Kamil Barchanowicz: Karolino, dlaczego akurat Lechia? Czy zachęcił Cię fakt, że już kiedyś u nas pracowałaś?
- Karolina Kawula: Rzeczywiście, i Lechia, i Wisła to moje kluby. Tylko w tych dwóch miejscach mogłabym pracować - przywiązanie emocjonalne odgrywa u mnie dużą rolę. Choć - w czasie gdy w mediach ukazywały się już informacje o moim przejściu do Gdańska - pojawiały się propozycje z innych zespołów, to wiedziałam, że jeśli mam zamienić Wisłę to tylko na Gdańsk i na Lechię. Kiedyś, w trudnym czasie dla Białej Gwiazdy, to właśnie Lechia wyciągnęła do mnie rękę i dała możliwość pracy w pełnym wymiarze czasu. Otrzymałam szansę rozwoju i dziś chcę się odwdzięczyć, wspierając w budowaniu komunikacji – zewnętrznej i wewnętrznej – na poziomie, na jaki zasługuje klub z 80-letnią tradycją. To zadanie ważne zarówno dla mnie, jak i dla mojego zespołu.
Czy nie jest dla Ciebie problemem atmosfera, jaką kreują media? Doniesienia o zaległościach w wypłatach zapewne nie ułatwiają pracy.
- W żadnym wypadku. Dorastałam zawodowo w Wiśle Kraków w realiach okresami trudnych, zawirowanych. Te doświadczenia zahartowały mnie i sprawiły, że dobrze odnajduję się w trudnych sytuacjach. Wyzwania mnie motywują, dają impuls do działania. Praca w Lechii to szansa – zarówno dla siebie, jak i dla całego klubu pod kątem zbudowania czegoś silnego. Wierzę, że wspólnym wysiłkiem możemy odbudować zaufanie i pokazać, że Lechia to silna marka, zasługująca na pełny stadion i pozytywny odbiór.
A jak podoba Ci się w Gdańsku? Jakie jest Twoje ulubione miejsce? (Stadion się nie liczy!) (śmiech)
- Zaskoczę – nie będzie o Motławie ani o Neptunie. Mieszkam blisko Stoczni, te tereny naznaczone historią są mi szczególnie bliskie. Lubię poranki, kiedy mogę spojrzeć na żurawie. Mają w sobie jakąś siłę i spokój.
Jakie zauważasz różnice między pracą w Lechii a w Wiśle?
- Nie chcę bezpośrednio porównywać tych klubów – mają różne DNA, różne konteksty historyczne i środowiska, w których funkcjonują. To, co od razu rzuca się w oczy w Lechii, to ludzie, którzy są bardzo otwarci na nowe możliwości i na rozwój. Myślę, że możemy wspólnie napędzać się do działania i motywować, by wychodzić z własnej strefy komfortu. Dla mnie to ogromna wartość – możliwość budowania struktur, wdrażania nowych rozwiązań, szukania kierunków rozwoju. Czuję, że jesteśmy w stanie wspólnie stworzyć coś trwałego. Dodatkowo współpraca z tak doświadczonym trenerem, jakim jest John Carver to coś niezwykłego - niesie inspirujące podejście, a przy tym potrafi słuchać i adaptować się do lokalnych realiów. To rzadkie i bardzo cenne.
To teraz przejdziemy do pierwszego trudniejszego pytania – kiedy możemy spodziewać się startu dystrybucji karnetów i czy planowana jest jakaś zmiana cen lub benefity dla karnetowiczów?
- Formalnie za sprzedaż karnetów odpowiada Paweł Kokosza, z którym ściśle współpracuję. Jesteśmy na zaawansowanym etapie opracowywania strategii sprzedaży – zarówno karnetów, jak i biletów czy pakietów. Właśnie lada dzień startujemy z działaniami komunikacyjnymi. Planujemy kampanię wideo, która będzie towarzyszyć dystrybucji. Chcemy stworzyć materiał, z którym kibice będą mogli się utożsamić – coś prawdziwego, poruszającego i inspirującego. Zależy nam na tym, by odbudować relację z fanami i zachęcić do powrotu na stadion. Potencjał wśród kibiców Lechii jest ogromny – naszym zadaniem jest go obudzić i pielęgnować. Wierzymy, że ta kampania będzie ważnym krokiem w tym kierunku.
