W trudnych chwilach każdy człowiek najbardziej liczy na swoich przyjaciół. Kto okaże się przyjacielem szkoleniowca Lechii? O tym najpóźniej przyjdzie się nam przekonać nie dalej niż w sobotni wieczór.
Podczas swojej pracy trener Kaczmarek kilka razy grał już tzw. trudne mecze. Wystarczy wspomnieć poprzedni sezon i majowe potyczki z Unią Janikowo oraz TKP Toruń, kiedy ważył się los awansu Lechii na zaplecze ekstraklasy. Jednak tym razem stawką nie będzie ani awans, ani gra o utrzymanie, tylko walka o zachowanie posady trenera II-ligowej drużyny. Tradycyjne stare przysłowie mówi "że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Tym razem tymi przyjaciółmi powinni okazać się gdańscy piłkarze, którzy wybiegną w najbliższą środę naprzeciw Jagiellonii. Zdobyty punkt na silnym rywalu z Białegostoku, będzie oznaczać, że ultimatum postawione przez zarząd zostanie wykonane. Jakże niewiele więc dzieli "Małego Boba", aby nadal być trenerem o najdłuższym stażu prowadzenia drużyny w II lidze.
W rozpracowywaniu rywala mógł mu pomóc Łukasz Kubik, grający w poprzedniej rundzie w Białymstoku. Jednak w minionym tygodniu został przesunięty do zespołu rezerw i zamiast przebywać w regionie podlaskim, można będzie go zobaczyć na treningu u Sebastiana Czajki. A mógł wzorem Jarosława Nowickiego, który podobnie jak Kubik przechodził z Białegostoku do Gdańska, zapewnić zwycięstwo nad swoją poprzednią drużyną. A dodatkowo wygrać braterski pojedynek, jako że starszy brat nadal jest podporą defensywy dumy Podlasia.
Meczem z Jagiellonią Lechia miała zainaugurować wiosenną rundę. Ze względu na warunku atmosferyczne spotkanie to, jak i cała kolejka, zostało przeniesione na kwietniową środę. Temat meczu z "Jagą" przeważał praktycznie przez całą przerwę zimową, zarówno w rozmowach kibiców, jak i działaczy oraz piłkarzy. Dla kibiców wielkim rozczarowaniem było najpierw odwołanie pierwszej wiosennej kolejki, a potem zakaz wprowadzony wspólnie przez działaczy Jagiellonii, jak i PZPN, jeśli chodzi o obecność gdańskich kibiców podczas tego meczu. Tak więc sympatycy Lechii nie będą mogli okazać się przyjaciółmi Marcina Kaczmarka i wspierać go osobiście podczas środowej potyczki.
Podobnie jak w Lechii, początek wiosny nie jest dla białostoczan udany. Zamiast piąć się do góry, traci coraz większy dystans do miejsc, gwarantujących awans do ekstraklasy. A przecież to jest celem podopiecznych Adama Nawałki. Faktem jest, że drużyna Jagiellonii zdobyła na wiosnę o jeden punkt mniej niż piłkarze z Traugutta. Strata punktów z gdańszczanami mogłaby oznaczać definitywne odpadniecie z walki o awans, a co za tym idzie pożegnanie trenera Nawałki, na którego czeka być może posada dyrektorska w Wiśle Kraków. Tak więc obaj trenerzy będą walczyć o zachowanie swych stanowisk po środowym meczu.
Nie umilkną jeszcze echa środowego meczu, a już będzie trzeba myśleć o kolejnym. Tym razem będzie to mecz z gatunku "o 6 punktów". Heko Czermno - bezpośredni rywal w walce o uniknięcie baraży - przypomina drużynę, jaką niejednokrotnie przyszło nam oglądać w poprzednich latach. Drużyna z małej miejscowości, jednak o ogromnych aspiracjach właściciela, Henryka Koniecznego.
Jak to często bywa w przypadku beniaminków, runda wiosenna okazuje się dla nich trudniejsza. Jak dotąd piłkarze z Czermna zdobyli w niej tylko 4 punkty (wygrana z Podbeskidziem i remis z Jagiellonią) i znaleźli się w strefie barażowej.
Biało-zieloni chcąc uniknąć dodatkowych gier o utrzymanie, powinni przekonywująco rozprawić się z rywalem, aby bilans ewentualnych bezpośrednich spotkań mieli po swojej stronie. Przypomnijmy, że jesienią w meczu beniaminków Heko wygrało 3:1.