Gdańsk: sobota, 20 lipca 2024

Tygodnik lechia.gda.pl nr 277 (5/2020)

3 sierpnia 2020

Treść artykułu
 |   |   |   |   | 

Dominik Czajka, trener rezerw Lechii: Trzeba cierpliwości

Rezerwy Lechii zakończyły rundę jesienną na 11. miejscu. Do końca rundy zasadniczej zwariowanego sezonu 2020/2021 zostały cztery kolejki. Aby utrzymać się w IV Lidze już w marcu należy znaleźć się w czołowej dziesiątce. Wywiad z trenerem Dominikiem Czajką

KG

Trenerze, prosimy o krótką ocenę rundy jesiennej w wykonaniu rezerw Lechii Gdańsk.

- Na początku chciałbym wyjaśnić, jaka jest rola rezerw w Lechii. Jest to element kładki pomiędzy wiekiem juniora a seniorem. To jest najtrudniejszy moment w życiu zawodnika. Kiedy jakiś czas temu temu PZPN obniżył wiek juniora starszego to przepaść między piłką juniorską i seniorską zrobiła się jeszcze większa niż była. Rok szkolenia uciekł. U nas przywrócono rezerwy i to był według mnie strzał w dziesiątkę. Zbiegło się to akurat z momentem pojawienia się utalentowanej grupy chłopaków: Piotrek Gryszkiewicz, Marcel Wszołek, Kuba Lizakowski, Mateusz Żukowski czy Filip Dymerski. Ci chłopcy na tym zyskali, łapali seniorski styl grania. To zupełnie inna para kaloszy niż gra w juniorach.

Kiedyś było inaczej. „Dzieci Boba” w wieku 16-17 lat grały na drugim ligowym poziomie.

- Wtedy w klubie nie było nikogo innego, oni musieli grać. Byli do tego przygotowani fizycznie, piłkarsko i mentalnie i to funkcjonowało. Do poziomu drugiej ligi( obecnie pierwszej) byli w stanie walczyć jako zespół, później bili się o utrzymanie, nie dali rady awansować. Indywidualnie nabrali doświadczenia, potencjał eksplodował, do tego zmężnieli. To było brutalne przejście, większość sobie poradziła i zrobiła większe lub mniejsze kariery , ale tacy utalentowani zawodnicy jak Pawelec czy Łukasiewicz nie zrobili kariery

Chłopcy, o których mówisz, Gryszkiewicz czy Wszołek poszli do I ligi, do ŁKS, ale nie grają z różnych powodów.

- Gryszkiewicz jest pierwszym wyborem na pozycji młodzieżowca u trenera Stawowego. Teraz po drobnym urazie wraca do składu, wcześniej wszystko grał. Niezłe statystyki, bo ma gola i dwie asysty, a do tego duży udział przy kilku bramkach. Są inni chłopcy, którzy poszli do I ligi np. Adrian Petk do Miedzi Legnica, miał być pierwszym wyborem jako młodzieżowiec, ale się odbił z różnych przyczyn , w Zagłebiu Sosnowiec coraz więcej minut otrzymuje Jakub Sangowski . W Sokole Ostróda jest Sebastian Rugowski ,w Bytovii w II lidze są Kuba Lizakowski, Filip Dymerski czy Kacper Sezonienko – to wszystko są chłopcy w wieku juniora, którzy już grają w seniorach. Myślę, że za rok-dwa jak dorosną to będą grali w Lechii, do której wrócą. Pozostali odeszli na zasadzie transferu definitywnego np. Cegiełka, Petk czy Gryszkiewicz, my będziemy obserwować, jak sobie radzą. Na razie największym wygranym jest Piotrek Gryszkiewicz, wiedzieliśmy, że jego potencjał jest dużo wyższy niż I liga. Myślę, że za rok-dwa, przy pomyślnych wiatrach będzie jednym z wyróżniających się zawodników w Ekstraklasie tego mu życzymy.

W czasie pierwszego uderzenia pandemii była w klubie narada na temat oceny potencjału zawodników kończących wiek juniora .

