Wpływ na grę biało-zielonych miało znaczne osłabienie gdańskiej drużyny. W wyjściowej jedenastce zabrakło podpory defensywy, Jacka Manuszewskiego, walecznego Pawła Pęczaka, przywitanego oklaskami przez miejscową publiczność doświadczonego Mariusza Pawlaka, a także Piotra Cetnarowicza. Pomimo tak licznych osłabień, Lechię stać było przez większą część spotkania na prowadzenie otwartej gry na boisku najlepszej na dzień dzisiejszy drugoligowej drużyny. Poloniści, mając w składzie tak uznanych zawodników, mogliby ze spokojem rywalizować w ekstraklasie i ich udany start w rundzie wiosennej nie jest przypadkowy. Wędzyński, Olszar, UdareviĆ, Ekwueme czy Kosmalski mają na swoim koncie sporą liczbę gier w I lidze, co w konfrontacji z mniej doświadczoną drużyną Lechii musiało być widoczne na murawie.
Poloniści przystąpili do spotkania przeciwko gdańszczanom bez jakiegokolwiek respektu dla, bądź co bądź, trzeciej drużyny w tabeli. Od początku meczu wyróżniał się zwłaszcza, szukający swojej szansy w polu bramkowym Lechii, Jacek Kosmalski. W drugiej linii rozdzielał piłki Martins Ekwueme. Podobał się także wracający do swojej dawnej formy Sebastian Olszar. Wśród biało-zielonych dobrą partię rozgrywał Maciej Kalkowski. W środku pola inicjatywę w grze starał się przejmować Sławomir Wojciechowski, wypełniając lukę, jaka istniała w poprzednich spotkaniach pomiędzy defensywnymi pomocnikami a formacją ataku. To, co szwankowało w grze Lechii, to brak pewności i doświadczenia w grze obrony. Brak wspomnianych wcześniej Manuszewskiego, Pęczaka i Pawlaka, pomimo nie najgorszej gry pary stoperów Brede-Łożynski, nie mógł pozostać bez wpływu na postawę biało-zielonych i w konsekwencji na końcowy rezultat spotkania.
Pierwsza połowa sobotniej konfrontacji była jeszcze dość wyrównana. Lechiści, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja, groźnie kontrowali, a poloniści natrafiali na solidny opór gdańskiej defensywy. Z upływem czasu to jednak "Czarne Koszule" łapały wiatr w żagle i kolejne bramki dla nich wydawały się tylko kwestią czasu. W drugiej połowie zgromadzeni na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej nie mogli mieć już żadnych wątpliwości, która z drużyn panuje na boisku i zgarnie pełną pulę punktową. Warszawiacy wyraźnie górowali nad Lechią, a szalejący w ataku Jacek Kosmalski raz po raz zagrażał bramce Dominika Sobańskiego. Wynik 3:1 dla Polonii z pewnością oddaje przebieg wydarzeń na boisku. A kibicom gdańskiej Lechii pozostaje tylko gdybanie, jakim rezultatem zakończyłoby się to spotkanie, gdyby atuty polonistów mogli neutralizować najbardziej doświadczeni, a nieobecni w sobotę Manuszewski, Pęczak czy Pawlak.