Gdańsk: poniedziałek, 22 kwietnia 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 44 (7/2006)

14 lutego 2006

IZUAGBE UGONOH: PRZEZ LECHIĘ DO HISZPANII?

Mam tu swoją misję

Ma 19 lat. Jest czarnoskóry, ale urodzony i wychowany w Polsce. Zwiedził już kawał świata - od Nigerii, kraju swoich przodków, po Irlandię, gdzie aktualnie mieszkają jego rodzice. Cieszył się grą w serialu telewizyjnym, jednak w Polsce nie zawsze żyje mu się łatwo. W planach ma wyjazd do ligi hiszpańskiej, ale najbliższą rundę na pewno spędzi przy Traugutta, w rezerwach. Poznajmy Izu.

KAROL SZELOŻYŃSKI, MICHAŁ JERZYK

Posiada wymarzone warunki fizyczne do uprawiania futbolu. Ponad 191 cm wzrostu i 90 kg wagi to atuty, których pozazdrościć mu może niejeden piłkarz z drugoligowej kadry Lechii. Gdy latem przebywał w Irlandii i grał w tamtejszej lidze amatorskiej, odkrył że z powodzeniem może występować w ataku, choć do tej pory pełnił głównie funkcje defensywne. Do zasilenia Lechii II przekonał go trener Sebastian Czajka. Obaj doskonale znają się od lat i obserwują swój piłkarski rozwój.

Izu ma afrykańskie rysy i kolor skóry, ale wystarczy chwila rozmowy, by stwierdzić, że pozory bywają mylące. Urodził się w Polsce, w Gdańsku mieszka od kilkunastu lat. Dysponuje podwójnym obywatelstwem - polskim i nigeryjskim. Mówi płynną polszczyzną, spokojnie i nie za szybko, z trochę tylko obcym akcentem. Momentami z odcieniem pasji, innym razem lekkiej złości i buntu, zwłaszcza gdy rozmowa schodzi na tematy rasowe. Ogólnie jednak często się uśmiecha, żartuje i wydaje się wiedzieć, czego chce. Nastolatek zwykły czy niezwykły?

Jak należy poprawnie czytać twoje imię i nazwisko?

- Imię to Izuagbe, ale wszyscy, praktycznie od zawsze, mówią mi Izu. Nazwisko - Ugonoh. W pisowni na samym końcu jest "h", ale ono jest nieme.

A zatem, Izu, opowiedz nam o swoim pochodzeniu.

- Moi rodzice, mama i tata, przyjechali tutaj na studia. Mama studiowała prawo, ojciec - nawigację. To było dawno temu. Ja się urodziłem tutaj, w Szczecinie dokładnie, ale po urodzeniu rodzice przenieśli się do Sopotu. Potem mieszkaliśmy w Gdańsku, czyli praktycznie od zawsze jestem w Polsce, od początku mojego życia.

Rodzice są tej samej narodowości?

- Tak, to Nigeryjczycy. I mama, i ojciec są z Nigerii.

W domu miałeś okazję poznawać kulturę swoich rodziców i przodków?

- Oczywiście, bo tu nie ma co ukrywać. To nie jest rodzina mieszana. Bądź co bądź, mama i tata są z jednego kraju, a nawet z tej samej wsi. To wszystko wpłynęło na to, że rodzice wychowali mnie w swojej kulturze. To z kolei mieszało się też z kulturą polską i powstała taka mieszanka, którą teraz jestem. (śmiech) W Nigerii urzędowym językiem jest angielski, ale są różne odłamy. Jest więc chyba z pięć takich głównych języków i oprócz tego dialekty, których jest strasznie dużo. Podsumowując - w języku swoich rodziców potrafię się porozumieć.

Miałeś okazję być kiedykolwiek w Nigerii?

- Tak, byłem w Nigerii. To było dawno, z dziewięć lat temu, jak byłem młodszy. Mam wspaniałe wspomnienia z tego okresu, chociaż jednak, bądź co bądź, to jest zupełnie co innego. Poczułem się dobrze, gdy tam pojechałem. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie znowu będę miał taką możliwość.

Twoi rodzice mieszkają jeszcze razem z Tobą w Polsce?

- Mieszkali jeszcze do niedawna, ale teraz mama i ojciec mieszkają w Irlandii. Mam jeszcze młodsze siostry i one również tam przebywają. Ja żyję tutaj ze starszą siostrą i z wujkiem.

