Gdańsk: sobota, 25 maja 2024

Tygodnik lechia.gda.pl nr 124 (36/2007)

2 października 2007

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

PIOTR WIŚNIEWSKI DLA LECHIA.GDA.PL

Zasłużyłem na ławkę

"Piłka nożna jest grą nieobliczalną - możemy stracić punkty, a możemy wszystko wygrać. Dlatego nie będę się bawił w jakiegoś proroka. Na pewno żadnego rywala się nie przestraszymy" - mówi przed serią meczów z GKS-em, Arką i Zniczem napastnik Lechii, Piotr Wiśniewski, który w ostatniej kolejce strzelił w końcu upragnionego gola i zakończył trwająca przeszło pół tysiąca minut passę.

KAROL SZELOŻYŃSKI

Bramka z Kmitą to twój pierwszy gol po 6 meczach przerwy i 507 minutach gry bez trafiania do siatki. Czy zeszło z ciebie pewne napięcie z powodu "wyzerowania" tego licznika?

Piotr Wiśniewski: Napięcie raczej nie. Bardzo długo czekałem na bramkę, tak jak sam policzyłeś, ale mimo jej zdobycia, czuję spory niedosyt. W 90 minucie meczu z Kmitą miałem dobrą sytuację, również mogłem ją wykorzystać, ale i w poprzednich spotkaniach miałem sporo okazji - były i poprzeczki, i bramkarz zawsze cudem wybraniał. Powinienem mieć zdecydowanie więcej goli na koncie.

Co bardziej cię niepokoiło: skuteczność konkurentów do miejsca w składzie czy własna indolencja strzelecka?

- Najbardziej własna indolencja strzelecka. To, że konkurenci będą strzelać, było do przewidzenia, bo jednak zawodnicy ofensywni są od tego, by zdobywać bramki. Z tej grupy w Lechii tylko ja nie strzelałem goli, więc zaczynam mecze na ławce rezerwowych.

W zeszłym sezonie przegrałeś rywalizację o miano najskuteczniejszego strzelca z Piotrem Cetnarowiczem, a w tym do walki o miano najlepszego strzelca w zespole włączyli się jeszcze Buzała czy Rybski. Zależy ci na tym, by strzelić więcej goli od innych napastników?

- Nie, już teraz tak o tym nie myślę. Może na początku sezonu miałem swój cel, by mieć na koncie najwięcej goli w zespole, ale teraz liczy się ogólne dobro drużyny, chcę żeby Lechia zdobywała punkty i pięła się w górę tabeli.

Pamiętam, że w zeszłym sezonie było inaczej i chciałeś być najlepszym strzelcem drużyny. Co się zmieniło teraz, że już ci na tym aż tak nie zależy?

- Nie wiem, dlaczego się to zmieniło. Stało się tak, że są ludzie, którzy zdobywają bramki, a ja staram się teraz jak najlepiej pomóc drużynie i przyłożyć się do zdobywania przez zespół punktów.

Co spowodowało, że latem nie wywalczyłeś sobie miejsca w podstawowym składzie Lechii? W debiucie trenera Kubickiego zagrałeś od pierwszej minuty, ale jednak zostałeś zmieniony i od tamtego czasu albo wchodzisz jako zmiennik, albo w ogóle nie grasz.

- U trenera Borkowskiego nie grałem, ponieważ miałem kontuzję. Zderzyłem się z kolegą na treningu i miałem lekkie wstrząśnienie mózgu, przez co nie pojechałem na mecz do Turka. A później, kiedy przyszedł trener Kubicki, zagrałem od pierwszej minuty i nie wypadłem zbyt dobrze, więc szkoleniowiec posadził mnie na ławkę. Zasłużyłem na to, trzeba przyznać.

Podobno do Zabierzowa pojechaliście bez własnych strojów, przez co graliście w kostiumach Kmity, a trener tłumaczył, że stroje Lechii zalały się kawą w podróży.

- No, to jest... Tak jak trener powiedział, tak było.

To która wersja jest prawdziwa? Ta, że trykoty zalały się kawą czy że w ogóle ich nie wzięliście?

- Chyba ta wersja, że się zalały kawą. Nie wiem, bo w pociągu nie byłem w tej części wagonu, gdzie leżały stroje.

Nie przeszkodziło wam to jednak odnieść zwycięstwa w dokładnie tych samych rozmiarach, co w zeszłym sezonie, i - także podobnie jak ostatnio - nie obyło się bez nerwówki w końcówce.

- Tak. Zespół Kmity pokazał, że nie jest złą drużyną. Faworyci ligi także tracili w Zabierzowie punkty. Nam udało się tam wygrać, mimo że byliśmy po bardzo ciężkim boju, zakończonym dogrywką, z Górnikiem Zabrze (w środę - przyp. red.). Bardzo się cieszymy, że zdobyliśmy trzy punkty i teraz musimy pokonać GKS Katowice, aby poprzednie zwycięstwa nabrały większego znaczenia.

Przed wami są teraz hitowe mecze - z GKS-em Katowice, później derby, następnie konfrontacja ze Zniczem, a więc po serii łatwych ligowych meczów przychodzi seria trudniejszych. Czy któraś z tych drużyn będzie w stanie zatrzymać rozpędzoną Lechię?

- Nie wiem, zobaczymy. Piłka nożna jest grą nieobliczalną - możemy stracić punkty, a możemy wszystko wygrać. Dlatego nie będę się bawił w jakiegoś proroka. Żadnego rywala się nie przestraszymy. W tej lidze każdy może wygrać z każdym.

Ostatnie kilka spotkań rozegraliście w mniej więcej trzydniowych odstępach czasu i chyba można powiedzieć, że dobrze znieśliście tę serię, mimo że trener specjalnie nie rotował składem?

- Tak, jakoś się to udało zdobyć trochę punktów. Może służy nam granie w tak krótkich odstępach czasu?

Czy granie co trzy dni nie odbije się negatywnie na zmęczeniu graczy pod koniec rundy jesiennej?

- Nie wiem, bo wszyscy musieli rozegrać kolejkę ligową w środę.

Ale wam dochodzą jeszcze przełożone derby, większość drugoligowców już odpadła z Pucharu Polski, a wy jeszcze w tym turnieju gracie.

- No tak. Jakieś zmęczenie będzie, ale trenujemy dosyć ciężko, także wydaje mi się, że wytrzymamy trudy rundy.

Jak zareagowałeś na wylosowanie w kolejnej rundzie Pucharu Polski Wisłę Płock? Rywal jest chyba w zasięgu, a ewentualny awans do 1/4 finału tego pucharu byłby wspaniałą niespodzianką dla was i kibiców. Wiadomo - najprawdopodobniej utytułowany rywal, według planu mogłoby to być jedno z pierwszych spotkań w Gdańsku przy światłach.

- Piłka jest grą nieobliczalną i czy zagralibyśmy z Wisłą Płock, czy z Wisłą Kraków, to z każdym rywalem można wygrać lub przegrać. Absolutnie nie myślimy co będzie dalej, bo na razie trzeba przejść płocczan.

Osobiście ucieszyłeś się, że los przydzielił wam drugoligowego rywala czy wolałbyś od razu kogoś z najwyższej półki?

- Wolałbym od razu grać z kimś z ekstraklasy. Z Wisłą Płock już graliśmy, a gdyby przyjechał do Gdańska I-ligowiec, to widowisko byłoby bardziej atrakcyjne dla kibiców, a także dla zawodników, bo moglibyśmy po raz kolejny zmierzyć się z zespołem z wyższej klasy rozgrywkowej.

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2024. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.032