Gdańsk: środa, 17 lipca 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 112 (24/2007)

10 lipca 2007

GŁOSEM SPIKERA: LISTA NIEUDACZNIKÓW

Czarna rozpacz

Niemałym echem odbiła się słabiutka forma sędziów prowadzących ostatni mecz Lechii w Gdańsku z chorzowskim Ruchem. Grubym błędem byłoby jednak trwanie w przekonaniu, iż sędzia tego meczu to sprawca największej z pomyłek, która podniosła ciśnienie piłkarzom i kibicom gdańskiej Lechii.

MARCIN GAŁEK

W historii naszego klubu takich sytuacji sprokurowanych przez arbitrów było znacznie więcej. Oto lista nieudaczników "w czerni", którzy skompromitowali się swoją postawą prowadząc mecze Biało-Zielonych. Wykaz ułożono w porządku alfabetycznym, aby nie narzucać czytelnikom, która z pomyłek była największa.

SPRAWIEDLIWI INACZEJ

Grzegorz ALEKSANDROWICZ (jesień 1953: Lechia - Lech Poznań 2:3). Przy wyniku 1:2, walcząca rozpaczliwie o utrzymanie w I lidze Lechia była o krok od wyrównania. Pod koniec spotkania jedną z nielicznych w tej części meczu kontr wyprowadził Lech. Gdańska defensywa złapała poznańskiego zawodnika na ponad metrowym ofsajdzie. Widzieli to wszyscy oprócz arbitra! Decyzja winna być tylko jedna: spalony! Nic z tego. Teodor Anioła zdobył trzeciego gola dla gości. Gafa musiała być przeogromna, gdyż nawet powściągliwa w takich przypadkach prasa funkcjonująca w dobie stalinizmu odnotowała tę pomyłkę. Decyzja wywołała rozruchy na trybunach. Sędzia opuszczał stadion pod eskortą milicji.

Maciej HEINRICH (jesień 2005: Lechia - Ruch Chorzów 1:2; jesień 2006: Górnik Polkowice - Lechia 3:1). Wyjątkowo utytułowany arbiter. Znalazł się na "prestiżowej liście fryzjera", a jego "zasługi" docenili także wrocławscy prokuratorzy osadzając go w areszcie. W pierwszym z wymienionych meczów najpierw pokazał "czerwień" Pawłowi Pęczakowi (akurat słusznie), ale w drugiej połowie, przy stanie 1:1, nie podyktował ewidentnego karnego po staranowaniu w polu karnym Jakuba Biskupa przez gracza Ruchu. Rok później, najpierw podyktował dwa rzuty karne dla gospodarzy, a gdy Lechia najpierw strzeliła kontaktowego gola, a potem co chwila atakowała bramkę Górnika, to wyrzucił z boiska... Pawła Pęczaka! Po tym meczu do aresztu trafił trener polkowiczan, Mirosław Dragan, a wkrótce dołączył do niego sędzia Heinrich. Pewnie znaleźli wspólne tematy. Jeden wart drugiego!

Bernard HOLIK (wiosna 1992: Bałtyk Gdynia - Lechia 5:1). Na tej kanalii wzorował się z pewnością sędzia Heinrich. W Gdyni, po bramce Tomasza Untona, Lechia prowadzi 1:0. Gospodarze z trudem dotrzymują kroku biało-zielonym, których grę świetnie prowadzi strzelec bramki. Dwie szybkie żółte kartki, zresztą druga już bardzo mocno wątpliwa, i lider drużyny gości opuszcza boisko w 45 minucie. W drugiej połowie Bałtyk wyrównuje, a chwilę potem "sprawiedliwy" dyktuje jedenastkę dla gdynian. To dobiło Lechię.

Franciszek JANOWSKI (jesień 1972: Lechia - Hutnik Kraków 3:3). Sędzia "Sokole oko". Jako jedyny spośród obecnych na stadionie 15 tysięcy osób dostrzegł faul lechisty na rywalu popełniony w polu karnym. Nawet piłkarze gości nie kryli zdziwienia! Celny strzał z "11" i goście na kwadrans przed końcem meczu wyszli na prowadzenie 3:2. Na szczęście gdańszczanie, niesieni wspaniałym dopingiem publiczności, wyrównali.

Wiesław KAROLAK (jesień 1984: Lechia - Legia Warszawa 0:2). Sędzia preferujący żołnierską dyscyplinę na boisku. Swoje boiskowe rządy "uświetnił" dwoma żółtymi kartkami, a w efekcie czerwoną, pokazanymi najgroźniejszemu strzelcowi gdańszczan, Jerzemu Kruszczyńskiemu. Zapytany, co było przyczyną kar, opowiadał po meczu, iż lechista... przewracał się w polu karnym. Działo się tak mimo wcześniejszych ostrzeżeń, iż przewracać się nie wolno! Ten profanujący zasadę obiektywności sędzia nie zwrócił uwagi na to, iż drobnej postury "Kruchy" był co moment atakowany przez rosłych obrońców stołecznego zespołu. Ot, taka wojskowa mentalność: rozkaz "nie przewracać się" padł, a tu taki Kruszczyński, nie wiedzieć czemu, go nie wykonał!

