Gdańsk: wtorek, 17 września 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 53 (16/2006)

18 kwietnia 2006

ŁUKASZ USZALEWSKI - LECHISTA W CRACOVII

Ubolewam nad przyszłością kolegów

W doliczonym czasie meczu Śląska z Lechią doszło do istotnego wydarzenia - pierwszy raz w tym sezonie w barwach Lechii zagrał junior. Trudno jednak uznać ten fakt za krok do przodu. Na wyobraźnię działa przykład niespełna 18-letniego Łukasza Uszalewskiego, który opuścił Lechię i dziś robi karierę w pierwszoligowej Cracovii.

MICHAŁ JERZYK
Gdańsk, Gdynia

Zupełnie bez echa przeszedł ubiegłotygodniowy występ Łukasza Uszalewskiego w Gdyni. Tymczasem jak na standardy z Traugutta było to wydarzenie zgoła sensacyjne. Oto niepełnoletni wciąż piłkarz, dopiero 27 kwietnia kończący 18 lat, rozegrał w pierwszoligowym meczu pełne 90 minut. A przecież Cracovia nie znajduje się w sytuacji bezpiecznej, w której można sobie pozwolić na różnorakie eksperymenty. Mimo to Łukasz gra - bo zagrał również w kolejnym spotkaniu w Wodzisławiu. Również 90 minut. Grywają w Cracovii również jego rówieśnicy: Tomasz Baliga z Krakowa i Kacper Tatara z Lublina. Wszyscy rocznik 1988. W Lechii nie do pomyślenia, w Cracovii - owszem.

Łukasz jest wychowankiem Lechii Gdańsk i trenera Romana Kaczorka. Niespełna dwa lata temu sięgnął w biało-zielonych barwach po mistrzostwo Polski juniorów młodszych. W drużynie Tadeusza Małolepszego grał wtedy zwykle na lewej stronie obrony, gdzie do dziś czuje się najlepiej. Po tym sukcesie otrzymał propozycję z Krakowa i po długim namyśle postanowił z niej skorzystać. Z Lechią nie miał podpisanego kontraktu, więc Cracovia zapłaciła niespełna 20 tysięcy złotych ekwiwalentu. Nikt za bardzo nie rozdzierał szat, bo wydawało się, że mimo wszystko najlepsi reprezentanci tego rocznika - czyli Rafał Loda, Marcin Pietrowski, Jakub Kawa czy Robert Hirsz - zostali przy Traugutta. Stan na dzisiaj jest taki, że cała czwórka i w ogóle wszyscy juniorzy Lechii razem wzięci, spędzili na boiskach trzeciej i drugiej ligi wielokrotnie mniej czasu niż jeden Łukasz Uszalewski w pierwszoligowej Cracovii. Dokładniej: Kawa 28 minut, Loda 12, Pietrowski 1, Hirsz 1, podczas gdy Uszalewski - 225 minut.

"Uszal" nie gra wcale w ekstraklasie olśniewająco i fantastycznie. Widać brak doświadczenia, widać dużą tremę, widać pewną łatwość w popełnianiu błędów. Gdyby nie rewelacyjna asekuracja ze strony boiskowych kolegów, którzy zabezpieczają każdą jego interwencję, zbierałby pewnie głównie słabe noty. Ale założenie jest takie, że ma prawo do błędów. W meczu z Arką niepotrzebnie sfaulował rywala w ostatnich sekundach pierwszej połowy i Olgierd Moskalewicz strzelił z rzutu wolnego gola na wagę remisu. Trener nie tylko nie zdjął gdańszczanina z boiska, ale po meczu jeszcze go pochwalił. Wcześniej czy później, to zaprocentuje. Zapewne przed grudniem 2007 roku, gdy skończy mu się umowa z "Pasami".

Łukasz to chłopak bardzo ułożony i skromny. Mimo sukcesików nie nosi głowy w chmurach i podkreśla, że to głównie problemy kadrowe zmuszają trenera do stawiania na jego osobę. Ale to nieprawda, wszak trener mógłby skorzystać z kilku innych, trochę starszych i bardziej seniorsko ogranych zawodników. Łukasz to również chłopak rozsądny, dlatego jego diagnoza sytuacji młodzieżowców w Lechii nie jest prostolinijna i nie sprowadza się jedynie do oceny polityki trenera Marcina Kaczmarka. Błędy i problemy dostrzega także w innych miejscach. Póki co jest jedynym mistrzem Polski juniorów młodszych sprzed dwóch lat, którego kariera rozwija się prawidłowo i rokuje optymistycznie. Czy ktoś wyciągnie z tego wnioski?

