Warto przypomnieć jak spisywali się lechiści w tego typu rozgrywkach w przeszłości. Tym bardziej, że nasi piłkarze nie pełnili w nich roli przysłowiowego Kopciuszka. Zatem cofnijmy się najpierw do roku 1952, czasów gdy władzę nad Polską pełnili służalczy siepacze Józefa Stalina…
W tym mrocznym okresie historii Polski rządzący krajem politycy mieli możliwość kreowania każdej dziedziny życia. Nie inaczej było też w sporcie. Jeśli w oczekiwaniu na start tegorocznych rozgrywek ligowych, które wystartowały ostatecznie z dwutygodniowym opóźnieniem, traciliśmy cierpliwość, to co czuć musieli kibice Lechii, wówczas beniaminka ekstraklasy 56 lat temu. Z niecierpliwością oczekiwali oni informacji o wyznaczeniu terminu startu ligi. 27 marca, a więc niewiele przed możliwym wyjściem piłkarzy na ligowe boiska, Prezydium Sekcji Piłki Nożnej Głównego Komitetu Kultury Fizycznej – odpowiednik dzisiejszego PZPN, poinformowało, iż ligowe rozgrywki na szczeblu ekstraklasy wystartują dopiero w… sierpniu! Jako przyczynę takiego rozwiązania podano konieczność odpowiedniego przygotowania się reprezentacji kraju do piłkarskiego turnieju Igrzysk Olimpijskich w Helsinkach. W zamian kibice emocjonować mieli się rozgrywkami o Puchar Związku Młodzieży Polskiej. Do udziału w tej rywalizacji dopuszczono 12 zespołów ekstraklasy, które drogą losowania, podzielono na dwie grupy. Lechia, oficjalnie z nakazu komunistycznych władz, nazywana Budowlani, została przedzielona do grupy A, wraz z Polonią (Ogniwem) Bytom, Polonią (Kolejarzem) Warszawa, Ruchem (Unią) Chorzów, Wawelem (OWKS) Kraków oraz Wisłą (Gwardią) Kraków. Drużyny rywalizowały systemem każdy z każdym, mecz i rewanż. Najlepsi uświetnić mieli swoją grą Zlot Młodych Przodowników Budowniczych Polski Ludowej, który w lipcu organizowano w Warszawie. Możliwość zaprezentowania się wielotysięcznej widowni, w trakcie propagandowych uroczystości, uzyskać miały po trzy najlepsze drużyny w grupie.
Wreszcie, w niedzielę 06 kwietnia 1952 r., 18 tysięcy kibiców mogło podziwiać przy Traugutta biało-zielonych w rywalizacji z Wawelem. Jako znak czasów należy wspomnieć, że mecz „uświetnił” apelem skierowanym do młodych sportowców kierownik kultury fizycznej Związku Młodzieży Polskiej - Zarząd Wojewódzki w Gdańsku. Na boisku zaś w starciu beniaminków ekstraklasy, padł rezultat bezbramkowy.
Dwa tygodnie później kibice Lechii doczekali się zwycięstwa. W Gdańsku lechiści pokonali Polonię Bytom 1:0. Jedynego gola po centrze Aleksandra Kupcewicza zdobył, w 59 minucie, uderzeniem głową Robert Gronowski.
Po dwóch kolejkach gier, między innymi z inicjatywy redakcji „Przeglądu Sportowego”, doszło do zmiany nazwy rozgrywek! Ostatecznie pierwszą, w historii naszego kraju, rywalizację o ligowy puchar nazwano: Puchar Zlotu Młodych Przodowników.
Pierwszy wyjazdowy mecz zagrali gdańszczanie w stolicy, przeciwko Polonii. Wiele samozaparcia musieli wykazać kibice, którzy chcieli obejrzeć to spotkanie, gdyż zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami stawili się oni na obiekcie Legii. Tymczasem mecz odbył się na boisku Ogniwa Warszawa, gdzie niemal biegiem przemieściło się kilka tysięcy kibiców. Najszybsi, niejako w nagrodę, mogli zobaczyć wszystkie trzy trafienia jakie padły w tym spotkaniu. Już w 2 minucie, po strzale Jerzego Czubały Lechia objęła prowadzenie. 10 minut później wyrównał ex-lechista Marian Łącz. Jednak w 33 minucie to biało-zieloni zadali decydujący cios, a autorem gola był Henryk Kokot. „Czarne Koszule” miały doskonałą okazję do wyrównania, ale rzutu karnego nie wykorzystał Łącz.
Podbudowani zwycięstwem lechiści na kolejny mecz pojechali do Krakowa. Najlepszy zespół ekstraklasy ubiegłego sezonu – Wisła, już w pierwszej połowie wykonywał dwie „jedenastki”. Jednak „Biała Gwiazda” zdobyła tylko jednego gola. Kiedy w drugiej połowie ponownie Gamaj celnie strzelił z karnego wydawało się, że wszystko jest już jasne. Na szczęście nie myśleli tak biało-zieloni, którzy w ciągu dwóch minut doprowadzili do wyrównania! Strzelcami bramek byli: Czesław Nowicki i Robert Gronowski. Co więcej, tuż przed końcem meczu to goście egzekwowali „jedenastkę”. Niefortunnym strzelcem okazał się Alfred Kokot. Jednak i tak remis 2:2 był sukcesem gdańszczan.