- Bardzo dużo rozmawiamy z trenerem Piotrem Stokowcem i trener ma pełną wiedzę o tym co się dzieje w Akademii. Zna potencjał juniorów, przyjeżdża na mecze rezerw, a ostatnio był także na juniorach. Każdy szkoleniowiec ma swój model pracy i styl, dobiera do niego zawodników. Piotrek i Marcel i kilku innych nie zostali, ale Kuba Kałuziński, Eryk Mirus, Kacper Urbański czy Mateusz Żukowski są w I zespole. Pamiętajmy jedną rzecz – nie wszyscy nawet z najlepszej grupy juniorów przejdą do pierwszego zespołu. Tam jest miejsce dla jednego, dwóch może trzech piłkarzy, a tylu chcemy dostarczać co roku taki sobie założyliśmy plan. Po to są rezerwy, żeby na spokojnie mogli dojrzeć. Mogą też pójść na wypożyczenie np. Dymerski czy Sezonienko. Uważam, że to bardzo dobra decyzja.

Na początku rundy w IV lidze ponieśliście kilka ciężkich porażek. Czy bierzesz takie rezultaty do siebie?

- Dzielimy cele na sportowe i indywidualne. W zespołach ekstraklasowych najważniejsze są cele sportowe, czyli jak najwyższe miejsce w ligowej tabeli zdobycie medalu lub Pucharu a potem cel indywidualny np. powołanie do reprezentacji Polski. Dla nas priorytetem są cele indywidualne. Mamy utalentowanych zawodników, u których widzimy potencjał i trzeba ich na tyle ograć i przygotować warunki, aby się rozwijali. Bez względu na wynik, sytuację w meczu i na to, co się dookoła dzieje. Nawet w czasie meczu, gdzie wydawałoby się, że trzeba zareagować to my trzymamy się wcześniej ustalonego planu. Zawodnik jest na boisku dłużej, dajemy mu różne zadania po to, aby się rozwijał, wyciągamy go z tzw „strefy komfortu”, zawieszamy coraz wyżej poprzeczkę. W pierwszej fazie sezonu to wyglądało słabo wynikowo, ale my konsekwentnie robiliśmy swoje. Chłopcy uczyli się piłki w warunkach czwartoligowych. Wiedzieliśmy o tym, że porażek może być dużo, że będziemy bramki tracić ze względu chociażby na fizyczność zwłaszcza przy stałych fragmentach i tak też było . Brakowało nam jednej ale ważnej rzeczy – wsparcia zawodników pierwszego zespołu. Przez COVID nie mogli nam pomóc, a pomoc z boiska od doświadczonych graczy jest dla nas nieoceniona. To jest priorytetowe, żeby młodzi piłkarze mieli kontakt z doświadczonymi zawodnikami. Niestety nie udało się. Pamiętajmy, że przed sezonem cała grupa piłkarzy z rocznika 2001 odeszła do innych klubów, więc praktycznie grupa rezerw jest nowa , w większości są to debiutanci . Wcześniej chłopcy grali mecze na poziomie CLJ. Zderzenie bywało czasem brutalne. IV liga nie jest słaba. Jest tam sporo zawodników, którzy grali w przeszłości na wyższym poziomie i to doświadczenie było widać.

Rywale czasem specjalnie chcieli stłamsić młodych graczy rezerw Lechii.

- Taktyka przeciwnika to często w pierwszym kwadransie „zdeptać, zaorać, przestraszyć”. Przygotowywaliśmy na to naszych chłopaków i uczulaliśmy sędziów przed meczami, żeby zwracali uwagę na jeżdżenie na wyprostowanych nogach na wysokości kolan. Czasami trzeba było interweniować z boku dosyć ostro i chyba z siedem żółtych kartek za to otrzymałem. Nie jestem z tego dumny. Chcemy, żeby przeciwnik grał ostro, żeby poczuć tą seniorską twardą grę, ale jak już jest przekroczona granica brutalności, trzeba reagować.

Jesteś jak ojciec. Jak krzywdzą dziecko, on reaguje.