Medal z Lechią najważniejszy

Zdarza ci się jeszcze wracać wspomnieniami do chwil z lipca 2004, kiedy zdobywałeś z Lechią mistrzostwo Polski juniorów?

Łukasz Uszalewski: Zawsze opowiadam o tym kolegom, z którymi mieszkam w krakowskim internacie. To był turniej życia, każdy z nas miał optymalną formę. A były przecież o tyle śmieszne okoliczności, że Pietrucha i Świstak (Marcin Pietrowski i Łukasz Świostek - dop.red.) dojechali po pierwszym meczu, dowiózł ich jeden z rodziców. W każdym meczu dopisywało nam szczęście, chociaż później, w tych ostatnich spotkaniach, nie traktowaliśmy już tego jak fartu, tylko zaczęliśmy wierzyć, że jesteśmy w stanie wygrać. Udało się i było to coś niesamowitego.

Pamiętasz, jakie były wasze nastroje po tym sukcesie? Jak sobie wyobrażaliście swoją przyszłość?

- Oo, chyba każdy mierzył już wysoko. Myśleliśmy: może wezmą nas do pierwszej drużyny?

Lechia awansowała wtedy z czwartej ligi do trzeciej.

- Zgadza się. A ja wkrótce pojechałem z Kubą (Jakubem Kawą - dop.red.) z kadrą Polski do Węgier. I właśnie wtedy zadzwonił do mnie dyrektor sportowy Cracovii, pan Albin Mikulski, składając mi ofertę. Długo się namyślałem z rodzicami, czy warto podjąć taki krok. To w końcu drugi koniec Polski, inne otoczenie, różne trudności. Poza tym tutaj miałem już wyrobioną opinię, a tam musiałbym zaczynać wszystko od nowa. Jednak postawiłem na Cracovię.

Pamiętam jeden z meczów Lechii z tamtego okresu, gdy byłeś z tatą na trybunie krytej i sam wyraz twojej twarzy zdradzał, jak mocno bijesz się z myślami. Wtedy zdaje się podejmowałeś tę ważną decyzję.

- Tak było. Podeszliśmy wtedy do pana Błażeja Jenka z tatą, z którym byłem wcześniej na rozmowie. Pan Błażej powiedział, że zawsze będę mógł wrócić do Lechii, że tutaj zawsze mnie ciepło przyjmą. Powiedziałem, że jednak podziękujemy, że wybrałem Cracovię, ale może kiedyś wrócę. To chyba marzenie każdego piłkarza - każdy chciałby wrócić kiedyś do swojego macierzystego klubu.

''Trener Białas zapytał mnie, czy czuję się na siłach do grania. Powiedziałem, że tak. On na to: jesteś u siebie, będziesz grał od pierwszych minut.''
Łukasz Uszalewski

Kojarzysz, co cię najbardziej przekonało do wyjazdu, co okazało się argumentem koronnym?

- Może to, że była tam pierwsza liga. Tak, chyba to najbardziej. Ale też fakt, że profesor Janusz Filipiak objął ten klub, że była tam stabilna sytuacja finansowa i tak dalej. To zapowiadało, że Cracovia jest po prostu tym czymś, na co czekałem.

Jak wyglądał ten pierwszy okres, kiedy przyjechałeś do Krakowa? Młody chłopak kilkaset kilometrów od domu...

- Oo, był bardzo trudny. W ogóle na samym początku był problem z uregulowaniem za mnie płatności, gdyż Cracovia chciała chyba płacić w ratach, na co Lechia się nie zgadzała. Miesiąc lub półtora czekałem więc na swoją kartę. Właśnie wtedy pojechałem też na kadrę Polski i trochę bardziej się podbudowałem. A później już wszystko szło z górki. Grałem w juniorach i sporadycznie uczestniczyłem w treningach pierwszego zespołu, ale wtedy jeszcze nie miano do mnie zaufania.

