Gdańsk: czwartek, 25 kwietnia 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 56 (19/2006)

9 maja 2006

REFORMA W LECHII: GLOBISZ POPIERA

Żadnej litości!

Będąc członkiem Rady Trenerów Lechii cztery lata temu Michał Globisz próbował namówić kolegów do zmiany systemu szkolenia, ci jednak zaprotestowali. Teraz uznany wychowawca młodzieży namawia Lechię, żeby kontynuowała ten projekt i nie przejmowała się krytycznymi głosami klubowych szkoleniowców.

MICHAŁ JERZYK

Panie trenerze, czy słyszał pan o nowym systemie szkolenia młodzieży, który zamierza wprowadzić Lechia?

Michał Globisz: Nooo, doszły mnie takie słuchy.

Jak pan to skomentuje, czy jest to dobry ruch ze strony Lechii?

- Jak najbardziej. System pójścia z zespołem w górę od początku do końca był dobry wtedy, kiedy ja zaczynałem szkolić młodzież. Szkolenie zaczynało się wtedy w wieku 12 lat i wtedy te pięć, góra sześć lat, zarówno jedna, jak i druga strona mogła jeszcze wytrzymać. Natomiast teraz, kiedy szkolenie jest od szóstego roku życia, to nie wyobrażam sobie, żeby 12 lat zawodnicy byli z tym samym trenerem, a trener z tymi samymi zawodnikami. To jest jedna sprawa - poza tym jest to dla dobra chłopca, który od każdego kolejnego trenera czego innego się nauczy. Trzecia natomiast sprawa, to że niestety - każdy z nas trenerów może być przywiązany do pewnych nazwisk, do pewnych ludzi. Tymczasem ci chłopcy, którzy u danego trenera na przykład w grupie młodszych trampkarzy siedzieli na ławce rezerwowych i nie byli zbytnio docenieni, idąc do następnego szkoleniowca, który ma jakąś inną koncepcję, dostają szansę, mają okazję pokazać się nowemu trenerowi. Więcej zdecydowanie jest plusów niż minusów. A najgorsze, co może być, jeżeli młodzież trafi do trenera słabego, który ma ich przez 12 lat uczyć. To jest już tragedia.

Lista pozytywów już zamknięta?

- Jeszcze kolejna sprawa, bardzo istotna. Jak będzie przekazywanie trenerom zawodników, to wówczas będzie zupełnie naturalne, że najlepsi piłkarze dla jednego rocznika będą mieli mieli wręcz obowiązek przejść do grupy starszej, podnosić swój poziom. W tamtym systemie było to wręcz niemożliwe, bo każdy trzymał swoich zawodników u siebie jak własność.

''System, w którym jeden trener prowadzi zespół przez cały czas, ma rację bytu w klubach słabych.''
Michał Globisz

Kilka lat temu próbował pan taki system w Lechii już wprowadzić...

- Tak, próbowałem, ale niestety odbił się on negatywnie dla wszystkich wówczas trenerów. Właściwie było nas dwóch trenerów - Krzysiu Słabik i ja - którzy chcieliśmy to zaprowadzić.

Przez pewien czas jeszcze trener Józef Gładysz.

- Tak, ale ogólnie odbiło się to negatywnie. W klubie decydowały wtedy partykularne interesy, dlatego że zespoły były wówczas często prywatno-rodzicielskimi. Rodzice decydowali o zespole, o finansowaniu, o kupowaniu sprzętu i traktowali to jako swoje prywatne drużyny. Nie godzili się z tym pomysłem.

Trochę się pan wtedy niemal poobrażał na niektórych trenerów...

- Poobrażał to chyba za duże słowo, ale rzeczywiscie, nie byłem zadowolony, że nie wyszło. Nie udało mi się tego wprowadzić, ale nie miałem wówczas takich argumentów, żeby postawić na swoim.

Wspomniał pan o zaletach, jest ich sporo, natomiast system ten ma swoje wady.

- No cóż, wadą może być chociażby to, że znając mentalność ludzką, a szczególnie mentalność Polaków, pojawią się na przykład takie takie sytuacje, że trener X, przejmując zespół od trenera Y, nie osiągnie w cudzysłowie sukcesu, powiedzmy nie wygra ligi lub słabo wypadnie, a wtedy zaczną się komentarze: "O Boże, co ja miałem z nimi zrobić, przecież dostałem taki słaby materiał! Gdybym miał ich wcześniej, od początku, to bym ich nauczył, a teraz nic nie mogę zrobić!" I to jest jeden z minusów, że będą takie opinie. Jak coś nie wyjdzie, to będzie zwalanie na poprzednika, że co on mi dał. Ale jest wiele takich minusów, natomiast zdecydowanie więcej jest plusów.

