Gdańsk: środa, 12 grudnia 2018
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 139 (4/2008)

12 lutego 2008

ŁUKASZ TRAŁKA DLA LECHIA.GDA.PL

Niczym Iván Zamorano w Interze

"Przyjeżdżam do Gdańska, bo chcę wywalczyć swój trzeci już awans do ekstraklasy. Po jego uzyskaniu nie chciałbym jednak znowu zmieniać klubu, ale chciałbym zadomowić się w lidze reprezentując Lechię" - mówi dla lechia.gda.pl 23-letni Łukasz Trałka, nowy pomocnik Biało-Zielonych. Z zawodnikiem rozmawialiśmy po poniedziałkowym porannym treningu zespołu.

KAROL SZELOŻYŃSKI
Gdańsk

Jak to się stało, że znalazłeś się w Lechii? Kto z klubu skontaktował się z tobą jako pierwszy?

Łukasz Trałka: W połowie grudnia zadzwonił do mnie dyrektor sportowy Lechii, Radek Michalski i spytał czy byłbym zainteresowany grą w Lechii. Odpowiedziałem, że tak. Trener Kubicki chciał mnie jeszcze wcześniej zobaczyć, bo chwilę nie grałem przez kontuzję; na początku grudnia miałem operację stawu skokowego. Przyjechałem, pokazałem jak to wygląda i wszystko było OK.

- Miałem jeszcze wówczas formalnie ważną umowę z ŁKS-em, ale już wiedziałem, że ją rozwiążę, bo wcześniej byłem w klubie poprosić o to działaczy, na co ci ostatni się zgodzili. Oficjalny papier, że jestem wolnym graczem otrzymałem na początku stycznia.

Od razu po telefonie Radosława Michalskiego wiedziałeś, że wiosną będziesz grał w Gdańsku?

- Od tego momentu zacząłem poważnie myśleć o tej opcji. Wiedziałem, że na pewno przyjadę się pokazać. Miałem jakieś tam inne propozycje, ale chciałem grać tutaj - kibice, w niedługim czasie mam nadzieję, że I liga. Oferta z Lechii była więc nie do odrzucenia.

Kwestie finansowe nie odgrywały większej roli?

- Dogadaliśmy się szybko. Jeśli klub chce zawodnika, a zawodnik chce grać w klubie, to obie strony zawsze się dogadają.

Jak sądzisz, dlaczego trener się na ciebie zdecydował? I co dokładnie miały pokazać twoje testy?

- Trener Kubicki znał mnie z wcześniejszych meczów. Kiedyś chciał mnie sprowadzić do Łęcznej. Myślę, że zaprosił mnie po to, aby po prostu zobaczyć jak się prezentuję. Długi okres czasu mnie nie widział, a jeszcze niedawno miałem kontuzję. Wcale nie dziwię się szkoleniowcowi Lechii, że chciał sprawdzić jak to wszystko u mnie wygląda.

Pytam dlatego, bo w grach sparingowych niczym szczególnym na tle innych pomocników się nie wyróżniałeś. To wina tego, że dopiero niedawno zaleczyłeś kontuzję?

- Szczerze mówiąc śmiałem się z fali krytyki, która spadła na mnie po moich pierwszych sparingach w Lechii. Śmiałem się z tego, bo półtora miesiąca nie robiłem praktycznie nic. Przyjechałem do Gdańska, trzy dni potrenowałem, wszedłem od razu w mecz, a ludzie już mówili, że słabo zagrałem itd. Myślę, że takie osoby po prostu nie wzięły pod uwagę wszystkich aspektów, pewnie zobaczyli, że ktoś przyjechał na testy i chcieliby, aby od razu był najlepszy.

- Osobiście podszedłem do tego spokojnie. Na przykład ostatniej zimy w ogóle nie przepracowałem. Teraz jest pierwszy taki okres, kiedy pracuję na pełnych obrotach od początku przygotowań. Z tego jestem zadowolony, z meczu na mecz czuję się coraz lepiej. Dla mnie najważniejsze było wyjść na boisko i samemu się przekonać, na jakim etapie jestem. Jeśli chodzi o samą grę, to była to sprawa drugorzędna. Wiedziałem, że po półtoramiesięcznej przerwie nie będę najlepszy na boisku.

I przekonałeś się, na jakim etapie jesteś?

- Przede wszystkim byłem zadowolony, że wcześniej kontuzjowana noga wytrzymała. Biegałem i poruszałem się normalnie, nie mogłem jednak uderzać piłki z prostego podbicia, ale to normalne po zabiegu artroskopii stawu skokowego. Byłem zadowolony z tego, że w ogóle odbyłem ten mecz.

Lechia dość długo starała się pozyskać Piotra Świerczewskiego, dopiero gdy negocjacje z nim upadły, zdecydowano się zaprosić ciebie na testy.

