WIDZIANE Z EMIGRACJI
Żałobne Czarne Koszule
Po ostatniej porażce z drużyną Odry Lechia udała się do Warszawy. Tam zmierzyła się z Polonią, czyli klubem, o którym praktycznie już po pierwszej kolejce ekstraklasy mówiło i pisało się
przed wszystkim w kontekście zmiany trenera.
FILIP FĄFERKO
Islandia
Sytuacji w zespole „Czarnych Koszul” nie zmieniło nawet niespodziewane zwycięstwo nad Lechem Poznań. Po tym spotkaniu podjęto wprawdzie decyzję o pozostaniu Jacka Grembockiego na stanowisku, ale na jak długo, tego już nikt nie śmiał głośno obwieszczać. Wnioskując po tym, jaka panuje sytuacja w klubie z Warszawy, oraz po tym jak grają w tym sezonie Lechia i Polonia, spodziewałem się wymiany ciosów i wysokiego wyniku, wierząc że to jednak Biało-Zieloni strzelą o tą jedną bramkę więcej.
W wyjściowym składzie Lechii, w porównaniu z meczem sprzed tygodnia nastąpiły dwie zmiany. Za kontuzjowanego Karola Piątka pojawił się Marko Bajic, jednak większą niespodzianką było pojawienie się na skrzydle Macieja Rogalskiego, zamiast "pewniaka"
Piotra Wiśniewskiego. Mecz rozpoczął się od ataków drużyny gospodarzy,
którzy w pierwszych 4 minutach stworzyli dwie groźne sytuacje, pod
bramką Lechii. Najpierw mocne wstrzelenie piłki z rzutu wolnego i
refleks Mateusza Bąka, który złapał piłkę zmierzającą do bramki. Chwilę później również wstrzelenie piłki z prawej strony, ale żaden
zawodnik Czarnych Koszul nie przeciął jej lotu. Dwie akcje i dwa razy
gorąco. Te sytuacje pobudziły naszych piłkarzy, którzy od tego
momentu przejęli inicjatywę w grze. Zaczęli grać tak jak przyzwyczaili
nas w tym sezonie: długie spokojne rozgrywanie piłki i coraz śmielsze
próby ataków. W pierwszej połowie prym wiódł w tym Marcin Kaczmarek,
który raz po raz był przy piłce, niezależnie od tego czy to środek,
prawa, czy nominalna lewa strona boiska. Co warte podkreślenia, do akcji
często podłączali się skrajni obrońcy i Lechia raz za razem próbowała
konstruować akcje ofensywne.
Pierwszą groźną akcję gdańszczanie przeprowadzili lewym
skrzydłem. W skrócie wyglądało to tak: rozegranie w środku - podanie do boku gdzie Kaczmarek z Mysoną
rozpracowali obronę - zagranie w pole karne - tam Rogalski lekko
przedłużył do wychodzącego Lukjanovsa. Niestety Łotyszowi zabrakło metra, by
uderzyć na bramkę Przyrowskiego.
Co nie wyszło lewą stroną wyszło prawą.
Akcja al`a "Barcelona": Krzysztof Bąk, Rogalski, Kaczmarek który pojawił
się na prawej stronie, ścięcie do środka boiska przed polem karnym,
podanie prostopadłe do Nowaka, który spod końcowej linii posłał piłkę
wzdłuż bramki do stojącego na 4 metrze Mysony i GOOOL!!! Naprawdę
wspaniała akcja, nie często oglądamy takie zagrania na boiskach
ekstraklasy.
Po tej bramce spodziewałem się ostrej odpowiedzi
Polonistów, jednak tu ukazała się siła Lechii - środek pomocy. Nowak, Surma i Bajic nie dawali szans na rozegranie piłki pomocnikom
gospodarzy, którzy w tej formacji mają reprezentacyjnego gracza Trałkę,
doświadczonego Kozioła i nieszablonowego Sarvas`a. Taktyka Polonii,
ograniczała się do dalekich wrzutek na Ivanovskiego, który jednak
przegrywał pojedynki z Wołąkiewiczem i Cvirikiem. Lechia po przejęciu
piłki dalej grała swoje: długo, dokładnie jednocześnie oddalając grę od
własnej bramki, a dążąc przy tym do strzelenia kolejnego gola, który by jeszcze
bardziej uspokoił grę. Najlepszą sytuację miał Lujanovs, który
otrzymał prostopadłe podanie, zawinął Jodłowcem i strzelił z linii pola
karnego minimalnie niecelnie.
