Rundę jesienną gdańska Lechia zakończyła na trzynastym miejscu z dorobkiem 20 punktów. Wygrała i przegrała po pięć meczów, siedem razy ponosiła porażkę. Tylko Mateusz Bąk i Marcin Janus mogą pochwalić się grą we wszystkich spotkaniach Lechii. Z pozostałych zawodników, tylko Marek Kowalski i Jakub Bławat nie zeszli z boiska na tarczy. Tyle że nie było to spowodowane fantastycznym poziomem gry tych piłkarzy, mającym tak kolosalny wpływ na wyniki całej drużyny, lecz bardzo krótkim pobycie na boisku. Pierwszy zaliczył 11 minut, zaś drugi - 45.
Przyglądając się zawodnikom częściej przebywającym na placu gry, niezłym stosunkiem wygranych spotkań (na poziomie 40%) mogą się poszczycić: Piotr Wiśniewski, Paweł Żuk i Sebastian Fechner. Tuż za nimi plasują się Jakub Gronowski i kapitan biało-zielonych, Maciej Kalkowski. Na przeciwległym biegunie znajduje się Robert Sierpiński, który obok Bławata nie "wygrał" żadnego meczu. Dwa z trzech pojedynków z jego udziałem zakończyły się porażką gdańszczan. Co ciekawe, aż 60% spotkań "przegrał" popularny Wiśnia. Z pewnością przyczynia się do tego brak remisów z jego udziałem. W czołówce czarnej listy "przegranych" odnajdziemy także Kazubowskiego i Giermasińskiego (odpowiednio 57% i 50% porażek). Najtrudniej było przewidzieć rozstrzygnięcie pojedynku, gdy grał Krzysztof Rusinek. Pięciokrotnie posmakował smaku porażki, wiktorii, a także remisu.
Sugerując się długością czasu gry w podstawowym składzie tej rundy znajdują się: Bąk, Pęczak, Janus, Brede, Dzienis, Szczepiński, Mysiak, Wojciechowski, Biskup, Kalkowski i Rusinek. Nieco inaczej wygląda jedenastka złożona z najlepszych w rankingu "wygranych": Bąk, Żuk, Brede, Fechner, Dzienis, Biskup, Wojciechowski, Kalkowski, Gronowski, Wiśniewski i Rusinek. Oczywiście tylko statystycznie ostatnie zestawienie jest lepsze. W praktyce mogłoby to wyglądać raczej nieciekawie.
Jesienią Lechia zdobyła 19, a straciła 22 bramki. Z perspektywy boiska świadkami wszystkich byli Bąk i Janus. Natomiast Rusinek, Kalkowski, Kazubowski i Gronowski, jako nieliczni z przebywających na placu gry, widzieli więcej strzelonych niż straconych goli. W stosunku do rozegranych spotkań najlepszy wpływ na skuteczność miała obecność dwóch doświadczonych wychowanków Lechii, mianowicie Kalkowskiego i Wojciechowskiego (1,21 i 1,23 bramki na mecz). Były gracz Bayernu Monachium jest także liderem jeśli chodzi o bramki stracone (1,38/mecz). Niewiele ustępują mu defensorzy Brede i Janus oraz Bąk. Według tego rankingu, podstawowa jedenastka powinna wyglądać w ten sposób: Bąk, Pęczak, Janus, Brede, Żuk, Biskup, Wojciechowski, Szczepiński, Kalkowski, Rusinek, Wiśniewski.
Ciekawie prezentują się wyniki biało-zielonych, biorąc pod uwagę poszczególne dni tygodnia. Najwięcej pojedynków Lechia rozgrywała w niedzielę - osiem. Strzeliła w nich siedem, a straciła dwanaście bramek. Zdobyła dziesięć punktów. Niewiele mniej, bo dziewięć uzbierała w soboty, jednak przy sześciu spotkaniach. Osiągnęła również dodatni bilans bramkowy - siedem do pięciu. Tylko raz sobotni mecz zakończył się porażką gdańszczan. Było to 22 października w Jaworznie. Pozostałe dni tygodnia nie sprzyjały formie lechistów. Na trzy próby udało się zdobyć raptem jeden punkcik. Jak widać na terminarz mają prawo narzekać nie tylko kibice, z których wielu musiało odpuścić sobie wyjazd z powodu obowiązków zawodowych.
Jak się okazuje nie tylko dzień, lecz również godzina rozgrywania meczu miała wpływ na wyniki Lechii. Piłkarze znad morza wyraźnie preferują późne popołudnie. Rozegrali pięć meczów o godzinie 17:00 i jeden o 18:00, w których zdobyli dziewięć punktów, czyli prawie połowę wszystkich. Warto dodać, że te sześć spotkań to raptem trzecia część z siedemnastu tej rundy.
Biało-zieloni, oprócz sobót i późnych popołudni, bardzo lubią drugie połowy. Trzynaście z dziewiętnastu zdobytych goli padło właśnie w tej części gry. Zagłębiając się dalej w szczegóły dochodzimy do wniosku, że najlepszy okres gry naszych zawodników przypada pomiędzy 52 a 78 minutą. Podczas tych dwudziestu sześciu minut oglądaliśmy aż jedenaście bramek. Spoglądając na stracone, najbardziej pechowymi okazują się minuty: 60, 73 i 82, w których rywale zafundowali gdańskim piłkarzom po dwa gole.
Analizując suche fakty, recepta na sukces nie wydaje się być przesadnie skomplikowana. Co do decyzji personalnych, od pierwszej minuty nie powinien pojawiać się Maciej Mysiak. Tylko niecałe 17% meczów, które piłkarz wypożyczony z Wisły Kraków rozpoczynał w wyjściowym składzie zakończyło się zwycięstwem gdańszczan. Okazał się za to świetnym zmiennikiem. Wchodząc trzy razy z ławki, dwa spotkania zostały wygrane przez Lechię. Ryzykowne było również stawianie na Wilka, Sierpińskiego, Kazubowkiego i Giermasińskiego; loterią natomiast gra Wiśniewskiego. Dalsza część przepisu jest już prostsza i jednoznaczna. Lechiści powinni grać w soboty w godzinach popołudniowych... i pierwsza liga będzie nasza!