- Wiedziałem od początku, że jestem pewnego rodzaju opcją rezerwową dla planu sprowadzenia do Lechii Piotra Świerczewskiego. Przecież nie powiem, że to ja byłem ważniejszy od Piotra, bo wiadomo, jakim on jest zawodnikiem i jaką ma uznaną markę. Czekałem i wiedziałem, że jeśli wyjdzie sprawa ze Świerczewskim, to mnie w Lechii nie będzie. Prosta sytuacja.

Ma to dla ciebie jakiekolwiek znaczenie, że byłeś ściągany do Lechii jako opcja rezerwowa?

- Chciałbym być do każdego klubu ściągany jako opcja rezerwowa dla Piotra Świerczewskiego. Nie mam się czym martwić.

Niektórzy piłkarze nie godzą się na testy w klubach, bo twierdzą, że można ich obejrzeć na kasetach czy wcześniej na żywo w meczach. Ty masz na koncie prawie 50 występów w I lidze, a jednak zgodziłeś się podjąć treningi z Lechią, aby pokazać się trenerowi. Tak bardzo zależało ci na grze w Lechii czy po prostu bałeś się, że nie możesz zbytnio "wybrzydzać" w swoich propozycjach?

- Wcale nie dziwię się trenerowi i klubowi, że chciano mnie zaprosić na testy w takiej sytuacji, w jakiej się znalazłem. Tak jak mówiłem - byłem po kontuzji, nie było wiadomo czy jestem już w stu procentach zdrowy, musiałem przejść badania. Zaproszono mnie na testy i wiedziałem, że muszę przyjechać się pokazać czy jestem normalnie sprawny po operacji, czy mogę bez problemów biegać. Podejrzewam, że inne propozycje, które miałem też opierałyby się na wcześniejszym zaprezentowaniu się innym szkoleniowcom. Z mojej strony nie było żadnych problemów. Poza tym ja nie mam nic do ukrycia, więc nie ma co się obrażać.

Trener Kubicki próbował ciebie - środkowego pomocnika - nawet na pozycji środkowego obrońcy. Chyba jednak nie wypadłeś zbyt dobrze, bo zamiast ciebie tę lukę będzie miał wypełnić Tomasz Midzierski.

- Rozmawiałem z trenerem przed sparingiem, w którym miałem zagrać na środku obrony. Powiedział mi, że moja osoba może być jedynie jakąś alternatywą na wypadek kontuzji bądź pauz za kartki podstawowych obrońców. Szkoleniowiec chciał po prostu to zobaczyć, zagrałem i to wszystko. Wiedziałem, że i tak wrócę na środek.

Grałeś już wcześniej na środku obrony?

- Grałem cztery czy pięć spotkań w lidze na stoperze, więc to nie był dla mnie pierwszy raz. Ale moją pozycją jest zdecydowanie środek pomocy, tam gram praktycznie od zawsze.

Do tej pory, mimo młodego wieku, zwiedziłeś wiele klubów. Mówiłeś, że brakowało ci stabilizacji. Czy półtoraroczna umowa z Lechią tę stabilizację ci zapewnia?

- Na pewno jest to dłuższy okres czasu niż choćby pół roku, które spędziłem poprzednio w ŁKS-ie. Krótkie okresy, które spędzałem w wielu klubach mają swoje plusy i minusy. Na minus - ciągłe zmiany, byłem wypożyczany przez pana Ptaka, brak czasu na aklimatyzację, ale z drugiej strony zbierałem doświadczenie, co pół roku musiałem "wejść" w nową ekipę. W Gdańsku podpisałem umowę na półtora roku, w rachubę wchodził jeszcze dwuletni kontrakt. Jestem zadowolony, a jeśli wszystko będzie OK, a w klubie będą ze mnie zadowoleni, to zawsze można okres mojego pobytu w Lechii jeszcze wydłużyć.

Czy to oznacza, że wręcz wiążesz swoją przyszłość z Gdańskiem?

- Po prostu liczę się z tym, że mogę grać tu dłużej niż przewiduje mój obecny kontrakt. Przyjeżdżam do Gdańska, bo chcę wywalczyć swój trzeci już awans do ekstraklasy. Po jego uzyskaniu nie chciałbym jednak znowu zmieniać klubu, ale chciałbym się w lidze zadomowić reprezentując Lechię. Zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądało.

W twojej karierze najpierw zaliczyłeś awans do I ligi z Pogonią Szczecin, rok później z Widzewem. W ostatnim sezonie grałeś najpierw w Pogoni, która spadła z ligi, a następnie w KSZO, które zostało z niej zdegradowane. Wygląda na to, że teraz nadszedł czas na kolejny awans do ekstraklasy.

- W żadnym razie nie wiążę się ze spadkiem Pogoni z ligi. Grałem tam tylko jesienią, kiedy zespół prowadził trener Kuras. Zdobyliśmy 15 punktów, a więc niezłą ilość, jak na tę ekipę, którą mieliśmy. Gdybyśmy tyle zdobyli także wiosną, to spokojnie utrzymalibyśmy się w środku tabeli. Wiadomo jaka ekipa była w Pogoni, a już wiosną to w ogóle... Śmiechu warte.