Stefan KULCZYK (jesień 1953: Cracovia Kraków - Lechia 2:0). Geniusz albo idiota. Na pewno widział rzeczy, których poza nim nie widział nikt inny spośród obecnych na stadionie 15 tysięcy widzów! Chodzi o rzekome zatrzymanie w polu karnym, przy użyciu rąk, zawodnika gospodarzy przez lechistę. Gol z rzutu karnego przesądził o wyniku meczu dwóch zespołów z ogona tabeli. Co ciekawe, sędzia liniowy po meczu tłumaczył, iż karnego podyktowano nie za faul, a za... zagranie ręką gracza Lechii. Czyżby zbiorowa halucynacja?!

Michał LEŚNIEWSKI (jesień 2004: Kotwica Kołobrzeg - Lechia 3:2). Ciekawa postać. Podyktował dla gospodarzy dwa rzuty karne, a ponadto prawie co akcję fundował Kotwicy rzut wolny bezpośredni z okolic pola karnego. Przy stanie 3:0 Lechia rzuciła się do odrabiania strat i zamknęła kołobrzeski zespół na przedpolu bramki. Gdy Janusz Melaniuk zdobył kontaktową bramkę, punktualny arbiter, na wszelki wypadek... zakończył mecz! Ciekawe, czy wie już, jak wyglądają uroki urlopu w Kołobrzegu?

Włodzimierz MILCZAREK (wiosna 2007: Lechia - Ruch Chorzów 1:1). Dłuższy opis zbędny. Wszyscy widzieli przewinienie napastnika Ruchu, wszyscy oprócz... sędziego Milczarka i jego asystenta. Diagnoza: natychmiastowe badania okulistyczne!

Mirosław MILEWSKI (wiosna 1996: Lechia - Hutnik Kraków 1:3). Sędzia "gaduła". Po jednej z akcji piłkę odbitą od obrońcy gospodarzy złapał bramkarz Lechii, Dariusz Gładyś. Arbiter ku zdziwieniu lechistów oraz publiczności zarządził rzut wolny pośredni dla gości z linii pola bramkowego! Biało-zieloni zamiast ustawić mur wdali się w dyskusję z pomysłodawcą tego rozwiązania. Ten przystał na dyskusję i tak zajął tym biało-zielonych, że nie zauważyli oni, jak hutnicy szybko wykonali stały fragment gry i zdobyli gola. O gwizdku sędziego pozwalającym na rozpoczęcie akcji nie mogło być mowy. Były za to gwizdy publiczności... oraz gwizdek arbitra potwierdzający zdobycie "prawidłowej" bramki.

Jan PĄGOWSKI (wiosna 1993: Lechia - Lechia Dzierżoniów 1:2). Kończący sędziowską karierę arbiter dał popis w drugiej połowie spotkania ewidentnie wypaczając wynik meczu (nieuznany gol dla Biało-Zielonych, bramka po spalonym i rzut karny dla gości). Jak wieść gminna niesie, na sędziowskiej emeryturze arbiter w swoim miejscu zamieszkania, oddalonym jedynie 60 km od Dzierżoniowa, umilał sobie czas słuchając muzyki nadawanej ze sprzętu wyprodukowanego w dzierżoniowskich zakładach "Diora". Ciekawe, czy dźwięki płynące do jego uszu były równie fałszywe, jak on sam?

Wojciech REZNEROWICZ (jesień 1982: Lechia - Polonia Bydgoszcz 0:0). To istotna w historii Lechii postać. Pilnujący jak oka w głowie korzystnego dla gości remisu sędzia nie przewidział, że w 84 minucie na boisko wbiegnie jeden z widzów i celnym ciosem w twarz znokautuje arbitra. Mecz przerwano, a Lechia kolejne spotkania musiała rozgrywać w Stargardzie Gdańskim.

Jan SWOJEWICZ (jesień 1990: Polonia Bytom - Lechia 1:0). Żenujący osobnik, faworyzujący gospodarzy tego meczu przez całe 90 minut. Co gorsza dla niego, na 3 minuty przed końcem lechiści wyrównali. Tego było już za wiele! Na szczęście zawsze można odgwizdać wyimaginowany rzut wolny. Tak też uczynił, jednocześnie nie uznając gola autorstwa Tomasza Piętki.

Aleksander SUCHANEK (wiosna 1988: GKS Katowice - Lechia 2:1). Pierwszy z długiej listy "sprawiedliwych", którym klimat stadionu GKS Katowice wyraźnie szkodził. Odbijało się to znacząco na umiejętnościach sędziowskich, konkretnie na zdolności podejmowania decyzji w zakresie: uznać gola straconego przez ulubiony klub Mariana "Magnata" Dziurowicza. Tym razem pretekstem do nieuznania gola strzelonego w 73 minucie przez Zdzisława Puszkarza było rzekome zagranie ręką, choć wszyscy widzieli, iż odbita od poprzeczki bramki "Gieksy" piłka została uderzona przez stojącego metr dalej "Dzidka" głową. Oszust z gwizdkiem, aby podkreślić, że to on rządzi na boisku, ukarał strzelca bramki żółtą kartką! Pewnie po to, aby ten nie odważył się powtórnie zdobyć gola.

