Gdańsk: środa, 18 lutego 2026

Tygodnik lechia.gda.pl nr 99 (11/2007)

10 kwietnia 2007

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

PORAŻKA 1:3 W WARSZAWIE

Kibicom pozostało gdybanie

Wielkanocna sobota nie okazała się pomyślna dla licznie przybyłych do stolicy sympatyków gdańskiej Lechii. Zapowiadane jako hit kolejki spotkanie na Konwiktorskiej zakończyło się wyraźnym zwycięstwem jedenastki "Czarnych Koszul" i unaoczniło lechistom, jak wiele pracy czeka ich jeszcze, aby w czerwcu świętować upragniony awans.

DOMINIK SOŁTYSIAK
Warszawa

Wpływ na grę biało-zielonych miało znaczne osłabienie gdańskiej drużyny. W wyjściowej jedenastce zabrakło podpory defensywy, Jacka Manuszewskiego, walecznego Pawła Pęczaka, przywitanego oklaskami przez miejscową publiczność doświadczonego Mariusza Pawlaka, a także Piotra Cetnarowicza. Pomimo tak licznych osłabień, Lechię stać było przez większą część spotkania na prowadzenie otwartej gry na boisku najlepszej na dzień dzisiejszy drugoligowej drużyny. Poloniści, mając w składzie tak uznanych zawodników, mogliby ze spokojem rywalizować w ekstraklasie i ich udany start w rundzie wiosennej nie jest przypadkowy. Wędzyński, Olszar, UdareviĆ, Ekwueme czy Kosmalski mają na swoim koncie sporą liczbę gier w I lidze, co w konfrontacji z mniej doświadczoną drużyną Lechii musiało być widoczne na murawie.

Poloniści przystąpili do spotkania przeciwko gdańszczanom bez jakiegokolwiek respektu dla, bądź co bądź, trzeciej drużyny w tabeli. Od początku meczu wyróżniał się zwłaszcza, szukający swojej szansy w polu bramkowym Lechii, Jacek Kosmalski. W drugiej linii rozdzielał piłki Martins Ekwueme. Podobał się także wracający do swojej dawnej formy Sebastian Olszar. Wśród biało-zielonych dobrą partię rozgrywał Maciej Kalkowski. W środku pola inicjatywę w grze starał się przejmować Sławomir Wojciechowski, wypełniając lukę, jaka istniała w poprzednich spotkaniach pomiędzy defensywnymi pomocnikami a formacją ataku. To, co szwankowało w grze Lechii, to brak pewności i doświadczenia w grze obrony. Brak wspomnianych wcześniej Manuszewskiego, Pęczaka i Pawlaka, pomimo nie najgorszej gry pary stoperów Brede-Łożynski, nie mógł pozostać bez wpływu na postawę biało-zielonych i w konsekwencji na końcowy rezultat spotkania.

Pierwsza połowa sobotniej konfrontacji była jeszcze dość wyrównana. Lechiści, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja, groźnie kontrowali, a poloniści natrafiali na solidny opór gdańskiej defensywy. Z upływem czasu to jednak "Czarne Koszule" łapały wiatr w żagle i kolejne bramki dla nich wydawały się tylko kwestią czasu. W drugiej połowie zgromadzeni na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej nie mogli mieć już żadnych wątpliwości, która z drużyn panuje na boisku i zgarnie pełną pulę punktową. Warszawiacy wyraźnie górowali nad Lechią, a szalejący w ataku Jacek Kosmalski raz po raz zagrażał bramce Dominika Sobańskiego. Wynik 3:1 dla Polonii z pewnością oddaje przebieg wydarzeń na boisku. A kibicom gdańskiej Lechii pozostaje tylko gdybanie, jakim rezultatem zakończyłoby się to spotkanie, gdyby atuty polonistów mogli neutralizować najbardziej doświadczeni, a nieobecni w sobotę Manuszewski, Pęczak czy Pawlak.

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2026. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.044