Gdańsk: sobota, 31 lipca 2010
Lechia Gdańsk - serwis lechia.gda.pl
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 222 (39/2009)

20 października 2009

RUCH CHORZÓW – LECHIA GDAŃSK 1:0

Skarceni przez „Wtorka”

40 minut dobrej gry lechistów to zbyt mało, by poważnie myśleć o wywalczeniu jakichkolwiek punktów, szczególnie w pojedynku z rewelacją tegorocznych rozgrywek – drużyną Ruchu Chorzów. Niestety, arcynieskuteczna gra gdańszczan w ofensywie i brak konsekwencji w obronie sprawiły, że twierdza przy ulicy Cichej wciąż pozostaje niezdobyta.

KONRAD MARCIŃSKI

Dzięki „odkurzonemu” Andrzejowi Niedzielanowi „Niebiescy” utrzymali pozycję wicelidera, podczas gdy Lechia zaczyna obsuwać się coraz niżej w tabeli.

Szturm na chorzowską twierdzę lechiści rozpoczęli w zmodyfikowanym szyku bojowym. Największe roszady miały miejsce w linii obrony. Ze względu na kontuzję Arkadiusza Mysony, pozycję na lewej flance zajął Peter Cvirik, którego na środku defensywy zastąpił z kolei Jacek Manuszewski. W pierwszej jedenastce znalazło się również miejsce dla powracających – Macieja Rogalskiego i Ivansa Lukjanovsa. „Niespodzianką”, o której wspominał przed spotkaniem trener Tomasz Kafarski było wystawienie obok Łotysza drugiego napastnika – Jakuba Zabłockiego. W klasycznym 4-4-2 zabrakło więc miejsca dla pomocnika – Marko Bajića.

Niestety, ustawienie graczy w polu, które miało zaskoczyć ekipę Waldemara Fornalika, zaskoczyło chyba samych piłkarzy. Szczególnie druga połowa obnażyła niezrozumienie jakie dominowało w postawie gdańszczan na boisku. Owszem, nowoczesny futbol wymusza od zawodników umiejętność odnalezienia się na różnych pozycjach na placu, w szczególności, gdy styl prowadzenia gry polega na krótkich dokładnych podaniach „z klepki”. W początkowej fazie meczu, przy wypoczętych, świeżych zawodnikach, ta taktyka przynosiła znakomite rezultaty. Biało-Zieloni potrafili błyskawicznie przedostać się na połowę rywala i wypracować pozycję do wykończenia akcji. Problem polega na tym, że ofensywne ustawienie graczy na niewiele się zdało, gdy ci, ze względu na niezrozumienie się z partnerami, nie potrafią dokonać właściwego wyboru w sytuacjach podbramkowych. Zapewne sam Paweł Nowak nie będzie w stanie odpowiedzieć, dlaczego w czwartej minucie spotkania, zamiast z zimną krwią wykorzystać kapitalne podanie od Łukasza Surmy, zdecydował się wycofać piłkę przed pole karne. Okazji do zdobycia bramki lechiści mieli więcej. Cóż z tego, skoro w ekipie z Traugutta ewidentnie brakuje współpracy piłkarzy z poszczególnych formacji. Zupełnie żadnego zagrożenia dla bramki rywala nie stworzył duet Lukjanovs – Zabłocki, czy później Lukjanovs – Buzała. Zresztą postawa blondwłosego napastnika powoli zaczyna irytować nawet najzagorzalszych obrońców jego talentu. Ani w pojedynkę, ani z partnerem u boku Łotysz (w meczu z Zagłębiem jako drugi napastnik występował też Andrzej Rybski) nie wypełnia swojego podstawowego zadania, dla jakiego został sprowadzony do Gdańska, mianowicie - nie strzela bramek. Choć widzimy go w każdym niemal sektorze boiska, uwikłanego w dryblingi z przeciwnikiem, pożytku z jego akcji nie ma niestety zbyt wielkiego. Jedna, zdobyta w kontrowersyjny sposób, bramka to zbyt mały dorobek w 10 kolejkach jak na „snajpera”. Problem braku skuteczności to nie tylko kwestia Lukjanovsa. Z ogółu 12 strzelonych przez Lechię bramek, aż 6 wbitych zostało słabiutkiej Cracovii. Dodatkowo dochodzą do tego gole z rzutów karnych (w spotkaniach z Arką, Cracovią i Śląskiem) oraz bramka, której być nie powinno (Zagłębie). Niezbyt imponująca statystyka, jak na połowę rundy jesiennej.