W juniorach sięgnąłeś po kolejne zaszczyty.

- Walka z Wisłą Kraków o mistrzostwo ligi małopolskiej zakończyła się naszym sukcesem. Później były baraże do mistrzostw Polski, ale to wszystko było mi już znane. Następnie turniej z udziałem czterech zespołów, w którym zajęliśmy trzecie miejsce. Nie trafiliśmy z formą na dany dzień. Ale trzecie miejsce w Polsce też dobre. Chociaż i tak zawsze chwalę się złotem z Lechią, ten medal jest dla mnie najważniejszy.

W Krakowie zamieszkałeś w internacie?

- Tak, przy szkole sportowej, do której uczęszczam. W ogóle większość tych zawodników, którzy nie mieszkają w Krakowie, przebywa właśnie tam.

Czy twoje warunki bytowe dzisiaj już są inne, dostałeś może własne mieszkanie?

- Na razie mieszkam tak samo, jak na początku. Może niedługo coś się zmieni na plus. Jestem w pierwszym zespole, coś zaczynam grać, może będzie jakiś krok ze strony prezesów. Może jakieś lokum nam wynajmą? Ale na razie nie narzekam.

W tym momencie jesteś całkowicie w seniorach? Z juniorami - mimo że do końca wieku juniora masz jeszcze ponad rok - żadnej styczności już nie masz?

- Żadnej, nie mam. Nawet jeżeli nie będę grał w pierwszej lidze, to już nie w juniorach, ale w rezerwach w czwartej lidze małopolskiej. Tam jest ciężka sytuacja, gdyż następuje reorganizacja ligi i dwie grupy mają być zredukowane do jednej. Na razie mamy 10. miejsce, ale i mecz zaległy, więc jak go wygramy, to pójdziemy w górę. Powinniśmy się raczej utrzymać.

Jesteś u siebie

Gdy 1 kwietnia trener Mikulski w przerwie meczu w Bełchatowie powiedział do ciebie coś w rodzaju: Łukasz, wychodzisz na boisko - nie pomyślałeś, że pewnie facet żartuje?

- No właśnie przed meczem z moim kolegą Kacprem zastanawialiśmy się, jaki kawał nam zrobią koledzy w Prima Aprilis. Ale właśnie trener powiedział, że wychodzę. Kiedyś zdarzały mi się właśnie problemy z psychiką - trener Kaczorek wie, o czym mówię. Że gdy zacznę się denerwować, to już jest zero grania. Teraz jednak coraz lepiej sobie z tym radzę i na przykład w meczu z Bełchatowem nie miałem żadnych kompleksów. Wyszedłem na boisko i grałem najlepiej jak potrafię. Mogło być lepiej, ale jak na pierwszy raz, to i tak dobrze.

Wszedłeś w przerwie, gdy drużyna przegrywała 0:2.

- I tyle się skończyło. Nie straciliśmy ze mną bramki, więc chyba nie było aż tak źle.

Ale w następnym meczu z Dyskobolią już nie zagrałeś.

- Przyszedł nowy trener i postawił na innych. Nie widział w ogóle praktycznie żadnego zawodnika, bo zdążyliśmy odbyć z trenerem Białasem tylko dwa treningowe rozruchy. Postawił na starszych zawodników. Przegraliśmy 1:3, pechowo w sumie, bo w tym sezonie bardzo głupie bramki tracimy. Ale w meczu z Arką, trener nie miał wyjścia, bo Paweł Wojciechowski, też defensywny pomocnik, doznał kontuzji. I postawił na mnie.

Widać było, że w Gdyni jesteś strasznie stremowany pierwszoligową atmosferą, ale i wielką odpowiedzialnością. Przede wszystkim wydawałeś się jednak mocno skoncentrowany.

- Trochę na pewno byłem zestresowany, ale rzeczywiście - starałem się skupić na tym, co mam robić. Ogólnie miałem zajmować się defensywą i łataniem dziur. Koledzy dużo mi pomagali i jakoś się udało dowieźć ten remis do końca.

Pech chciał, że w doliczonym czasie pierwszej połowy popełniłeś faul, po którym Arka wyrównała bezpośrednio z rzutu wolnego. Sędzia odgwizdał przerwę, a do ciebie podszedł z przyjacielskim gestem jeden z zawodników.