- Widzimy jak chłopcy pracują, a ktoś poluje na ich nogi. Po którymś meczu fizjoterapeuta łapał się za głowę jak zobaczył łydki. Ostrzejsza gra powoduje też, że trzeba szybciej grać piłką i tego chcemy, aby wysoka intensywność była zachowana. Żeby do tego dojść to trzeba przyjąć parę razów jak trzymasz za długo piłkę, źle przyjmujesz , to spodziewaj się kopnięcia. To brutalna szkoła życia, ale lepiej na tym poziomie, bo mają margines błędu, a nie w ekstraklasie, gdzie w czasie meczu jeden czy dwa błędy się popełni i jest po ptakach. Z drugiej strony namawiamy zawodników do odważnej gry 1 na 1 czy pod presją bo kiedy jak nie teraz.

W drużynie pojawili się nowi zawodnicy np. Igor Martuszewski i Vakaris Skibiniauskas. Jak ci zawodnicy wpasowali się do drużyny i czy ktoś jeszcze się wyróżnia z nowych piłkarzy?

- Kadra, która powstała to w dużej mierze zawodnicy którzy przeszli z CLJ plus piłkarze wyróżniający się w okresie przygotowawczym. Na tym skorzystali Vakaris i Igor, bo oni zaczęli się przygotowywać w U-18, ale po dwóch dobrych sparingach przenieśliśmy ich wyżej. Podobnie było z Antkiem Mikułko i Mateuszem Sadło . W czasie ligi była weryfikacja. Martuszewski obronił się bardzo mocno, dostał powołanie na konsultację kadry Polski. Udało się nam go odbudować na tyle, że trener Stolarczyk go powołał. Igor ma ogromny potencjał i docelowo, jeśli uda się nam go utrzymać to będzie z niego duża pociecha. W ostatnich meczach była potrzeba chwili, żeby zszedł niżej i wspomógł CLJ, zrobił robotę i to pokazuje, jak mu zależy na klubie i jaki jest odpowiedzialny pomimo że ma dopiero 16 lat. Nie dąsał się, tylko robił swoje.

Czy są jakieś perspektywy dla zawodników rezerw, aby dołączyć w najbliższym czasie do pierwszej drużyny? Czy ktoś dostaje zaproszenia na treningi?

- Gdyby nie pandemia to byłoby to widoczne jak na dłoni. Jesteśmy w kontakcie z trenerem Stokowcem. Mamy wysyp talentów w rocznikach 2004-2005. Na ostatnich zgrupowaniach kadry Polski Lechia miała najwięcej zawodników ze wszystkich polskich klubów. To pokazuje, że chcemy stawiać na indywidualności, a nie wyniki. Za chwilę młodzież będzie wchodzić do rezerw. Już debiutował Krystian Okoniewski, Antek Mikułko, Błażej Kaim , Amadeusz Mielnik, który strzelił bramkę a mówimy o chłopcach 15 i 16 letnich . Zależy nam na tym, żeby chłopcy debiutowali w otoczeniu piłkarzy pierwszego zespołu, bo jest im łatwiej, płynniej i większa nauka płynie z boiska. My z boku możemy podpowiadać, ale jak Kacper Urbański debiutował z Gajosem i Lipskim, to teraz Amadeusz miał okazję grać z Rafałem Kobryniem czy Kubą Arakiem, który mu bardzo pomagał i zagrał mu świetną asystę na pustą bramkę. Dla Mielnika to ogromny strzał motywacyjny i widać po nim, że na treningach aż się pali tak to pozytywnie wpłynęło na niego. Faza rozwoju jest różna u chłopców, jedni pójdą szybciej do seniorów, a drudzy wolniej. Trzeba cierpliwości. Po to są rezerwy, że jak ktoś jest słabszy fizycznie to będzie grał w drugiej drużynie i czekał cierpliwie na swoją szanse.

W ilu meczach zostaliście wsparci przez piłkarzy pierwszego zespołu?

