Gdańsk: czwartek, 11 czerwca 2026

Tygodnik lechia.gda.pl nr 249 (18/2010)

8 czerwca 2010

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

JUNIORZY W LECHII

Co z tą młodzieżą?

Jeszcze przed rozpoczęciem piłkarskich wakacji trener Lechii Tomasz Kafarski ogłosił, że od przyszłego sezonu do składu pierwszej drużyny włączeni zostaną wyróżniający się zawodnicy grup juniorskich. Czy to zwiastun radykalnego odmłodzenia biało-zielonych, czy tani sposób na transfery?

KONRAD MARCIŃSKI

Z opublikowanych na stronach portalu 90minut.pl rozbudowanych statystykach bilansujących zakończony sezon 2009/2010 wyłania się niepokojący obraz. Pomijając fakt, że w Lechii najskuteczniejszym strzelcem jest środkowy obrońca oraz to, że wszystkie swoje bramki zdobył z rzutów karnych, uderzającą jest tabela podsumowująca występy młodych piłkarzy. Wśród wszystkich zespołów ekstraklasy gdańska drużyna zajęła ostatnie 16. miejsce pod względem ilości minut, które spędzili na boisku młodzieżowcy (zawodnicy do 21 lat). W ciągu całego sezonu tacy zawodnicy, a właściwie jeden zawodnik – Damian Szuprytowski, miał okazję zaprezentować się na placu gry zaledwie przez 7 minut. W stosunku do ogólnej liczby minut, rozegranych przez wszystkich piłkarzy Lechii, daje to zatrważający wynik zaledwie 0,02%!

Gdzie tkwi przyczyna takiego stanu rzeczy? Czy jest to spowodowane niechęcią trenera Kafarskiego do korzystania z piłkarzy znajdujących się na początku swojej kariery? Zrzucenie całej winy na trenera za brak młodzieżowców w składzie będzie nadużyciem. Niemniej jednak dziwi tak małe zaufanie opiekuna biało-zielonych w stosunku do juniorów. Trener Kafarski w minionym sezonie nie raz udowodnił, że nie obce są mu kadrowe eksperymenty. Dlaczego zatem nie zaryzykował wpuszczenia na boisko jednego bądź dwóch zawodników z Młodej Ekstraklasy? Szczególnie biorąc pod uwagę pozycję Lechii w ligowej tabeli. Przez większość rundy wiosennej biało-zieloni grali praktycznie o pietruszkę, nie groził im spadek ani możliwość gry o europejskie puchary. Właśnie w takich komfortowych warunkach aż prosiło się o wystawienie wyróżniających się juniorów. Tym bardziej, że niektórzy zawodnicy z pierwszego zespołu wyraźnie byli „pod formą”.

Problem jednak w tym, że trener Kafarski nie bardzo miał z kogo wybierać. Zespół Młodej Ekstraklasy prowadzony przez Tomasza Borkowskiego przegrywał mecz za meczem. Widać było wyraźną dysproporcję między umiejętnościami piłkarskimi młodych lechistów a ich rówieśników z innych klubów. Owszem, nie zawsze w Młodej Lechii występowali ci najlepsi gdańscy młodzieżowcy (spora grupa juniorów włączona była do kadry czwartoligowych rezerw) jednak w porównaniu z sezonem 2008/2009, kiedy biało-zieloni zajęli 4. miejsce w rozgrywkach ME, regres formy jest aż nadto widoczny. Oby to nie był symptom poważniejszego kryzysu piłki młodzieżowej w gdańskim klubie.

Od lat dominuje w Lechii przekonanie, że biało-zieloni to prawdziwa kuźnia talentów piłkarskich. Czas chyba zweryfikować ten pogląd, bowiem już od wielu sezonów nie możemy doczekać się wychowanka, który „zawojowałby” krajowe podwórko. Ostatnim pokoleniem lechistów, którzy wybili się ponad ligową przeciętność jest rocznik 78. Dziś zawodnicy tego rocznika (Dawidowski, Król, Zieńczuk) mają po 32 lata i swoje myśli kierują w stronę piłkarskiej emerytury. Następców niestety nie widać.

