Teraz znów jest w Polsce i znów gra w Lechii, ale już w drużynie Old Boys. Z trybun natomiast obserwuje grę swojego syna, Kamila, również wychowanka gdańskiego zespołu.
Śledzisz na bieżąco poczynania Lechii w Ekstraklasie?
- Tak, oczywiście. Jestem na każdym meczu u siebie. Wszystkie mecze na wyjeździe widziałem w telewizji.
Jak oceniasz wzmocnienia Lechii w tym sezonie?
- Patrząc po miejscu w tabeli trzeba być zadowolonym, bo miejsce nie jest najgorsze. Mam nadzieję, że Lechia do końca sezonu będzie w stanie utrzymać to miejsce. Myślę, że na taką konkretną ocenę przyjdzie czas w grudniu.
Co myślisz o składzie Lechii? Co w tym sezonie są w stanie osiągnąć?
- Myślę, że to miejsce, na którym teraz jest Lechia powinno w pełni zadowolić kibiców. Nie jestem do końca przekonany, żeby było drużynę stać na coś więcej. Jeszcze chyba nie w tym sezonie.
Który twój mecz w barwach Lechii najbardziej zapadł ci w pamięć?
- To trudne pytanie. Nie mam chyba takiego meczu, który by mi utkwił specjalnie w pamięci. Jeśli już, to zawsze derby. Lechia- Arka. Taki mecz u siebie, który wygraliśmy 3:0. Ja strzeliłem bramkę, Marcin Kaczmarek i Mirek Giruć bodajże. To był taki mecz, który akurat teraz jako pierwszy przyszedł mi do głowy.
Tomasza Kafarskiego znasz jeszcze z czasów, gdy grałeś w Lechii. Był wtedy drugim trenerem. Co o nim sądzisz? W końcu to jego pierwszy sezon w Ekstraklasie.
- Myślę, że z oceną trenera trzeba się jeszcze dłuższy czas wstrzymać. Te trzy miesiące, które trener rządzi drużyną, to trochę za krótko. Fajnie, że dostał szansę, że tacy młodzi ludzie dostają szansę. Każdy kiedyś taką szansę dostaje. Ja już w wieku 15 lat miałem okazję zagrać w drugiej lidze, trener Kafarski jako młody chłopak dostał ekstraklasowy zespół. Także z oceną trzeba poczekać, ale do takiej oceny musi dojść po jakimś czasie dopiero.
Masz własną szkółkę piłkarską. Nie myślałeś o karierze trenerskiej w Lechii?
- Ja myślę, że każdemu piłkarzowi taka myśl przechodzi przez głowę. Niestety do tej pory nie miałem ani okazji, ani możliwości. A co będzie w przyszłości... Ja tego nie wykluczam.
Twój syn również gra w Lechii. Czy czuje na sobie presję nazwiska?
- Myślę, że tak. Niektórzy trenerzy moim zdaniem źle podchodzą do niego. Czasem nawet zdarza im się powiedzieć "A twój ojciec zrobiłby tak...". Myślę, że to jest bezsensowne. To jest inny chłopak, inny zawodnik. Wszyscy powinni na niego patrzeć jak na Kamila Wojciechowskiego, a nie jak na Sławomira Wojciechowskiego.
W 2007 roku opuściłeś Lechię. Mógłbyś przybliżyć, co działo się z tobą potem?
- Po 2007 roku byłem przez rok w Niemczech, na różnego typu szkoleniach. W międzyczasie grałem w Victorii Koeln. Po powrocie do Polski przez pół rundy grałem w Grudziądzu. I w sumie to wszystko, co robiłem od tamtego czasu.
Teraz grasz w zespole oldboyów Lechii i w lidze Red Box-u. Czy przeciwnicy zwłaszcza w tych drugich rozgrywkach starają się walczyć z tobą, czy czują raczej respekt i odpuszczają?
- Właśnie dla tych chłopaków, nie zawodowców czy byłych zawodowców to jest fajna sprawa pograć przeciwko nam. Mogą się sprawdzić, mogą zobaczyć, jakie mają umiejętności. Także rywalizacja na boisku jest super i przede wszystkim w większości fair.