Gdańsk: czwartek, 9 lutego 2012
Lechia Gdańsk - serwis lechia.gda.pl
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 224 (41/2009)

3 listopada 2009

PIAST GLIWICE - LECHIA GDAŃSK 0:2

Pomarańczowa alternatywa

Wyznawaną przez wielu szkoleniowców dewizą, która trafnie podsumowuje ich boiskową filozofię jest zdanie: „Na zero z tyłu, a z przodu może coś wpadnie”. Coraz częściej obserwujemy zatem różnego rodzaje „diamenty” czy też „choinki” – ustawienia piłkarzy, które główny nacisk kładą na skomasowaną obronę.

KONRAD MARCIŃSKI

Dominujące w dzisiejszym futbolu ligowym asekuranctwo, wzorowane na włoskim catenaccio, a w praktyce sprowadzające się do taktycznych fauli i przeszkadzaniu przeciwnikowi niż przejmowaniu inicjatywy, zabija istotę futbolu, jaką jest otwarta, ofensywna gra i zdobywanie bramek. Coraz częściej mecze przypominają partię szachów, w której schowani za podwójną gardą zawodnicy wyczekują cierpliwie na błąd rywali. Dowodzą tego pomeczowe statystyki, gdzie przy pozycji „liczba sytuacji bramkowych i strzałów” można znaleźć okrągłe „0”. Nierzadko wyniki takich potyczek to bezbramkowe remisy, bądź minimalne zwycięstwa 1:0. Nie ma się zresztą czemu dziwić – chwiejny fotel trenera nie sprzyja podejmowaniu ryzyka. W polskiej ekstraklasowej szarzyźnie, gdzie najwyższym dobrem jest cierpliwe ciułanie punkcików, lepiej być szarym wyrobnikiem i kolekcjonerem remisów. Jedno oczko to zawsze ciut więcej niż nic, a i perspektywa utraty posady jakby trochę mniejsza.

Na szczęście jest w tym ponurym krajobrazie promyk słońca. Były i są w światowym futbolu nieliczne wyjątki, które powodują, że spragnione oko kibica może wreszcie rozkoszować się piłkarską ucztą, z cudownymi akcjami, wspaniałymi dryblingami i pięknymi bramkami. Dziś zachwyca gra FC Barcelony, wcześniej widowiskowo, i co najważniejsze z sukcesami, grały AC Milan czy Ajax Amsterdam. Elementem wspólnym dla wspomnianych zespołów, występujących przecież w różnych ligach i wywodzących się z różnych futbolowych kultur, jest stosowanie taktyki „futbolu totalnego” – terminu określającego ustawienie zawodników w schemacie z 4 obrońcami, 3 pomocnikami i 3 napastnikami. Za ojca „futbolu totalnego” uważa się Rinusa Michelsa – współtwórcę potęgi reprezentacji Holandii w latach 70’ i 80’, a także odnoszącego sukcesy trenerskie właśnie w Barcelonie i Ajaksie. To spod jego ręki wyszły talenty Johanów – Cruyffa i Neeskensa, a także zabójczego tria z Amsterdamu, a potem Mediolanu: Ruuda Gullita, Franka Rijkaarda i Marco van Bastena. Szczególnie klub z Katalonii, przez liczne wpływy „pomarańczowych” to dziś modelowy przykład wykorzystania taktyki futbolu totalnego.

Choć kluby polskiej ekstraklasy od poziomu tych drużyn dzielą lata świetlne, nie można powiedzieć, by na naszym podwórku nie podejmowano prób łączenia efektywności z finezją i polotem. Tak grała Wisła Henryka Kasperczaka, czy w minionym sezonie poznański Lech, które wyłamywały się krajowym, przaśnym schematom i nadspodziewanie dobrze radziły sobie na arenie europejskiej.

Ku zaskoczeniu kibiców, filozofię futbolu totalnego próbuje wprowadzać w życie także Tomasz Kafarski w zespole gdańskiej Lechii. Na razie są to oczywiście działania obliczone na ograniczone możliwości piłkarzy, znajdujących się aktualnie w kadrze Biało-Zielonych. Pierwsze symptomy zmiany podejścia do taktyki obserwowaliśmy w meczu z „kolejorzem”, kontynuację zaś w piątkowy wieczór w spotkaniu w Gliwicach z Piastem. O ile bowiem krytykowane przez kibiców defensywne 4-5-1 czy nawet 4-4-2 nie do końca się sprawdziły, o tyle 4-3-3 z Buzałą, Zabłockim i Lukjanovsem w przedzie może być tym systemem, w którym lechiści będą czuli się na boisku najlepiej.

