Gdańsk: poniedziałek, 25 października 2021

Tygodnik lechia.gda.pl nr 165 (30/2008)

19 sierpnia 2008

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

WROCŁAW, CHORZÓW

Bez kompleksów

Dwie pierwsze kolejki spotkań piłkarskiej Ekstraklasy pokazały, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Piłkarze Lechii Gdańsk pomimo dwóch spotkań z rzędu w roli beniaminka na wyjeździe pokazali, że nie zamierzają odgrywać roli chłopca do bicia rozgrywając zarówno we Wrocławiu jak i Chorzowie dobre mecze.

DOMINIK SOŁTYSIAK

Jeżeli biało-zieloni okrzepną w lidze, pozbędą się towarzyszącej im jeszcze tremy oraz wyeliminują indywidualne błędy, możemy być spokojni o ich postawę wśród najlepszych ligowców naszego kraju.

Wciąż przekładana inauguracja ligowych spotkań skazała Lechię, bądź co bądź beniaminka Ekstraklasy na rozegranie dwóch pierwszych ligowych meczów na boiskach przeciwników. Dawniej ligowy zwyczaj uprawniał beniaminka do pierwszego pojedynku na własnym stadionie. Miało to w zamyśle służyć lepszej adaptacji nowego ligowca w gronie najlepszych oraz bez wątpienia stwarzało okazję do piłkarskiego święta w miejscowościach, do których zawitała piłkarska Ekstraklasa. Dlaczego zrezygnowano z tego całkiem ciekawego zwyczaju piłkarska centrala nigdy piłkarskim kibicom nie uzasadniła. Choć z drugiej strony w gąszczu kuriozalnych decyzji Polskiego Związku Piłki Nożnej nie powinno to stanowić dla sympatyków polskiego futbolu żadnej niespodzianki.

Tak więc pierwsze dwa pojedynki przyszło beniaminkowi z Gdańska rozegrać na wyjazdach. I choć wielu kibiców obawiało się takiej inauguracji piłkarze w biało-zielonych strojach rozegrali dwa całkiem udane spotkania. Już we Wrocławiu lechiści pokazali, że niestraszna im Ekstraklasa. Okrzyczani jako czarny koń rozgrywek, doskonale spisujący się w meczach sparingowych piłkarze wrocławskiego Śląska praktycznie przez całe spotkanie nie potrafili przejąć inicjatywy i narzucić swojego stylu gry. To Lechia kontrolowała wydarzenia na boisku, szukając szans na zwycięstwo w ciekawie rozgrywanych kontratakach. Można co prawda gdybać, co by było gdyby napastnik wrocławian Vuk Sotirović celnie posłał piłkę do siatki z rzutu karnego przy stanie 1:0 dla Śląska, jednak to Lechia sprawiała wrażenie zespołu lepszego, mądrzejszego, wiedzącego o co chodzi w futbolu. Niemniej remis należy uznać za rezultat oddający przebieg wydarzeń na boisku i nie krzywdzący żadnego zespołu.

Już po meczu we Wrocławiu, kibice Lechii twierdzili, że prawdziwym wyznacznikiem umiejętności ich ulubieńców będzie występ na boisku ogranego już w Ekstraklasie chorzowskiego Ruchu. Legendarny obiekt przy ulicy Cichej nie przestraszył jednak biało-zielonych. Praktycznie przez 90 minut lechiści byli dla chorzowian równym przeciwnikiem. Gdańszczanie grali otwarcie, bez kompleksów, konsekwentnie konstruowali swoje akcje ofensywne. Widać było, że mają pomysł na grę i nie straszny im utytułowany zespół “Niebieskich”.

Bardzo dobrze w obydwu spotkaniach wypadli pozyskani z Korony Kielce: Marcin Kaczmarek oraz Maciej Kowalczyk. Zadatki na rozgrywającego potwierdził strzelec bramki w Chorzowie Andrzej Rybski. Dobrze zadebiutował w Ekstraklasie Rafał Kosznik. Spory piłkarski potencjał potwierdził we Wrocławiu Paweł Buzała. Tym co zdecydowało tylko o remisie we Wrocławiu oraz o porażce w Chorzowie były indywidualne błędy poszczególnych zawodników, które bezlitośnie wykorzystali ligowi wyjadacze: Vuk Sotirović ze Śląska oraz Marcin Zając i Martin Fabuš z Ruchu. Niemniej biało-zieloni nie muszą się swoich pierwszych występów wśród najlepszych ligowych jedenastek wstydzić. Ich gra skłania do optymizmu, tym bardziej gdy przyjdzie rywali podejmować na własnym boisku przy gorąco dopingującej gdańskiej publiczności.

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2021. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.034