Gdańsk: piątek, 18 października 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 26 (26/2005)

27 września 2005

STANISŁAW STACHURA O PRACY W LECHII

Nie jestem koordynatorem

"Na pewno Lechia ma problemy kadrowe. Na pewno przydałoby się pozyskać lepszych zawodników. Ale tak krawiec kraje, jak materii staje" - mówi Stanisław Stachura, od bieżącego sezonu konsultant trenera Marcina Kaczmarka w Lechii Gdańsk.

MICHAŁ KORNIAHO

Warto, żeby na początek przybliżył pan zwłaszcza młodszym kibicom przebieg swojej kariery.
- Moja kariera piłkarska i trenerska była bardzo bogata. Jestem wychowankiem ŁKS-u. Grałem tam w zespole juniorów, a także reprezentacji Polski. Następnie przez prawie dziesięć lat występowałem w pierwszej lidze. Jeżeli chodzi o sprawy trenerskie, to po ukończeniu studiów prowadziłem zespół trampkarzy w ŁKS-ie. I tak się złożyło, że z pierwszego naboru wyłoniło się później dwóch reprezentantów Polski: Marek Dziuba i Andrzej Milczarski. Następnie wyjechałem do Szwecji, potem pracowałem z Leszkiem Jezierskim w Widzewie, potem w Górniku Wałbrzych. W wieku 34 lat, czyli tylu, ile teraz ma Marcin Kaczmarek, zostałem pierwszym trenerem ŁKS-u. Później przyjechałem na Wybrzeże, gdzie pracowałem praktycznie we wszystkich zespołach. Najpierw w Olimpii Elbląg, po czym wyjechałem za granicę i trenowałem pierwszoligowy zespół jordański, Al Jazeera, z którym zdobyłem krajowy puchar. Następnie wróciłem do kraju i pracowałem w Bałtyku, Polonii, Arce, Lechii, Lechii/Polonii, a aktualnie pracuję na uczelni i prowadzę piątoligowy zespół Polonii Gdańsk.

Zatrzymajmy się na okresie Lechii/Polonii. Co według pana przyczyniło się do śmierci tego tworu? Czy mogło to się potoczyć inaczej?
- Układ był następujący. Lechia była w trzeciej lidze i cały czas borykała się z kłopotami finansowymi. Tak zresztą było przez długi okres czasu. Natomiast Polonia była w drugiej lidze. Do akcji włączył się Antoni Ptak, który chciał zbudować na Wybrzeżu silny zespół. Lechia miała za sobą rzesze kibiców. Prezes uważał, że na bazie tych dwóch klubów uda się tu stworzyć zespół pierwszoligowy. Ale nic z tego nie wyszło i pozostały tylko długi, z którymi mamy kłopot do dzisiaj. Trudno, nie udał się ten mariaż, przeszedł do historii. I bardzo dobrze się stało, że Lechia zaczęła robić to wszystko na nowo, od początku, budując zespół od A-klasy. Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że Lechia gra w drugiej lidze, a Polonia z długami potyka się w lidze piątej.

Kiedy Lechia odradzała się, Lechia/Polonia umierała w czwartej lidze. Wówczas jeszcze sympatycy piłki w Gdańsku byli podzieleni na zwolenników odbudowy od podstaw i na tych, którzy chcieli podtrzymać miejsce Lechii/Polonii przy życiu z nadzieją, że uda się to jeszcze postawić na nogi. Za którą wówczas opcją pan się opowiadał?
- Powiem tak. Gdyby zwyciężyła opcja podtrzymania przy życiu Lechii/Polonii, to wówczas byłaby o wiele cięższa sytuacja. Klub ten miał wówczas tyle długów, że nie byłby w stanie wyjść z kryzysu. Natomiast OSP Lechia, które powstało jako nowe stowarzyszenie, rozpoczęło swoją działalność praktycznie od zera. Do tego włączyło się miasto i na dzień dzisiejszy warunki organizacyjne są bardzo dobre. Lechia korzysta z obiektów MOSiR-u i jest ogromnym plusem, że nie obciąża to budżetu klubu.