Być może warto poważnie przeanalizować jak funkcjonuje system szkolenia juniorów w Lechii. Czy zarząd i sztab szkoleniowy pierwszego zespołu przygląda się utalentowanym chłopakom kopiącym piłkę w grupach juniorskich? Czy młodym piłkarzom i ich szkoleniowcom stworzone są odpowiednie warunki do treningu? Czy prześledzono jak sprawdza się w praktyce system rotacji trenerów w grupach młodzieżowych? To kluczowe pytania, które należy zadać szukając recepty na problem „gubienia” potencjału młodych lechistów.

„Gubienia”, bo przecież w Gdańsku nie brakuje utalentowanych młodych piłkarzy. Juniorzy starsi pod opieką Józefa Gładysza wygrali Pomorską Ligę Juniorów Starszych. Swoim starszym kolegom niewiele ustępują juniorzy młodsi, którzy w swojej kategorii wiekowej uplasowali się tylko za gdyńską Arką. Sęk w tym, by z tej grupy zdolnych młodzieżowców umieć wyselekcjonować kilku, którzy w przyszłości będą stanowić o sile seniorskiego zespołu. O sile, a nie tylko o jego uzupełnieniu. Tacy zawodnicy jak Sadlok, Sobiech, Rybus, Cetnarski, Grosicki czy Małecki są graczami pierwszoplanowymi w swoich drużynach. W Lechii mamy co prawda Marcina Pietrowskiego, ale to wyjątek potwierdzający regułę. Maciej Osłowski ma już 22 lata i do tej pory nie zadebiutował w ekstraklasie. Rok starzy jest Sebastian Małkowski, a tylko raz miał okazję stanąć między słupkami w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dla porównania, Grzegorz Sandomierski z Jagiellonii (21 lat) rozegrał w pierwszym zespole w minionym sezonie 19 spotkań.

W Lechii wciąż pokutuje opinia, że młodzi zawodnicy „mają jeszcze czas”. Że najpierw muszą się ograć w meczach z rówieśnikami, w niższych ligach. Cóż jednak za pożytek z 22-latka, który całą swoją dotychczasową karierę spędził na czwartoligowych boiskach? Jego powolne wprowadzanie do pierwszego zespołu potrwa ze trzy sezony. Wówczas nasz młody, obiecujący piłkarz ma nagle 25 lat i 3 występy w ekstraklasie na swoim koncie. W tym wieku zawodnik powinien być w kwiecie swojej kariery i okrzepnąć w ligowej rywalizacji. Przespanie najlepszych lat piłkarskiego rozwoju w ligach okręgowych, gdzie poziom jest zbyt niski, by się czegoś nauczyć, skutkuje właśnie marnowaniem utalentowanych graczy. A tych w Lechii było zdecydowanie zbyt wielu.

Trener Kafarski zapowiedział włączenie od nowego sezonu do pierwszego zespołu Jakuba Zejglica, Radosława Stępnia, Jakuba Popielarza i Piotra Zielińskiego. Choć cała czwórka ma po 20 lat, nie było jej dane posmakować ekstraklasowej rywalizacji. W kolejce czekają także rok młodsi Łukasz Wiśniewski, Michał Pruchnik i Mariusz Korzępa. Czy któremuś z tych zawodników uda się na tyle przekonać trenera, by ten nie „przyspawał” go do ławki rezerwowych? Ciężko wyrokować, jednak przed wspomnianymi lechistami stoi trudne zadanie. Niemniej jednak należy cieszyć się, że sztab szkoleniowy Lechii przychylniejszym okiem spojrzał na swoich juniorów. Być może jest to właściwy kierunek w budowaniu „Wielkiej Lechii”. Zamiast sprowadzać wątpliwej jakości „gwiazdy” lig bałkańskich, lepiej dać szansę gdańskiej młodzieży. Jak uczą przykłady innych klubów takie ryzyko może przynieść sukces, a i dla kibica nie ma nic przyjemniejszego niż oglądanie wychowanka zdobywającego bramkę dla biało-zielonych. Czy takiego widoku doczekamy się już w przyszłym sezonie? Czas pokaże.

Copyrights lechia.gda.pl 2001-2026. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.023