Skąd u Ciebie pasja do piłki nożnej?
- To proste – mój dziadek, Władysław Kawula, był piłkarzem Wisły Kraków i rozegrał ponad 400 spotkań. Piłka była obecna w moim życiu od zawsze, choć rodzice nigdy nie opowiadali o jego sukcesach. Z czasem i wraz z rozpowszechnianiem się internetu sama zaczęłam odkrywać, jak wielką postacią był. Tak naprawdę od trzeciego roku życia oglądałam mecze z tatą – ale nie „dla samego obrazka”. Tłumaczył mi, jak poruszają się zawodnicy, co oznaczają poszczególne pozycje, co powinni zrobić lepiej. Piłkarką być nie mogłam - kobieca piłka nie była wtedy tak popularna w mniejszych ośrodkach, a ja wychowałam się w małej miejscowości pod Krakowem, chociaż muszę przyznać, że zawsze za młodu z kuzynami kopałam futbolówkę. Z czasem wyznaczyłam sobie jasny cel - chciałam zostać rzeczniczką prasową Wisły. I konsekwentnie do tego dążyłam.
Co najbardziej lubisz w swojej pracy?
- Ludzi. To oni mnie napędzają do działania. Lubię czuć, że mogę coś zbudować - zespół, relację, zaufanie kibiców. Cenię też tę nieprzewidywalność piłki - każdy dzień przynosi coś nowego i tak naprawdę nasze działania uzależnione są w dużej mierze od wyników sportowych. Jesteśmy z zespołem współzależni - my od ich gry, oni od tego, jak „sprzedamy” ten produkt przed meczem i po meczu. Jako człowiek cenię też momenty, w których możemy spełnić marzenia małych fanów, pokazać, że warto po nie sięgać. Dla mnie niezwykle ważne jest budowanie tożsamości i przywiązania do klubu, w ten sposób wierzę, że wychowamy kolejne pokolenia Lechistów.
A jak oceniasz pierwsze miesiące pracy w Lechii?
- Jestem tutaj szczęśliwa. Decyzja o przejściu do Lechii była przemyślana i świadoma. Po prostu chciałam tu być, czułam, że ta zmiana jest potrzebna, aby wyjść ze strefy komfortu i rozwijać się dalej jako pracownik oraz jako człowiek. Bardzo się cieszę, że klub mi zaufał, bo musze przyznać, że mocno zabiegał, abym to właśnie ja przejęła komunikacyjne stery Lechii. Na co dzień staram się robić to, co potrafię najlepiej – na rzecz Lechii i jej kibiców. Ta mnogość zadań i tematów ciągle mnie napędza i daje poczucie misji. Dziękuję pracownikom klubu za ciepłe przyjęcie, od razu mogłam poczuć, że jesteśmy jednością.
Dlaczego zdecydowałaś się odejść z Wisły i przejść do Lechii?
- W Wiśle przeszłam przez wszystkie możliwe szczeble - od praktykantki, przez pracownika meczowego, specjalistę komunikacji, managera, zastępcę rzecznika aż do rzecznika. To mnie ukształtowało i mocno rozwinęło. Wymagało dużo pracy i samozaparcia, ale warto było, bo stałam się tym człowiekiem, z którym teraz masz możliwość rozmawiać (śmiech). Czułam, że w tamtej chwili osiągnęłam tam wszystko, co mogłam. Oczywiście jestem wdzięczna za to, że rosłam jako pracownik właśnie przy R22. Potrzebowałam jednak nowego impulsu, przestrzeni do rozwoju. Lechia dała mi takie możliwości, łącznie z ludźmi, z którymi czerpiemy od siebie nawzajem, tworząc kolektyw.
Czy chcesz zostać w Lechii na dłużej i zerwać z rotacyjnością funkcji rzecznika prasowego?
