Gdańsk: środa, 16 października 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 32 (32/2005)

8 listopada 2005

KORESPONDENCJA Z POLKOWIC

Sukces w Supermiasteczku

W zamożnej dolnośląskiej miejscowości, które nie posiada stacji kolejowej, ale jeszcze w zeszłym roku uczestniczyło w piłkarskiej ekstraklasie, Lechia odniosła długo oczekiwane, pierwsze wyjazdowe zwycięstwo. Nie trzeba było nawet obecności Wojciechowskiego i Pęczaka. W świetle jupiterów biało-zieloni wystrzegli się popełnianych ostatnio błędów, a na ich grę aż miło było patrzeć.

MICHAŁ JERZYK
Polkowice

Kibice Lechii czekali na wyjazdowe zwycięstwo w drugiej lidze cztery i pół roku. 17 czerwca 2001, po bramce Marka Zawady, którą zobaczyły ledwie dwie setki widzów, biało-zieloni wygrali w Ząbkach z Dolcanem 1:0. W przeciwieństwie do meczu w Polkowicach, tamta wiktoria miała wymiar wyłącznie prestiżowy. Była to ostatnia kolejka sezonu, a oba zespoły już przed jej rozpoczęciem miały pełną świadomość nieuchronności swojego losu i spadku z ligi. Jedynym ogniwem, łączącym te wyjazdowe sukcesy, przychodzące Lechii i wtedy, i teraz z tak wielką trudnością, jest osoba Krzysztofa Rusinka. W Ząbkach dopiero po raz piąty założył seniorską koszulkę, co w dużej mierze wynikało z nędznej sytuacji kadrowej klubu, który w prawdziwe tarapaty wpadł parę tygodni później.

Po zachodzie słońca

Niedzielny mecz był więc w tym kontekście jakby z zupełnie innej bajki. Zmierzyły się kluby o stabilnych budżetach, nie skazane bynajmniej na zagładę, w otoczce nad wyraz efektownej. O tej porze roku słońce skrywa się za horyzontem już po godzinie 16:00, więc zaplanowany na godzinę 18:00 mecz mógł się odbyć tylko przy sztucznym oświetleniu. Żaden problem - piłkarze Górnika mają do dyspozycji 1400 luksów, wydobywających się z czterech wysokich masztów. W trakcie meczów tworzą one efektowny widok dla przejeżdżających obok obiektu ruchliwą trasą E65, łączącą północ kontynentu z Bałkanami i Grecją.

Myliłby się jednak ten, kto uznałby 26-tysięczne Polkowice za zabitą dechami dziurę, sugerując się choćby brakiem pasażerskich połączeń kolejowych z tą miejscowością. Od kilku lat gmina znajduje się w najbardziej ścisłej czołówce najbogatszych polskich regionów. To widać nawet na ulicach - schludne i czyste domy, równiutka kostka brukowa, elegancko przycięte trawniki i krzewy, spokój i ład na każdym kroku. Nie przez przypadek dziennik Rzeczpospolita już dwa razy nagrodził w ostatnich latach Polkowice tytułem "Supermiasteczka". Jeszcze paręnaście lat temu było to miejsce jak tysiące innych - biedne, zaniedbane i nudne - teraz grube miliony inwestują tu tak duże korporacje jak Volkswagen, dzięki czemu małą miejscowość stać było nawet na wprowadzenie klubu do pierwszej ligi i sprawne dostosowanie stadionu do jej wymogów.

Gol sezonu

Jeśli szukać wśród piłkarzy Lechii takich, dla których gra przy sztucznym oświetleniu nie miała prawa być żadnym nadzwyczajnym przeżyciem, na pewno w gronie tym znalazłby się Sławomir Wojciechowski oraz Paweł Pęczak. Gdańska drużyna musiała się jednak bez nich obyć, gdyż pierwszemu coraz częściej dokuczają problemy zdrowotne, z kolei drugi musiał odpokutować karę za zbyt częste łapanie kartek. Okazało się przy tym, że pozostali zawodnicy, jak na profesjonalistów przystało, również nie poczuli się zdeprymowani tymi niecodziennymi przecież dla siebie warunkami. Co więcej - można było odnieść wrażenie, że wykrzesało to z nich dodatkowe zasoby zaangażowania i mobilizacji.

Absencje dwóch pewniaków do gry w wyjściowej jedenastce stworzyły szansę pozostałym piłkarzom. Szczególnie Piotrowi Wiśniewskiemu, który przed dwoma tygodniami zadebiutował w drugiej lidze, a teraz - w pierwszym składzie, jako partner Krzysztofa Rusinka. Może za wcześnie na takie sądy, ale poniekąd potwierdziło się, co znaczy strzelecki instynkt. Rusinek nabiegał się, nawalczył, jak zwykle nastwarzał groźnych sytuacji, ale gola tradycyjnie nie zdobył. Wiśniewskiego widać było mniej, ale w 31 minucie popisał się strzałem, który będzie mógł śmiało kandydować do miana bramki sezonu. Długie dośrodkowanie Jakuba Biskupa z prawej strony boiska spadło na 16. metr, gdzie "Wiśnia" minimalnie uprzedził kryjącego go obrońcę i uderzył w sposób szokujący, bez opanowywania piłki, z woleja. Bramkarz do ostatniej chwili miał nadzieję, że ten zaskakujący lob jakimś cudem ominie jego świątynię, bo mógł tylko odprowadzać futbolówkę wzrokiem. Nic z tego - wpadła idealnie w okienko, co wywołało euforię w szeregach Lechii, prowadzącej w tym momencie już 2:0.