Jak skuteczną bronią potrafi być futbol totalny w wykonaniu Lechii dał przykład już sam początek piątkowego spotkania. Już w pierwszych minutach lechiści zaatakowali gospodarzy wysokim pressingiem, spychając graczy Piasta do głębokiej defensywy. Również w późniejszym przebiegu meczu, gliwiczanie mieli problemy z konstruowaniem własnych akcji ofensywnych i przeniesieniem ciężaru gry na połowę Lechii. Determinacja i agresywność w odbiorze piłki były kluczowe dla przejęcia przez Biało-Zielonych inicjatywy w pojedynku z „piastunkami”. Efektem „przyciśnięcia” rywali były ich liczne straty, niecelne podania czy wykopywanie piłki w aut. Niedoświadczeni zmiennicy zaatakowanych przez grypę podstawowych graczy gospodarzy nie mieli praktycznie żadnej koncepcji na narzucenie gdańszczanom własnego sylu gry. Dość powiedzieć, że w ciągu 90 minut spotkania, zawodnikom Piasta udało się oddać zaledwie jeden (!) celny strzał na bramkę Pawła Kapsy.

Nie tylko defensywa, w którą zaangażowani byli również napastnicy, lecz także atak, przeprowadzane były zgodnie z koncepcją futbolu totalnego. Płynność, z jaką zawodnicy Lechii wymieniali się pozycjami, wreszcie była taka, jaką być powinna i nie skutkowała chaosem i brakiem zrozumienia. Również sposób rozgrywania piłki przez lechistów na zasadzie przyjmij-odegraj-wyjdź na pozycję, choć na boisku przypominającym kartoflisko, które znacząco utrudniało taki sposób gry, dawało pozytywne rezultaty. Duża w tym zasługa Łukasza Surmy, który po raz kolejny przyjął na siebie rolę reżysera poczynań gości zarówno w obronie jak i ataku. Właśnie „Surmik”, obok strzelców bramek i wszędobylskiego Marcina Kaczmarka, był cichym bohaterem spotkania. Słowa uznania należą się również Marcinowi Pietrowskiemu, który po opuszczeniu boiska przez kontuzjowanego Krzysztofa Bąka zajął pozycję prawego obrońcy i wywiązał się z tej roli bez zarzutu.

Choć spotkanie z Piastem było najlepszym, jakie gdańszczanie rozegrali od dobrych kilku tygodni, nie może zabraknąć w tej beczce miodu i łyżki dziegciu. Futbol totalny wymaga od zawodników żelaznej kondycji i sporej ilości potu wylanego na boisku. Niestety, z przygotowaniem kondycyjnym niektórych graczy nie jest najlepiej. Widać wyraźnie, iż w późniejszych fazach spotkania kilku zawodnikom – szczególnie widać to było po Pawle Buzale – najwyraźniej zaczyna brakować „pary”. Po raz kolejny dała o sobie znać nieskuteczność napastników, którzy po 12 kolejkach nadal pozostają bez jakiejkolwiek zdobyczy bramkowej. Nie sposób nie wspomnieć również o pechu strzelca bramki – Krzysztofie Bąku, którego „chrupnięcie” w kolanie może wykluczyć piłkarza na dłuższy okres z treningu.

Ostatnim aspektem, nad którym warto się pochylić w kontekście piątkowego spotkania, są spekulacje na temat pojedynku obu drużyn z ostatniej kolejki minionego sezonu. Ówczesną wygraną gdańszczan komentowano jako „przysługę” ze strony „piastunek”, która niewiele miała wspólnego z uczciwą rywalizacją na boisku. Wśród kibiców dało się słyszeć głosy przewidujące swoisty „rewanż” lechistów za tamtą wygraną. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Biało-Zieloni swoją postawą na boisku potwierdzili, że o zwycięstwie, zarówno w tym jak i tamtym spotkaniu, zadecydowały wyłącznie umiejętności, a nie pozasportowe układy.

Zwycięstwo nad drużyną Piasta, odniesione po przyzwoitej, a momentami nawet bardzo dobrej grze, sprawiło, że gdańszczanie nie tracą kontaktu z górną połówką ligowej tabeli. Oprócz trzech punktów cieszy przede wszystkim fakt, że Biało-Zieloni najprawdopodobniej znaleźli wreszcie optymalne ustawienie taktyczne. Oby zatem holenderska magia futbolu totalnego działała w Gdańsku jak najdłużej.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.115