Gdańsk: czwartek, 25 lutego 2021
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 191 (8/2009)

17 marca 2009

I TAK TO SIĘ ZACZĘŁO... CZ. 2

Lotnisko

Od redakcji: Kontynuacja wspomnień Grzegorza Oprządka, piłkarza Lechii w latach 60-tych.

GRZEGORZ OPRZĄDEK

Z biegiem czasu podwórko przy skrzyżowaniu ulic Kościuszki i Zbyszka z Bogdańca stawało się coraz mniejsze, coraz częściej słychać było szczęk tłuczonych szyb, donośniejsze też były przekleństwa i groźby lokatorów... "wynocha gówniarze, bo wezwę milicję". Nie było rady, trzeba było zmienić plac gry. Znaleźliśmy sobie zupełnie przyzwoite boisko na lotnisku, przy ulicy Chrobrego.

Nie jedno boisko, sto boisk, wystarczyło ustawić dwie bramki z kamieni i można było grać od świtu do zmroku. Teren pomiędzy torami tramwaju nr5, kursującego do Brzeźna, a pasem startowym samolotów i zdewastowanym poniemieckim cmentarzem, był naprawdę obszerny. To magiczne miejsce dostarczało wielu innych atrakcji. Na owym, zdewastowanym cmentarzu, można było znaleźć rurki czarnego artyleryjskiego prochu, z którego robiło się świetne rakiety. Zdarzało się, że przy odrobinie szczęścia można było, spod warstwy piasku, wygrzebać parometrowy pas z nabojami do CKM-u. Z tak cennym łupem szliśmy wieczorem do nadmorskiego lasku, rozpalaliśmy ognisko, wrzucaliśmy naboje... i chodu za najbliższą górkę. Pociski świstały nad głowami i było super. Gorzej było z wyjściem zza górki, gdyż nie wiadomo czy wszystkie pociski opuściły już ognisko. No cóż, takie były rozrywki, komputerów wtedy nie było.

Inną lotniskową atrakcją były łapanki, które od czasu do czasu, robili nam żołnierze z jednostki lotniczej, stacjonującej po drugiej stronie pasa startowego. W szybkiej akcji, kilka „gazików” wojskowych otaczało jedno lub dwa boiska i dzielni sportowcy, dla wystudzenia rozpalonych głów, lądowali w koszarowej kuchni, by obierać ziemniaki lub szorować podłogi w koszarowych sypialniach. W czasie wakacji cała gówniarzeria wrzeszczańska ciągnęła na lotnisko. Toczyły się tam okrutne walki nie tylko w nogę, nierzadko na pięści. To była prawdziwa kuźnia twardzieli.

Któregoś roku Lechia zorganizowała turniej dzikich drużyn, podczas którego wyławiano najzdolniejszych chłopaków i trafiali oni do drużyny trampkarzy i juniorów młodszych. Skrzyknęliśmy paru chłopaków z lotniska i wystawiliśmy, do tego turnieju, całkiem niezłą drużynę. Drużynom nadawano nazwy pochodzące od nazwisk pierwszoligowych piłkarzy Lechii.

Drużyn było tak wiele, że oprócz nazwy przydzielano kolejny numer. Nasza lotniskowa drużyna nosiła nazwę Gross 8. Gross był młodym utalentowanym pomocnikiem, który w późniejszym okresie opuścił Lechię i wyjechał do Australii. Teraz jednak był na miejscu i był naszym patronem. Rozgrywaliśmy, więc wielkie mecze, a moim osobistym trenerem był ojciec, który zza linii treningowego boiska wydawał mi rodzicielskie rozkazy. Ja dojrzewający wyrostek, wysoki i chudy jak patyk, musiałem trzymać się bocznej linii lewego skrzydła, chociaż lewą nogę, jak to w piłkarskim języku się mówi, miałem tylko do podpierania. Stałem przy tej linii i patrzyłem jak moi koledzy dzielnie walczyli po drugie stronie boiska, tam gdzie był tłok i coś się działo, bo najlepszą taktyką podwórkowego footballu była zasada „ kupą mości panowie”. Serce się rwało do walki, ale trudno, jak tu nie słuchać się ojca...

Cdn

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
LUDZIE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2021. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.020