Gdańsk: sobota, 19 października 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 168 (33/2008)

9 września 2008

GŁOSEM SPIKERA

Przekleństwo końca wakacji

Przed ostatnim ligowym meczem kibice Lechii liczyli, że punktowa zdobycz osłodzi im nieuchronny koniec wakacji. Tymczasem biało-zieloni, przegrywając w Bytomiu 1:4, po raz kolejny nawiązali do niechlubnej tradycji polegającej na tym, że grająca w ekstraklasie Lechia zawodzi w swoim ostatnim wakacyjnym spotkaniu.

MARCIN GAŁEK

NIECHLUBNY BILANS

1:5; 3:1; 0:3; 0:3; 2:1; 1:2; 1:2; 0:3; 2:9; 0:3; 0:1; 0:0; 1:5; 0:2; 0:3 (walkower); 1:4, czyli 2 zwycięstwa, 1 remis i 13 porażek!!! Łącznie w 16 spotkaniach zdobytych jedynie 7 z 48 możliwych punktów, bilans bramkowy 12 – 47!!! Myli się ten, kto przypisałby wspomniany bilans piłkarskiemu kopciuszkowi. To wyniki grających w ekstraklasie, w poszczególnych sezonach, piłkarzy gdańskiej Lechii, uzyskane w ostatnich meczach w trakcie wakacji. W zestawieniu uwzględniono tylko mecze rozegrane na przełomie sierpnia i września. Znając „dokonania” lechistów sprzed lat naiwnie wierzyłem, że tym razem karta się odwróci i będzie nam dane cieszyć się z pierwszego od 52 lat zwycięstwa w ekstraklasie w meczu kończącym wakacje. Niestety, rzeczywistość okazała się odmienna i przyszło nam, gdyby nie liczyć jednego, bezbramkowego remisu, pogodzić się z dziesiątą (!) kolejną porażką. Dobrze, że lepsze wyniki, w tym jakże pechowym terminie, uzyskiwali biało-zieloni grając w niższych klasach rozgrywkowych, ale nadmienić trzeba, że statystykę poprawiają znacząco rezultaty uzyskane w bardzo odległych już czasach, bądź w najniższych ligach (IV, V, VI). Licząc jedynie ostatnie 16 spotkań rozegranych w II lidze bilans prezentuje się niewiele lepiej od ekstraklasy: 2-5-9. Pytanie, co powoduje, iż piłkarze Lechii żegnają się z wakacjami w kiepskim stylu, nadal pozostaje bez odpowiedzi…

1949 – 1963

Jeśli można napisać coś pozytywnego w poruszonym dziś temacie to tylko w tej części tekstu. Choć początek będzie zapowiedzią dominującego w tym felietonie cyklu kolejnych przegranych meczów. W swoim pierwszym sezonie w ekstraklasie, w roku 1949, biało-zieloni kończyli wakacje meczem w Warszawie z Polonią. Mimo dobrego początku i prowadzenia 1:0, skończyło się na 1:5. Co ciekawe była to już czwarta porażka poniesiona w tamtym sezonie w takim stosunku. Kolejny raz biało-zieloni grali w ekstraklasie trzy lata później. Podopieczni Czesława Bartolika, zakończyli wakacje wygraną 3:1 nad „Kolejorzem” (bramki: Robert Gronowski, Alfred Kokot II i Leszek Gożdzik). Rok później Lechia kończyła wakacje wyjazdem do liderującego tabeli Ruchu. Przez niespełna 70 minut gdańszczanie dzielnie się bronili, ale w końcówce pognębił ich dwukrotnie Gerard Cieślik oraz … sędzia, który chyba jako jedyny na stadionie widział gola, którego prawdopodobnie nie było. Ostatecznie skończyło się na 0:3.

W 1955 roku, prowadzona przez Tadeusza Forysia, Lechia ponownie kończyła „letnią kanikułę” na boisku lidera, tym razem ŁKS-u. Kibice przeżyli małe „deja vu”, gdyż znów skończyło się na 0:3.

