Gdańsk: niedziela, 17 listopada 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 192 (9/2009)

24 marca 2009

TRUDNA SYTUACJA LECHII PO PORAŻCE Z POLONIĄ BYTOM

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść

Tak smutnych nastrojów w Gdańsku nie mieliśmy od początku sezonu. Drużyna, której ambicją był środek tabeli, która w niedalekiej przyszłości ma dorównać taki klubom, jak Wisła, czy Legia, przegrała w arcyważnym meczu na własnym boisku z Polonią Bytom. Widmo spadku zagląda w oczy Biało-Zielonym coraz śmielej, a końcówka sezonu zapowiada się bardzo nerwowo.

MATEUSZ JASZTAL
Gdańsk

Trener Jacek Zieliński jest człowiekiem nad wyraz spokojnym, podchodzącym do życia ze sporym dystansem. Nie ulega emocjom, podczas meczu nie krzyczy, nie gestykuluje, nie biega wzdłuż linii bocznej boiska. Sprawia wrażenie człowieka flegmatycznego. Niestety jego podejście udziela się piłkarzom, których postawa na boisku jest iście stoicka i to dosłownie, lecz „na stojąco” ciężko jest (o ironio!) walczyć o zwycięstwo, nie wspominając o „walce” o utrzymanie w ekstraklasie.

Zdystansowanie byłego szkoleniowca Legii Warszawa, czy Korony Kielce jest tak duże, że sam zdaje się nie zauważa tego, co działo się w ostatnią niedzielę. Określenie postawy zawodników jako „bardzo ambitnej” jest delikatnie mówiąc sporym wyolbrzymieniem. Bo jak w taki sposób można określić postawę ot choćby dla przykładu Łukasza Surmy, który w końcówce meczu zamiast atakować „bezpańską piłkę” przygląda się i biernie czeka aż z futbolówka przy nodze dobiegnie do niego jeden z polonistów?

Zresztą podobnych, choć może nie aż tak drastycznych przykładów, z niedzielnego meczu można podać mnóstwo. Ciekawym i niezrozumiałym zjawiskiem pozostaje fakt, że najaktywniejszym, najbardziej pracowitym zawodnikiem drugiej linii Biało-Zielonych był Jacek Manuszewski – najstarszy z lechistów, bo 35-letni. Ciężko posądzać któregokolwiek z piłkarzy o jawne odpuszczenie meczu, jednak z „bardzo ambitną”, czy choćby ambitną postawą po stronie gdańszczan mieliśmy do czynienia, jeśli już to tylko incydentalnie.

Co się stało z tymi zawodnikami z poprzedniego sezonu, którzy czując zagrożenie brakiem awansu walczyli niemal o każdy centymetr boiska, o każdą piłkę, dla których doliczony czas gry nie stanowił przeszkody w przechyleniu szali zwycięstwa na swoją korzyść, którzy wychodząc na boisko w meczu o „sześć punktów” atakowali przeciwników od pierwszej sekundy spotkania? Należy tu zaznaczyć, że nie była to jakaś niesamowicie waleczna, ambitna drużyna, ale poza nielicznymi wyjątkami sprawiała wrażenie, że wie o co gra i chce sięgnąć po komplet punktów. Dało się odczuć widząc postawę zawodników, że dany mecz jest niezmiernie istotny.

Teraz tego nie widać. Właściwie każdy mecz wygląda podobnie. Bardzo trudno odróżnić spotkanie, w którym Lechia ze względu na różnicę piłkarskich umiejętności może liczyć tylko na gorszy dzień rywali, od meczu z bezpośrednimi rywalami, w którym zwycięstwo trzeba wyszarpać za wszelką cenę, bo ono będzie decydowało o przyszłej przynależności ligowej. Niestety boiskowa postawa całej drużyny często jest bardzo podobna do postawy Jacka Zielińskiego podczas meczu. Ciągłe pokrzykiwania na piłkarzy pewnie nie są metodą na wygrywanie spotkań, ale czy można być spokojnym widząc kompletną nieporadność Lechii wobec rywala, który był w stanie przeprowadzać jedynie niemrawe kontry?

Być może problemem jest podejście do każdego kolejnego spotkania zupełnie odwrotne do tego, jakie wpoił swoim zawodnikom Dariusz Kubicki. W poprzednim sezonie cała drużyna powtarzała niemal do znudzenia, że najważniejszy jest najbliższy mecz, a jakiekolwiek kalkulacje nie mają racji bytu. W obecnych rozgrywkach Jacek Zieliński co rusz wspomina o planach punktowych na kolejne spotkania. Pod koniec jesieni założył zdobycie 9 punktów w 3 spotkaniach, po czym stwierdził, że tak naprawdę to i tak w to nie wierzył i próbował zmobilizować zawodników, co w efekcie zaowocowało jednym „oczkiem”. Po spotkaniu z Polonią otwarcie przyznał, że już przed meczem dopisał do dorobku Lechii 3 punkty, a porażka zepsuła jego kalkulacje.

