Gdańsk: piątek, 23 października 2020
FORUM
Podstrony:


"DUFO" - wspomnienie z Wrocławia

strona 1/1

 
1
 
25 października 2005, 17:07 / wtorek
Kiedy Go poznałem chłopak był ledwo pełnoletni, czy też właśnie miał obchodzić osiemnastkę. Ale wśród lechistów miał posłuch jak mało kto, a to dlatego, że w swoim krótkim jeszcze życiorysie zdążył już sporo nabroić. Poważał go nawet Wolf, człowiek którego bali się najwięksi trójmiejscy mafiosi.
Z Dufkiem szybciutko się polubiliśmy, bo na wiele spraw mieliśmy podobne spojrzenie. Zwłaszcza te związane z polityką. A była to końcówka lat osiemdziesiątych, kiedy wszystko było czarno – białe. Czy raczej komunistyczno – antykomunistyczne.
Razem imprezowaliśmy, razem zaliczyliśmy kilkadziesiąt meczów tak Śląska jak i Lechii, razem jeździliśmy na polityczne hece. To Dufo na nie zapraszał, bowiem przez moment...

obił się o Wałęsę, który zlecał Mu co trudniejsze zadania. Do tych zadań ściągał także nas z Wrocławia.
Losy Dufa związały się z księdzem Jankowskim, który bardzo mu pomógł w czasach dla całej Jego rodziny bardzo trudnych. Potem role się odwróciły, to Dufek i Jego ojciec pomagali Jankowskiemu. Ostatnio Dufo często mówił o Bogu. Wymodlił się o zdrowie swojego brata, Andrzeja, gdy ten miał wypadek i był bliski śmierci.
Wcześniej był jednym z ciągnących wózek p.t. „Lechia Gdańsk”. W kilku postanowili reaktywować potęgę klubu na bazie A-klasowej drużyny. Czy mu się to udało? Możecie ocenić sami.
Dufo kochał Wrocław, czemu dał dowód podczas jednego z meczów tuż po tym, jak się poznaliśmy. W Gdańsku kilka osób za kibicami Śląska specjalnie nie przepadało. Podczas meczu Lechia – Śląsk korzystając z nieobecności w młynie biało – zielonych „opcji wrocławskiej” chcieli wzniecić okrzyk zniesławiający nasz klub. Trzeba było widzieć wówczas Dufka, gdy coś tam dotarło do jego uszu. Ze swoją potężną wagą pobiegł na miejsce „przestępstwa” niczym nosorożec tratując wszystko, co było po drodze. Wpadł w środek zamieszania, wyłapał winnych i od tej pory nie było takich, którzy chcieliby powiedzieć coś złego na nasz klub. Co więcej, ponieważ był ogólnie lubiany i miał wrodzoną łatwość przekonywania do swoich racji, a otoczony był przez kilku sobie podobnych, więc szybko w Gdańsku Śląsk z klubu, dość lubianego, stał się klubem – bratem.Od 1988 roku na linii naszych dwóch miast układy są wręcz modelowe.
Dla mnie Dufo na zawsze pozostanie w pamięci w paru śmiesznych sytuacjach. Jak przeprasza z kwiatami całując w rękę znaną na placu Grunwaldzkim meliniarkę za zrzucenie ze schodów jej szafy. To znów, jak paraduje dumny w za małym zielono – biało – czerwonym sweterku Śląska („nie wypada, żebym go nie nosił, bo to prezent” – problem polegał na tym, że dający ów obcisły sweterek ważył 55 kilo, a Dufek coś pod setkę). Inny obraz z pamięci przypomina jak Dufek siedzący pod ścianą u Pociska (tam nie było krzeseł), zastanawiał się jak wytłumaczyć ojcu, dlaczego po wyjściu z domu ze śmieciami wrócił po tygodniu. Z Wrocławia. Albo gdy witał nas na dworcu z Makaronem i śp. Grabarzem dzień przed którymś z kolei meczów Lechia – Śląsk, gdy się licytowali w ilości zakupionych dla nas trunków.
Ostatni raz spotkaliśmy się 4 września. Po meczu Śląska w Gdańsku pojechałem do Niego do szpitala. Pielęgniarka była załamana, bo do izolatki nie wolno było wchodzić nikomu. A tu ekipka z Wrocławia, na dodatek dość luzacka.
- Szykujcie się na rewanż, przyjedziemy do Wrocławia, będzie wesoło – żartował wówczas.
Potem tylko rozmawialiśmy telefonicznie. Ostatniego esemesa dostałem od niego 14 października:
- Romek, wychodzę ze szpitala w poniedziałek, będzie dobrze – napisał.
Tydzień później zmarł. Jakby symbolicznie dowiedziałem się o tym wychodząc ze stadionu ŁKS-u. Kiedyś u mnie na chacie koczował wraz z kolesiem – kibicem tegoż klubu.
Dufek w ostatnia swoją podróż wyruszy w niedzielę. Po meczu Lechia – Świt Nowy Dwór.
Tadziu, Wrocław płacze po Tobie!
Roman Zieliński

SLASK & LECHIA FOREVER
najdluzsza przyjaźń w Polsce
najlepsza na świecie
25 października 2005, 18:13 / wtorek
do konca byl dobrej nadzieji juz odliczal dni jak wyjdzie ze szpitala i wroci na LECHIE, walczyl tyle czasu o cchorobe brata a sam przegral az sie wierzyc nie chce odszedl od nas ale duchowo jest z nami caly czas

TADZIU zawsze bedziesz w naszej pamieci
29 października 2005, 00:13 / sobota
Ja osobiście poznałem Dufa w 1987 roku w Starogardzie Gdańskim.Znaliśmy go jako żywą legende i był wielki zaszczyt poznać go osobiście i pogadać.Siedział w tedy z kaczorem ś. pamięci i pili piwo na deptaku.Pogadaliśmy po czym postanowiliśmy postawić piwo żeby się wkupić w łaski legendy a Dufo na to daj spokuj małolat kaczor jak idziesz po piwo kup im też... Tak się zaczeła znajomość ... PS. pozdrowienia dla Romka Zielińskiego!
29 października 2005, 17:58 / sobota
PIWKO <piwo> pozdro brachu :)

tylko ŚLĄSK i LECHIA zawsze razem w pierwszej lini!
31 października 2005, 22:07 / poniedziałek
PIWKO WKS
Czytajac twoj post doszedlem do wniosku ze odszedl kolejny swietny czlowiek,swietny kibic przyjaciel LECHII milosnik SLASKA...szkoda ze nie poznalem tego czlowieka...szkoda ze nie bedzie mi dane go poznac ;[
pozostaje tylko zlozyc kondolencje WAM PRZYJACIOLOM DUFA.
POZDROWIENIA OD LEGII !! [*]
5 listopada 2005, 04:55 / sobota
Nie znalem Go ale po przeczytaniu tej wypowiedzi wiem ze byl bardzo dobrym czlowiekiem
wieczny odpoczynek... [']
5 listopada 2005, 09:22 / sobota
Przy okazji pytanie do Romka: napiszesz jeszcze jakieś książki związane z kibicowaniem w Polsce?
Pozdrawiam!
 
1
 
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.261