- Było cztery czy pięć meczów, w których mieliśmy możliwość skorzystania z zawodników z pierwszej drużyny. Widać od razu różnicę w wyniku czy nawet w jakości i kulturze gry. Jak gramy młodzieżowym składem to widać juniorskie zachowania (w niektórych momentach brak kultury i organizacji gry ), a jak są zawodnicy z pierwszego zespołu to wiedzą kiedy zwolnić , a kiedy przyspieszyć. W trakcie meczu widzą słabsze punkty przeciwnika i kierują grę w te sektory . Takim naszym wzorcem był kiedyś Grzesiu Wojtkowiak, który z Milosem Krasiciem stanowili ścisły top. Jeszcze jak Sławek Peszko czy Ariel Borysiuk przez moment nas zasilili to byliśmy najdroższym zespołem w lidze . Może nie jak Wieczysta, ale na parkingu było ciekawie (śmiech)

Dziś jesteście w czwartej lidze, ale czy jest jakiś długoterminowy plan, żeby awansować jak Lech czy Śląsk do ligi centralnej? A może nasz klub przyjął inną ścieżkę rozwoju?

- Lech od paru lat buduje swój budżet po części na sprzedaży uzdolnionych wychowanków. Od czasów jak dyrektorem był Marek Śledź, jako pierwsi wprowadzili profesjonalny skauting i wprowadzanie do pierwszego zespołu poprzez rezerwy . Teraz to kiełkuje, zrobili kilka transferów za dobre pieniądze. Im w wyższej lidze gra zespół rezerw, tym większe doświadczenie i potencjał do rozwoju. Z tego co widać w tabeli II ligi to Lech balansuje na granicy spadku, ale to też cenne doświadczenie. Taka jest ich polityka. W naszym klubie rezerwy powstały trzy lata temu, więc jeszcze nie wypracowaliśmy takiego systemu. Czynnik ekonomiczny ma też tutaj duże znaczenie. Mając zespół w II lidze to na samych kontraktach trzeba mieć 23 zawodników, a do tego jeszcze CLJ. Myślę, że to melodia przyszłości i wyprostowanie sytuacji po-covidowej, bo nie wiemy, co będzie za miesiąc lub dwa.

Możemy porównywać się do Śląska Wrocław. Z tego co wiem nie mają jakiejś wybitnej Akademii, a też są w II lidze.

- Robią swoje po cichu. Nie robią show w social mediach. W Lechu czy Pogoni chwalą się wszystkim i wszędzie, ich media kipią od pozytywnych informacji. W Śląsku natomiast spokojniej podchodzą do tematu. My byliśmy (m. in. z Lechem czy Pogonią) w grupie Big Six, a Śląsk na spokojnie robił swoją robotę. Ich zespoły w CLJ i rezerwach zaczęły prosperować. Juniorzy starsi są w czołówce, mają rezerwy w II lidze. Faktem jest, że te rezerwy są budowane na zawodnikach 22- i 23-letnich, a Lech ma, poza Grzesiem Wojtkowiakiem, nastolatków. Dlatego kierunek Lecha jest bardziej optymalny. Życzę im jak najlepiej. Jestem ciekawy jak wyglądają kwestie ekonomiczne, bo poziom centralny to jednak budżet musi być niemały.

A propos Śląska - przed pierwszym meczem w tym roku w lutym we Wrocławiu mieliśmy chyba samych juniorów na ławce rezerwowych. Nie było innych ludzi w kadrze.

- Ja byłem dumny, że mamy kogo pokazać. Uważam, że chłopcy, którzy byli na ławce jak Marcel Wszołek czy Filip Dymerski mogliby spokojnie sobie poradzić wchodząc w końcówce tego meczu. Są przygotowani piłkarsko. Kwestia obudowania ich mięśniowo i nauczenia taktyki pierwszego zespołu. Wiadomo, że będą błędy, ale przykład Kuby Kałuzińskiego pokazuje, że po 3-4 meczach w Ekstraklasie jest coraz lepszy. Jeszcze kilka spotkań i będziemy widzieć prawdziwy potencjał Kuby, który wszyscy znamy. Jest nietuzinkowym piłkarzem na warunki polskie, umiejętności ma na najwyższym poziomie. Dobrze, że pojawiła się konkurencja dla Tomka Makowskiego, wydawało się, że Tomek odjechał pozostałym chłopakom, ale wszedł Kuba Kałuziński, który 24h na dobę myśli o piłce nożnej, a nawet jak ubiera kapcie to wychodzi zwodem do tego, więc na takich piłkarzy powinniśmy stawiać.