- Podobnie z KSZO - nie spadliśmy z ligi, a zostaliśmy z niej zdegradowani za korupcję. To było niezależne od wyników sportowych i samych piłkarzy. To była wina działaczy, którzy tam rządzili.

- Można jednak powiedzieć, że tak się układa moja kariera, że teraz czas na kolejny awans. Te okresy wspominam zdecydowanie lepiej niż degradacje.

Odnieśmy się jeszcze do tych degradacji w sezonie 2006/07 - najpierw Pogoni, a później KSZO. Rzadko się zdarza, żeby jeden zawodnik zaliczył w danym sezonie dwa spadki. To z pewnością niezbyt miłe uczucie dla piłkarza.

- Szczerze mówiąc dla mnie nie było to żadne uczucie. Jeśli chodzi o Ostrowiec to grałem tam całą wiosnę, rozegrałem ją jak najlepiej potrafiłem. Rozjechaliśmy się do domów, a po jakimś czasie została podjęta odgórna decyzja, że klub został zdegradowany za korupcję. Nie było w tym ani centa mojej winy czy mojego wkładu, więc nie mam się czym przejmować. Dodatkowo ja byłem do KSZO tylko wypożyczony, więc wiedziałem, że tak czy siak po rundzie odejdę. Nawet jeszcze przyjechaliśmy na 2-3 treningi, bo była szansa, aby grać baraże o utrzymanie, ale ostatecznie do nich nie doszło. Ja jednak robiłem wszystko, aby ten klub utrzymać.

- Jeśli chodzi o Pogoń, to uważam, że zdobycie jesienią 15 punktów w warunkach, jakie tam panowały, to bardzo dobry wynik. Odszedłem i w rundzie rewanżowej grała już można powiedzieć całkowicie nowa jedenastka. To oni spadli z ligi, ja już wtedy w tym klubie nie grałem.

Jak dotąd masz korzystny bilans gier przeciwko Lechii - wiosną 2005/06 wygrana 4:0 w barwach Widzewa, jesienią 2006/07 wygrana 2:0 w Pucharze Polski w barwach Pogoni, a następnie w rundzie wiosennej tego sezonu remis w barwach KSZO 0:0.

- Pamiętam wszystkie te mecze bardzo dobrze.

Prezes Turnowiecki zażartował nawet, że przyszedłeś do Gdańska spłacić dług, jakim są odebrane Lechii ligowe punkty czy wyeliminowanie Biało-Zielonych z rozgrywek PP.

- No tak, zdobyłem w meczach z Lechią kilka punktów dla swoich poprzednich drużyn. Z drugiej strony trochę szkoda, że zremisowaliśmy w Gdańsku 0-0, kiedy grałem jeszcze w KSZO, bo może dziś przychodziłbym do I-ligowego zespołu. (śmiech) Ale wiadomo - gra się dla swojej drużyny, aby ta osiągnęła jak najlepszy rezultat.

W Szczecinie i Łodzi grałeś z numerem "9" na koszulce. To dość nietypowy numer jak dla środkowego pomocnika. Dlaczego akurat taki sobie wybrałeś bądź został ci przyznany?

- W żadnym wypadku nie przywiązuję wagi do numerów. Po prostu wróciłem do Pogoni wtedy, kiedy bodajże Rafał Grzelak z niej odchodził. W ten sposób "9" została wolna, więc kierownik zapytał mnie czy chcę z tym numerem występować. Mi było to obojętne. Podobnie w ŁKS-ie - wolna była "5", to grałem z "5". W Lechii też nawet nie wiem, jaki numer jest wolny.

W Lechii akurat numery na koszulkach są tylko do 18, więc zmieniają one swoich właścicieli praktycznie co mecz.

- W takim razie biorę "18", dwie zsumowane "9" dają "18". Albo "1+8" jak kiedyś grał Iván Zamorano w Interze. (śmiech)

Masz jakiś swój cel na najbliższą rundę?

- Cel jest jeden - awans. I osobisty, i zespołowy.

Nawet jeśli nie rozegrasz ani minuty, a zespół awansuje, to już twój cel zostanie spełniony?

- Nie, nie. Wiadomo, że chciałbym, aby drużyna awansowała ze mną w składzie. To normalne, że każdy piłkarz chce grać jak najwięcej.

Przywiązujesz jakąkolwiek wagę do tego, co dzieje się poza wami, czyli do kwestii degradacji za korupcję, co może ułatwić wam uzyskanie awansu? Czy po prostu uznajecie, że dwa pierwsze miejsca to awans, trzecie baraże i nic innego was w tej chwili nie interesuje?

- Ja nie biorę żadnych innych kwestii pod uwagę. Dzisiaj mogą awansować trzy drużyny, jutro osiem, a jeszcze później liga może w ogóle nie wystartować. Gdybym miał się tym przejmować, to bym nie spał w nocy. Chcemy wywalczyć na koniec sezonu miejsce w pierwszej dwójce, wtedy na pewno awansujemy.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
LUDZIE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.024