Gdańsk: wtorek, 31 marca 2020
FORUM
Podstrony:


33 lata temu

strona 1/1

 
1
 
30 maja 2005, 13:44 / poniedziałek
Najpierw oczywiście wypada złożyć najszczersze gratulacje dla piłkarzy, trenerów, kibiców, działaczy i wszystkim dla których Lechia jest czymś więcej niż sześcioliterowym wyrazem.
To trzeci awans biało-zielonych z trzeciej do drugiej ligi. Pierwszy miał miejsce w roku 1972 i o tym ma być ten tekst. Najpierw jednak jak do tego doszło.
W latach pięćdziesiątych Lechia była silnym klubem pierwszoligowym z dużego miasta i zanosiło się, ze tak będzie zawsze. Gdy w 1963 wraz z poznańskim Lechem opuściła szeregi ekstraklasy mówiono: na rok może dwa. Jednak po 4 latach Lechia istotnie opuściła II ligę, tyle, że do trzeciej. Tam spędziła aż pięć lat. W 1968 bezkonkurencyjna okazała się Arkonia Szczecin, rok później MZKS Gdynia, sezon 1969/70 należał do drużyn poznańskich i zakończył się zwycięstwem Warty przed Lechem.
Bardzo ważny był sezon 1970/71. W bramce Lechii stanął 17-letni Krzysztof Słabik i ustanowił rekord Polski nie przepuszczając bramki przez 953 minuty. Odczarowanie nastąpiło w meczu z jednym z głównych na ówczesną chwilę konkurentów - Arkonią Szczecin. Po strzeleniu przez gości gola 25 tysięcy osób po prostu... zamilkło. Najważniejsze jednak, że Lechia wygrała 3-1 i Arkonia się oddaliła. Pozostał Lech. Miał cztery punkty straty i zespoły te spotkały się w Gdańsku w przedostatniej kolejce, w mroźne listopadowe przedpołudnie. Była szansa na zwiększenie przewagi do sześciu punktów, ale ten mecz zakończył się bezbramkowo. W tym czasie bramka Mikuliszyna nadal była jedyną puszczoną przez Słabika. Drugą puścił tydzień później, w Bydgoszczy, a Lechia przegrała wówczas z Polonią 0-1 i przewaga stopniała do dwóch punktów. Inauguracja wiosny - fatalna, 1-2 z Gwardią w Koszalinie, na szczęście Lech zremisował u siebie z Flotą Gdynia i Lechia pozostała na pierwszym miejscu. Później przewaga urosła do trzech punktów, by znów stopnieć do jednego. Jednak cały czas Lechia przewodziła. O wszystkim więc decydował bezpośredni mecz w Poznaniu 20 czerwca 1971. Lech wygrał 1-0 i rzutem na taśmę awansował do II, a rok później do I ligi.
Co stało się z Lechią? Ano jak to w takich przypadkach: stres, frustracja, pogłębione jeszcze przegraną w finale wojewódzkim Pucharu Polski z Bałtykiem 0-5. Z drużyny odeszli m.in. Rajski, Panek, oraz trener Słaboszowski. Drużynę objął Roman Rogocz.
W tym czasie nastąpiło bardzo dziwne zjawisko. Klub staczał się w dół, próby odbicia od dna kończą się fiaskiem, tymczasem następuje eksplozja miłości. Na wspomnianym meczu z Arkonią było (podane oficjalnie w gazetach) 25 tysięcy widzów. Niżej 10 nie było prawie nigdy. Z jednej strony mnóstwo szyderców, czekających na każde potknięcie (ale oni też tworzyli frekwencję), z drugiej coraz więcej fanów. Dlaczego tak się działo? Nieraz się zastanawiałem i ciągle nie wiem. Zadecydowały chyba dwa czynniki: młode, powojenne pokolenie kibiców oraz zainteresowanie w związku z rekordem Słabika. Nasi ojcowie poobrażali się po spadku z I ligi, większość uznała że w zamian za kibicowanie należy się gra w I lidze i zawiesiła buty na kołkach. Ale moi rówieśnicy bardzo potrzebowali wyżycia. A szczyt powojennego wyżu demograficznego akurat był w szkole średniej.