Funkcję trenera Polonii łączy pan z funkcją konsultanta trenera Kaczmarka. Na czym ona polega? Za co jest pan odpowiedzialny?
- Sytuacja jest taka, że wyniki Marcina przerosły jego staż i w takim układzie PZPN zrobił bardzo dobrze czyniąc wyjątek. To drugi taki wyjątek w Polsce, gdyż podobny ma miejsce w Zabrzu, gdzie trenerem Górnika jest Marek Wleciałowski, a jego pomocnikiem trener Żmuda. Wleciałowski jest, podobnie jak Marcin, także młodym trenerem, dobrze mu idzie. W Lechii nie jestem żadnym koordynatorem, jak to niektórzy mówią. To złe określenie. Jestem konsultantem, do dyspozycji Marcina. Jeśli ma jakieś problemy trenerskie, może się do mnie zwrócić, rozmawiamy na różne tematy. Ale koncepcja prowadzenia zespołu, ustalanie składu i wszystkie inne decyzje podejmuje samodzielnie.

Czy mógłby pan ocenić poczynania sztabu szkoleniowego Lechii?
- Z pewnością mógłbym mówić o nich w samych pozytywach. Ale nie chciałbym szczegółowo się na ten temat wypowiadać, bo jest mi trochę niezręcznie.

Czy nie jest to trochę tak, że jest pan postacią jedynie figurującą w kadrze szkoleniowej? A może rzeczywiście ma pan jakiś swój współudział w podejmowanych przez trenera Kaczmarka decyzjach?
- Powiem jak to wygląda w praktyce. Co tydzień spotykamy się i rozmawiamy na temat meczu, który się ostatnio odbył. Takie spotkania odbywają się tutaj w Gdańsku, rozmawiamy i dyskutujemy. Więc nie jest to tylko funkcja na papierze. A poza tym jestem emocjonalnie związany z klubem i z samym Marcinem, którego znam od dziecka.

Nakłaniał pan trenera Kaczmarka do zmiany taktyki z 3-5-1 na 4-4-2? Zanim doszło do tej zmiany, spora część widowni niecierpliwiła się, widząc że Krzysztof Rusinek nie jest w stanie podołać roli osamotnionego napastnika.
- Sytuacja wcale nie wygląda tak, jak to oceniają z boku kibice. To, że ostatnio większość spotkań Lechia rozgrywała z jednym napastnikiem nie oznaczało wcale, że piłkarze mieli grać defensywnie. Bo już w meczach z silnymi przeciwnikami, jak Jagiellonią, Widzewem, Ruchem czy nawet w tym słabszym meczu ze Śląskiem, Lechia grała ofensywnie. Sytuacja występowania jednym napastnikiem jest podyktowana możliwościami personalnymi tego zespołu. Prawda jest taka, że w tym systemie drugim napastnikiem, lekko cofniętym, jest Wojciechowski, który ma dużo luzu na boisku i nie ma obowiązku gry w destrukcji. Są jeszcze dwaj bardzo dobrzy boczni pomocnicy. I nie jest istotne, w jakim ustawieniu wychodzi się na boisko, jak to wygląda na papierze, ale jak realizuje się założenia taktycznie. I teraz popatrzmy: jest Rusinek z przodu, jest Sławek Wojciechowski, który włącza się do akcji ofensywnych, są dwaj boczni pomocnicy - to mamy już czterech, i do tego włącza się jeszcze Pęczak. Mamy pięciu ludzi, którzy niejednokrotnie uczestniczą w akcjach ofensywnych. Natomiast w ustawieniu 4-4-2 oni nie mają już takiego luzu i główna siła ofensywna spoczywa na napastnikach. Na dzień dzisiejszy wyróżniającym napastnikiem jest Rusinek. Natomiast dwóch chłopaków, którzy w najbliższym czasie również powinni grać dobrze - mam tu na myśli Kazubowskiego i Gronowskiego - plus kontuzjowany Wiśniewski, też są do grania. I trener Kaczmarek również wystawia z powodzeniem dwójkę z przodu.

