Gdańsk: poniedziałek, 11 maja 2026

Tygodnik lechia.gda.pl nr 78 (41/2006)

10 października 2006

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

MIEDŹ LEGNICA - LECHIA GDAŃSK 1:2

Coraz bliżej czołówki

W ostatnich sekundach doliczonego czasu gry piłkarz Miedzi, Sylwester Kret minął Mateusza Bąka i odegrał piłkę na trzeci metr. Tam dopadł do niej Sebastian Ziajka i... spudłował. Futbolówka przeleciała o centymetry nad poprzeczką. Po tej akcji legniczanie złapali się za głowy, a gdańszczanie mogli się cieszyć z kompletu punktów, gdyż arbiter zakończył spotkanie.

MATEUSZ JASZTAL

Przed meczem w Legnicy sympatycy Lechii mogli mieć pewne obawy. Miedź co prawda jest beniaminkiem, a nazwiska jej piłkarzy nie mówią za wiele przeciętnemu kibicowi piłki nożnej, jednak w obecnych rozgrywkach prezentuje się całkiem nieźle. Przed pojedynkiem z Lechią wygrała dwa kolejne spotkania, a ostatnie nawet 5:1. Jest, jak dotąd jedyną drużyną, która pokonała lidera II ligi - Zawiszę S.A. - na jego terenie. Mało tego, lechiści na południe Polski wybrali się mocno osłabieni. Z różnych powodów przymusowo pauzować musieli: Krzysztof Brede, Marcin Szulik, Maciej Kalkowski, Marcin Pietrowski, Paweł Pęczak i Marcin Szałęga.

Jak się okazało nawet tak osłabiona Lechia jest w stanie walczyć i wygrywać nie tylko w meczach u siebie. Bardzo dobra passa bez porażki w lidze trwa nadal. Ostatnią porażkę gdańszczanie zanotowali 19 sierpnia. Taka forma znajduje odzwierciedlenie w tabeli. Po zwycięstwie nad Miedzią biało-zieloni plasują się na 5. pozycji ze stratą 4 punktów do Jagielloni Białystok, która obecnie zajmuje pozycję uprawniającą do gry w barażach o ekstraklasę.

W samo okienko

Mecz w Legnicy toczył się w trudnych warunkach. Grząska i śliska murawa nie ułatwiała rozgrywania piłki, lecz z pewnością mogła utrudnić życie golkiperom przy strzałach z dalszej odległości. Potwierdził to zaraz na początku spotkania bramkarz gospodarzy, Łukasz Mariak, który po jednym z dośrodkowań wypuścił piłkę z rąk i o mały włos Miedź nie straciła gola. Zresztą nie była to jedyna sytuacja, kiedy interweniować musiał Mariak. Niemal od początku Lechia zdobyła przewagę i prezentowała się lepiej od miejscowych.

Swoją wyższość nad rywalem biało-zieloni udokumentowali w połowie pierwszej części gry. Po faulu jednego z piłkarzy Miedzi na 20 metrze sędzia odgwizdał rzut wolny. Do piłki podszedł Sławomir Wojciechowski, który nie zmarnował takiej okazji i ku uciesze około 50 kibiców z Gdańska pięknym strzałem w samo okienko dał Lechii prowadzenie. Widać, że były gracz Bayernu Monachium powoli wraca do swojej optymalnej dyspozycji i jeszcze nie raz udowodni na co go stać.

Szczęście sprzyja lepszym

Autorem drugiego gola dla gdańszczan był kolejny z rekonwalescentów - Piotr Wiśniewski. I przy tej akcji swój udział miał "Wojciech". To właśnie po jego dośrodkowaniu piłkę do siatki skierował Wiśniewski. Strzał został oddany głową, co może nieco dziwić biorąc pod uwagę fakt, że napastnik biało-zielonych nie należał do najwyższych na boisku i nigdy nie słynął z dobrej gry właśnie tą częścią ciała. Popularny "Wiśnia" powoli wyrasta na jednego z liderów i już nie pierwszy raz zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.

Po tej bramce lechiści trochę się cofnęli i starali się kontrolować sytuację na boisku. Nie wykorzystali dobrych okazji na podwyższenie wyniku, co mogło się srodze zemścić. Legniczanie zdecydowali się na bardziej ofensywne ustawienie z trzema obrońcami i niewiele brakowało a doprowadziliby do remisu. Na kwadrans przed końcem honorowe trafienie zaliczył Damian Misan, a im bliżej ostatniego gwizdka tym coraz groźniej robiło się w polu karnym Bąka. Sporo szczęścia miała Lechia w ostatnich sekundach meczu, kiedy to Ziajka nie zdołał umieścić piłki w pustej bramce z odległości 3 metrów.

Szeroka ławka

Mimo nerwowej końcówki Lechia rozegrała całkiem niezłe spotkanie. Poza ostatnim fragmentem gry grała pewnie i udowodniła, że jest drużyną lepszą od beniaminka z Legnicy. Na pochwałę zasługuje tym bardziej, że zagrała bez kilku kluczowych graczy. Okazuje się, że nawet potencjalni zmiennicy potrafią sporo wnieść do gry i wywalczyć komplet punktów na wyjeździe.

Po 12. kolejce rozgrywek II ligi biało-zieloni awansowali na 5. pozycję. Chyba już każdy zapomniał o poprzednim sezonie i zdołał przekonać się, że zmiana na stanowisku pierwszego szkoleniowca wniosła sporo dobrego. Dość ambitny cel wyznaczony przed rundą jesienną przez działaczy, jakim była pierwsza 6 w obecnej chwili wydaje się być obecnie tylko formalnością. A jak wiadomo apetyt rośnie w trakcie jedzenia...

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2026. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.025