- Tak, Arek Baran. Pocieszał mnie. Powiedział, że nie mam się przejmować. No i już w drugiej połowie była podobna sytuacja, jak napastnik uderzał, ale wtedy już zachowałem się tak, jak koledzy mi mówili i zablokowałem ten strzał. Ogólnie mówiono mi, że nie mam się przejmować, że punkt jest zdobyty, a to dla nas bardzo dobry wynik.

''Szkoda, że koledzy nie dostają w Lechii szansy. W ciągu dziesięciu minut nie da się nic złego wyrządzić na boisku.''
Łukasz Uszalewski

No, ale to po meczu, bo w jego trakcie potrafili cię parę razy solidnie opieprzyć.

- Tak jest zawsze, jak to młodego. Ale trzeba iść dalej, do przodu.

Z jakim nastawieniem podchodzą do ciebie doświadczeni zawodnicy, których w Cracovii przecież nie brakuje. Z życzliwoscią, sympatią, czy może trochę ich wkurza, że muszą takiego żółtodzioba ciągle na boisku pilnować?

- Czasem wkurza, ale ogólnie po meczu, jak już zobaczą, że coś tam jednak potrafię, to pocieszają i podpowiadają, jak to powinno być.

Dużo się można od nich nauczyć?

- Tak, tak, dużo. To jest właśnie bardzo ważne. Samo już trenowanie z pierwszym zespołem dużo daje. Wtedy można się nauczyć, jak się powinno zachowywać na boisku, a już gra z nimi - to sama przyjemność.

Jakby ktoś się chciał przyczepić, że jesteś ulubieńcem któregoś trenera, to jak na złość wszystkie argumenty ma wybite z ręki. Zaczynałeś wchodzić do drużyny za Stawowego, zadebiutowałeś u Mikulskiego, a pierwsze 90 minut rozegrałeś za Białasa. Czyli każdy trener daje ci jakąś szansę.

- Na pewno. Z Wojciecha Stawowego jest bardzo dobry szkoleniowiec, chociaż krótko z nim współpracowałem. Dał nam szansę trenowania z pierwszym zespołem. O graniu wtedy nie można było myśleć, bo wtedy jeszcze Krzysiu Radwański był, Marek Baster - to są wszyscy nominalni lewi obrońcy i ja na tej pozycji również gram w klubie. Później jednak doznali kontuzji - pechowo dla nich, a szczęśliwie dla mnie - i teraz trener Białas nie miał wyjścia, również postawił na mnie.

Co w ogóle powiedział trener, mając świadomość, że wystawia zawodnika wciąż 17-letniego i nieogranego, na odpowiedzialnej pozycji i w trudnym meczu? Czy musiał cię specjalnie motywować?

- Nie, w ramach odprawy mieliśmy spacer po Skwerze Kościuszki w Gdyni i trener zapytał mnie, czy czuję się na siłach do grania. Powiedziałem, że tak. On na to: jesteś u siebie, będziesz grał od pierwszych minut. Później powiedział jeszcze, że nie będę grał na swojej nominalnej pozycji na lewej obronie, tylko że zagram w środku, takiego jakby stopera. Miałem zająć się defensywą i łataniem dziur.

Spodziewałeś się tego, czy byłeś zaskoczony?

- Nie, nie, byłem pewien że znów starsi zawodnicy zagrają. Łudziłem się, że może wejdę, że fajnie byłoby wejść. Ale że już od pierwszych minut? To już była euforia.

Euforia czy może trochę strach?

- Nie, nie bałem się. Dopiero jak mecz się zaczął, jak zobaczyłem całą atmosferę, to na samym początku było nerwowo. W Bełchatowie grało się jednak łatwiej. Ale z biegiem czasu oswajałem się.

Trener Białas powiedział później dla krakowskiej Gazety Wyborczej, że spisałeś się na piątkę z plusem.

- (parę sekund ciszy - dop.red.) Na wyrost. Dużo na wyrost. Po meczu bardzo ubolewałem nad tym głupim faulem, bo gdyby go nie było, może bylibyśmy w stanie wygrać ten mecz. I byłyby trzy punkty, a nie podział.

