Gdańsk: sobota, 13 czerwca 2026

Tygodnik lechia.gda.pl nr 101 (13/2007)

24 kwietnia 2007

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

CZY TAKĄ SZANSĘ MOŻNA ZMARNOWAĆ?

Hołd dla odważnych

Wielkie uznanie dla wszystkich, którzy od samego początku wierzyli, że przyznanie Polsce organizacji Mistrzostw Europy ma jakikolwiek stopień realności. Ja nie wierzyłem.

MICHAŁ JERZYK

Gdy Michel Platini wyjątkowo niechlujnie rozerwał palcami białą kopertę, wyciągając z niej kartkę, której treść wprawiła polsko-ukraińską delegację w nastrój nieziemskiej euforii, można się było zastanawiać, czy to na pewno jest prawda, czy to aby nie jakiś żart, którym postanowiono zakpić sobie z Europy środkowo-wschodniej. Tego samego dnia wystarczył jeden poranny desperat, żeby totalnie sparaliżować komunikację w całym Trójmieście. Jadących do szkoły i pracy ludzi - już parę godzin po samobójczej tragedii - nieludzko stłoczonych w obskurnych i jeżdżących bez ładu i składu eskaemkach - prawdopodobnie tylko jedno mogło przyprawić o lepszy humor - żart, iż za pięć lat ten żałosny chaos miałby przeistoczyć się w arenę jednej z największych sportowych imprez świata.

A jednak stało się. Faworyci do tej pory nie mogą pewnie otrząsnąć się z szoku, analizując punkt po punkcie i krok po kroku wszystkie kandydatury oraz zastanawiając się, co przeważyło szalę. Stadiony we Włoszech i w Polsce? Lepiej spuścić zasłonę milczenia. A może korupcja? Tak jakby w Polsce była mniejsza, a rozprawienie się z nią sprawniejsze i szybsze. A może stadionowe zawieruchy? Nawet przysłowiowy kibic w kapciach nie ustawiłby chyba naszego kraju w szeregu tych, które mogą się czymś na tym polu pochwalić.

Polacy otrzymali gigantyczną szansę, ale teraz do wykonania pozostała wielka praca. Wybudowanie nowych stadionów jest koniecznością, a przecież to tylko pierwszy rozdział opasłego tomu wymogów, które trzeba będzie spełnić, by kibice z całej Europy mogli nie tylko tu przyjechać, ale i wyjechać z uśmiechami na twarzach. Baza hotelowa pozostawia do życzenia, ale już infrastruktura drogowa woła o pomstę do nieba. Gdańsk dzień w dzień stoi w korkach, a pokonywanie najkrótszych tras bywa drogą przez mękę. Jak wygląda i ile trwa przejazd z Trójmiasta do Warszawy - czyli między dwoma potencjalnymi organizatorami Euro 2012 - mogli przekonać się kibice Lechii w ostatnią Wielką Sobotę, jadąc na mecz ze stołeczną Polonią.

Lepiej być ostrożnym i ostro wziąć się do roboty. Co prawda nikomu w historii nie odebrano jeszcze organizacji tak dużej imprezy futbolowej, ale jeden kraj jest właśnie na progu takiej decyzji. Republika Południowej Afryki trzy lata temu wybrana została na gospodarza Mistrzostw Świata w 2010 roku, a robota wciąż stoi w polu. I to dosłownie - na najciekawszych zdjęciach widać właśnie kawał otoczonego płotem pola, a obok tabliczkę, że za trzy lata powinien stać w tym miejscu niebotyczny stadion. Afrykanie nie mają jeszcze nie tylko obiektów piłkarskich (pięć jest dopiero w budowie), ale nawet wystarczającej liczby dróg, lotnisk, pociągów i autobusów. Ich kandydatura wisi na włosku i co najgorsze - jeśli w końcu trzeba będzie przenieść mundial do innego kraju, UEFA na bazie tych doświadczeń może już nie czekać do ostatniej chwili i nie patrzeć wyrozumiałym okiem, o ile Polska i Ukraina też będą miały problemy.

A że mogą się pojawić, widać gołym okiem. Że w miejscu przyszłej Areny Bałtyckiej stoją póki co setki zaniedbanych ogródków działkowych, których nie można, ot tak, bez wielu negocjacji i rozpraw sądowych rozjechać buldożerami, to nic. Gorzej, że gdańskie doświadczenia w budowie infrastruktury sportowej są raczej ponure. Hala na granicy z Sopotem? Strach przypominać, ile trwa jej tworzenie i jakie są efekty. Budowa boisk treningowych na Traugutta? Wystarczy porozmawiać z juniorami Lechii, żeby dowiedzieć się, że przez cały poprzedni tydzień robiono jeden krawężnik wzdłuż trybuny krytej, a robotników ciężko przyłapać na czymś innym, niż zbijanie bąków. Inny spotkany przygodnie piłkarz rezerw przypomniał, jak trener Sebastian Czajka grzeszył pod koniec roku naiwnością, ciesząc się, że już w styczniu będzie można trenować na sztucznej trawie. Tempo istotnie jest gorzej niż ślamazarne.

Gdańsk może jednak stracić szansę nie tylko wtedy, jeśli UEFA zmieni podjętą w ubiegłym tygodniu decyzję, ale także w wyniku rywalizacji wewnętrznej. Kraków i Katowice będą nam z całego serca życzyć wszystkiego najgorszego i trudno się dziwić, bo któż by pogardził rolą i korzyściami płynącymi z bezpośredniej organizacji meczów Mistrzostw Europy. Zwłaszcza Kraków ma się czym pochwalić i wiele jeszcze będzie musiało wody w Wiśle upłynąć, zanim Gdańsk zbliży się do tego, co poprzednia stolica Polski posiada już na chwilę obecną. Gdańsk się cieszy, ale tak naprawdę trzeba zacząć pilnie i solidnie gonić pozostałych rywali, żeby nie okazała się to radość równie przedwczesna, jak wygranie przez Lechię trzech pierwszych meczów rundy wiosennej.

Mimo wszystko hołd dla ludzi, którzy uwierzyli w ten abstrakcyjny pomysł i doprowadzili do jego realizacji. Chwała głowom, w których urodziła się kiedyś szaleńcza idea, że Polska mogłaby zorganizować za kilka lat Mistrzostwa Europy. Pokłony przed wizjonerami, którzy nie przejęli się niemałym tłumem niedowiarków i prześmiewców, tylko wyznaczyli sobie cel, zrobili co w ich mocy i osiągnęli sukces. Świat - jak widać - należy do odważnych.

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2026. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.063