Byłem na meczu pucharowym w Stalowej Woli i zadzwoniłem po spotkaniu, w którym pierwszą swoją bramkę strzelił Kuba, do jego ojca i powiedziałem „Gratuluję Piotrek”, a ojciec zapytał: „ładną chociaż?”.

- Znamy od lat tatę Kuby i nie jest „dynamiczny” w swoich wypowiedziach. To umysł analityczny i potrzebuje trochę czasu, jest cierpliwy. A bramka była standardowa, z dystansu. Dla Kuby bez znaczenia czy prawa czy lewa noga

Kuba fajnie wszedł do drużyny podczas obozu w Turcji. W konkursie technicznym zdecydowanie górował nad innymi piłkarzami, a ostatecznie zajął drugie miejsce.

- Oglądałem ten konkurs i nie do końca jestem pewny co do finalnego rozstrzygnięcia. Chyba rywalizował z Maćkiem Gajosem i na filmiku raczej wygrał Kuba - ewidentnie brakowało VAR (śmiech). Zawodnicy z pierwszego zespołu kiedy schodzą do drugiej drużyny to nie wywyższają się, rewelacyjnie wpisują się w ten projekt, jakim jest rozwój młodych zawodników. Robią to z pełną pokorą, skromnością ale co najważniejsze z zaangażowaniem. Młodzi czują się komfortowo w ich otoczeniu. Wychodzą na boisko i wykonują swoją robotę. Nie gwiazdorzą, bo wiedzą, że jak zagrają dobry mecz w rezerwach to za chwilę mogą wyjść w pierwszym składzie w Ekstraklasie. Było tak wielokrotnie. Adam Chrzanowski zagrał dobry mecz w rezerwach i za trzy dni wyszedł w pierwszym składzie przeciwko Pogoni w Szczecinie, wygrali 3:2 i jeszcze bramkę strzelił. To był fajny przekaz, że nawet jak ktoś schodzi do rezerw to trener Stokowiec obserwuje i nagrodzi wyróżniających się.

Wcześniej bywało tak, że jak ktoś pauzował za kartki w Ekstraklasie to schodził do rezerw np. Żarko Udovicić. Obecnie z tych starszych piłkarzy ekstraklasowych zagrali tylko Kuba Arak czy Rafał Kobryń.

- To wynika z nowych przepisów, które weszły w tym sezonie. Zawodnicy poniżej 23 lat mogą grać do bólu. Natomiast piłkarze, którzy skończyli 23 lata i mają rozegrane więcej niż pięć meczów w 1 zespole w lidze czy w pucharze już nie mogą schodzić do rezerw. Przy derbach czwartoligowych tego właśnie nie doczytała Arka Gdynia. Przyjechali mocnym składem, napięli się bardzo mocno, po meczu świętowanie, fotki, śpiewy, a my już w momencie pierwszego gwizdka wiedzieliśmy, że będzie walkower. Chłopakom nic nie mówiliśmy, bo dla nas to była świetna jednostka meczowa , zagrać z zawodnikami I-ligowymi. Mieliśmy wtedy trudny moment, bo z jedynki nikt nie zszedł, a dzień wcześniej w CLJ był mecz na styku w dalekim Białymstoku.

Początek sezonu Lechia rozgrywała na stadionie w Kolbudach, później przenieśliście się do Sopotu. Gdzie teraz będziecie grać?

- Sam chciałbym to wiedzieć, Stefan! (śmiech) To względy ekonomiczne. To pytanie, na które ja nie mogę odpowiedzieć. Wszyscy wolelibyśmy grać na Traugutta, to jest nasza świątynia. Tam się wychowaliśmy. Pomimo tego, że mamy duży i piękny stadion, to wszyscy najlepiej czujemy się na Traugutta. Każdy chciałby zagrać tam. Nie mamy na to wpływu, więc skupiamy się na innych rzeczach – treningu, przygotowaniu.

Czy zaryzykowałbyś stwierdzenie, że mielibyście więcej punktów, gdybyście grali na tym stadionie, na którym trenujecie?