Czy trener nie miał żadnych pretensji? Wyglądało na to, że to taka nieszczęśliwa chwila, sekundy przed przerwą, że trener może w zdenerwowaniu ściągnąć cię z boiska. Nie schodziłeś do szatni z takim przekonaniem?

- Też właśnie tak sądziłem. Schodząc do szatni myślałem: No, to już koniec, teraz długo nie powącham boiska. Ale trener powiedział tylko, że nie mogę takiego błędu popełnić i nie miał do mnie praktycznie żadnych pretensji. A po meczu stwierdził, że nie powinienem się martwić, mam pojechać do rodziny odpocząć i że bardzo dobrze grałem. Aż się trochę zdziwiłem, gdy mi to powiedział.

Postawiłem na piłkę

No widzisz, w Lechii to jednak trochę inaczej wygląda, jak pewnie sam zdążyłeś zaobserwować, bo na zawodników młodych się...

- Nie stawia.

No właśnie, nie stawia.

- Ubolewam nad tym, nad przyszłością kolegów. Rafała, Kuby... Szkoda, że nie dostają szansy, nawet kilkudziesięciu minut. Bo praktycznie w ciągu dziesięciu minut nie da się nic złego wyrządzić na boisku, natomiast można się pokazać na plus. Ja już u trenera Stawowego dostawałem te szanse, 10-minutowe w sparingach w przerwie zimowej. I zauważyłem, że nie można zaszkodzić całemu zespołowi w takim czasie, a można nawet bezbłędny mecz zagrać. Wchodzi się na 10 minut, celne dogrania, odbiór piłki. Nie poradziłby sobie Rafał? Na pewno by sobie poradził.

''Kiedyś myślałem: naukę z piłką na pewno da się pogodzić, zwłaszcza że w szkole zawsze miałem same piątki. Ale piłka juniorska bardzo różni się od seniorskiej. Trzeba coś wybrać.''
Łukasz Uszalewski

Z Rafałem Lodą często jeździcie na kadrę Polski, nawet za parę dni mieliście znów się wybrać, gdyby nie to, że nabawił się kontuzji. Spróbuj być obiektywny - jakie Rafał miałby szanse w Cracovii?

- Nie wiem, jak taktycznie by sobie poradził, bo w pierwszej lidze odgrywa to dużą rolę. Ja mam na przykład duże braki, bo w Lechii graliśmy cały czas ostatnim stoperem, jak przed wojną. A w Krakowie wszystko już w linii. W szkole sportowej mam dużo związanych z tym zajęć teoretycznych, także jest coraz lepiej. A Rafał? To bardzo dobry zawodnik, tylko go zawsze trapią te kontuzje. Może dałby sobie radę.

Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale warto zwrócić uwagę, że wyjeżdżając z Lechii nie byłeś wcale uważany za największy talent. Co tu dużo mówić: było paru lepszych.

- Ale oczywiście, zgadza się. Lodzik zawsze był lepszy, Marcin także. A ja byłem z Kubą na drugim planie.

I oto mija zaledwie półtora roku, a wszystko diametralnie się zmienia. Jakim cudem?

- W stosunku do Rafała myślę, że na pewno dużo nadrobiłem.

Jak ci się to udało?

- Jak przyjechałem, między innymi dlatego też był to dla mnie ciężki okres, gdyż zmienił się cykl treningowy. Dwa treningi dziennie, czyli czasem nawet w sumie cztery godziny.

Juniorzy Cracovii trenują aż dwa razy dziennie?

- Zgadza się. Później przechodząc do pierwszego zespołu miałem jeden dwugodzinny trening dziennie, ale z młodszymi zawodnikami jest tak, że jak tylko mamy czas, umawiamy się z trenerami na jakieś indywidualne zajęcia. Po prostu aby nadrabiać wszystkie zaległości, jakie mamy. Na tym to polega. Ze szkołą trochę gorzej, chodzimy do SMS-u, ale prawdę mówiąc rzadko tam bywamy. Postawiliśmy na piłkę. Szkoła nam dużo ułatwia, gdyż mamy indywidualny tok nauczania. Na zaliczenie - nauczyciele dają nam materiał do zdawania, więc nie ma problemów. Myślę, że maturę wszyscy zdamy.

Można powiedzieć, że między Lechią i Cracovią zaszła teraz pewna wymiana kadrowa...