Waldemar TABAKA (jesień 1993: Lechia - Olimpia Poznań 0:1). Temu sędziemu z kolei nie przeszkadzało to, że zawodnik strzelił gola ręką. Tak uczynił w 76 min. spotkania zawodnik gości. Szybkie wyrzucenie z boiska Mirosława Girucia oraz grad żółtych kartek dla graczy obu drużyn były jedynie dopełnieniem parodii sędziowania, jaką zafundował obecnym przy Traugutta arbiter z Bydgoszczy.

Maciej WIECZOREK (jesień 2004: Unia Janikowo - Lechia 5:4). Ten sędzia specyficznie pojmował grę faul: jeśli dwóch graczy walczy o piłkę i jeden z nich upadł, tzn. że jest faul dla gospodarzy! Samego siebie przeszedł w ostatniej minucie meczu, gdy gracz Unii powalił broniącego bramki Lechii Kamila Biecke, a następnie padł zwycięski gol dla janikowian. Po tym, jak sprawę nagłośniono w mediach ogólnopolskich, Unia "niespodziewanie" przestała seriami wygrywać u siebie.

DUETY

Zbigniew PRZESMYCKI (jesień 1995: Lechia - GKS Katowice - nie odbył się), Andrzej SZCZEŁKUN (jesień 1995: Lechia - Lech Poznań nie odbył się). To arbitrzy, którzy podległość "Magnatowi" postawili ponad obowiązek przeprowadzenia meczu, który winni sędziować. Zamiast zjawić się w Gdańsku, gdzie działacze Lechii/Olimpii organizowali mecze, woleli pojechać do Poznania i "paląc głupa" opowiadać, że chcieli, ale nie mogli... Rywale Lechii zainkasowali punkty walkowerem, a leniwi sędziowie zapewne apanaże za pracę, której... nie wykonali!

Ryszard WDOWIAK (jesień 1987: Olimpia Poznań - Lechia 1:1), Wojciech RUDY (wiosna 1989: Hutnik Kraków - Lechia 2:0). Jeśli sędziego Milczarka wysłać do okulisty, to w przypadku tych dwóch "arbitrów" nie ma już chyba środków zaradczych! Obaj nie zauważyli zdobytych przez Lechię goli! Pan Wdowiak przeoczył gol Janusza Kupcewicza (strzał pod poprzeczkę, piłka odbita od siatki wyszła w pole), zaś sędzia Rudy zaniemógł w chwili, gdy Maciej Kamiński trafił w sam środek bramki, a piłka odbita od mocno naprężonej siatki wróciła w pole. Widzieli to wszyscy na stadionie, zarejestrowały telewizyjne kamery, ale wynik pozostał bez zmian. W PZPN szybko zrozumiano, jakiej klasy to "fachowcy". Obaj kariery, jako sędziowie, specjalnej nie zrobili. Wojciech Rudy nie zrezygnował z pracy związanej z futbolem i został działaczem sosnowieckiego Zagłębia. Ostatnio było o nim głośno, z uwagi na aresztowanie spowodowane zamieszaniem w aferę korupcyjną. Cóż, jaki działacz, taki sędzia...

Zygmunt ZIOBER (jesień 1995: Stal Mielec - Lechia 2:1), Jarosław RYSZKA (wiosna 1996: GKS Katowice - Lechia 3:0). Kolejni BMW (bierni, mierni, wierni) Mariana Dziurowicza. Ponieważ piłkarze Lechii/Olimpii spisywali się na tle rywali nadzwyczaj dobrze, to "Magnat" oprócz karania fuzyjnego klubu walkowerami, wyznaczał do prowadzenia meczów z udziałem niewygodnej drużyny lizusów ze środowiska sędziowskiego. Ci odwdzięczając się za protekcję, urządzali Biało-Zielonym festiwale kartkowe. Ziober usunął z boiska dwóch lechistów (Kozioł, Pawlak), a Ryszka na oczach "geniusza Katowic" dokonywał cudów, aby przypodobać się Panu. Te cuda, to usunięcie z boiska dwóch gdańszczan: Suchomskiego i Pawlaka. Ten drugi opuścił boisko na noszach, gdyż chwilę wcześniej został brutalnie sfaulowany, za co zresztą... ujrzał drugą żółtą kartkę!

Na samą myśl, co dotychczas wyprawiali panowie z gwizdkiem może człowieka ogarnąć tytułowa czarna rozpacz. Jak widać kontrowersji z sędziami w roli głównej nie brakowało w historii naszego klubu. Część z nich wynikała z miernych umiejętności, a część, niestety, prawdopodobnie z braku obiektywizmu. Pozostaje wierzyć, że to specyficzne zestawienie nie ulegnie powiększeniu, a kolejni sędziowie zapadną w pamięci gdańskich kibiców ze względu na profesjonalną postawę na boisku. Tylko kto w to uwierzy..?

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.068