Gdańsk: piątek, 20 września 2019
TYGODNIK
Podstrony:

Tygodnik lechia.gda.pl nr 244 (13/2010)

27 kwietnia 2010

ODPOWIEDŹ MALKONTENTOM

Czy wygrywasz, czy nie…

Wyniki i gra piłkarzy Lechii w tym roku nie spełniają oczekiwań kibiców. To fakt. Biało-zieloni nie wygrywają na własnym stadionie, są bliscy odpadnięcia z Pucharu Polski. Czy to już czas na rozdzieranie szat i bicie na alarm?

KONRAD MARCIŃSKI

Internetowe forum lechia.gda.pl zaroiło się od negatywnych opinii i komentarzy dotyczących postawy lechistów. I słusznie. Konstruktywna krytyka zawsze zbliża do celu, jakim jest, jakkolwiek zabrzmi to bardzo trywialnie, wyciągnięcie właściwych wniosków i naprawa popełnionych błędów. Nawet jeśli jest wyrażana przez anonimową osobę na internetowym forum. Głos dezaprobaty to również oznaka troski sympatyków o Lechię, którzy dostrzegają, że tej, dotychczas dobrze pracującej maszynie, zdarzył się zastój.

Właśnie. Czy wyniki, gra, atmosfera w drużynie, postawa poszczególnych zawodników oraz działaczy to jedynie lekka zadyszka, czy symptom poważniejszej choroby? Niektórzy z internautów skupionych na forum wieszczą początek końca biało-zielonych, obwiniając za taki stan rzeczy piłkarzy, trenera, zarząd i samych kibiców. Dlaczego Lechia gra słabo i nie wygrywa? Wybraliśmy najczęściej powtarzające się tezy malkontentów i spróbujemy dać na nie odpowiedź.

Lechia nie gra dobrze, bo w klubie nie ma pieniędzy. Andrzej Kuchar mami nas obietnicami „wielkiej Lechii”, a nie daje ani grosza. Zarząd również nic nie robi i jest wyraźnie nastawiony przeciwko kibicom.

Spokojnie. Nie od razu Kraków zbudowano. „Wielka Lechia” to przede wszystkim projekt biznesowy, którego realizacja przewidziana jest na lata. Aby móc go urzeczywistnić potrzebne są rzecz jasna pieniądze. Mylą się jednak ci, którzy sądzą, że Andrzej Kuchar będzie jednym ze sponsorów Lechii, jej „dobrym wujkiem”, tzn. osobą bezpośrednio finansującą klub, która w walizce przywiezie nad morze miliony złotych. W zamierzeniach włodarzy Lechii najważniejszym sponsorem biało-zielonych będą kibice. Przychody z biletów, sprzedaży pamiątek i gadżetów, nawet z punktów gastronomicznych będą generować środki na bieżącą działalność i inwestycje. Więcej kibiców to więcej pieniędzy. Należy zatem zadbać o to, by kibiców przychodziło na Lechię jak najwięcej. Grupą docelową, do której będzie skierowana oferta Lechii, będą ludzie średniozamożni, którzy wyjście na mecz potraktują podobnie jak rodzinny wypad do galerii handlowej. Podkreśla to sam właściciel Lechii w wywiadzie dla Gazety Wyborczej: - Proszę zobaczyć, jaki jest (…) przychód z każdego kibica. Nie tylko bilety, ale też pamiątki, kiełbasy, napoje, wizyta w muzeum. Weźmy przykład z góry - Manchester United ma średnią frekwencję 78 tys. widzów i dochód z meczu, oprócz biletów, na poziomie 1,5 czy 2 funty od każdej osoby. To daje ok. 150 tys. funtów z meczu, z samych drobiazgów, a oni rozgrywają trzydzieści parę meczów u siebie. Tak jak u nas są teraz wycieczki do centrów handlowych, tak tam są na stadiony. I wierzę, że w Polsce też tak będzie.

