Gdańsk: poniedziałek, 21 września 2020
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 68 (31/2006)

1 sierpnia 2006

NOWE JANIKOWO, STARA LECHIA

Pierwsza weryfikacja

Gdyby ktoś wyjechał w dniu zakończenia poprzedniego sezonu, zapomniał o całym bożym świecie, odciął się od wszelkich informacji i wrócił dopiero na mecz w Janikowie, miałby prawdopodobnie spory problem z dostrzeżeniem, że na ławce trenerskiej Lechii dokonały się zmiany.

MICHAŁ JERZYK
Janikowo

Dużo zmieniło się w Janikowie od czasu wizyty Lechii przed dwoma laty. Kibice goszczący w tym 9-tysięcznym miasteczku w trakcie rozgrywek trzecioligowych muszą pamiętać zwłaszcza niecodzienną w polskich realiach gościnę. Po wejściu na stadion oczom ukazywały się drewniane stoły, gdzie uśmiechnięte panie za samo okazanie biletu nalewały uzupełniony pieczywem talerz smacznej grochówki. Do dyspozycji był pojemny sektor o przyzwoitej widoczności oraz trochę przestrzeni w jego okolicach. Mimo że mecz był dużo bardziej emocjonujący i znacznie bardziej kontrowersyjny, wszystkie kibicowskie emocje udało się utemperować.

Tym razem zaprezentowano takie standardy, jakby rywalizacja Unii i Lechii przeniosła się nie ligę wyżej, ale ze dwie ligi niżej. Kibiców Lechii na pięć godzin upchnięto w ciasnym sektorze za narożnikiem boiska, wyposażonym w prowizoryczną trybunkę, na której miejsce miała szanse znaleźć może co druga osoba, a z ktorej boisko i tak widać było kiepsko. Lepiej jednak niż z dołu, zza gęstej siatki, skąd widoczność była już zupełnie żenująca, a gdzie stać musieli pozostali. Miejsca wokół mało, gastronomia gorsza niż w zakładzie karnym, a na dodatek jeszcze arogancja ochrony, z jej liderem, butnym od samego początku "Pasibrzuchem", który jak nikt inny przyczynił się do tego, że "klatka" w końcu runęła, bo osaczona w niej "zwierzyna" straciła cierpliwość.

Prowokacyjne zachowanie "Pasibrzucha" kazało przecierać oczy, bo widok szefa ochrony obraźliwie gestykulującego w kierunku kibiców, wzywającego ich do konfrontacji czy walącego pałą po kratach jest niespotykany w cywilizowanym świecie, ale osobnik ten jest w Janikowie postacią dobrze rozpoznawalną i jakby tolerowaną (ze śmiechem na ustach opowiadali sobie o nim policjanci, zresztą swój show dawał na ich oczach). Najwyraźniej i przez burmistrza Janikowa, który starał się nad wszystkim czuwać. Pod koniec, po podejściu do sektora i wysłuchaniu - nieparlamentarnego, owszem - katalogu skarg i zażaleń kilku kibiców Lechii, rzucił tylko: - A jaki wy macie stadion, buraki? - i polazł, zdenerwowany faktem, że ktoś śmie w ogóle krytykować obiekt, który jest w trakcie przebudowy.

Organizatorzy próbowali nadrabiać atrakcjami w rodzaju pokazu skoków spadochronowych czy występu hiphopowców, ale nie zdołało to zatuszować faktu, że stadion prezentował się fatalnie. Część pełniąca przed dwoma laty funkcję trybuny głównej zamieniła się w jeden wielki plac budowy. Trudno powiedzieć, jakim cudem janikowianom udało się zdobyć licencję i dlaczego nie otrzmymali nakazu znalezienia innego obiektu. Gdyby na przykład Łódzki KS nie zdążył z wyremontowaniem własnego stadionu, musiałby grać w Bełchatowie.