Najgorsze jest to, że w niedzielę Lechia bardzo słabo grała w piłkę. Poziom spotkania był po prostu żenujący, nie rzadko zamieniając się w podwórkowa kopaninę. O ile w innych aspektach można się kłócić, czy dane podejście i filozofia futbolu jest słuszna, o tyle widząc poziom gry w piłkę Biało-Zielonych bardzo ciężko bronić trenera Zielińskiego. Chaos, brak pomysłu i bezradność to charakteryzowało gdańszczan podczas meczu z Polonią Bytom. Do tego niemal kilometrowe przerwy między liniami i olbrzymia dziura w środku pola. Widząc kolejne nieprzygotowane, bezsensowne długie podanie przeprowadzone na zasadzie „nie wiem co mam teraz zrobić z piłką, więc kopnę ją do przodu”, można było dostać białej gorączki.

Na brak klasowego rozgrywającego Lechia cierpi od dawna, jednak nigdy nie był on aż tak widoczny, jak podczas ostatniego meczu. Dziura po odejściu Łukasza Trałki aż kole w oczy. Przed każdym kolejnym atakiem w ciemno można było założyć, że zostanie przeprowadzony, jak nie długim podaniem z głębi pola, to skrzydłem. Przy tak przewidywalnej grze nie trudno było bytomianom odpowiednio ustawiać się w obronie i kasować kolejne nieporadne próby zdobycia bramki w wykonaniu gdańszczan. Na domiar złego w trakcie meczu obraz gry nie uległ zmianie. Z uporem maniaka lechiści nieudolnie forsowali obronę gości „długimi piłkami”.

Jak bardzo nieporadni tego dnia byli gdańszczanie świadczy sytuacja z końcówki spotkania, kiedy rolę playmakera z braku chętnych przejął Peter Ćvirik. Słowak raz po raz starał się czy to dośrodkowywać, czy nawet strzelać, ale przecież jest obrońcą, więc siłą rzeczy nie ma do tego naturalnych predyspozycji, a i efekty były mizerne. Paradoksalnie to właśnie jego strzał z prawie połowy boiska był, obok sytuacji Pawła Buzały, najgroźniejszym momentem tego spotkania, jeśli chodzi o postawę gospodarzy. Zmiany na niewiele się zdały, ale nie ma się co dziwić skoro jedna z nich podejmowana jest w 85 minucie ku uciesze gości, dla których każda urwana sekunda w końcówce spotkania jest na wagę złota.

Bezwzględny dla Jacka Zielińskiego jest fakt, że drużyna przez niego prowadzona prezentuje się coraz słabiej. Biało-Zieloni zamiast się rozwijać cofają się w piłkarskim rozwoju. Ze świecą szukać zawodnika, który pod okiem Jacka Zielińskiego przeszedłby choćby ledwo zauważalną metamorfozę w kierunku klasowego piłkarza. Forma lechistów zmierzająca po równi pochyłej ma swoje odbicie w tabeli ekstraklasy, gdzie w tak trudnej sytuacji gdańszczanie nie byli od początku sezonu. Nie ma się czemu dziwić skoro na osiem ostatnich spotkań przypada tylko jedno zwycięstwo i aż pięć porażek. Statystyka jest zatrważająca.

Jednym z argumentów broniących Zielińskiego był fakt, że bardzo późno dołączył do sztabu szkoleniowego i należało mu dać czas na poznanie i poukładanie drużyny. Tymczasem po wyjątkowo długiej przerwie zimowej poprawy w grze Lechii nie widać, a teraz tego czasu już nie ma. Lechia musi zacząć wygrywać „tu i teraz”. Co więcej, widać, że drużyna jest naprawdę dobrze przygotowana do rozgrywek pod względem fizycznym, tak więc problem Lechii tkwi po stronie niedomagań piłkarskich i czysto taktycznych. Nie świadczy to najlepiej o warsztacie trenerskim Jacka Zielińskiego.

Lechii potrzebny jest wstrząs, bo kolejne wpadki będą przemienne w skutkach. Oby tym wstrząsem była porażka z Polonią Bytom. Miejmy nadzieję, że pozytywne skutki kryzysu Biało-Zielonych pozwolą oddzielić plew od ziarna, zanim gdańszczan dopadnie pierwsza liga. Przebudzenie przyda się nie tylko trenerom, ale również piłkarzom, którzy zaczną dosłownie walczyć o ekstraklasę i w końcu będą twardo stąpać po ziemi. Dotyczy to zwłaszcza Pawła Buzały, który mógł być bohaterem, gdyby zamiast udawać Ronaldinho po prostu mocno strzelił w światło bramki. Trzeba zrozumieć, że czas na kalkulacje, bylejakość i płonne nadzieje już się skończył.

Mecz z Polonią Bytom był pierwszą odsłoną „Walki o życie”, ale też najłatwiejszą. Bo z kim wygrywać, jak nie z jedną z najsłabszych kadrowo ekip ekstraklasy? Tym bardziej, że na wyjazdach Biało-Zieloni po prostu nie istnieją. Trudno być optymistą po tym, co się zobaczyło w niedzielę. A i terminarz mniej wymagających rywali do Gdańska już nie sprowadzi, przynajmniej nie w najbliższym czasie. Kolejna odsłona „Walki o życie” już w Wodzisławiu. W pierwszej części Lechia pozwoliła sobie przyłożyć do gardła nóż, w drugiej musi zrobić wszystko, aby się nieodwracalnie nie zranić.

KOMENTARZE (9)
Artykuł, nader lightowy ostrzej kolego, ostrzej...., nie bójmy się używać dosadniejszych stwierdzeń ...
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.154