Gdańsk: wtorek, 20 listopada 2018
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 213 (30/2009)

18 sierpnia 2009

LECHIA MIAŁA BYĆ LIDEREM...

Nie ma tragedii!

Miało być szybko, łatwo i przyjemnie. Lechia miała bez problemu pokonać u siebie Odrę Wodzisław i wywalczyć tym samym fotel lidera ekstraklasy, a w najgorszym wypadku umocnić się na drugiej pozycji w tabeli. Miała…

MICHAŁ KORNIAHO
Gdańsk

Już przed spotkaniem z zespołem z Wodzisławia Śląskiego wielu kibiców, jak również dziennikarzy, czy piłkarskich ekspertów dopisywało ze ten mecz Lechii 3 punkty. Nikt przecież, patrząc w tabelę, w której po dwóch spotkaniach gdańszczanie mieli na koncie komplet punktów, a wodzisławianie żadnego, nie brał pod uwagę innego scenariusza niż zwycięstwo gospodarzy. Zresztą Lechia po zwycięstwach z Arką i Cracovią została nawet przez niektórych głośno okrzyknięta objawieniem ligi.

Mało kto jednak zwracał uwagę na to, że Biało-Zieloni swój imponujący dorobek zgromadzili w meczach z zespołami, które powinny grać dziś w 1. lidze, ewentualnie mogły – tu mowa o Arce – utrzymać się w ekstraklasie rzutem na taśmę po wygraniu baraży. Niemal nikt nie wziął poprawki na fakt, że zarówno „Craxa”, jak i Arka utrzymały się w elicie bynajmniej nie dzięki wynikom sportowym osiągniętym w poprzednim sezonie.

Kibice sugerowali się również głównie wynikami w dwóch pierwszy kolejkach ligowych, oceniając przed niedzielnym meczem możliwości Odry. To także było zgubne, gdyż piłkarze z południa Polski, choć dwa pierwsze spotkania przegrali, to wcale nie grali w nich źle. Gdy dodamy do tego, że za przeciwników mieli Jagiellonię i Polonię Bytom, to należy uznać, że na starcie sezonu mieli wyżej zawieszoną poprzeczkę, niż Lechia. Te fakty kazały być o wiele bardziej ostrożnym, typując wynik meczu Lechia – Odra. Mało kto się jednak nimi przejmował.

Już pierwsze minuty spotkania pokazały, że ekipa Ryszarda Wieczorka wcale nie przyjechała tylko murować dostępu do swojej bramki. Wodzisławianie owszem, nie grali otwartej piłki, jednak ich defensywna taktyka nie wykluczała wychodzenia z groźnymi kontratakami. Mało tego, ta właśnie defensywna taktyka paradoksalnie sprawiła, że Odra oddała w pierwszej połowie więcej groźnych strzałów, niż faworyzowana Lechia. I tylko sporemu szczęściu (niecelny strzał Dymkowskiego do opuszczonej bramki przez Bąka) i dużym umiejętnościom gdańskiego golkipera (po strzale Wodeckiego z rzutu wolnego) gospodarze mogli zawdzięczać, że nie przegrywali już w pierwszej połowie. Sami bowiem nie stworzyli w tej części gry żadnej stuprocentowej do pokonania Stachowiaka.

Początek drugiej połowy wyglądał podobnie, jak cała pierwsza. Lechia częściej utrzymywała się przy piłce, miała optyczną przewagę, jednak to Odra stworzyła groźniejsze sytuacje. Po strzale głową Piechniaka tylko dobre ustawienie Mysony na linii bramkowej po raz kolejny uratowało Lechię od straty bramki na 0:1. Dopiero po zażegnaniu tego niebezpieczeństwa Lechia ruszyła do zmasowanych ataków. Jednak ani Lukjanovs, ani Buzała nie potrafili wykorzystać doskonałych okazji pod bramką rywali. Ich niewykorzystane sytuacji zemściły się podwójnie. Najpierw w 80 min. Mateusza Bąka pokonał debiutujący w lidze Bueno, zaś w ostatniej sekundzie spotkania Biało-Zielonych dobił Litwin Radzinevicius.

Podczas wychodzenia ze stadionu (po końcowym gwizdku sędziego oczywiście, nie wcześniej, jak zrobiło to tego dnia wielu widzów – nie kibiców!), przysłuchując się gorącym pomeczowym komentarzom z ust fanów, można było nabawić się sporego mętliku w głowie. Jedni niemiłosiernie krytykowali decyzje kadrowe trenera Kafarskiego (zbyt późne zmiany, gra od początku z jednym napastnikiem w składzie), inni pomimo porażki podziwiali piłkarzy za walkę do końca i mimo wszystko niezłą grę, zwłaszcza w drugiej połowie. Które z tych skrajnych opinii były bardziej słuszne?

Jak to często bywa, prawda leży gdzieś po środku. Z jednej strony Lechia zaprezentowała wcale nie najgorszy futbol, podobnie jak w dwóch poprzednich spotkaniach. Tym razem jednak napotkała na zdecydowanie silniejszego zarówno od Arki, jak i od Cracovii przeciwnika. Odra była zespołem zdecydowanie lepiej zorganizowanym taktycznie, który bez większych problemów rozszyfrował sposób gry gdańskiej jedenastki. I choć Lechia, nijako spełniając powinność gospodarza prowadziła grę i dominowała w środkowej strefie boiska, to kiedy miała już udokumentować tą przewagę celnym strzałem, nie potrafiła postawić kropki nad „i”. Odra w tej materii okazała się od Biało-Zielonych dużo lepsza, dlatego wygrała. Bo 3 punkty przyznaje się nie za wrażenia artystyczne, ale za większą ilość goli strzelonych w meczu, niż straconych.

Czy niedzielna porażka z Odrą oznacza, że Lechię czeka kolejny sezon walki o utrzymanie w ekstraklasie? Wcale nie. Tak samo, jak nie można było popadać przed tym spotkaniem w skrajność hurraoptymizmu, tak też nie można teraz domagać się ścięcia głów trenerowi i piłkarzom gdańskiego zespołu. Pomimo porażki z zespołem z Wodzisławia, Lechia pokazała – po raz kolejny – kilka fragmentów naprawdę dobrej gry w piłkę. Z tym, że tego dnia chyba po prostu nie dopisało jej tyle szczęścia, co w poprzednich spotkaniach tego sezonu. A tak naprawdę to wciąż całkiem niezła, sięgająca poziomem środka tabeli ekstraklasy drużyna. Czy ktoś oczekiwał czegoś więcej?

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.094