Gdańsk: sobota, 13 czerwca 2026

Tygodnik lechia.gda.pl nr 101 (13/2007)

24 kwietnia 2007

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

PO MECZU PRZYJAŹNI LECHIA-ŚLĄSK

Tradycja wzięła górę

30-letnia przyjaźń kibicowska Lechii i Śląska przełożyła się także na wydarzenia jakie miały miejsce na boisku. Mecz przypominał bardziej spotkanie towarzyskie, a nie rywalizację o ligowe punkty. Szkoda, że piłkarze nie uraczyli fanów zdobyciem chociażby po jednej bramce. Atmosfera na trybunach zrobiłaby się jeszcze okazalsza.

MARIUSZ KORDEK
Gdańsk

Lechia nie wygrała jak dotąd żadnego meczu ze Śląskiem podczas rozgrywek II ligi. Ten mizerny bilans został podtrzymamy w sobotnie popołudnie. Liczba tych spotkań urosła do 14. W I lidze biało-zieloni potrafili wygrać kilka razy z wrocławianami, a na zapleczu nie udało się to ani razu. Po raz ostatni gdańszczanie świętowali sukces w lipcu 1995 r., kiedy to Lechia-Olimpia na inauguracje rozgrywek pokonała "wojskowych" 2:1.

Najlepszym zawodnikiem sobotniego meczu przyjaźni był bramkarz Radosław Janukiewicz. Gwiazda WKS-u, będący w orbicie zainteresowań klubów z I ligi, w czwartym kolejnym meczu zachował czyste konto. A napastnicy Lechii mogą odliczać kolejne minuty bez strzelonego gola. Po raz ostatni pokonali bramkarza w Bielsku-Białej, bramka w meczu z Polonią została zaliczona jako gol samobójczy.

W kolejnym już meczu trener Tomasz Borkowski nie miał do dyspozycji pełnej kadry. Za kartki wypadli kluczowi gracze: Pęczak i Miklosik, a kontuzje i urazy wyeliminowały Wiśniewskiego, Pawlaka i Piątka. Ten drugi po raz ostatni zagrał w meczu ligowym pół roku temu. "Borek" w przedsezonowych zapowiedziach mówił, że skuteczna walka o awans będzie uzależniona od tego, czy w trakcie sezonu kadra się nie wykruszy. To ma jednak miejsce i przypomina okres z rundy jesiennej, kiedy to biało-zieloni także byli zdziesiątkowani urazami.

Najbardziej brakuje z pewnością Pawlaka. Od kiedy nie ma go na boisku, Lechia nie potrafi wygrać meczu. Jesienią było podobnie. Coś także zacięło się w tak skutecznej jesienią dwójce napastników. Uraz i kłopoty zdrowotne spowodowały, że z rytmu meczowego na pewien czas wypadł "Cetnar". Po powrocie do drużyny już nie przypomina tego zawodnika z meczu przeciwko Unii Janikowo. Podobnie rzecz ma się z Piotrem Wiśniewski, który sobotnie spotkanie oglądał z trybun. Brak wartościowych zmienników w przedniej formacji może okazać się największym problemem w walce o I ligę.

Po raz pierwszy wiosną, gdańskiej publiczności mogli zaprezentować się: Mateusz Bąk, Daniel Trzebiński i Dariusz Łożyński. "Bączek" zastąpił już w środę w meczu z Polonią Dominika Sobańskiego, natomiast Łożyński okazał się zmiennikiem dla dotychczasowego pewniaka na lewej flance, Rafała Kosznika. Natomiast Jacek Manuszewski został przesunięty do II linii, gdzie od pierwszej minuty starał się za dwóch.

Sam mecz nie dorównał poziomowi zgotowanemu przez blisko 10-tysięczną publiczność. Rekordowe frekwencje, jakie ostatnio notuje stadion przy Traugutta w żaden sposób nie przekładają się na formę i skuteczność piłkarzy.

Najlepszym zawodnikiem w szeregach biało-zielonych był Sławomir Wojciechowski. Kilka prób strzałów z rzutów wolnych, podejmowanych przez niego, nie przyniosły jednak upragnionej złotej bramki.

Najlepszą sytuację dla Lechii miał w 30 min. Maciej Rogalski. W zamieszaniu pod bramką dostał piłkę na 10. metrze i tylko on sam może odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie trafił w światło bramki.

Remis z pewnością jest sukcesem Śląska, który w tym sezonie na wyjazdach spisuje się beznadziejnie. Do meczu z Lechią zdobył zaledwie 4 punkty. Trener Żurek po meczu podkreślał swe zadowolenie, i cieszył się że spełnił życzenie spotkanych kilka godzin wcześniej kibiców obu drużyn.

Biało-zieloni natomiast takiej serii bez zwycięstwa na własnym stadionie nie mieli dość dawno. Czyżby ciążąca presja odbijała się na wynikach zespołu. Trener Borkowski po meczu powiedział: "Cudów od nich nie oczekiwałem i dziękuję piłkarzom za zaangażowanie". Myślę, że kibice gdańskiej Lechii także cudów nie oczekiwali, wystarczyła by im jedna, zwycięska bramka. Choć można ironicznie powiedzieć, że gol strzelony przez Lechię graniczy z cudem.

Od spadku do II ligi w 1963 roku lechisci tylko raz zdołali awansować do ekstraklasy. Stało się to w sezonie 1983/84 kiedy to przystępowali do rozgrywek II-ligowych jako beniaminek.

Opinie (2)
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2026. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.445