Wakacje 1956 kończyła niedziela 2 września. Tego dnia Lechia, w obecności 20 tysięcy kibiców podejmowała sosnowieckie Zagłębie i... wygrała 2:1! Była to ostatnia dotychczasowa wygrana biało – zielonych w meczu ekstraklasy, który rozegrano na zakończenie wakacji! W tym spotkaniu bramki dla Lechii zdobyli: Piotr Musiał (gol samobójczy) i Roman Rogocz.

Warto też podać historyczny, w pewnym sensie, skład gospodarzy tego spotkania: : Henryk Gronowski – Hubert Kusz, Roman Korynt, Jerzy Czubała, Zygmunt Gross, Robert Gronowski, Józef Górny, Roman Rogocz, Czesław Nowicki, Władysław Musiał, Alfred Kobylański. Do rewanżu doszło niemal dokładnie rok później. 1 września 1957 r. w Sosnowcu Zagłębie pokonało Lechię 2:1. W takim samym stosunku przegrała Lechia ostatni ligowy mecz wakacji w roku następnym. Z tym, że piłkarsko lepsza okazała się tym razem Wisła Kraków.

W 1959 roku gdańscy kibice kończyli wakacje analizując przyczyny porażki w Łodzi z ŁKS, w tym samym stosunku co przed 4 laty, tj. 0:3. Bramka strzeżona przez Henryka Gronowskiego była nie do zdobycia dla ówczesnych Mistrzów Polski przez 70 minut. Lechiści zaraz po stracie gola rzucili się do odrabiania strat i niemal od razu nadziali się na zabójcza kontrę. To rozstrzygnęło losy meczu.

W 1960 roku, szczęśliwie dla zazwyczaj przegrywających u progu roku szkolnego lechistów, w drugiej połowie sierpnia i na początku września liga nie grała. W tym czasie emocjonowano się Igrzyskami Olimpijskimi w Rzymie, gdzie z miernym zresztą skutkiem grała nasza narodowa reprezentacja. Co ciekawe, we wszystkich jej meczach zagrał lechista – Zygmunt Gadecki. Może klubowego pecha przeniósł na grunt kadry?!

Rok później piłkarze ekstraklasy grali już na przełomie sierpnia i września. Lechia nie dość, że poległa w Opolu z Odrą, to na dodatek w kompromitującym stosunku, aż 2:9!

Sezon 1962 trwał rekordowo krótko, gdyż grano jedynie w pierwszej części roku. Wiązało się to z przejściem polskiej piłki ligowej na system rozgrywek jesień – wiosna. Zatem w sezonie 1962/63, koniec sierpnia, po raz pierwszy w historii polskiej ekstraklasy oznaczał niemal początek rozgrywek. Niewiele to zmieniło w przypadku dyspozycji Lechii na koniec wakacji. Biało-zieloni gładko ulegli we Wrzeszczu warszawskiej Gwardii 0:3.