(cdn – przekroczenie limitu znaków).
30 maja 2005, 13:44 / poniedziałek
Sezon 1971/72 zaczął się niespecjalnie. Piąte, nawet chwilami dziewiąte miejsce. W tym czasie ostro ruszyła Arkonia, Lechii przytrafiła się nawet porażka 0-1 u siebie z Olimpią Poznań. Zaczęto jakby zapominać o II lidze. Ale może właśnie dlatego, że nie było presji wyniku, można było spokojnie pracować. Mniej więcej w połowie rundy Lechia pojechała do Arkonii i zremisowała 0-0. To był zwrot. Od tego czasu Lechia zaczyna odrabiać straty, wgrywać na wyjazdach a Arkonia... przegrywać u siebie. Na koniec rundy Lechia i Arkonia mają równą ilość punktów.
Zapowiada się ostra walka na wiosnę. Tymczasem już w II kolejce Arkonia przegrywa 0-2 z nie mającym szans na utrzymanie Gryfem Słupsk, a w czwartej w Tczewie z zagrożoną Wisłą. Przewaga Lechii wynosi więc 4 punkty i 14 maja zespoły spotykają się w Gdańsku. Tym razem Lechia wygrywa 1-0 i przewaga rośnie do sześciu, a wkrótce do siedmiu punktów. I przychodzi mecz u siebie z Zagłębiem Konin. Lechia przegrywa 0-2 a jedną z bramek strzela Stefan Delega, późniejszy gracz Lechii. Znów do głosu dochodzą szydercy, zasrani specjaliści z sinym nosem, wielcy jasnowidzowie i przepowiadają jak to siedmiopunktowa przewaga zostanie roztrwoniona i II liga przejdzie znów koło nosa. Ale przewaga nie zostanie zniweczona, nawet się nie zmniejszy, bo Arkonia też tego dnia przegra. Tydzień później Lechia wygrywa w Tczewie, Arkonia przegrywa u siebie ze Stoczniowcem i stoczniowcy wychodzą na II miejsce. Na 4 kolejki przed końcem Lechia ma 8 punktów przewagi, do awansu brakuje więc 1 punktu. Przyjeżdżają Czarni Szczecin, Lechia wygrywa 5-0 i może świętować. Jednak centralne uroczystości przypadną na następny mecz u siebie z Gwardią Koszalin.
Najważniejszym wydarzeniem był pomeczowy pochód. Milicja nie zgodziła się na przejście jezdnią Al. Zwycięstwa, ale zezwoliła na przemarsz ulicami Starówki, poza głównym szlakiem. Do Błędnika szliśmy więc chodnikiem, Rajska była już nasza. Przeszliśmy pod redakcję Głosu Wybrzeża, tam wznosiliśmy okrzyki m.in. Chcemy rewanż z Lechem, więc bardzo nas oczywiście ucieszyła informacja o porażce poznaniaków. Jednak do rewanżu doszło w Pucharze Polski, w lidze z Lechem spotkaliśmy się w 1984 roku.
Ktoś krzyknął "Puszkarz" i dawaj biegiem, dopadliśmy wracającego z meczu Dzidka i odprowadziliśmy do domu. Po chwili spotykamy Jerzego Apolewicza z synem i jego również odprowadzamy. Rozeszliśmy się ok. 23:00.
Kolejny taki pochód miał miejsce po wspomnianym wyżej meczu pucharowym z Lechem. Tym razem jednak było dużo więcej ludzi. Szczególne wrażenie robił wrzask w wypełnionym szczelnie tunelu przy dworcu głównym.
Następny awans z III do II ligi miał miejsce w roku 1983, ale nie był tak hucznie obchodzony. Żyliśmy wtedy przecież pucharem...
30 maja 2005, 14:41 / poniedziałek
Sezon 71/72..dla mnie szczególny...urodziłem się we wrześniu 1972 roku :-)
mam gdzieś zapiski ( wyniki, tabele) mojego nieżyjącego taty, które dokumentują tamten okres;
co prawda w Gdańsku, dokładnie w Starej Oliwie, mieszkałem tylko do 6 roku życia, ale nawet przeprowadzka do Gdyni nie mogła zmienić mojego uwielbienia dla Lechii...jeszcze nie chodziłem a juz byłem zabierany na mecze...
Wielki szacunek dla TANGENSA..a gdyby tak zechciał te wspomnienia przelać na papier? Arka ma swoją antologię, dlaczego nie może mieć Lechia?
30 maja 2005, 15:36 / poniedziałek
Antologia, właśnie... Tangens, nie masz niestety wyjścia:))) Masz zbyt dużą wiedzę, by tylko od czasu do czasu wrzucić coś na forum... Masz kilku znajomych, którzy podpowiedzą, czy przypomną jak zajdzie taka potrzeba.
Przemyśl temat.
Widziałem sporo 10- cio czy 12latków na meczu z Kotwicą, którzy na brzmienie słów "II liga" robili kwadratowe oczy. To dla nich pierwsze wielkie wydarzenie na Lechii, jakie mają okazję przeżywać. I to dobrze, ale byloby jeszcze lepiej, gdyby mieli skąd czeprać konkretną wiedzę, że piłka nie zaczęła się tu 4 lata temu.
30 maja 2005, 15:54 / poniedziałek
A wiec Tangens do roboty:-))) a tak powaznie to naprawde swietny pomysł,
niech młodzież pozna wiecej historii i wie ze Lechia to jest naprawde FIRMA!
Te Twoje teksty czytam pazernie,bo to moje czasy dziecinstwa i młodosci,
sprawiasz,ze czas sie cofa i powraca ten niezapomniany magiczny klimat lat
70-tych i 80-tych.pozdrawiam
30 maja 2005, 16:55 / poniedziałek
Nie, no panowie - spokojnie. Moje wspomnienia były już publikowane na starej stronie. Dużo własnych wspoinków już nie dodam. Poza tym przecież nie wszystko pamiętam, a mieszkając w Świnoujściu ciężko dotrzeć do materiałów archiwalnych. A tu trzeba by mieć wszystkie wyniki, tabele, składy. Poza tym moje doświadczenia praktycznie kończą się na roku 1986, a i w tym była przerwa na wojsko. Czasem ktoś się przypomni jakimś skanem sprzed 30 lat, ktoś zada pytanie w Hydrozagadce i coś się tam się wygrzebie z pamięci.
Nasze świętowanie ad 1972 dziś może wydawać się groteskowe, ale wtedy naprawdę było to coś nowego. Jakoś nie wiem czemu, ale najchętniej wracam ostatnio wspomnieniami do wczesnych lat 70-tych. Mimo, iż najmilej wspominam drużyny z jesieni 1975 i 83. Pozdrawiam.

tg
30 maja 2005, 21:38 / poniedziałek
Właśnie za to Cię lubię Waldek (i nie tylko za to). Pozdrawiam i czekam na letnie piwne wspominki!!!
 
1
 
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.279