Jakie jeszcze zagrożenia pan widzi?

- Minusem będzie też to, że jeżeli w poprzednim systemie trener prowadził rocznik cały czas i osiągnął sukces, to znaczy mistrzostwo Polski, jakiś medal lub nawet wychował zawodników, którzy znaleźli się w lidze, to cały ten splendor brał tylko i wyłącznie na siebie. Mógł o sobie powiedzieć: +ja+ zdobyłem mistrzostwo Polski, bo +ja+ ich wybrałem, +ja+ ich wyselekcjonowałem, +ja+ ich poprowadziłem przez całą karierę młodzieżową i to jest +mój+ sukces razem z chłopcami, +mój+ tylko trenerski, jedyny. Natomiast tutaj ten sukces będzie się rozkładał na kilku trenerów, bo każdy da swoją cegiełkę.

''W dobrze prosperującej fabryce nie powinno być tak, że ktoś eksperymentuje na zasadzie: to ja sobie przelecę całą drogę i będę się uczył na błędach.''
Michał Globisz

Trenerzy nie tyle boją się, że sukces będzie się rozkładał na kilku trenerów, ile że śmietankę będzie spijał szkoleniowiec najstarszej grupy.

- Tak, i to jest oczywiście wówczas bardzo źle rozumiane. Ja nigdy nie mówiłem, że najważniejszy trener, który powinien dostawać najwyższą gażę, to jest trener prowadzący juniorów starszych. Pamiętam nawet, że gdy próbowałem wprowadzić ten system, to nie chciałem rozgraniczać, żeby trener prowadzący juniorów starszych miał wyższą gażę od tego, który robi nabór. Bo jest dyskusyjnym, co jest ważniejsze. Ja uważam, że ważniejsze jest nawet zrobić bardzo dobry nabór, bardzo dobrą selekcję, bo przecież później będzie się nad tym materiałem pracowało przez 12 lat. To jest cholernie istotne, żeby zrobić dobry nabór. Bo można zrobić zły nabór, spieprzyć i nie będzie sukcesów. Dlatego uznawałem, że pensje powinny być rozłożone bez względu na to, kto jaki zespół prowadzi bądź jakie ma kwalifikacje, czyli staż pracy, wiadomości czy stopień trenerski.

A czy nie wydaje się panu, że dopiero teraz jest ten moment, w którym Lechia może sobie pozwolić na taką reformę, gdyż wcześniej o pracy trenerów decydowała nie tyle pensja, która była nierzadko groszowa, ile przywiązanie do określonej druzyny? Teraz, gdy ta więź ma zniknąć, trzeba ją nadrobić finansami.

- Tak, to znaczy wtedy jeszcze było tak, że trenerzy byli - nie mówię teraz w sensie negatywnym - związani ze swoimi grupami i często sponsorami swojej grupy. Teoretycznie mogło być więc tak, że trener X miał świetnego sponsora, dostawał nawet jakieś pieniądze z zewnątrz, bo był słabo wynagradzany w klubie, więc on nawet nie chciał oddawać innemu trenerowi tego dobrego sponsora, bo miał tę swoją dobrą pensję, lepszą niż ktoś inny. Natomiast prawidłowo powinno być tak, że wszyscy trenerzy jesteśmy sprawiedliwie opłacani z jednego źródła. Wówczas ten problem znika.

Dużo podróżuje pan po świecie, czy w Europie jest to powszechny system?

- Generalnie nie ma zasady, że wszyscy robią tak samo, ale mogę powiedzieć, że jest różnie w różnych klubach. Natomiast kluby liczące się w pracy z młodzieżą zdecydowanie preferują system, o którym teraz mówimy, czyli przekazywania. Jest to specjalizacja. Są fachowcy, są ludzie predysponowani do pracy wyraźnie grupach naborowych, świetnie to robią, mają znakomity kontakt z dziećmi 6- czy 8-letnimi. A są też tacy, którzy są specjalistami od juniorów starszych, wprowadzają inne metody treningowe, sprawy taktyki i tym podobne. I to jest właśnie wąska specjalizacja. W dobrze prosperującej fabryce tak właśnie powinno być, prawda? A nie, że ktoś eksperymentuje na zasadzie: to ja sobie przelecę całą drogę i będę się uczył na błędach. Wtedy fabryka źle prosperuje.

