemuś wyróżniającemu się juniorowi?
Lechia nie może przegrać, bo:
Jest kilka podstawowych powodów, dlaczego Lechia nie może przegrać w Czermnie. Po pierwsze, porażka w małym Czermnie, z pełnym szacunkiem dla naszego niedzielnego rywala, byłaby jednak odebrana jako wstyd dla wielkiego klubu, jakim jest Lechia. Po drugie, biało-zieloni nie mogą dopuścić do straty trzech punktów ze względu na swoją nieciekawą pozycję w tabeli. Aby oddalić się od rejonów zagrożonych bezpośrednim spadkiem, Lechia musi przynajmniej zremisować. Porażka może nie tylko znacznie pogorszyć morale gdańskich zawodników, ale także zepchnąć Lechię do strefy spadkowej. A taka sytuacja oznaczałaby alarm awaryjny, wzywający do natychmiastowej reakcji w postaci większych zmian. A tego nikt przecież nie chce.