Gdańsk: piątek, 6 grudnia 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 237 (6/2010)

9 marca 2010

LECHIA GDAŃSK – POLONIA WARSZAWA 1:1

Neptun nie dał rady Syrence

W meczu inaugurującym piłkarską wiosnę przy Traugutta Lechia Gdańsk zremisowała z Polonią Warszawą 1:1 po udanej pierwszej połowie w wykonaniu „Biało-Zielonych” oraz skutecznej gonitwie „Czarnych Koszul” w drugiej połowie.

JAKUB NOWAKOWSKI

Sobotnie spotkanie jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego budziło wiele emocji, głównie za sprawą, tzw. patentu, który ponoć mieli piłkarze Lechii na trenerów klubu z Konwiktorskiej w samej stolicy. W ostatnich latach cała historia „ze zwalnianiem trenerów Polonii przez Lechistów w tle” zaczęła się od wygranego przy Traugutta meczu Lechii z Polonią Warszawa w stosunku 2 do 1. Nie byłoby w tym meczu nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, iż drużynę Polonii prowadził w tym meczu Dariusz Wdowczyk, znany również jako Dariusz W., zwolniony już następnego dnia. Najprawdopodobniej był to także ostatni mecz w karierze trenerskiej Wdowczyka. Kolejną ofiarą Biało-Zielonych, a przede wszystkim prezesa Polonii Józefa Wojciechowskiego, był związany z Lechią Bogusław Kaczmarek, który mimo wygrania trzech kolejnych spotkań, „tylko” zremisował z Lechią 1:1, a i tak musiał się pożegnać z pracą w klubie tworu powstałego po fuzji Polonii z Dyskobolią. Już w następnym meczu Lechii z Polonią parę miesięcy później doszło do kolejnego sentymentalnego spotkania. 22. Sierpnia 2009 „Biało-Zieloni” gościli przy Konwiktorskiej wykorzystując gościnne, aż ponadto, wygrywając z miejscowymi 1:0. Po tym meczu posadę stracił niedoszły trener Lechii w ekstraklasie – wychowanek Lechii – Jacek Grembocki.

José María Bakero głośne nazwisko w cichej polskiej piłce. Piłkarska gwiazda i nieudolny trener. Mniej więcej tymi słowami był reklamowany w Polsce przez Hiszpańskie media były piłkarz słynnej FC Barcelony. Nic też dziwnego, iż po kompromitującej porażce u siebie z Lechem Poznań 0:3, Bakero mógł się czuć niepewnie u boku prezesa Wojciechowskiego. Tym bardziej, iż to właśnie w Hiszpanii pochodził Jesus Gil y Gil, prezydent Atletico Madryt, który w ciągu 16 lat pełnienia swojej funkcji zwolnił, aż 26 trenerów. Na dzień dzisiejszy (Niedziela 7 marca) możemy być świadkami „nowej świeckiej tradycji”, po remisowym meczu Polonii z Lechią nic nie wskazuje na to, iż kolejny trener Polonii padnie ofiarą „Biało-Zielonych”. Tak czy siak… Bakero może polegnąć w przypadku, gdy nie spełni ultimatum Wojciechowskiego, a mianowicie nie wygra 6 z 12 spotkań w lidze.

Do meczu z Polonią Lechia miała przystąpić po wnikliwej analizie rywala za pomocą aplikacji Matchviewer.

- Rzeczywiście, analizowaliśmy ostatni mecz Polonii i muszę przyznać, że mamy kilka ciekawych spostrzeżeń na temat naszego najbliższego rywala. Nie chcę wchodzić w tematy personalne, mogę tylko powiedzieć, że ta analiza będzie miała wpływ na ustalenie przeze mnie składu na mecz z Polonią - chwalił aplikację przed meczem z Polonią Trener Kafarski.

- Za pomocą tego systemu można bardziej szczegółowo "wgryźć się" w przebieg meczu i bardzo rzetelnie ocenić wszystkich piłkarzy. Mogę też zapewnić, że z każdego błędu będą rozliczeni - dodał Kafarski.

Czy aplikacja i rozpoznanie przeciwnika dzięki aplikacji miało jakikolwiek wpływ na grę Lechii z Polonią ciężko powiedzieć, jednakże trzymamy trenera za słowo i miejmy nadzieję, iż piłkarze wraz z trenerem przeanalizują swoje błędy z meczu z Polonią.

W porównaniu z meczem w Wodzisławiu trener Kafarski zdecydował się na wystawienie Arkadiusza Mysony w miejsce Rafała Kosznika oraz Marcina Pietrowskiego w miejsce pauzującego za czerwoną kartkę Pawła Nowaka.

Sobotni mecz zaczął się od znaku firmowego Lechii w obecnym sezonie, czyli ataku na bramkę rywala już w pierwszych sekundach meczu. W dogodnej sytuacji znalazł się, debiutujący przy Traugutta, Olegs Laizans, który ładnym strzałem próbował zaskoczyć dobrze ustawionego, jednak pretendenta do kadry narodowej, Przyrowskiego.

Mecz oglądało około 8. tysięcy kibiców, którzy lekko uśpieni zimową aurą sobotniego popołudnia nie byli skorzy do energicznego wspierania swojego zespołu. W pierwszej połowie „najlepiej” wychodziło kibicom nabijanie się z fioletowych spodenek Sebastiana Przyrowskiego, czym próbowali zdekoncentrować bramkarza gości.

W pierwszych kilkunastu minutach Lechia była stroną przeważającą na boisku. Efektowne, a co jest najważniejsze także efektywne zagrania Tomasza Dawidowskiego mogłyby być ozdobą niejednego spotkania w zachodnich ligach. Godnym podkreślenia w tym okresie gry był przede wszystkim ładny strzał z woleja Łukasza Surmy, niestety oddany prosto w bramkarza gości.