Czy rzeczywiście z powodzeniem? Kazubowski, Gronowski to zawodnicy nieopierzeni, często zagubieni. Do tego Rusinek nie jest typowym egzekutorem, raczej wypracowuje sytuacje bramkowe. Nie uważa pan, że zbyt pochopnie zrezygnowano z nominalnych napastników jak Bławat czy Piotrowski?
- Temat nie jest taki prosty do rozwiązania. Bo gdyby Lechia miała tyle kasy, ile by sobie życzyła, to na pewno wzmocnienia tego klubu byłyby inne. Trzeba patrzeć na potencjał finansowy klubu. Udało się ściągnąć bardzo wartościowego zawodnika Pęczaka, wartościowego Janusa. Zawodnikiem Lechii jest Fechner. I są pozostali zawodnicy, grający tu już wcześniej. To wszystko, na co stać jest Lechię. I przy tych pieniądzach, jakimi Lechia dysponuje, takie wzmocnienia były wzmocnieniami bardzo istotnymi, mającymi wpływ na poczynania zespołu. Natomiast jeśli chodzi o napastników, to są młodzi zawodnicy o sporym potencjale. Ten potencjał trzeba wykorzystać, dając im szansę grania. Po dziesięć, piętnaście, dwadzieścia minut. Oni muszą zdobywać doświadczenie i po pewnym okresie na pewno będą grali lepiej niż robią to w tej chwili. Temat Piotrowskiego. Gdyby był on teraz zawodnikiem Lechii i grał w A-klasie i od czasu do czasu siedziałby na ławie w drugiej lidze, to ten chłopak nie mógłby się rozwijać. Jest wypożyczony, gra w tej chwili w piątej lidze, rozwija się i w każdej chwili może wrócić do klubu. Jego wypożyczenie było pociągnięciem strategicznym, żeby grał. I na pewno większym pożytkiem dla niego jest gra w piątej lidze niż w A-klasie, czekanie i może wejście od czasu do czasu na jakiś ogon w drugiej. Trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że zespół nie doznał super wzmocnień. On awansował i dziś opiera się w dużej części na tym potencjale ludzkim, jaki miał do tej pory. Jest to bardzo ciekawa drużyna, w której jest dużo młodych zawodników i wymaga trochę czasu, aby zrobić z nich graczy przydatnych. Każdy by chciał teraz mieć super napastników, ale jak już wspomniałem, to jest związane z dużymi pieniędzmi. Lechia jest w tej chwili klubem wypłacalnym. Nie jest może klubem za bogatym, ale jak na swoje możliwości prowadzi bardzo rozsądną politykę, przeprowadza bardzo rozsądne wzmocnienia. Zresztą widać, że formacja defensywna spisuje się bardzo przyzwoicie...

Nie zawsze. W Czermnie wyglądało to bardzo ubogo.
- Zgadza się, ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że przed tym spotkaniem w zespole zostały wyrwane dwa zdrowe zęby. Pęczak i Fechner. A ci zawodnicy, którzy nie mają takiego doświadczenia, nie grali w drugiej lidze i nie byli w stanie zastąpić z dnia na dzień podstawowych graczy. Grając słabszy mecz ze Śląskiem bez dwóch takich zawodników zostały stworzone cztery stuprocentowe sytuacje. Niestety niewykorzystane na skutek braku doświadczenia, nerwowości i tak dalej.

Brak pełnowartościowych zmienników to chyba jeden z większych problemów Kaczmarka.
- Na pewno Lechia ma problemy kadrowe. Na pewno przydałoby się pozyskać lepszych zawodników. Ale tak krawiec kraje jak materii staje. Sytuacja finansowa klubu jest określona. Środki przeznaczone na wzmocnienia zostały wykorzystane. To jest dopiero pierwsza runda klubu w drugiej lidze. Zobaczymy, co się urodzi w drugiej rundzie. Jeśli chce się budować silny zespół, a wszyscy chcą, żeby była tu pierwsza liga, to musi być dopływ środków finansowych. Na pewno, gdyby przed ligą było więcej pieniędzy, to byłyby lepsze wzmocnienia. Ale na dzień dzisiejszy nie wybrzydzajmy. Nie wybrzydzajmy. Ten zespół awansował, zawodnicy są w większości stąd. Grają, jak potrafią. Ta drużyna została trochę wzmocniona. I naprawdę trzeba czasu i spokoju, żeby ten zespół okrzepł i dobrze grał. Natomiast na początku sezonu zrobiło się głośno, że wszystko tak dobrze się układa, że jest super. Natomiast biorąc pod uwagę, że mamy tylu młodych zawodników, to czas będzie pracował na ich korzyść. Zaś najsłabsze ogniwa tego zespołu - bo taka jest rozsądna polityka kadrowa klubu - muszą być wymienione. I teraz pytanie: jak wymienione? W zależności od tego, kto będzie na rynku do wzięcia i w zależności od tego, jakimi środkami klub będzie dysponować. Jeżeli nie będzie środków, to otwarcie trzeba sobie powiedzieć, że nie będzie wzmocnień, bo skąd.