Nie lepiej prezentowała się w piątek środkowa linia Biało-Zielonych. Szczególnie zastanawiającym jest fakt obecności w tym meczu Macieja Rogalskiego. Gołym okiem da się zauważyć, że „Rogalowi” daleko do dobrej dyspozycji. A zawodnik, który jest w gorszej formie, miast pomagać drużynie, zaczyna stanowić o jej słabości. Korzystniej wypadł jego zmiennik – Piotr Wiśniewski, bohater potyczki z Polonią Bytom. Również i on miał doskonałą sytuację do strzelenia gola, lecz nie potrafił dobrze przyjąć piłki w polu karnym. Znacznie obniża loty również Marko Bajić. O ile w poprzednich spotkaniach był on pewnym punktem jako defensywny pomocnik, o tyle w spotkaniu z Ruchem nie potrafił odpowiednio wywiązać się ze swoich obowiązków. Straty i niecelne podania – to wszystko na co stać było Marko w piątkowym meczu. Kamyczek do ogródka wrzucić można także Marcinowi Kaczmarkowi. Jego błąd przy wyrzucie piłki z autu mógł zakończyć się boleśnie, gdyby nie fenomenalna interwencja Pawła Kapsy, który wybronił strzał Łukasza Janoszki. „Kaka” powoli staje się niewolnikiem swojej wszechstronności. Spotkanie zaczynał jako lewy pomocnik, by powędrować później na prawą flankę, kończąc na lewej obronie. Sęk w tym, że na żadnej z wymienionych pozycji nie zaprezentował się przyzwoicie.

Uzasadnionym staje się zatem pytanie, czy, stosowana w większości potyczek, żonglerka składem w wykonaniu Tomasza Kafarskiego przynosi zamierzone efekty? Jakim efektem zakończyły się przetasowania w składzie Biało-Zielonych za kadencji Jacka Zielińskiego, wszyscy wiemy aż za dobrze. Lechiści nie posiadają w swym gronie tak wszechstronnych piłkarzy, którzy zapewnialiby swoimi umiejętnościami dobrą grę na różnych pozycjach. Należy powiedzieć sobie otwarcie, iż zarówno Peter Cvirik jak i Marcin Kaczmarek nie będą dobrymi lewymi obrońcami. Warunki fizyczne i cechy motoryczne tego pierwszego oraz ofensywne usposobienie drugiego sprawiają, że żaden z nich nie był w stanie w stu procentach wypełnić luki po Arkadiuszu Mysonie. Tu odbija się również czkawką polityka transferowa Lechii w letnim okienku transferowym. Poskąpiono pieniędzy na Tomasza Brzyskiego, nie dogadano się w sprawie Mateusza Żytki, nie przedłużono kontraktu z Arturem Andruszczakiem. W efekcie trener Kafarski nie ma alternatywy na kluczowej pozycji i jest zmuszony do eksperymentowania ze składem. A ligowe mecze o punkty to nie czas i miejsce na tego typu próby.

Osłabiona brakiem Mysony lewa strona Biało-Zielonych była w piątkowy wieczór najczęściej wykorzystywanym przez Ruch sektorem boiska do przeprowadzania własnych akcji ofensywnych. Tam niepodważalnie dzielił i rządził Wojciech Grzyb – cichy bohater meczu. Jego współpraca z parą napastników – Arturem Sobiechem i Andrzejem Niedzielanem, a także obrońcą Krzysztofem Nykielem funkcjonowała bez zarzutu. Obrazują to sytuacje z 29., a także 41. i feralnej 44. minuty spotkania. Także w drugich 45 minutach największe zagrożenie dla gdańskiej bramki pochodziło z tamtego obszaru pola gry (vide: dośrodkowanie Grzyba i strzał głową „Wtorka”, po którym piłka odbiła się od poprzeczki).

Brak lewego obrońcy z prawdziwego zdarzenia, niezrozumienie zawodników wynikających z licznych zmian pozycji i ustawienia taktycznego oraz problem skuteczności w ataku, to nie wszystkie mankamenty jakie zaobserwować było można w grze Biało-Zielonych przeciwko Ruchowi. Jak zły sen powraca kwestia stałych fragmentów gry, po których gdańszczanie nie zdobywają goli. Choć egzekwują je co rusz to inni zawodnicy, efekt jest zawsze taki sam. W meczu z „Niebieskimi” nie lechiści nie stworzyli zagrożenia dla braki rywali ani po strzale czy dośrodkowaniu z rzutu wolnego bądź kornerze. A gdy nie klei się gra w polu, gdy nie ma zbyt wielu sytuacji podbramkowych, właśnie te elementy mogą przesądzić o wyniku spotkania.

Choć wymowa niniejszej recenzji jest względem Lechii dość krytyczna, ogólny przebieg gry w wykonaniu piłkarzy z Traugutta nie był aż tak dojmujący. Długimi momentami to Biało-Zieloni nadawali ton spotkaniu będąc równorzędnym, a często zwyczajnie lepszym zespołem niż drużyna wicelidera. Pragniemy jednakże zwrócić uwagę na pewien niepokojący aspekt. Zarówno w meczach z Legią, jak i Polonią czy Ruchem gdańszczanie tracą bramki w momencie, gdy inicjatywa wyraźnie znajduje się po ich stronie. W późniejszej fazie meczu, zawodnikom ciężko otrząsnąć się po takim szoku. Oby ten symptom nie był początkiem pewnej prawidłowości, która może doprowadzić do poważniejszego kryzysu. Mamy zatem nadzieję, że to tylko chwilowa zadyszka po mocnym otwarciu ligi, a drugi oddech lechiści złapią już w najbliższym spotkaniu z poznańskim Lechem.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.128