Główną atrakcją meczu w Janikowie miały być jednak nie tego typu wrażenia, ale rywalizacja absolutnego drugoligowego debiutanta z liderem tabeli wszech czasów, przed którym trzy dni wcześniej postawiono ambitny cel zajęcia po rundzie jesiennej jednego z pierwszych sześciu miejsc. Zmieniono trenera, zatrudniono nowego asystenta. Głośno stało się o zmianach w prowadzeniu drużyny, wyciąganiu wniosków z poprzedniego sezonu. Wiele miało się poprawić, zmienić na lepsze. Dlatego pierwszy mecz był tak ważny - miał stanowić pierwszą weryfikację wypowiadanych dotychczas słów, bo sparingi w Szamotułach mało kto miał okazję oglądać, poza tym zawsze są one czym innym niż rywalizacja ligowa.

Przy obraniu takiego nastawienia, zaskoczenia sypały się jedno za drugim. Zaczynając już od ogłoszenia składu, który wyglądał jak żywcem przeniesiony z rundy wiosennej. Dokonały się tylko trzy wymuszone w gruncie rzeczy zmiany: niebędącego w pełni sił Bąka zastąpił Sobański, kontuzjowanego Janusa - Pawlak, natomiast za wykartkowanego Szulika pojawił się Wojciechowski. Reszta po staremu. Chociaż w okresie przygotowawczym lepiej spisywali się Wiśniewski z Cetnarowiczem, to w wyjściowej jedenastce i tak - 18. raz z rzędu - wybiegł Król. Chociaż Wojciechowski nie mógł dojść do pełni zdrowia po ostatnich kontuzjach, to również - 14. raz z rzędu w II lidze - znalazło się dla niego miejsce w pierwszym składzie. Obaj tymczasem okazali się jednymi z najsłabszych na placu gry.

Można przyjąć, że rewolucji kadrowej nikt nie zapowiadał i nikt robić nie chciał. Nową wizytówką drużyny miała być jednak walka do upadłego i charakter. Tymczasem pierwszą połowę Lechia rozegrała na stojąco. Do 28 minuty, kiedy Unia Janikowo objęła prowadzenie, gdańszczanie nie przeprowadzili nawet jednej akcji. Dopiero w 39 minucie pierwszy i bardzo niecelny zresztą strzał wykonał defensor Kosznik. Dwie sytuacje Króla w doliczonym czasie gry powinny zakończyć się bramką wyrównującą, ale pytanie brzmi, na co biało-zieloni liczyli do tego czasu i dlaczego nie mieli żadnego pomysłu, jak sobie poradzić z beniaminkiem?

Trener Borkowski zapowiadał, że będzie dynamicznie reagował na sytuację na boisku, że będzie podejmował odważne decyzje ryzykując nawet poniesienie wysokiej porażki. Tymczasem na stratę pierwszej bramki żadnej wyraźnej reakcji nie było. Pierwsza niewymuszona zmiana personalna dokonana została dopiero w 67 minucie, czyli po godzinie od straty bramki, wliczając przerwę. Mało tego, już po pierwszym kwadransie - idealnie jak za Kaczmarka - na rozgrzewkę wybiegło trzech zawodników: Cetnarowicz, Pietrowski i Rusinek. Prawdopodobnie właśnie cała ta trójka pojawiłaby się po przerwie na boisku, gdyby nie fakt, że kontuzji nabawił się Pawlak i Trzebiński pozbawił szansy Rusinka. Zmiany Lechii - przegrywającej Lechii - były mało brawurowe: obrońca za obrońcę, pomocnik za pomocnika, napastnik za napastnika.

Nawet indywidualne popisy były retrospekcją ostatniego sezonu. Napastnicy jak zawodzili, tak i tym razem nie stanęli na wysokości zadania. Pomocnicy jak mieli problemy z grą efektywną, tak i tym razem spisali się bez rewelacji. Stałe fragmenty gry miały być specjalnie przećwiczone, a tymczasem jak zwykle nic z nich nie wynikało. Nie pomógł nawet sprezentowany przez sędziego rzut wolny pośredni z odległości sześciu metrów, kiedy Cetnarowicz tradycyjnie włożył w uderzenie więcej siły niż pomysłu, skutkiem czego i ta szansa, choć kibice Lechii już napinali mięśnie do radosnego wyskoku w górę, zakończyła się fiaskiem.