Polonia na swoją sytuację czekała aż do
końcówki pierwszej połowy, kiedy to po wyjściu z kontrą, przed polem
karnym faulowany był Mierzejewski. Groźną akcję polonisty przerwał Kaczmarek, który
wrócił pod pole karne. To zagranie okupił żółtą kartką. Na strzał z
około 25 metrów zdecydował się sam poszkodowany - uderzył nad murem, ale
Mateusz Bąk wybiło piłkę na rzut rożny, popisując się efektowną paradą.
Tak zakończyła się pierwsza połowa, w której Lechia całkowicie
zdominowała grę, nie dając rozpędzić się zawodnikom gospodarzy.
W drugiej połowie Jacek Grembocki zdecydował się od początku na zmianę
ustawienia, wpuszczając kolejnego napastnika kosztem niewidocznego w
środku pola Trałki. Jednak i to nie zmieniło obrazu gry - Lechia dalej
kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku, choć dało się zauważyć, że trener Kafarski nakazał
swoim graczom grać bardziej defensywnie. Nie było już tylu wejść
skrzydłami, co w pierwszej części gry. W środku pola Lechiści osiągnęli jeszcze większą przewagę,
kończąc akcje podaniami do aktywnego, ale często osamotnionego
Lukjanovsa. W takich momentach brakowało trochę łącznika pomiędzy
pomocą a napastnikami, szybkiego, zadziornego gracza, który wspomagałby
napastnika. Taka zmiana oznaczałaby jednak zejście Nowaka, Surmy lub
Bajic`a którzy rozbijali akcje Poloni już na ich połowie.
Trener
Grembocki, widząc sytuacje na boisku, dokonał kolejnej roszady
wpuszczając na boisko trzeciego napastnika, Kosmalskiego. Jasny przekaz,
że Polonia rusza do frontalnego ataku, grając długimi podaniami, licząc
na zamieszanie w przed bramką Bąka. Lechii dało to okazję to
wyprowadzenia kilku szybkich ataków, które kończyli niecelnymi
strzałami Nowak i Rogalski. W 74 minucie, na boisku pojawił się
Kowalczyk zmieniając zmęczonego Lujkjanovsa. „Kowal” po raz kolejny dał dobrą
zmianę, nie pozwalając obrońcom Polonii na angażowanie się w akcje
ofensywne. W obronie zawodnicy Biało-Zielonych grali jednak
fantastycznie. Niestety pod
koniec meczu kontuzji nabawił się Peter Cvirik, który rozgrywał
najlepsze spotkanie w tym sezonie - był zdecydowany i pewny siebie.
Przymusowa zmiana nie wprowadziła jednak większego zamieszania w szykach
obronnych, bo doświadczony Manuszewski pokazał, że rozumie swoją rolę w
zespole.
Dopiero w samej końcówce meczu znów gorąco zrobiło się w polu
karnym Lechii. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z kilku metrów głową
strzelał Jodłowiec, na szczęście niecelnie. Po kilku minutach,
desperackich ataków Polonii sędzia zakończył mecz.
To trzecia kolejna
wygrana na wyjeździe piłkarzy Lechii, w dodatku w pełni zasłużona.
Lechia była zespołem zdecydowanie lepszym, grającym mądrze, dokładnie i
co najważniejsze efektownie. Mam nadzieję, że tak pozostanie niezależnie
od klasy rywala, czy to Wisła, Lech czy Legia. Tylko tak gra może
przynieść zwycięstwo. Mimo iż Lechia oddała jeden celny strzał na
bramkę, to stworzyła sobie sporo okazji, które myślę, że z czasem zacznie coraz częściej wykorzystywać. Za ten mecz chwała piłkarzom i całemu
sztabowi trenerskiemu. Życzę sobie jak i wszystkim kibicom żeby Nasza
Lechijka grała tak zawsze, a wtedy niezależnie od wyniku kibice będą
wspierać zespół, który gra pięknie. Oby tak dalej... Do przodu Lechio!
Jako ciekawostkę dodam, że mecz Polonii z Lechią komentował na antenie Orange Sport nie kto inny, jak Jacek
Zieliński, który na początku spotkania stwierdził: "trener Kafarski,
dokonał tylko jednej zmiany w systemie, który ja preferowałem, z
ustawiania 4-4-2 przeszedł na 4-5-1". Hmm… nie wiem jak Wy, ale ja widzę,
wiele zmian w stylu gry Lechii.
KOMENTARZE (2)
"jednak większą niespodzianką było pojawienie się na skrzydle Marcina Rogalskiego"
- to f...