Władze gdańskiego klubu nie miały zamiaru wymieniać połowy drużyny czy kupować „gwiazd”. Sztab szkoleniowy i działacze skupili się głównie na wzmocnieniach obecnego składu. Do zespołu dołączył m.in. Mateusz Machaj. To młody, ambitny zawodnik, bardzo dobrze grający bez piłki, wykonawca rzutów rożnych i wolnych, potrafiący celnie i mocno uderzyć z dystansu. Sprowadzenie tego gracze to na razie duży plus.
Zakupiony latem Fred Benson strzelając pierwszą bramkę na PGE Arenie już w meczu na otwarcie zapisał się w historii Lechii, jak i pięknego stadionu.
W ostatnim dniu letniego okienka transferowego dwuletni kontrakt z klubem podpisał Josip Tadić, chorwacki napastnik występujący ostatnio w Omonii Nikozja. Chorwat nie zagrał jeszcze w żadnym meczu Biało-zielonych, więc jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek oceny jego gry.
Cel na sezon 2011/2012 określony przez zarząd to miejsce w pierwszej czwórce. Pojedynki lechistów zapowiadały się więc bardzo interesująco. Jednak rzeczywistość nie okazała się tak kolorowa jak zapowiedzi klubowych działaczy.
Pierwsze spotkanie – pierwsza porażka. Lechia rozegrała z Polonią dobry mecz, ale niestety ładna gra, ciekawe akcje i spora ilość oddanych strzałów nie wystarczyły i z Warszawy trzeba było wracać bez punktów.
Następny mecz – Białystok. Lechiści od początku próbowali narzucić swój styl, co przyniosło bramkę już w pierwszym kwadransie gry. Potem błąd w kryciu przy stałym fragmencie gry i remis. Nadal prowadziliśmy grę, ale zawodziło to, co w zeszłym sezonie – skuteczność. Na koniec chwila nieuwagi i … kolejna niewesoła podróż do domu.
Gdy po dwóch meczach Lechia z zerowym dorobkiem punktowym miała podjąć Cracovię na nowym stadionie wszyscy liczyli na przełamanie. Po tym spotkaniu konto punktowe Biało-Zielonych nie było już zupełnie puste. Wzbogacone zostało ono jednak nie, na co wszyscy liczyli o trzy punkty, lecz o jeden. Remis 1:1 nie był wynikiem, jakiego oczekiwali kibice, ale jakiś mały krok do przodu.
Niektórzy zaczynali się denerwować słabym początkiem Biało-zielonych, jednak czekali na mecz z ŁKS. Każdy zadawał retoryczne pytanie: "z kim wygrać, jak nie z ostatnią drużyną w tabeli, na własnym stadionie przy ponad 20 tysięcznej publiczności"? Gdy mecz skończył się bezbramkowym remisem kibice stracili cierpliwość i wygwizdali własnych piłkarzy. Oczekiwali też zwolnienia trenera Tomasza Kafarskiego, jednak do niczego takiego nie doszło, co więcej pojawiły się zapewnienia właściciela klubu, że do zmiany na tym stanowisku w najbliższym czasie nie dojdzie. Fani byli coraz bardziej zirytowani.
Po słabym początku i remisach z nie za bardzo wymagającymi rywalami Lechię czekał mecz z Wisłą. Mistrzowie Polski oczywiście byli faworytami tego spotkania, tym bardziej, że Biało-Zieloni do Krakowa jechali poważnie osłabieni. W kadrze zabrakło kontuzjowanych: Pawła Nowaka, Freda Benosna, Razacka Traore i Aleksandra Sazankowa. Gdańszczanie wykorzystali jednak nienajlepsze nastroje Wiślaków po odpadnięciu z LM i zdobyli cenne 3 punkty na trudnym terenie.
Po pięciu kolejkach bieżących rozgrywek, przynajmniej patrząc na same wyniki, Lechii czyni powolne postępy - zaczęła od dwóch porażek, potem przyszły dwa remisy, by potem wreszcie odnieść pierwsze, jakże upragnione zwycięstwo. Kolejny mecz, który zostanie rozegramy już niedługo z Górnikiem Zabrze, aby nie psuć zaistniałej reguły gdańszczanie powinni wygrać. Bardzo na to liczymy. A my, kibice postarajmy się przyczynić do zdobycia kolejnego zwycięstwa z zapałem dopingując naszą drużynę.