Jeżeli ktoś zaczął nabierać przekonania, że na ławkę trenerską niepostrzeżenie wrócił poprzedni trener, to szczyptę niepewności mogła zasiać 67 minuta i wejście na boisko Marcina Pietrowskiego. Marcin Kaczmarek nigdy nie wystawił juniora na tyle czasu, ba, sumarycznie w całym poprzednim sezonie nie dał młodzieży tyle szansy, ile 18-latek otrzymał w Janikowie. Pietrowski nie zawiódł, zagrał dobrze, lepiej nawet od Wojciechowskiego, którego zastąpił, choć do pełni szczęścia zabrakło skuteczności pod bramką i wykorzystania okazji, w jakich się znalazł.

W drugiej połowie Lechia zagrała zresztą znacznie lepiej, chociaż trzeba zauważyć, że jej narastająca przewaga była po części efektem coraz bardziej defensywnej gry gospodarzy, liczących na utrzymanie prowadzenia. Drużyna niezgrana, złożona naprędce w oparciu o trzecio- i czwartoligowców, przed meczem wzięłaby remis w ciemno, gdy oto nieoczekiwanie pojawiła się szansa na zwycięstwo. Niewykluczone, że plan marzeń zostałby wykonany, gdyby nieskutecznych lechistów nie wyręczył tuż przed końcem po dośrodkowaniu Kosznika unita Gaca. Gdy natomiast w 106 minucie (z powodu awantur i innych przerw w grze arbiter przedłużył mecz o kwadrans) Brede z zimną krwią wykorzystał rzut karny i podobnie jak w zeszłym sezonie stanął na czele klasyfikacji strzelców Lechii, wszyscy cieszyli się tak, jakby mecz właśnie się zakończył.

Przedwcześnie, bo wtedy właśnie nadciągnęły te straszne demony przeszłości. Dwa lata temu Lechia prowadziła w Janikowie do 73 minuty 3:1, żeby przegrać 4:5. W tym samym 2004 roku podobną niefrasobliwość zaprezentowała w spotkaniach z Gedanią Gdańsk i Obrą Kościan. Teraz do czarnej listy dołączyła 107 minuta, gdyż to w niej uciekły dwa punkty. Wielu kibiców Lechii nawet nie zobaczyło ciosu zadanego przez ekslechistę Mysiaka, bo wciąż jeszcze radowało się dającym oczywiste zwycięstwo strzałem z jedenastu metrów. - Byłoby lepiej, gdyby skończyło się na 1:1. Teraz nastroje są gorsze - powiedział po meczu jeden z piłkarzy.

Jest zdecydowanie za wcześnie, żeby bić na alarm czy wieszać psy na Borkowskim i Kafarskim, było nie było - takich samych drugoligowych debiutantach, jak Unia i Pietrowski, również więc zasługujących na spokój, szansę i wyrozumiałość. Miesiąc czasu to za mało, żeby wszystkie założenia i pomysły zaczęły prawidłowo funkcjonować, a zespół uczony taktyki praktycznie od zera z miejsca zaczął grać jak z nut. Wśród podnoszonych usprawiedliwień jest między innymi brak pełnej świeżości i być może będzie kwestią najbliższych dni, żeby ją odzyskać. Plan treningów został ułożony w taki sposób, że wszystkie środy piłkarze będą mieli wolne.

Niezależnie jednak od tego, uwagę zwraca wysoki stopień rozbieżności pomiędzy zapowiedziami a tym, co można było obejrzeć w Janikowie. Oczom kibiców ukazała się bowiem Lechia wyglądająca, grająca i prowadzona w niemal identyczny sposób, jak w poprzednim sezonie, przywdziana jedynie w inne, pasiaste koszulki. Marcin Kaczmarek ma zapewne sporo satysfakcji, widząc jak daleko posuniętej kontynuacji doczekała się jego myśl szkoleniowa, warto jednak pamiętać, że wystarczyła ona do zajęcia 14. miejsca po rundzie jesiennej i 10. miejsca na koniec sezonu. Tym razem jednak poprzeczka zawieszona została wyżej.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.025