Choć wielu kibicom taki projekt wydaje się nie do zaakceptowania, proces komercjalizacji gdańskiej Lechii będzie następować, czy tego chcemy, czy nie. Można zżymać się na obecność „kibiców-pikników”, ale to oni mają w największej liczbie zapełnić nowy stadion w Letnicy. Być może nie są oni fanatycznie zaangażowani w doping, ale to oni zostawią na stadionie najwięcej pieniędzy. Takie rozwiązania stosują kluby w Europie, tak samo ma być w Polsce (weźmy przykład Legii Warszawa). Droższe bilety mają zniechęcić do przyjścia na stadion tych ludzi, którzy potencjalnie będą szukać okazji do wszczęcia awantury. Bezpieczny stadion to kolejny z elementów mających przyciągnąć nowych kibiców. W tę strategię wpisują się działania zarządu klubu. Stąd nowe punkty gastronomiczne na stadionie, numerowane krzesełka, liczne gadżety. Z tej perspektywy, ruchy władz Lechii dążą do uczynienia z gdańskiego klubu dochodowego przedsięwzięcia biznesowego i jako takie należy je uznać za udane.

Owszem, nie będzie to już ta sama Lechia co wcześniej, gdzie na meczu można było wypić przemycone piwko, „wydrzeć ryja”, wysikać się pod płotem. Było siermiężnie, ale swojsko. Dziś standardy się zmieniają. Widowisko piłkarskie to towar, który trzeba dobrze sprzedać. A nie da się tego zrobić stadionem-zabytkiem. Kibic to klient, który zapłaci jedynie za produkt wysokiej klasy. Wygodne krzesełka, kiełbaska i popcorn są tak samo ważne jak dobrzy piłkarze. Należy więc zrozumieć działaczy, chcących uatrakcyjnić widowisko sportowe właśnie przez rozwój stadionowych usług i infrastruktury. Choć niektórzy sympatycy mogą to tak odczytać, nie są to działania mające na celu zniszczenie „dobrej, starej Lechii”, lecz wydobycie jej z organizacyjnego i marketingowego skansenu na salony. Dopiero pozyskanie pieniędzy od kibica-konsumenta oraz firm-sponsorów i samorządu, da podstawę do myślenia o sukcesie sportowym. Wg Kuchara o mistrzostwie Polski można myśleć dopiero za 4-5 lat. Nie powinniśmy zatem oczekiwać w najbliższym czasie spektakularnych transferów, a co za tym idzie wyraźnego skoku jakościowego w grze Lechii. Na razie biało-zieloni są ligowym średniakiem, i póki co, ta sytuacja nie prędko się zmieni.

Zła gra biało-zielonych to wina Tomasza Kafarskiego. Jego czas w Lechii minął. Szkoleniowiec jest skonfliktowany z zawodnikami, nie daje grać najlepszym, faworyzuje swoich ulubieńców, zbyt często „miesza w składzie”.

Jan Tomaszewski mawiał, że w Polsce jest 37 milionów trenerów piłkarskich. Nie brakuje ich również na naszym forum. „Czemu nie gra Kaczmarek?”, „Dlaczego gra Kosznik?” , „Po co w składzie Buzała?” „Jak można wystawiać Bajicia?” To tylko niektóre z pytań przewijających się w dyskusjach na temat decyzji personalnych szkoleniowca gdańszczan.

Nie oszukujmy się. Lechia nie posiada obecnie w swoim składzie piłkarzy, z którymi można walczyć o mistrzostwo Polski czy miejsce dające prawo do gry w europejskich pucharach. Grają ci, których trener ma do dyspozycji, którzy są aktualnie w najlepszej formie, i którzy swoimi cechami (fizycznymi czy umiejętnościami piłkarskimi) pasują do ustawienia taktycznego. Wielu kibiców ma za złe trenerowi Kafarskiemu, że ten dokonuje takich wyborów personalnych, bądź innych. Czy jednak kibice obserwują treningi? Wiedzą w jakiej dyspozycji znajduje się dany piłkarz? To trener spędza ze swoimi zawodnikamii najwięcej czasu i wie, który z nich najlepiej będzie nadawać się do wykonania określonych zadań na boisku. To szkoleniowiec zna problemy zdrowotne graczy i ich kondycję fizyczną i psychiczną. To również on jest odpowiedzialny za dobór taktyki pod konkretnego przeciwnika. Ostatecznie to trener jest przecież rozliczany z podejmowanych przez siebie decyzji, w związku z czym powinien mieć w swoich wyborach pełną suwerenność.