Święta spędziłeś właśnie w Irlandii...

- Tak. Dłuższy czas nawet. Staramy się spotykać, kiedy tylko się da. Byłem tam na święta, ale zostałem trochę dłużej. Było bardzo fajnie i przyjemnie.

W Lechii jesteś zupełnie nową postacią. W jaki sposób byś się przedstawił?

- Co mogę powiedzieć... Grałem przez długi czas w Championie Gdańsk, potem zacząłem grać w KP Sopot, cały czas pod opieką trenera Sebastiana Czajki. W sumie jestem jego wychowankiem. Po zakończeniu wieku juniora w KP Sopot stwierdziłem, że chciałbym się dalej rozwijać w największym gdańskim klubie. Stąd moja decyzja, aby przejść do Lechii Gdańsk i w niej trenować.

W juniorach starszych KP Sopot pełniłeś rolę kapitana. Co najbardziej wpłynęło, że akurat ty sprawowałeś tę funkcję? Zdolności przywódcze, ponadprzeciętne umiejętności piłkarskie?

- Chciałbym oczywiście, aby największy wpływ miały moje umiejętności piłkarskie. A co było moją prawdziwą cechą, która sprawiła, że dostałem tę funkcję? Nie wiem. Sądzę, że stało się tak głównie dlatego, że miałem poparcie u kolegów z drużyny. Myślę, że mam też w sobie jakieś zdolności przywódcze. Byłem zarówno lubiany, jak i potrafiłem wprowadzić jakąś dyscyplinę na boisku, kiedy było trzeba. Prawdopodobnie dlatego.

W nowym zespole też chciałbyś pełnić taką rolę?

- Taki mam charakter, po prostu. Uważam, że jest to właśnie kwestia charakteru i zawsze będę grał tak samo. Coraz bardziej poznaję się tutaj z zawodnikami, bo najpierw trzeba się poznać, trzeba się zżyć i zgrać. Ale nie będę dążył do zostania kapitanem, to wyjdzie samo z siebie. Na ile siebie znam, to będę się starał dominować w pewnych momentach na boisku.

Przyszedłeś do rezerw Lechii z nadziejami na szansę drugoligową?

- Oczywiście. Gdyby nie to, w ogóle bym tu nie przychodził. Jestem młody i mam predyspozycje do tego, aby grać na wysokim poziomie. Sporo trenowałem, mam odpowiednie nastawienie i sądzę, że tego, czego brakuje, to po prostu ciągłego treningu i możliwości, perspektyw. Kwestia jest taka, że muszę sam odpowiednio pracować i jeśli ktoś mi powierzy szansę, to myślę, że jej nie zmarnuję.

Z czego wynika, że nie mozesz regularnie trenować?

- Teraz już mogę, miałem na myśli przeszłość. Teraz muszę po prostu wejść w trening. Zresztą już wszedłem i bardzo się z tego cieszę.

Jakie są twoje plany na dalszą karierę?

- Nie chciałem za bardzo tego tematu poruszać, ale powiem szczerze, że byłem na testach w Hiszpanii. Byłem i teraz jak trenuję tutaj, to patrzę pod tym kątem, że gdzieś dostałem jakąś szansę i jakąś możliwość. Ktoś mnie zabrał, przedstawił odpowiednim ludziom. Potrenowałem, okazało się, że jest okej. Powiedzieli mi: "Chłopaku, wracaj teraz do siebie, do kraju, i trenuj ile wlezie. Popraw siłę, popraw szybkość i wracasz do nas na okres przygotowawczy". Jeżeli to wszystko wypali, jeśli pójdzie po mojej myśli, to powiniennem za jakiś czas wyjechać do Hiszpanii. Tam będę trenować i zacznę tam nowe życie.

Mowa o hiszpańskiej trzeciej lidze?

- Tak. Drużyna, w której byłem, to była drużyna trzecioligowa. Wszystko zależy od tego, w jakiej będę formie, bo agentowi, który mnie tam zabrał, zależy abyśmy pojechali do innych zespołów na testy, także drugoligowych.

Nie boisz się, że ktoś sobie w Lechii teraz pomyśli, że nie ma po co promować tego Izu, bo damy mu szansę, a on i tak zaraz wyjedzie sobie gdzieś do Hiszpanii?