Świetny wynik po pierwszej połowie - bo przecież Lechia jeszcze ani razu w bieżącym sezonie nie strzeliła na wyjeździe dwóch bramek, o dwubramkowym prowadzeniu nie wspominając - był zasługą odważnej, ofensywnej postawy gdańszczan, zarazem bardzo uważnej i konsekwentnej gry w tyłach. O ile można jeszcze uznać, że pierwszych kilka minut nieznacznie należało do gospodarzy, to później przyjezdni rozpoczęli swój show. Już w 12 minucie Rusinek powinien wykorzystać sytuację sam na sam, ale bramkarz Jakub Szmatuła okazał się górą. Z minuty na minutę, pracy miał jednak coraz więcej. W 23 minucie aktywny Rusinek wpadł w pole karne i huknął, ale golkiper sparował piłkę prosto do przytomnie nadbiegającego Mariusza Dzienisa, któremu pozostało tylko dostawić prawą nogę i "samolocikiem" świętować zdobycie gola.

Stalowe nerwy

Najwyraźniej po to, żeby wprowadzić do spektaklu nieco dramaturgii, na początku drugiej połowy lechiści pozwolili zdominować się przeciwnikowi. Któryś z kolei rzut rożny zakończył się powodzeniem. Mateuszowi Bąkowi zabrakło centymetrów, by wybronić uderzenie głową Marcina Jeziornego, choć trudno powiedzieć, czy sam nie powinien uprzedzić dośrodkowania do oddalonego o zaledwie pięć metrów strzelca. Podobnie jak w Jaworznie, przede wszystkim zawiniło jednak indywidualne krycie. Na kibiców Lechii padł blady strach, czy aby nie jest to zwiastun nazbyt dobrze znanego scenariusza, w którym im bliżej końcowego gwizdka, tym szanse na punkty się kurczą. Niepokój pogłębiło kolejnych kilka minut, kiedy Górnik uwierzył w swoją szansę i parę razy sprawdził umiejętności bramkarza Lechii. Ten jednak spisywał się bardzo pewnie.

Równie pewnym egzekutorem jedenastek jest Krzysztof Brede, którego umiejętności w tym zakresie okazały się już na wagę niejednego punktu. A próby nerów, jakim każdorazowo musi sprostać, są wyjątkowo duże. Z Jagiellonią ratował remis, w meczu z ŁKS-em od niego zależało uzyskanie zwycięstwa. Tym razem biało-zieloni co prawda prowadzili, ale nie na tyle bezpiecznie, aby dopisywać już sobie w tabeli trzy punkty. Pomógł w tym dopiero Brede, któremu z kolei przysłużył się Biskup, zatrzymany nieprzepisowo tuż po wejściu w pole karne. Nie pomogły nawet zaklęcia Szmatuły, trącenie przez niego ustawionej już na jedenastym metrze piłki. "Heniek" spokojnie ją sobie poprawił i strzelił nie do obrony w lewą stronę.

Inna Lechia

Ta sytuacja definitywnie podcięła skrzydła gospodarzom, na co mógł pożalić się później trener Marek Koniarek, do niedawna pierwszoligowy supersnajper. Lechia z każdą minutą przybliżała się do wygranej, nie ograniczając się jedynie do obrony, ale ambitnie walcząc o każdą piłkę nawet na połowie zrezygnowanych polkowiczan. Wszyscy grali równo, nie było słabych punktów. Tempo spotkania osłabło. Niektórzy gdańscy kibice na tyle się rozochocili, że zaczęli nawoływać piłkarzy do strzelenia czwartej bramki. Zarazem dociekano, kiedy po raz ostatni lechiści wygrali na wyjeździe w takich rozmiarach. Bo że wygrają - już na kilka minut przed końcem nikt nie miał wątpliwości.

Po końcowym gwizdku, grający w bieli piłkarze ochoczo i radośnie podbiegli pod sektor gości. Wśród ponad dwustu znajdujących się na nim osób, najliczniejsi byli fani Śląska Wrocław, mogący przy okazji sprawdzić teren, który w znacznie większej liczbie odwiedzą już przy okazji następnej kolejki. Wsparcie sympatyków lidera drugiej ligi okazało się równie szczęśliwe, jak dzień wcześniej dla wrocławskich piłkarzy, którzy wygrali w Nowym Dworze Mazowieckim po bramce w 90 minucie. Trzy punkty pojechały wreszcie do Gdańska, w którym na nowo zaczęła kwitnąć nadzieja na lepszą przyszłość. Przede wszystkim dlatego, że w Polkowicach nie zagrała Lechia z Radomia i Jaworzna, ale Lechia z Bielska-Białej i Sosnowca.


GÓRNIK POLKOWICE - LECHIA GDAŃSK 1:3 (0:2)
Jeziorny 52' - Dzienis 23', Wiśniewski 31', Brede 68'k

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.133