Losowanie odbyło się 8. lipca w hotelu Intercontinental w Genewie. Piłkarze przebywali wtedy na zgrupowaniu nad słonecznym Balatonem, gdzie przygotowywali się do walki w pucharach. Trener Jerzy Jastrzębowski jak sam wspominał potem na łamach prasy dowiedział się o wynikach losowania z popołudniowej audycji radiowej, a piłkarzom wiadomość tą przekazał dopiero podczas wieczornego treningu. Aby zrozumieć co znaczyło wtedy słowo Juventus w świecie piłki, wystarczy wspomnieć kilka nazwisk: Claudio Gentile, Antonio Cabrini, Marco Tardelli, Zbigniew Boniek, Michel Platini, Paolo Rossi.
Gdy perspektywa spotkania Biało-Zielonych ze Starą Damą stała się faktem, szok prędko ustąpił miejsca radości z nadchodzącego piłkarskiego święta. Tak też ocenia do dziś, po 25 latach, dyrektor Zbigniew Golemski. – Było to dla nas bardzo duże wyzwanie, ponieważ impreza piłkarska tej rangi nigdy wcześniej nie miała miejsca w Gdańsku. Juventus wtedy,jak i teraz, to była uznana marka. Niemniej jednak uważam, że mieliśmy wtedy niesamowite szczęście. To był uśmiech losu.
Herbata dla Platiniego
Podobnie jak obecni włodarze klubu przed aktualnym sezonem śpieszyli się z pracami przygotowawczymi na Traugutta, aby wypełnić wymogi licencyjne ekstraklasy, tak samo wiele spraw na głowie miały władze Lechii 25 lat temu. - Nasz obiekt nie spełniał wymogów. Przysłano nam więc szczegółową instrukcję z PZPN. Mówiła ona jak zabezpieczyć stadion, stworzyć odpowiednie warunki Juventusovi. Chodziło głównie o typowe zaplecze organizacyjne takie jak szatnia, toalety, natryski. Z okazji przyjazdu Włochów musieliśmy zorganizować im gabinet masażu. Instrukcja ta regulowała nawet takie kwestie jak dostępność herbaty z cytryną i napoi. Z tej okazji należało też przygotować na przyjęcie gości hotel Posejdon. Zostało im wydzielone całe piętro, aby w ten sposób mieli zapewnione odpowiednie warunki – wspomina Golemski.
- Sprawy organizacyjne omówiliśmy przy okazji wizyty drużyny w Turynie. Szczególnie przydatny był wtedy Zbigniew Boniek. Pamiętam, że pierwszą rzeczą, o którą spytał był stan szatni. Pamiętał przecież jeszcze doskonale czasy, kiedy grał w Zawiszy Bydgoszcz - dodaje.
Nieomylny Rossi
Do pierwszej konfrontacji pomiędzy zespołami doszło 14. września na Stadio Comunale, poprzedniku Stadio Delle Alpi. Dla wielu kibiców Lechii miał to być ostatni mecz, który mieli okazje zobaczyć przez długie lata. Z 90 Polaków, którzy pojechali z Orbisem do Turynu, 40 poprosiło o azyl w słonecznej i co najważniejsze wolnej od sowieckiego jarzma Italii. Dwa tygodnie później całe Trójmiasto i nie tylko z niecierpliwością oczekiwało przylotu drużyny „Bianconerri”. Obawiano się, że po wysokim zwycięstwie w Turynie do Gdańska nie przylecą największe gwiazdy Starej Damy. Stało się inaczej, z małym opóźnieniem, ale przylecieli wszyscy Ci, których nazwiska nadawały wtedy ton w światowym futbolu.
Piłkarze włoscy, nie bez powodu byli zrelaksowani i pewni swego. Paollo Rossi zapytany o wynik meczu powiedział krótko: - Powinniśmy wygrać, powiedzmy 3:2. Jak się później okazało król strzelców Mundialu’82 popisał się wtedy nie lada talentem typerskim. Wraz z nimi przyjechało kilkoro tifosi. Po rozpoczęciu dystrybucji biletów ustawiły się ogromne kolejki do kas. W budynku klubowym, gdzie wydawano bilety przedstawicielom zakładów pracy, zapanował ogromny tłok.
Najwytrwalsi kibice
Początek meczu zaplanowano na 15:30 (29. września). Bramy stadionu otwarto o godzinie 11 rano. Na pierwsze rzesze kibiców nie trzeba było długo czekać. Ludzie, którzy przyszli wcześniej, aby zająć najlepsze miejsca spali na stadionie i rozgrzewali się napojami wysokoprocentowymi. O godzinie 13 nie było już praktycznie wolnych miejsc na widowni. Widziano osoby w pidżamach – pacjentów Akademii Medycznej. Służby porządkowe wpuszczały w pobliże stadionu jedynie posiadaczy wejściówek na spotkanie. Pierwsze patrole ZOMO w kontrolowały przybyszy już w okolicy Placu Zebrań Ludowych.