- Powiem tak: jeżeli bym dostał jakąś szansę, a potem mimo wszystko pojechał do Hiszpanii, to nie byłoby w tym nic złego. Wyglądałoby to tak, że Lechia zobaczyła, że chłopak jest niezły - damy mu szansę, damy mu możliwość, niech pokaże, czy coś potrafi. A głupio byłoby, gdybym pojechał za granicę i tam zaczął się rozwijać dalej, bo dostał szansę, a tutaj, gdzie grał przez cały czas, jej nie dostał. Takie sytuacje zdarzały się już w przeszłości. Kluby testowały zawodników i orzekały, że ten zawodnik się nie nadaje. A potem się okazywało, że jednak jest inaczej. Myślę, że po prostu każdemu się szansa należy. Jeżeli tak będzie rozumowała polska piłka nożna i piłka nożna w Gdańsku, to na pewno będziemy promowali więcej zawodników i będziemy mieli wyższy poziom ligi.

Jeżeli latem masz zamiar wyjechać, to kiedy w takim razie byłby czas, aby spróbować się w polskiej drugiej lidze?

- Nie mam pojęcia. Na dzień dzisiejszy gram w rezerwach i myślę o tym, aby po prostu jak najlepiej się przygotować. Robię to teraz tak jak nigdy. Poświęcam się temu w pełni, bo widzę w tym jakiś cel. Bliższa jest mi perspektywa z Hiszpanią, ponieważ tam dostałem konkretną propozycję. Tutaj niczego takiego nie widzę, a ciężko jest coś robić, jeśli się nie widzi jakiegoś realnego celu. Ja trenuję po to, by grać w drugiej lidze, bo taki był mój zamiar przejścia do Lechii: zrobić wszystko, by uzyskać akceptację, dostać szansę i ją wykorzystać. Na dzień dzisiejszy rozegrałem jeden sparing z drugą ligą. Pograłem, dostałem szansę, nie wiem, może 20, może 25 minut. Przez ten czas nie byłem w stanie zbyt dużo zaprezentować. Myślę, że nie zostałem jeszcze sprawdzony.

Jak postrzegasz siebie na tle piłkarzy drugoligowych?

- Ciężko to stwierdzić, bo musiałbym wejść w trening i przejść takie przygotowania, jakie ci piłkarze przechodzą. Czyli na przykład - zawodnik wyjeżdża na zgrupowanie z tymi ludźmi, trenuje cały czas. Po tym zgrupowaniu można by powiedzieć, czy odstaję, czy nie. Bo to jest bardzo ważne, gdzie ja trenuję i na jakim poziomie. Oni trenują na poziomie drugoligowym, a ja na poziomie A-klasy. Chociaż złego słowa nie powiem, bo trener Czajka organizuje nam świetne treningi i wiem, że przygotuje dobrze drużynę i mnie również. Ciężko jest po prostu powiedzieć i nie chciałbym wypowiadać takich sądów, ale myślę, że jeżeli będę miał możliwość pograć na najwyższym poziomie, to moja forma również będzie na najwyższym poziomie.

Może zmienimy temat. Grałeś w serialu Telewizji Polskiej "Pełną parą". Możesz coś o tym opowiedzieć? Jaka to była rola, jak ją otrzymałeś?

Zdjęcie: Izu na planie serialu TVP

- To w sumie taka ciekawa przygoda. Poleciła mnie koleżanka, która jest montażystką w Telewizji Polskiej. Potrzebowali do serialu aktora do takiej roli, potrzebowali kogoś takiego koloru skóry. Ona powiedziała, że mnie zna, skontakowała się ze mną. A ja, nie powiem, jestem osobą otwartą i w momencie jak tylko coś takiego usłyszałem, powiedziałem: "No kurczę, fajnie". Mam jedno życie i trzeba korzystać z takich sytuacji, ile się da, prawda? Skorzystałem więc z okazji. Dzisiaj powiem, że na planie filmowym było świetnie, bardzo mi się podobało. Na dzień dzisiejszy pokazano sześć odcinków i produkcja filmu została wstrzymana. Nie wiem, czy będzie kiedykolwiek wznowiona. Z jednej strony to dla mnie dobrze, bo skupię się jednak na piłce nożnej. Ale to było bardzo ciekawe doświadczenie. Cieszę się z tego, że miałem taką rolę, taką możliwość.

Widać, że nie gardzisz takimi doświadczeniami. Miałeś też występ na łamach prasy.

