Gdańsk: czwartek, 18 kwietnia 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 241 (10/2010)

6 kwietnia 2010

ZAGŁĘBIE LUBIN - LECHIA GDAŃSK 2:2 (2:1)

Come back

Gdyby Paweł Buzała wykorzystał w 86. minucie sytuację sam na sam z Ptakiem, mielibyśmy kopię tego, co stało się w meczu z Legią Warszawa tydzień wcześniej. Nie udało się, ale Lechiści pokazali, że odwaga, chęć walki i ambicja to nie są pojęcia im obce.

KAROL KOCJAN
Gdańsk

Przed meczem z Zagłębiem wiele mówiło się o przeciwniku Biało-Zielonych. Zagłębie w tej rundzie dzierży insygnia „Rycerzy Wiosny”. „Miedziowi” zdobyli w poprzednich pięciu meczach trzynaście punktów, co biorąc pod uwagę to, że jesień skończyli na pozycji spadkowej, było nie lada sensacją. Swoją pracę dobrze wykonuje trener Marek Bajor, który przez lata schowany w cieniu Franciszka Smudy zdobywał fach, a jak pokazują wyniki zdobyte z drużyną sponsorowaną przez KGHM, nawet przewyższył mistrza.

Szansy Lechii upatrywano w fakcie, że drużyna ta zdobyła w obecnym sezonie najmniej punktów spośród drużyn ekstraklasy (ex-aequo z Arką Gdynia) na własnym obiekcie. Widocznie piękna Dialog Arena nie inspiruje piłkarzy Zagłębia do zwycięstw. Z tego powodu mówiono, że gra na wyjeździe będzie atutem Lechii, która w tym sezonie zaskakująco dobrze radzi sobie poza własnym stadionem.

Podobnie jak w meczu z Wisłą w Krakowie, trener Kafarski znów troszkę przetasował skład. Do Lubina nie pojechali Jakub Zabłocki i Arkadiusz Mysona. W ich miejsce wskoczyli Rafał Kosznik oraz Maciej Rogalski. Obaj piłkarze tej wiosny nie stanowią czołowych postaci w Lechii, dlatego wyjazd na Dolny Śląsk miał stanowić szansę dla nich, aby podreperować swoje notowania u trenera Kafarskiego.

Mecz rozpoczął się punktualnie o godzinie 17.00. Pochłonięci w wielkosobotnich porządkach kibice mieli okazję przycupnąć na dwie godzinki i zrelaksować się oglądając swoich ulubieńców. Elitarne grono 400 fanów gdańskiej Lechii było obecnych na Dialog Arenie w Lubinie – pośród nich 35 fanów Śląska Wrocław. Zmiany kadrowe nie były „rewolucyjne”. Łotysza Laizansa zastąpił Marko Bajic, co wskazywało na przesunięcie akcentów w drugiej lini na zadania defensywne i walkę o górne piłki. Tymczasem wspomniany już Rafał Kosznik dostał szansę zaprezentowania się w miejsce Arkadiusza Mysony, który został w Gdańsku.

Relaks, o którym pisze powyżej, nie trwał długo – już w 2. minucie piłkarze Lechii musieli przełknąć gorzką pigułkę, gdyż do siatki trafił ten, który ostatnio jest na ustach piłkarskiej Polski – niezawodny Iljan Micanski. Obrona Lechii stała i statycznie przyglądała się, jak Kędziora wykłada piłkę na nogę niepilnowanemu Bułgarowi.

I to byłoby na tyle, co przez pierwsze trzydzieści minut pokazało Zaglębie. Z czasem coraz bardziej uaktywniła się Lechia, która raz po raz tworzyła groźne sytuacje pod bramką gospodarzy. Po raz kolejny potwierdziło się, że para Lukjanovs-Dawidowski stanowi esencję dynamicznego futbolu. Gdyby tylko ta dwójka zgrała się ze sobą, a ich ambicja przekładała się proporcjonalnie do ilości zdobytych przez Lechię goli, europejskie puchary zobaczylibyśmy w Gdańsku już latem. Tymczasem kolejne strzały wyłapywał Ptak, który tego dnia zastępował Isajlovića pomiędzy słupkami „Miedziowych”. Tymczasem gola strzeliło… Zagłębie.

Drugi strzał na bramkę Kapsy przyniósł drugiego gola. Trzeba przyznać, że golkiper Lechii przy tym ustawieniu był bez szans. Traore uderzył mocno i precyzyjnie z woleja.