Wielu kibiców nabywszy bilety, by po wejściu na stadion nie mieć gdzie usiedzieć czy nawet stanąć. Bilet na mecz kosztował 600 zł, w obiegu pojawiały się fałszywki, uaktywniła się cała rzesza koników. Prasa codzienna informowała, że wśród kibiców rozeszła się pogłoska, jakoby w trakcie modernizacji stadionu przy ulicy Traugutta odkopano zakopany w ziemi zapas wódki, ukryty tam przez kibiców na wielki mecz.
Liczbę osób przybyłych na stadion dziś szacuje się na ok. 41 tys. Spóźnialscy zajmowali miejsca wszędzie, gdzie się dało. Okazało się, że doskonałą trybuną jest nawet słynny zegar na Traugutta. Spośród wielu flag i transparentów uwagę na siebie zwracał tekst: Lechia – Juve 9:1. Wygra lepszy. Gdańsk z Turynem się nie piepszy [pisownia oryginalna – aut.].
- Do Gdańska zjechały się wszystkie ościenne miasta, aż po Olsztyn i Koszalin. Może trochę przesadziliśmy z rozdawaniem biletów, ale nie mieliśmy wtedy sumienia odmawiać ludziom szansy obejrzenia tak wielkiego piłkarskiego widowiska. Dziś myślę, że dopisało nam szczęście, że nic się nie stało. Dziś już nie byłbym tak liberalny jeśli chodzi o dystrybucje wejściówek. Niemniej jednak, przepraszam za brak skromności, wszystko wypaliło – wspomina Zbigniew Golemski.
Lechu ! Lechu !
29. września 1983 r. to zaledwie dwa miesiące po zniesieniu stanu wojennego. Sytuacja wewnętrzna w Polsce, a szczególnie w Gdańsku, kolebce Solidarności, wzbudzała wówczas żywe zainteresowanie zachodnich dziennikarzy. Zebranie się w jednym miejscu ponad 40 tysięcy ludzi i obecność włoskich mediów stwarzało ogromną szansę na zbiorową manifestację solidarnościową. Gdyby ZOMO zdecydowało się rozpędzić mecz Pucharu Zdobywców Pucharów, wybuchłby konflikt na skalę międzynarodową. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę także władza ludowa, która na to spotkanie oddelegowała ponad 2 tys. przedstawicieli służb mundurowych.
- To nie była dla nas komfortowa sytuacja. Byliśmy zmuszeni oddać służbom specjalnym jeden z pokoi z balkonem, z którego mogli spokojnie obserwować trybuny stadionu. Nie mieliśmy tam wstępu. Obstawa tego meczu była bardzo silna. Oni doskonale wiedzieli, że na tym meczu pojawi się Wałęsa – wyjawia Golemski.
Lech Wałęsa był rzeczywiście obecny na tym meczu. Jego obecność na tym meczu została zaaranżowana przez działaczy podziemia, stałych bywalców stadionu na Traugutta – Mariana Kosznickiego, Andrzeja Kowalczysa, Piotra Adamowicza i Sławomira Weinera oraz braci Rybickich. Po meczu oficer SB sporządził następującą notatkę z meczu:
„Podczas meczu z Juventusem na stadionie Lechii zgromadziło się ponad 40 tys. ludzi. Poziom meczu oraz panująca atmosfera była dobra. Nie obeszło się jednak bez incydentów związanych z obecnością na meczu L. Wałęsy. Przybył on w towarzystwie 2 księży (sic! – przyp. aut.). Nie było wśród nich ks. Henryka Jankowskiego. W przerwie meczu grupa kibiców rozpoznała Wałęsę i zaczęła wznosić okrzyki ‘Lechu! Lechu!’. Wałęsa wstał i pozdrawiając kibiców sprowokował parę tysięcy ludzi siedzących w tym samym i sąsiednich sektorach do okrzyków ‘Solidarność’. Skandowanie trwało kilka minut.”
Tak tamto wydarzenie wspomina Arkadiusz Rybicki, obecnie poseł na Sejm: -Siedziałem wtedy obok Wałęsy, na co dzień blisko współpracowaliśmy. Emocje czuć było w powietrzu. Nie tylko dlatego, że biało-zieloni pierwsi strzelili bramkę. Również z tego powodu, że na stadionie otoczonym przez ZOMO czuliśmy się, jak wolni ludzie, nigdy niepogodzeni ze stanem wojennym.
Mecz prowadziło dwóch spikerów. W przerwie, kiery rozległy się wspomniane wyżej okrzyki włączono muzykę, która miała za zadanie zagłuszać okrzyki z widowni.