Tydzień później, 11 maja, do Gdańska przyjechał chorzowski Ruch. Lechia, przy komplecie 25 tysięcy widzów na trybunach, zagrała z mistrzem kraju bez respektu i zwyciężyła 3:1. Łupem bramkowym podzielili się Nowicki oraz zdobywca dwóch goli Czesław Lenc.
Po pierwszej rundzie rozgrywek grupowych sytuacja w tabeli była wręcz sensacyjna. Na czele tabeli dwóch beniaminków: Wawel (9 pkt) i Lechia (8 pkt). Trzecia Wisła zgromadziła 5 punktów.
W tej sytuacji pierwszy mecz rundy rewanżowej pomiędzy Wawelem a Lechią wzbudził w Krakowie olbrzymie zainteresowanie. Publiczność obejrzała jednak jednostronne spotkanie, a gospodarze zdeklasowali nasz zespół aż 5:0.
Także z kolejnego wyjazdowego spotkania, rozegranego tydzień później w Bytomiu, biało-zieloni wrócili bez zdobyczy punktowej. Mimo, że zdaniem obserwatorów meczu, goście z Gdańska byli zespołem lepszym, to zwycięstwo 1:0 odniosła Polonia, po golu zdobytym wręcz w kuriozalnych okolicznościach.
Po tej serii spotkań Lechia spadła na 3 miejsce ustępując Wiśle o 1 punkt. Kolejne dwa mecze gdańszczan zostały przełożone. Dopiero po 3 tygodniowej przerwie biało-zieloni zagrali w Chorzowie, gdzie zremisowali 1:1 z pozbawionym już szans na awans Ruchem. Gola dla naszego zespołu zdobył strzałem z rzutu wolnego Alfred Kamzela.
Po tym spotkaniu wiadomo było, że grupę ze znakomitym bilansem 9 zwycięstw i 1 remisu wygrał Wawel. Podkreślić należy, że jedynym zespołem, który zdołał nie przegrać z triumfatorami tej fazy była Lechia (remis na inaugurację 0:0). Biało-zieloni zachowali jeszcze szanse na 2 miejsce, a krokiem ku realizacji tego celu miało być zwycięstwo z będąca wiceliderem Wisłą. 12-tysięczna widownia miała okazję do świętowania. Lechia po bramkach Alfreda Kokota i Aleksandra Kupcewicza wygrała 2:0. Do szczęścia, tj. zajęcia drugiego miejsca w grupie, brakowało przynajmniej remisu w meczu z grającą o „pietruszkę” Polonią Warszawa. Mimo dwóch bramek Kupcewicza biało-zieloni przegrali rozgrywany we Wrzeszczu mecz 2:3.
Ostatecznie Lechia zdobyła 11 na 20 możliwych punktów i zajęła w tabeli grupy A trzecie miejsce, ustępując Wiśle jedynie gorszym bilansem bramkowym. Dało to biało-zielonym prawo gry w meczu o 5 miejsce.
Finałowe spotkania rozegrano 20 lipca 1952 roku w Warszawie. Pojedynek z udziałem Lechii oraz Lecha (Kolejarza) Poznań rozpoczął się na stadionie Spójni o godz. 13.45. Gdańszczanie zagrali w dość eksperymentalnym zestawieniu w formacjach ofensywnych, co przełożyło się na fatalna skuteczność oraz niewielka ilość sytuacji strzeleckich. Wynik meczu ustalono już w trakcie pierwszych 45 minut. „Kolejorz” po bramkach swoich super snajperów: Czapczyka i Anioły zwyciężył 2:1. Honorowe trafienie dla Lechii było dziełem Henryka Kokota. Ostatecznie gdańszczanom przypadło 6 miejsce, a triumfatorem całej imprezy okazał się rewelacyjny Wawel, który w finale okazał się lepszy od Cracovii. Trzecie miejsce zajęła Wisła, a czwarte pierwszy zespół spoza Krakowa – AKS Chorzów.
W czasie całego cyklu rozgrywkowego trzon zespołu Lechii stanowili: bracia Henryk i Robert Gronowscy, Alfred i Henryk Kokotowie oraz Alfred Kamzela, Aleksander Kupcewicz i Czesław Nowicki. Grając w rozgrywkach o Puchar Zlotu Młodych Przodowników lechiści mogli poznać możliwości rywali, z którymi kilka tygodni później rozpoczęli batalię o ligowe punkty. Na następną okazję emocjonowania się tego typu rozgrywkami, z udziałem swoich ulubieńców, kibice Lechii Gdańsk musieli czekać blisko pół wieku. To już jednak były inne czasy, inna była też nazwa oraz zasady pucharowej rywalizacji. O tym w kolejnym tekście, za dwa tygodnie…