- To nie ma znaczenia. Podchodzimy do tego szkoleniowo, skupialiśmy się na tym na co mamy wpływ. Najważniejsze jest to, co mamy do zrobienia, bo i tak co drugi tydzień mamy inne boisko, kiedy jedziemy na wyjazd. Gdy graliśmy przy Traugutta pojawiali się kibice w szalikach Lechii, więc atmosfera była fajna. Do tego więcej chłopaków z pierwszego zespołu mogło schodzić. Jednak nie sądzę, żeby punktowo się to przeniosło do tabeli.

A czy to, że trenujecie i gracie na sztucznej murawie ma jakiś wpływ na zdrowie?

- Na pewno ma. Po remoncie nawierzchnia na Traugutta jest lepsza, ale to zawsze jest sztuczna. Przechodzenie ze sztucznej na naturalną to nie jest dobre rozwiązanie, bo inne mięśnie pracują, są inne ruchy i inne mechanizmy zachowania się piłki czy ciała przy wyhamowaniu lub zwrotach . Młodzi zawodnicy jeszcze sobie z tym radzą, ale jak starszy piłkarz schodził to czasami przy hamowaniu wypadały mu „kredki z szuflady” z kolan i plecy się „zatrzymywały w karku”. Droga hamowania bywała dosyć długa (śmiech). To też trzeba wziąć pod uwagę, że starsi zawodnicy mają większe ryzyko mikrourazów, organizm jest wyeksploatowany bardziej. Sztuczna murawa może być niebezpieczna.

Jakie są plany na przerwę zimową? Czy będzie jakiś obóz dochodzeniowy?

- Rezerwy są na tej kładce, o której mówiłem. Na końcu Akademii, ale już jedną nogą w piłce seniorskiej, także tu od początku współpracy z trenerem Stokowcem plany podporządkowujemy pod plany pierwszego zespołu. Gdy pierwszy zespół jest na miejscu to i my musimy być na miejscu i być gotowi na jakieś awaryjne sytuacje, bo niekiedy trener korzysta z pomocy juniorów do uzupełnienia kadry na treningu. Przygotowujemy się na miejscu, wszystkie plany składamy do pierwszego trenera i konsultujemy, tzw. „pełna inwigilacja”.

Czy jest też ingerencja trenera Stokowca w taktykę zespołu rezerw?

- Na samym początku ustaliliśmy zasady współpracy i tego się trzymamy. Trener Stokowiec chce od nas zawodników przygotowanych do gry na konkretnej pozycji. Taktyki jest mniej z tego powodu, że od trzech lat nie zagraliśmy dwóch meczów z kolei tę samą jedenastką. Skupiamy się bardziej na zawodnikach, jak mają się zachowywać na danej pozycji, jak mają funkcjonować w ataku czy obronie zgodnie z obowiązującym modelem gry naszej Akademii. Jeśli schodzi większa ilość zawodników to ustalamy dzień wcześniej wspólnie plan gry.

Czy dziś wiemy kogo trener Stokowiec najwcześniej weźmie do pierwszego zespołu?

- Jest bardzo duża grupa chłopaków, około 12-osobowa, z której w każdej chwili ktoś może pójść do trenera Stokowca. Nie chcę podawać nazwisk, bo nie chcę odbierać nadziei, ale myślę, że to jest wstępnie zaplanowane, kto ewentualnie mógłby przejść. Niebawem będzie telefon od trenera Piotra.

Podsumowując: jedyna słuszna droga dla polskich klubów to ta którą wybrały Lech, Legia, Pogoń i Zagłębie. Czyli: „szkolenie ma znaczenie”.

- Jestem zwolennikiem słów Alexa Fergusona: „Pierwszy zespół jest organizmem, ale duszą i sercem klubu jest akademia”. 6-7 dzieciaków grało, a dokoła było kilku świetnych piłkarzy i to przyniosło efekt. Sir Alex Ferguson miał słabsze momenty w karierze trenerskiej, trzy pierwsze lata już miał trudne, ale ciężka konsekwentna praca przyniosła wspaniały okres w historii futbolu po części stworzony na wychowankach.

Ludzie Lechii
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2024. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.015