W 20. minucie meczu prawym skrzydłem popędził Marcin Pietrowski, który podał na granicy spalonego do Piotra Wiśniewskiego, a ten przedarł się pomiędzy interweniującym niedoszłym piłkarzem Lechii, Brzyskim i zdołał dośrodkować w pole karne do idealnie wchodzącego Olegsa Laizansa. Debiutant przy Traugutta zachował zimną krew i mocnym strzałem pokonał interweniującego Przyrowskiego oraz próbującego wybijać piłkę Mynara. Szał radości ogarnął lekko zaspany stadion Lechii.

- Fajnie gramy w piłkę, stwarzamy sytuacje do zdobycia gola, niestety często brakuje wykończenia. Trzeba to zmienić, i to najlepiej już w meczu z Polonią – mówił przed meczem najlepszy strzelec Lechii Piotr Wiśniewski.

Słowa Wiśniewskiego idealnie pasowały do sytuacji, jaką zaprezentowali piłkarze Lechii w kolejnych 25 minutach po strzelonej bramce. Akcje ofensywne, głównie dzięki Tomaszowi Dawidowskiemu, wyglądały naprawdę obiecująco. Kibice po takich pięknych zagraniach tylko czekali na kolejne bramki. Niestety brakowało tylko albo raczej, aż ostatniego podania albo celnego strzału…

Polonia w pierwszej połowie oddała kilka celnych strzałów, jednakże dobre zawody rozgrywał Paweł Kapsa, który to od czasu narodzin swojej córeczki broni, jak natchniony.

Po przerwie obydwa zespoły rozpoczęły w takim samym ustawieniu. Jeszcze część kibiców nie zdążyła wrócić z nowo zakupionym popcornem!, bądź też obudzić się po 15. minutowym letargu spowodowanym przenikliwym zimnej, a już pozostała część kibiców dosłownie zamarła po szybko strzelonej bramce przez drużynę gości.

Po rzucie wolnym wykonywanym przez Adriana Mierzejewskiego piłka dość przypadkowo przeszła, jak po sznurku po głowach Jodłowca, Piątka, Gołębiowskiego kończąc pod poprzeczką bramki strzeżonej przez Pawła Kapsę. Obrońcy Lechii stali bezradni…

Bramka strzelona przez Gołębiewskiego uciszyła nawet największych fanów „fioletowych gaci” Przyrowskiego, nie mówiąc już o całym stadionie Lechii. O sile ciosu zadanego przez Polonię niech świadczy fakt, iż kibice, zarówno, jak i piłkarze Lechii, nie byli w stanie podnieść się do końca spotkania.

Po straconej bramce Lechia cofnęła się do obrony, sukcesywnie oddając „Czarnym Koszulom” środek pola. Niestety środkowa formacja w zespole Lechii w drugiej połowie po prostu nie istniała. Na nic zdała się zmiana Wiśniewskiego oraz Pietrowskiego. Wprowadzeni Bajić, jak i Lukjanovs nie byli w stanie udźwignąć ciężaru gry. Nie śmiałbym polemizować z decyzjami trenera, jednakże Lukjanovs mógł ten mecz zagrać od pierwszych minut. Z kolei, wydawać się może, iż Bajić nie czuje się dobrze w meczach rozgrywanych przy Traugutta. Piłkarzowi rodem z Bałkanów brakuje przede wszystkim pewności siebie, aby móc w pełni zaprezentować swój wciąż drzemiący potencjał. Warto pamiętać, iż jest to wciąż młody chłopak i Lechia jeszcze będzie miała z niego pożytek.

Pod koniec meczu część doświadczonych zawodników Lechii zaczęła okazywać irytację niedołężnością w swoich poczynaniach oraz poczynaniach swoich kolegów. Oby tylko taka sportowa złość miała przełożenia na polepszenie gry Lechistów w następnych spotkaniach.

- Drużyna jest dobrze przygotowana. W okresie przygotowawczym bardzo dobrze wyprowadzaliśmy piłkę z tyłu, przeciwko dobrym rywalom. Inna sprawa, że graliśmy na znacznie lepszych boiskach. Tu jednak są takie, jakie są. Musimy być inteligentni i do takich też trzeba umieć się przystosować – mówił przed meczem Bakero.

Słowa trenera Polonii potwierdziły się. Ani jedna, ani druga drużyna nie kontrolowała spotkania, ale optyczną przewagę zyskała Polonia. Lechia w tym okresie gry nie umiała wyprowadzić składnej akcji z swojego pola karnego poprzez środek pola, a kończąc na polu karnym przeciwników. W większości przypadków akcja Lechii rozpoczynała się dalekim przerzutem piłki przez obrońców pod pole karne gości, gdzie napastnicy Lechii byli przepychani i łatwo tracili piłkę.

Po ładnej pierwszej połowie i nieciekawej, aby nie powiedzieć nudnej i nie napawającej optymizmem na kolejne spotkania, drugiej połowie w wykonaniu gdańskiego zespołu, Lechia tylko zremisowała z Polonią Warszawa 1:1

- Nasza wysoko ustawiona obrona nie pozwalała Lechii na zbyt wiele – powiedział po meczu Bakero.

…oby tylko teraz trener Kafarski znalazł, jakieś lekarstwo na „wysoko ustawioną obronę”.

KOMENTARZE (5)
Słabiutki tekst chłopaka, który z językiem polskim jest wyraźnie na bakier. Aż oczy bolą. Na przykła...
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.162