Ale klub to niekoniecznie fabryka.

- Podam inny przykład, prowadzenia reprezentacji Niemiec. W Niemczech wygląda to w ten sposób, że jest podział i na przykład Horst Hrubesch, z którym notabene graliśmy tydzień temu w Under 19, prowadzi reprezentację tylko i wyłącznie tych juniorów w wieku 18 i 19 lat. Inny trener ma reprezentację 15- i 16-latków. I tam są trenerzy, którzy w kółko pracują w swojej kategorii, przekazując następnemu trenerowi. Czyli ten system, o którym mówimy, funkcjonuje również na poziomie narodowych reprezentacji juniorskich.

Nie jest to zatem żaden wynalazek, ale system stosowany przez poważne kluby i reprezentacje?

- Tak, jak najbardziej. I powiem, dlaczego tak jest. Bo system, w którym jeden trener prowadzi zespół przez cały czas, ma rację bytu w klubach słabych, słabych też ekonomicznie. Tam, gdzie nie ma tylu trenerów, żeby bawić się w przekazywanie, ten do tego, ten do tego, tylko jest tak, że nie ma ludzi, nie ma pieniędzy, no to bierze ten jeden trener zespół i go prowadzi cały czas. Natomiast w klubach, gdzie wszystko jest poukładane finansowo, to tak jak mówimy - jest specjalizacja, są fachowcy, jest to wszystko skoordynowane. Jest koordynator, który wyraźnie narzuca model szkolenia, mówi co robimy w tej kategorii wiekowej, co w niższej, co w wyższej. I ktoś to kontroluje, bo nie działa to na zasadzie, że powiedziano, rzucono i teraz każdy sobie robi, co chce. Nie. Kontrola, a kto się do tego nie dostosuje, to wylatuje z pracy i wchodzi następny trener.

''Klubowy trener musi się dostosować. A jak mu nie pasuje, to musi odejść z klubu i pójść sobie do innego.''
Michał Globisz

A jak to wygląda w Polsce, które kluby stosują ten nowszy model, a które tradycyjny?

- To znaczy powiem szczerze, że tak naprawdę nie wiem. Ale na pewno jeżeli Lechia to wprowadzi, to będzie jednym z klubów, które się, że tak powiem, obudzą najszybciej. W większości, i to w dużej większości, sądzę że zdecydowanie dominuje ten stary system. I dlatego brawo dla Lechii, jeśli to zrobi.

A czy Lechia powinna stawiać sprawę na ostrzu noża i przekazywać trenerom: albo się panowie dostosujecie do nowego systemu, albo do widzenia?

- Jak najbardziej. W takich sprawach nie ma żadnej litości. Przecież Lechia jest pracodawcą, a jeżeli pracodawca stawia pewne warunki, to pracownik musi się do nich dostosować. A jak mu nie pasuje, to musi odejść z klubu i pójść sobie do innego, gdzie pracodawca zgodzi się na jego system. Tu nie może być odwrotnie, że pracownicy o tym decydują.

No dobrze, ale ktoś powie: po co zmieniać system w klubie, w którym wychował się Puszkarz, Wojciechowski i wielu innych znakomitych piłkarzy, który ma ogromną ilość medali, mistrzostw Polski juniorów i tak dalej. Po co, skoro obecny system jest świetny.

- Czy on jest taki świetny do końca, to też nie wiem. Ostatnio nie widzę, żeby dużo zawodników Lechii robiło jakąś wielką karierę w piłce młodzieżowej i przebijało się do pierwszych zespołów. Wymieniamy czasy Puszkarza i innych, a wtedy właśnie ten system był trochę inny. Zawodnik od 6. roku życia do 12. przez sześć lat po pięć godzin po szkole grał na podwórku, kiwał się i dryblował, skakał po drzewie, na trzepaku się wywijał, jednym słowem - był sprawny. Potem dopiero, w wieku 12 lat poszedł do klubu, ale wszystko już umiał. A teraz w wieku 6 lat przychodzi się do klubu i nie wolno kiwać, bo trzeba wygrać mecz z Bałtykiem albo Arką.

Popiera pan Lechię w tym pomyśle?

- Zdecydowanie tak. Świat poszedł naprzód i trzeba brać wzory od najlepszych. To tak jak z nauką gry w obronie strefowej, czwórką w linii. Trzeba iść do przodu, trzeba się uczyć, trzeba żyć postępem. Nie można zostawać w tyle.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
LUDZIE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.038