- Zdecydowanie tak, po to tu przyszłam, by to przełamać! (Uśmiech). Chciałabym, by ten etap trwał długo i był owocny dla obu stron. Moje doświadczenia z Wisły bardzo mi pomaga i wiem, czym to się je. Trudne warunki mnie nie zniechęcają - wręcz przeciwnie. Zaczynając pracę jako rzecznik prasowy musiałam mierzyć się z kryzysem. Zatem przychodząc do Lechii nie kierowałam się kwestiami finansowymi, lecz możliwością rozwoju – zarówno swojego, jak i klubu.
Co obejmuje Twoja rola doradcy zarządu ds. PR?
- To nie tylko oświadczenia. Pracujemy także nad komunikacją wewnętrzną – by każdy pracownik wiedział, na czym stoi. Budujemy kulturę informacyjną w klubie, co jest istotne w kontekście przejrzystości sytuacji. Moja rola polega również na doradztwie zarządowi w konkretnych sytuacjach i nie dotyczy to wyłącznie aspektów medialnych, które są później przedstawiane opinii publicznej. Oczywiście wizerunek zewnętrzny też jest kluczowy i każdego dnia pracujemy na to, by mówiło się lepiej o Lechii. Ale komunikacja to coś więcej niż posty – to zaufanie, to spójność przekazu i autentyczność.
Jak wspominasz współpracę z Jarosławem Królewskim?
- Jarek to osoba bardzo otwarta i zaangażowana. Czasem nawet zbyt swobodna – zwłaszcza w mediach społecznościowych. Ale zawsze dawał przestrzeń do działania. Były momenty, gdy musiałam tonować jego wypowiedzi, ale ogólnie dobrze się współpracowało. To człowiek z pasją i ogromnym sercem do klubu.
Czy obecna struktura medialna Lechii jest wystarczająca, czy planujecie ją rozbudować?
- Na ten moment działamy w kameralnym zespole. Ale w Wiśle działaliśmy w takim samym składzie osobowym, wiec nie jest to coś odosobnionego. Widzę jednak potencjał – coraz więcej osób zgłasza się do pomocy, chociażby na praktyki czy do pracy meczowej. To świetna baza do przyszłych działań. Mam nadzieję, że w odpowiednim momencie uda się dodatkowe osoby formalnie włączyć do klubu chociażby w kontekście działań przy meczach domowych, bo rozwój to nieodzowny element także klubu piłkarskiego.
Czy jest jakiś zawodnik, który Twoim zdaniem był niedoceniany medialnie?
- Myślę, że Kacper Sezonienko. Długo zbierał ciosy, ale udowodnił, że potrafi być ważnym ogniwem w trudnych momentach. Mentalnie bardzo się rozwinął, co widać po jego działaniach na boisku. Ogólnie zespół jest bardzo świadomy – wiedzą, w jakim miejscu są i czego wymaga od nich klub i kibice. To młodzi zawodnicy, ale bardzo dojrzali. Staramy się w odpowiedni sposób pokazywać ich codzienną pracę, przedstawiając ich nie tylko jako piłkarzy, ale też jako ludzi, bo naprawdę mają dużo do zaoferowania kibicom.
Jakie są plany działu komunikacji na przyszły sezon?
- Chcemy być bliżej kibiców - pokazywać drużynę, reagować na bieżące wydarzenia, wychodzić poza stadion. W związku z tym planujemy więcej materiałów, więcej real time marketingu, częściej chcemy być obecni w mieście - w różnych jego częściach. Inspirujemy się najlepszymi klubami: Barceloną, Bayernem, Liverpoolem - ale tworzymy własną tożsamość. Ważna dla nas jest też promocja Akademii – to fundament przyszłości. Nie zapominamy też o 80-leciu klubu - to dla nas duży temat, wokół którego planujemy wiele angażujących inicjatyw. Chcemy, by kibice czuli, że są częścią tej historii.
Dziękuję za rozmowę!
- Ja również bardzo dziękuję!