Wydawało się, że Zagłębie utrzyma swoją wspaniałą passę i wygra z Lechią. Na szczęście przed przerwą stało się coś, co pozwoliło kibicom Lechii zostać przy telewizorach, a nie myśleć o gotującym się w kuchni białym barszczu. W 46. minucie najwyżej do piłki po dośrodkowaniu Pawła Nowaka wyskoczył Krzysztof Bąk i umieścił głową piłkę w bramce Mistrzów Polski AD 2007. Warto zwrócić uwagę na to, że Lechia w końcu zdobyła gola po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry. Nie jest tajemnicą to, że rzuty rożne i wolne z bocznych stref boiska nie stanowiły nigdy postrachu wśród przeciwników Lechii. Podobnie jak w zeszłym sezonie brakuje w Lechii kogoś, kto podobnie jak Inaki Astiz w meczu na Traugutta mógłby ugodzić przeciwnika po rzucie rożnym, który przecież nie tak trudno wypracować.

Pierwsze minuty drugiej połowy nie były najpiękniejsze, ale z pewnością zarysował się w tym czasie przewaga Lechii. Zagłębie postanowiło ograniczyć się do kontrataków. Z tej przewagi Biało-Zielonych niewiele wynikało. W 49. minucie Bajic świetne podaje na wolne pole, Tomasz Dawidowski kładzie na ziemię Reinę i strzela minimalnie nad bramką. Po 70. minucie przewagę odzyskuje Zagłębie. Coraz bardziej widać zmęczenie na twarzach zawodników obu drużyn. W Lechii nie istnieje druga linia, która zostaje przez Tomasza Kafarskiego zredukowana do dwóch graczy, gdyż boisko opuszcza Paweł Nowak, który zostaje zastąpiony przez swojego imiennika z numerem 20 na koszulce, czyli Pawła Buzałę. Lechiści nie potrafią przebić się na połowę przeciwnika ze składną akcją, „Miedziowi” łatwo wyłuskują piłkę tym, którzy ośmielają się zapędzić poza linie środkową boiska.

W 79. minucie mogło być już po meczu - Traore uderza głową i piłka zatrzymuje się na poprzeczce. Potem ogromne zamieszanie, kilka strzalów na bramkę, ale prawie wszystkie próby lubinian trafiały w obrońców. Tylko przy uderzeniu Micanskiego Kapsa musiał interweniować i zrobił to w świetnym stylu. Jak okazało się kilka minut później nie był to wysiłek na marne.

Kolejna akcja Lechistów nie jest już tylko wymianą podań. Lukjanovs podaje do, co wychwyciły kamery będego pozycji spalonej Dawidowskiego, który przekazuje piłkę do Buzały. Ten przebiega z piłką kilkanaście metrów i oddaje idealne uderzenie. Puszcza piłkę po ziemi w długi róg bramki Ptaka, który tylko odprowadza ją wzrokiem do swojej siatki. Majstersztyk! Paweł Buzała tym strzałem udowodnił niedowiarkom, że potrafi strzelać, choć w tym sezonie była to dopiero jego pierwsza bramka w lidze. Przypomnijmy, że piłkarz ten przez ostatnie dwa sezony był najlepszym strzelcem Biało-Zielonych, lecz w wyniku wzmożonej konkurencji w linii ataku musi coraz częściej zadowolić się rolą rezerwowego.

Na tym nie skończyły się emocje w Lubinie. Ten sam Buzała mógł zapewnić zwycięstwo piłkarzom z Gdańska, lecz złe przyjęcie piłki sprawiło, że jego strzał z 4 metrów nie stanowił problemu dla Ptaka. Pub, w którym wtedy przebywałem oszalał ze wściekłości – przecież trzy punkty były tak blisko.

Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że Zaglębie także miało swoją szansę na odwrócenie losów spotkania, lecz strzał z woleja Micanskiego został świetnie przechwycony przez Kapsę.

Remis z rozpędzonym Zagłębiem Lubin – wynik dobry, czy zły? Z pewnością fakt, że Lechia odrobiła dwubramkową stratę zmazuje złe wrażenie po wyrwanym z rąk zwycięstwie nad Legią Warszawa. Lechia w trzecim meczu pod rząd strzeliła dwie bramki, ale też co najmniej dwie straciła – wniosek jest chyba prosty, należy wzmocnić defensywę szczególnie na flankach, gdyż obie bramki Lubinian padły po rozpracowaniu obrony „od boku”. Czy Lechia odrobi tą lekcje sprawdzi we wtorek nie byle jaki egzaminator, bo sam Tomasz Frankowski, ktoś kto potrafił rozpracować przeciwnika w polskiej lidze aż 130 razy.

KOMENTARZE
Brak opinii - bądź pierwszy!
bez logowania: LIST do redakcji
MECZE LECHII:
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.110