Na pewno czas Tomasza Kafarskiego w Lechii jeszcze nie minął. Jest on człowiekiem ambitnym, ma swoją wizję zespołu i konsekwentnie ją realizuje. Przypomnijmy, że to „Kafar” objął schedę po Jacku Zielińskim i dokonał rzeczy wprost niemożliwej – utrzymał gdańszczan w ekstraklasie. W grze biało-zielonych widać „stempel” jaki odcisnął na niej szkoleniowiec. Podkreślają to zawodnicy i trenerzy rywali lechistów. Widać również progresję wyników. Na pewno nie jest to kres możliwości Kafarskiego. Opiekun Lechii popełnia co prawda błędy, ale z drugiej strony wciąż pracuje nad doskonaleniem swojego warsztatu. Że zmienił skład w meczu z Jagiellonią? Zaryzykował, nie udało się, trudno. Gdyby plan wypalił, wszyscy chwaliliby jego trenerski „nos”. Trener umiał jednak przyznać się do błędu. Po „Kafarze” widać, że jest głodny sukcesu. A że ma swoich ulubieńców? Każdy trener ma zawodników, do których ma większe zaufanie, w których pokłada większe nadzieje. Nie chce się wierzyć, że szkoleniowiec z premedytacją posadzi na ławce najlepszego zawodnika, by dać zagrać ostatniej ofermie, tylko dlatego, że mu dobrze z oczu patrzy, że na złość babci, odmrożę sobie uszy. Specyfika szatni wymaga od trenera ogarnięcia grupy dwudziestu kliku facetów, często krnąbrnych i niepokornych i ukierunkowania ich na osiągnięcie wspólnego celu. A cel ten trener musi realizować pod ogromną presją działaczy i kibiców. Nie od dziś wiadomo, że trener piłkarski to zawód podwyższonego ryzyka. „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz” – głosi piłkarska mądrość. A Tomasz Kafarski jeszcze swojego ostatniego meczu w Lechii nie zagrał.

Krytycznych głosów sympatyków Lechii jest więcej. Grunt to zachować umiar. Zarówno działaczom, jak i trenerowi chodzi przecież o osiągnięcie sukcesu. Finansowo-organizacyjnego i sportowego. Szaloną wydaje się myśl, by w środowisku Lechii znajdowali się sabotażyści, chcący własną osobą firmować niegospodarność, nieudolność i brak dobrej woli. Ważne, by decyzje kierownictwa klubu były transparentne, podejmowane z poszanowaniem prawa i nie godziły w środowisko kibicowskie. Wówczas o pozytywne relacje na linii klub-kibice będzie o wiele łatwiej. Bo chodzi o dobro Lechii Gdańsk. Na którym nam wszystkim zależy.

KOMENTARZE (10)
brawo dla autora tekstu!!!lechia gra jedna z atrakcyjniejszych piłek w kraju , maja swoj styl. kto o...
bez logowania: LIST do redakcji
Weź udział w nowej, ekscytującej rywalizacji i powalcz o miano najlepszego Betona. Typuj na okrągło i wygrywaj nagrody!

Liga BetONów
Główny punkt programu nowej lechia.gda.pl: inernetowy tygodnik. Co wtorek artykuły na temat Lechii, publicystyka, informacje, galerie zdjęć i inne. Zapraszamy.

Ostatni numer
Wyraź swoją opinię na dany temat, podziel się uwagami z innymi kibicami Lechii. Nawet bez logowania możesz czytać forum bez ograniczeń.

Forum dyskusyjne
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.007