Dziś mecz z Wartą Poznań. Z czym kojarzy mi się ten klub? Szczerze to z niczym. A nie przepraszam, pamiętam wyjazd do Poznania w 2008 r. na Bułgarską (tam grała Warta) gdy Paweł Buzała wprawił nas w ekstazę dwiema bramkami. A może ta ekstaza była spowodowana różnymi substancjami pobieranymi w toi-toiu? Pamiętam, że był straszny upał, uratował nas Pan B. z Banditen Strasse wrzucając do sektora zgrzewkę wody. No i jeszcze z Warty wywodzi się Arek Miklosik, bardzo porządny gość jak na poznaniaka.
Dziś ten mecz jest. Szkoda, że bez publiczności, można by znajomych spotkać w Maksie albo Wolnym Mieście. Nawet może byśmy doszli na stadion? W końcu sędziuje Szymon Marciniak, najlepszy podobno polski sędzia. A my myślimy, że jednak Daniel Stefański z Bydgoszczy. Dokąd ten świat zmierza? Chyba ten wirus wpływa na Stokowca, czytaliście co wygadywał na konferencji prasowej? „Mecz z Jagiellonią był wypadkiem przy pracy”. Ostatnie pięć przegranych na sześć meczów to też wypadki przy pracy? Jakbym ja zaliczał takie wypadki przy obieraniu ziemniaków stara by mnie dawno z chaty pogoniła.
Wiecie o czym marzę? Żeby zagrał wreszcie Egzon Kryeziu, może wreszcie dzięki transmisji w TV dowiedziałbym się jak wymawiane jest jego nazwisko. Kryeziu został w Gdańsku, a Mateusz Sopoćko odszedł. Ten z dziwnym nazwiskiem lepszy od „Sopota”. A Marciniak od Stefańskiego.
No i ten mecz w Pucharze Polski z Puszczą Niepołomice przesunięty do Sosnowca. Szkoda, że kina zamknięte. Byłaby szansa, by sprawdzić co leci w kinie w Sosnowcu i czy wciąż jest to tynk ze ściany.