- Tak, dostałem taką rolę i też z niej skorzystałem. Mówię - pewnie, jeśli nadarza się okazja, to trzeba ją wykorzystać. Odkąd zacząłem tak myśleć, dostaję tych szans coraz więcej, za co dziękuję Bogu, bo myślę, że jest to jakieś błogosławieństwo. Można cieżko pracować, pracować, pracować i nic z tego nie będzie, a bywa tak, że człowiek popracuje trochę i cyk! - po prostu jest.

Wystąpiłeś w prowokacyjnej roli...

- Masz rację. Powiem szczerze, że ta rola to rzeczywiście była prowokacja. Byłem ubrany bardzo dostojnie. Byłem w garniturze, miałem taką afrykańską czapkę i miałem swoją własną sekretarkę. Moja rola polegała na tym, abym dobrze wyglądał i abym wzbudzał wśród urzędników jakieś zastanowienie, aby oni myśleli: "Co się dzieje?". Moja sekretarka mnie przedstawila, że jestem księciem Lesoto, że mój ojciec jest królem, że bardzo mi się spodobała Gdynia i że mój tata chciałby zainwestować tutaj w jakieś projekty. Taka wymyślona historyjka. Ale o co chodziło? Chodziło o reakcję urzędników. Co oni zrobią? Jak zareagują? Gdzie mnie skierują? No i nie wiedziano, co ze mną zrobić, byłem odsyłany od drzwi do drzwi, od pokoju do pokoju. W międzyczasie robił mi zdjęcia ich fotograf. Taka śmieszna sytuacja. Trwało to może 20-25 minut, ale było to kolejne doświadczenie. Kolejna fajna przygoda.

To było śmieszne i przyjemne, ale na pewno zdarzało ci się w życiu doświadczać mniej przyjemnych sytuacji.

- Tak, tak. To się zdarza.

Przywykłeś do tego?

- Nie. Ja powiem, że do takich rzeczy człowiek się nie przyzwyczaja. Nie chodzi o to, że chodzę po ulicy i się boję, bo to działa zupełnie inaczej. Ale to, jakim Polska jest krajem, ma ogromny wpływ na to, jaką się stałem osobą. Wiadomo, że człowiek wytwarza w sobie reakcje obronne i to się mogło zakorzenić. Mogą to być lęki i różne nieprzyjemne rzeczy. Myślę, że mimo wszystko dobrze się stało, bo stałem się osobą silną psychicznie, osobą odważną. A nieprzyjemne sytuacje - kurczę, jest to niestety przykre. Jest to bardzo przykre, bo ja się tutaj urodziłem, wychowałem się tutaj, znam polskie obyczaje lepiej niż obyczaje moich rodziców. Nie mogę powiedzieć teraz, że jestem w pełni Nigeryjczykiem, bo nawet tam nie mieszkałem. Byłem tam na wakacjach, a całe życie jestem tutaj, w Polsce. Mam polskich kolegów, znajomych, koleżanki i chciałbym być traktowany normalnie jako Polak, czyli z należytym szacunkiem.

Bywa inaczej?

- Jeżeli pojawia się ktoś, kto twierdzi, że przez to, że mam inny kolor skóry, nie znając mnie, nie mając nawet pojęcia, kim jestem, myśli sobie, że może mnie zmieszać z błotem, to taki człowiek jest w błędzie. Bo takie obrazy słowne nie ruszają mnie już tak bardzo, jak to było kiedyś. Gdy byłem młodszy, to jednak znosiłem to ciężej, bo jednak zastanawiałem się, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Ale na dzień dzisiejszy jestem na tyle dojrzały, wiele widziałem, byłem w innych krajach i po prostu wiem, że ja mam tu swoją misję. Na dzień dzisiejszy jest nią gra w piłkę nożną, a ludzie niech sobie mówią, co chcą.

Twoje przyjście do Lechii nie jest w pewnym sensie wbiciem kija w mrowisko?