1984 -1988

W pierwszym, po długiej przerwie, sezonie w ekstraklasie gdańscy kibice zmuszeni byli czekać na pierwsze zwycięstwo aż do VII kolejki. Wcześniej, bo w piątym spotkaniu, w sobotę 01.09.1984 r. Lechia, przy komplecie 25.000 widzów podejmowała szczecińską Pogoń. Goście, wówczas lider tabeli, zwyciężyli 1:0 po bramce Janusza Turowskiego. Także rok później ostatnie wakacyjne spotkanie rozegrano przy Traugutta. Mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym, ale kibice opuszczali stadion złorzecząc na Mirosława Pękalę, który okazał się, w 81 minucie, nieudolnym wykonawcą „jedenastki”. Punkt zdobyty w 1985 roku stracili lechiści w następnym roku. PZPN, aby uatrakcyjnić rozgrywki, wprowadził bonusowy punkt dla drużyn, które wygrały mecz różnicą przynajmniej trzech bramek. Pokonany, we wspomnianych rozmiarach, zespół tracił natomiast punkt. O działaniu tego przepisu, w jego niekorzystnej wersji, przekonali się nasi piłkarze już pod koniec sierpnia, kiedy to w piątej kolejce ulegli w Szczecinie Pogoni aż 1:5. Honorową bramkę dla gdańszczan, przy stanie 0:4, zdobył w 81 min. Janusz Kupcewicz. Katem Lechii tamtego dnia okazał się autor hat-tricku Marek Leśniak. Z kolei jesienią 1987 r. biało-zieloni odnotowali najlepszy start w ekstraklasie od momentu kiedy do niej awansowali. Do Stalowej Woli, na mecz z mającym ujemne konto punktowe (-1) beniaminkiem Stalą jechali podbudowani dwoma zwycięstwami z rzędu (2:1 z Jagiellonią i 1:0 ze Śląskiem). Kibice w myślach dodawali już lechistom kolejne punkty. Kolejna wygrana oznaczałaby zagoszczenie Lechii w ścisłej czołówce ligi na dłużej. Stąd też wynik 0:2 przyjęto w Gdańsku jak klęskę.

1995

To było bez wątpienia najdziwniejsze zakończenie wakacji przy Traugutta w całej historii, nie tylko tej pierwszoligowej. Na środę – 30 sierpnia wyznaczono rozegranie spotkań V kolejki. Mająca na koncie 3 wygrane oraz remis Lechia/Olimpia winna tego dnia zagrać we Wrzeszczu z GKS Katowice. Na stadionie, w porze meczu, zjawili się jedynie piłkarze gospodarzy oraz ich kibice. Jednak z powodu braku rywali i sędziów rozegrano tylko grę wewnętrzną. Sędziego Zbigniewa Przesmyckiego z Łodzi, a także mających na nogach „klasyczne futbolowe klapki” piłkarzy „Gieksy” spotkać można było zaś na poznańskim Golęcinie, gdzie znajduje się stadion Olimpii. Po kilku dniach PZPN przyznał walkower na korzyść gości, z uwagi na nie stawienie się gdańskiej drużyny na boisku!

2008

Zbierająca zewsząd dobre recenzje Lechia jechała do Bytomia, na mecz z Polonią, podbudowana ligowym zwycięstwem nad Cracovią (2:0) oraz pucharowym z Dębem Dębno (3:0). W Gdańsku liczono na zdobycz punktową. Tym razem, w ostatni weekend wakacji biało-zieloni trafili na życiowa formę obrońcy gospodarzy Marcina Komorowskiego, który zaaplikował „Dumie Wolnego Miasta” 3 bramki. Ostatecznie spotkanie zakończyło się porażką Lechii 1:4.

PUENTA

Gdańsk z racji swojego położenia kojarzony jest z morzem, a więc miejscem szczególnie atrakcyjnym w sezonie urlopowym. Wraz z końcem wakacji w miejscach tradycyjnie odwiedzanych przez turystów robi się zdecydowanie ciszej. To znak, że lato się kończy. Nie wiem, czy ten fakt deprymująco od lat wpływa na piłkarzy Lechii, ale na pewno w porażkach biało-zielonych ponoszonych na przełomie sierpnia i września jest jakaś konsekwencja. Jak temu zaradzić? Najprościej byłoby wnioskować do organizatorów rozgrywek ligowych o niewyznaczalnie kolejki ligowej między 20 sierpnia a 10 września. Szanse na powodzenie tego projektu są jednak zerowe. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać aż piłkarze naszego klubu przełamią tę czarną serię. Tyle lat czekaliśmy na powrót do ekstraklasy i się doczekaliśmy, to także na zwycięstwa w meczu kończącym wakacje możemy jeszcze poczekać… Ile? Może już za rok się spełni?!

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.110