- Przyszedł Karol Piątek.

Czy to nie mały paradoks, że ściągnięto jako wzmocnienie zawodnika, który rozegrał w pierwszoligowej Cracovii pięć meczów, a ty pewnie za miesiąc będziesz miał już lepszy wynik?

- Może. Ale nie, Karol to naprawdę bardzo dobry zawodnik. Pamiętam, jak przychodziłem na treningi, to był nawet wyróżniającą się postacią, a jednak nie grał, nie wiem dlaczego. Może w Lechii się odrodzi. Chociaż jakby został w Cracovii, to w obecnej sytuacji kadrowej na pewno by grał. Ale takie są koleje losu. Wybrał Lechię i mam nadzieję, że pomoże utrzymać się klubowi, z którego się wywodzę.

Rozmawiasz z kolegami z Lechii, swoimi przyjaciółmi z boiska. Co byś im poradził, żeby ich sytuacja się odmieniła?

- Nie wiem. Na pewno nie powiem im, żeby uciekali, bo tak też nie można stawiać sprawy. Nie wiem, dlaczego nie dostają szansy. A może po prostu za mało stawiają na piłkę? Ja też stawiałem na pierwszym miejscu szkołę, a dopiero później treningi. I tak właśnie to wyglądało. Ale gdy otrzymałem powołanie do kadry, zacząłem nabierać przekonania, że chyba trzeba postawić na piłkę. Teraz już w ogóle - w głowie tylko piłka, coraz więcej treningów, poświęcać na to każdy wolny czas. A jak dzisiaj pytałem Kubę, to mówił, że w szkole ciężko i musi nawet czasem treningi odpuścić dla szkoły. A to jednak trzeba coś wybrać.

Czyli twoim zdaniem trzeba się na coś zdecydować? Albo nauka, albo piłka?

- Tak jest. Taka jest prawda. Kiedyś właśnie myślałem: ee, nie, na pewno da się pogodzić, zwłaszcza że w szkole zawsze miałem same piątki. Da się, w końcu jestem w kadrze Polski juniorów. Ale piłka juniorska bardzo różni się od seniorskiej. Trzeba wybierać. I ja zdecydowałem się na piłkę.

Pada argument, że chłopacy odstają umiejętnościami i charakterem od pierwszego składu czy nawet rezerwowych.

- Albo po prostu trener boi się na nich postawić. Sytuacja Lechii jest ciężka, klub walczy o utrzymanie, pojawia się strach trenera...

Cracovia też walczy.

- No tak - i my właśnie jesteśmy ostatecznością. Nie wiem, jak to jest. Jest odmienna sytuacja w obu klubach. Nie wiem czemu. Trochę agresywności nauczyłem się w Cracovii - że trzeba walczyć o swoje. W juniorach mamy takiego dobrego trenera - wielkiego, charyzmatycznego człowieka - Mirosława Hajdo. Powiedział kiedyś, że tu już nie ma zabawy - że to już jest walka o rodzinę, pieniądze. Przecież powoli zaczyna się już zbierać pieniądze na życie. Do którego roku życia będę grał w piłkę? Do trzydziestego trzeciego, piątego? A później co? Trzeba zacząć walczyć. Nie ma, czy stary, czy młody. Wszyscy jeździmy na jednym wózku. Po prostu - lepszy gra.

Jesteś dzisiaj zadowolony z decyzji o wyjeździe do Krakowa?

- No tak, na pewno. Nie żałuję. Okaże się to dokładnie może za półtora roku, ale na dzisiaj widać, że mógł to być właściwy krok.

Myślisz, że grałbyś w drugoligowej Lechii, gdybyś został w Gdańsku?

- Mam duże wątpliwości. Zwłaszcza że wydaje mi się, że postawiłbym na szkołę. I tak by to wyglądało.

Jakie masz plany na przyszłość?

- Wywalczenie podstawowego składu w zespole Cracovii i walka z nią o europejskie puchary, bo jednak taki był cel na ten sezon, chociaż nic już z niego nie wyjdzie. No i walka o załapanie się do pierwszej reprezentacji. Ale na razie powoli, powoli. Małymi kroczkami do celu. Nigdzie się nie spieszyć. Jestem jeszcze młody i muszę się jeszcze dużo uczyć.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.017