- No niestety, kurczę, ale tak to wygląda. Jestem jednak taką osobą, która potrafi postępować wbrew wszystkiemu. Zawsze taki byłem i nie wiem, do czego mnie to doprowadzi, ale do tej pory przynosiło mi to zadowolenie, że robię rzeczy, które nie każdy mógłby zrobić. Chodzi o to, że nie staram się iść na łatwiznę i nie zastanawiam się, czy gdzieś się tam schować, aby ktoś mnie nie zobaczył i nie wiadomo co - nie obraził mnie albo nie pobił. Staram się stawiać czoła przeciwnościom losu. Patrzę na to z tej strony, że doszedłem do wniosku, że mogę grać w piłkę nożną, mogę grać na wysokim poziomie i odkąd zacząłem tak myśleć, to staję się coraz lepszy, bo nie ma innej opcji. Tutaj ważna jest psychika, tak jak zawsze trener powtarzał. I wiem, że nie wszyscy kibice będą mnie kochać i wiele osób będzie niezadowolonych, że w Lechii gra "murzyn", bo oni nie powiedzą o mnie "czarnoskóry zawodnik". Ale trzeba pamiętać o tym, że tutaj chodzi o piłkę nożną, a nie o to, jakie ktoś ma upodobania co do koloru skóry. Żyjemy w XXI wieku i jednak trzeba być coraz bardziej tolerancyjnym, trzeba otworzyć oczy i popatrzeć chociażby na kraje, które się rozwijają, zarówno gospodarczo, jak i piłkarsko. Zobaczyć, jak ci ludzie myślą, jak działają. Nie wiem, do czego mnie to wszystko doprowadzi, ale moim zadaniem jest po prostu grać w piłkę. I nie mogę się zastanawiać, czy ktoś mi powie: "Kurde, spadaj na drzewo, a nie tutaj biegasz po boisku". Muszę tylko myśleć o tym, by strzelać bramki na przykład.

Aktualnie uczysz sie na AWFiS.

- Tak, na drugim roku. Studiuję turystykę i rekreację.

Twój ewentualny wyjazd do Hiszpanii sprawiłby, że musiałbyś rzucić te studia.

- Tak, wszystko się zgadza. Ale powiem tyle: nie jestem do końca zadowolony z tego kierunku i gdybym miał zacząć od nowa, to spoko - nie ma sprawy. Urodziłem się drugiego listopada 1986 roku, czyli do ukończenia dwudziestego roku życia mam jeszcze dziewięć miesięcy. A zatem jest czas. Mogę zacząć studia od nowa i jeżeli wyjadę, to nauczyłbym się nowego języka, co jest świetną perspektywą jak dla mnie, świetną opcją, bo znowu bym się rozwinął. Z pewnością tam, w Hiszpanii, zacząłbym jakieś studia.

Za parę miesięcy będziesz świętował co najmniej awans do piątej ligi?

- Tak. Jeżeli chodzi o rezerwy Lechii, to tam jest naprawdę ogromny potencjał. Trener Czajka nie robi nam takich treningów, abyśmy stworzyli jakiś standard A-klasy albo piątej ligi. Myślę, że na razie będziemy grali sparingi z piątoligowymi zespołami, a jeżeli zaczniemy już grać w piątej lidze, zdecydowanie będzie to pchało wszystko naprzód i zaczną się sparingi z czwartą ligą, a przyjdzie czas, że jeszcze z trzecią. Widzę, że trener to jest człowiek, który postawił sobie za cel stworzenie dobrej drużyny i jeśli będzie miał zawodników, którzy chcą coś osiągnąć, zawodników zdecydowanych i mądrych piłkarsko, to na pewno mu się to uda i będą się chłopaki rozwijać. Tak to widzę, bo myślę, że to nie chodzi o to, aby były jakieś rezerwy Lechii i aby chłopaki sobie tam kopali na nie wiadomo jakim poziomie, tylko aby oni grali na jak najwyższym poziomie. Jeżeli pierwsza Lechia będzie miała silne zaplecze, to będzie większa konkurencyjność, a to tylko sprzyja rozwojowi.

A jaki los wróżysz pierwszej drużynie Lechii?

- Co mogę powiedzieć... Tylko tyle, że życzę jej jak najlepiej. Jestem ciekawy, jak będą przygotowani do sezonu, jak będzie wyglądała gra tej drużyny z nowymi nabytkami w składzie. Nad tym się zastanawiam. Myślę, że będzie dobrze, mam taką nadzieję. Jeżeli ma być mowa o awansie za jakiś czas do ekstraklasy, to trzeba mieć dalekosiężne plany, mieć jakieś etapy i pomalutku je realizować. Myślę, że zarząd Lechii i trenerzy zdają sobie z tego sprawę i już zaczęli to robić.

Czyli utrzymanie będzie na pewno?

- Myślę, że tak.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.371