- Wałęsa wyszedł kilka przed końcem meczu. Wiedział, że jeśli zostanie do końca, będzie musiał poprowadzić 30.000 ludzi. Dokąd? Na Smoluchowskiego stanął nagle przed szpalerem młodych ZOMO-wców. Z ich krótkofalówek dobiegały jeszcze rozkazy: alarm! przygotować się! poprawić szyk! - a tu Wałęsa stał przed nimi. Zbledli i rozstąpili się bez rozkazu. To wolność torowała sobie drogę nie czekając na pozwolenie - wspomina Rybicki
Kilka dni później Lech Wałęsa otrzymał pokojową Nagrodę Nobla. Lechia piłkarsko przegrała mecz, dziś zdaje się, że było to wielki triumf wolności, zwycięstwo gdańskich kibiców oraz klubu, który wzbogacił się o kolejną legendę, element swojej przebogatej mitologii.
25 lat później
Tak było 25 lat temu. Wspomnienia z pewnością będzie można przywołać już w ten weekend. 28. września (niedziela), dokładnie o godzinie 15:30 (tak jak ćwierć wieku temu) na płycie głównej boiska przy ulicy Traugutta, odbędzie się jubileuszowy mecz pomiędzy drużynami Oldboyów Lechii, a drużyną o nazwie „Element Antysocjalistyczny”, wśród których znajdą się osoby, które w tamte pamiętne popołudnie zorganizowały wejście Lecha Wałęsy na stadion. W drużynie Lechii swój udział zapowiedzieli już: Romek Józefowicz, Tadeusz Fajfer, Marek Woźniak, Andrzej Marchel, Leszek Kulwicki, Andrzej Salach, Aleksander Cybulski, Zbigniew Kowalski, Jacek Grembocki, Jerzy Kruszczyński, Dariusz Wójtowicz, Marek Kowalczyk, Ryszard Polak, Maciej Kamiński, Janusz i Andrzej Wydrowscy.
Dopóki nie doczekamy się większych sukcesów gdańskiego klubu, legenda meczów z Juve będzie najważniejszym wydarzeniem w historii klubu. Jednakże, nawet ewentualnemu debiutowi Lechii w Lidze Mistrzów ciężko będzie przebić to wydarzenie. Bo mecz ze Starą Damą to było coś znacznie większego niż piłka nożna. Ten mecz to symbol tamtych czasów, taki sam jak Stocznia Gdańska, kartki żywieniowe czy "Mury" Kaczmarskiego.
Skład drużyny "Element Antysocjalisty"
Sławomir Rybicki - kapitan drużyny, działacz przedsierpniowej opozycji demokratycznej, członek RMP, pomysłodawca oraz kierujący akcją przybycia Lecha Wałęsy na mecz Lechii z Juventusem Turyn. Obecnie poseł RP.
Arkadiusz Rybicki - założyciel Ruchu Młodej Polski uczestnik strajków sierpniowych. Wspólnie z Maciejem Grzywaczewskim spisał na "sklejce" 21 postulatów. W stanie wojennym internowany w obozie w Strzebielinku. Obecnie w druzynie Politycy i Przyjaciele gra na prawej obronie. Były wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego. Obecnie poseł RP.
Jerzy Borowczak - organizator strajków sierpniowych. W stanie wojennym aresztowany w Zakładzie Karnym w Iławie. Obecnie Radny Gdańska.
Jerzy Hall - brat Aleksandra Halla, członek RMP, w stanie wojennym konspiował w podziemiu Solidarności.
Mariusz Popielarz - członek NZS, dziennikarz prasy podziemnej, były naczelny Gazety Gdańskiej. Obecnie wicedyrektor MOSiR w Gdańsku.
Tomasz Wołek - członek RMP, dziennikarz, publicysta, znawca południowo-amerykańskiej piłki nożnej.
Marcin Wołek - syn Tomasza Wołka, członek Harcerstwa Niepodległowościowego. Obecnie gdyński radny.
Piotr Adamowicz
Andrzej Kowalczys - działacz opozycji przedsierpniowej, sympatyk RMP. W stanie wojennym organizator i aktywny uczestnik manifestacji antykomunistycznych . Obecnie pracuje jako terapeuta oraz urzędnik. Szef Zespołu piłkarskiego Politycy i Przyjaciele.
Jacek Karnowski - sympatyk RMP, Prezydent Miasta Sopotu.
Jan Krzysztof Bielecki - b. premier Rzeczypospolitej Polskiej 1991-93.
Maciej Płażyński - znany działacz opozycji antykomunistycznej, Poseł RP, Marszałek sejmu IV. kadencji.
Wojciech Jankowski - dziennikarz RMF FM
Hajda na Juve - krótki dokument o dwumeczu z Juve [video]