Trener Kaczmarek uważa, że potencjał jego zespołu, w sytuacji, gdy nie jest on przetrzebiony kontuzjami i kartkami, jest wystarczający na utrzymanie się w drugiej lidze. Zgadza się pan z tym?
- Tak. W kadrze jest wielu młodych zawodników, którzy w miarę upływu czasu będą się rozwijali, nabiorą doświadczenia i pozbędą się nerwowości. A żeby zdobyć doświadczenie, to trzeba grać. Potencjał ich umiejętności jest na bardzo przyzwoitym poziomie. Przy solidnej pracy na pewno będzie następował drobny postęp. I wszyscy by chcieli, żeby ten zespół pięknie grał i wygrywał. Ale to jest tak, że wszyscy w całej Polsce poszukują super napastników, a tych napastników nie ma. Nasi napastnicy, to są naprawdę fajni chłopcy. I Kazubowski, i Gronowski, i Wiśniewski. Ale trzeba trochę czasu. Wiśniewski cały czas boryka się z kłopotami zdrowotnymi. Teraz po usunięciu części łękotki zaczął dopiero lekkie treningi. On z pewnością też jest ciekawym zawodnikiem, ale nie miał jeszcze okazji pokazania się na boisku w drugiej lidze.

Wróćmy do pana osoby. Jest pan jednocześnie trenerem Polonii Gdańsk. Praca na Traugutta chyba jest jednak bardziej łakomym kąskiem. Nie czyha pan po cichu na potknięcie trenera Kaczmarka i objęcie po nim stanowiska?
- Nie, takie podejście absolutnie nie wchodzi w rachubę. Ja już swoje lata pracy w zespołach pierwszo- i drugoligowych mam za sobą. W tej chwili zajmuję się zupełnie czymś innym. I gdybym miał zamiary objęcia funkcji trenera Lechii, to ze względów moralnych nie podjąłbym się tej funkcji, którą aktualnie pełnię. Ta funkcja wyskoczyła znienacka, z dnia na dzień. Był potrzebny trener z licencją, który mógłby pomóc i którego zaakceptowałby Marcin Kaczmarek. Z wielką przyjemnością wyraziłem na to zgodę i on też. Współpraca między nami układa się sympatycznie. Uważam, że Marcin jest bardzo dobrym trenerem, że jeszcze dużo dobrego tu zrobi. Ale trzeba spokoju, spokoju i jeszcze raz spokoju.

Wspomniał pan, że zaangażowanie pana w roli konsultanta było podyktowane potrzebą chwili. Czy taka sytuacja, że został pan zatrudniony na tym stanowisku trochę z przymusu, bo pojawił się taki wymóg określony przepisami, nie działa demobilizująco? Czy może wiąże pan z tą funkcją nadzieje na przyszłość, że załapie się pan w klubie na innym stanowisku? Za niecałe trzy lata trener Kaczmarek będzie mógł już oficjalnie prowadzić zespół bez konsultanta.
- W tej chwili nie wybiegam tak daleko myślami do przodu. Po prostu była taka sytuacja, że trzeba było pomóc i wyraziłem na to zgodę. Gdybym nie wyraził zgody, może kto inny by się na moim miejscu znalazł.

Czy można mówić o gdańskiej tradycji szkoleniowej? Czy trener Kaczmarek może być jej kontynuatorem po swoim ojcu Bogusławie, a także po Wojciechu Łazarku, Grzegorzu Polakowie, Michale Globiszu i Stanisławie Stachurze?
- Ja uważam, że Marcin ma ogromne predyspozycje, żeby być dobrym trenerem. I zacznijmy właśnie od tego. Jako dziecko wychował się na boisku. Grał w drugiej lidze, grał w pierwszej lidze. Kontuzja nie pozwoliła mu na kontynuowanie kariery, bo uważam, że jeszcze przez dwa, trzy lata mógł grać na wysokim poziomie, choćby w dzisiejszej Lechii, gdzie by się bardzo przydał. Do tego ukończył studia. Ma stopień trenera drugiej klasy. Jest młodym, bardzo ambitnym szkoleniowcem. Wszystko przed nim. Właśnie tacy ludzie powinni zastępować tych starszych trenerów, których pan wymienił. I on ma predyspozycje, żeby te oczekiwania spełnić. A do tego jeszcze tradycja rodzinna.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
LUDZIE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.104