Gdańsk: niedziela, 18 sierpnia 2019
FORUM
Podstrony:


Byli piłkarze Lechii

strona 32/33

22 sierpnia 2018, 15:02 / środa
Widać że nie zrobił postępu w wielkiej amice po ostatnim podaniu do bramkarza.U nas też czasami robił takie babole.Nie wiem z czego to wynika -czy z głupoty czy z braku koncentracji.Może Stokowiec by go naprawił.
24 sierpnia 2018, 20:26 / piątek
Stolarski o Lechii i przeprowadzce do warszafki odnośnik
27 sierpnia 2018, 15:52 / poniedziałek
Franek, Dźwigała i Makuszewski w kadrze Brzęczka.
10 września 2018, 22:23 / poniedziałek
Kuświk w Stali Mielec

odnośnik
18 września 2018, 02:13 / wtorek
Janicki jak tak dalej będzie grał to Lech go nie wykupi i do nas wróci syn....
26 września 2018, 15:42 / środa
Wojciech Zyska strzelil gola w meczu pp z gornikiem leczna
29 września 2018, 15:09 / sobota
odnośnik

Ben w 10 lidze angielskiej
30 września 2018, 19:21 / niedziela
Kuświk już strzela dla Stali
5 października 2018, 18:50 / piątek
13 października 2018, 17:48 / sobota
Grzelczak strzelil bramke dla Chojniczanki
13 października 2018, 20:01 / sobota
W tym samym meczu bramkę strzelił Julek Letniowski.

Chojniczanka Chojnice 1-1 Bytovia Bytów
14 października 2018, 10:14 / niedziela
Letniowski w ogóle ma super sezon... za rok ekstraklasa i ... pewnie nie w Lechii :(
2 listopada 2018, 18:22 / piątek
Buksa ustrzelił śledzi
2 listopada 2018, 19:23 / piątek
a ponieważ jedna to mało to strzelił jeszcze jedną
10 grudnia 2018, 13:57 / poniedziałek
Juliusz Letniowski w 11 jesteni Fortuna 1 Ligi wg portali 2x45.info i gol24.pl
19 grudnia 2018, 13:17 / środa
"Marco Paixao – W Altay SK dziękują Piotrowi Stokowcowi za to, że popadł w konflikt z portugalskim napastnikiem i doprowadził do jego odejścia z Lechii Gdańsk. Paixao nad Bosforem spisuje się bowiem znakomicie. Z jedenastoma golami prowadzi w klasyfikacji strzelców drugiej ligi tureckiej, a do swojego dorobku dołożył jeszcze dwie asysty. Gdyby nie on, zespół ten pewnie byłby na dnie tabeli, a tak jest „aż” czternasty. To i tak olbrzymie rozczarowanie, przed sezonem celem miał być awans.

Skrót meczu z Istanbulsporem, w którym Paixao ustrzelił hat-tricka:"

odnośnik
19 stycznia 2019, 12:01 / sobota
Adam Duda ma kłopot:
odnośnik
1 lutego 2019, 13:00 / piątek
Grzegorz Kuświk piłkarzem Wisły Płock

odnośnik
2 lutego 2019, 14:21 / sobota
Wisla - zilina 22'peszko
2 marca 2019, 21:46 / sobota
2:0 dla Płocka : Kuświk i Borysiuk
2 marca 2019, 22:03 / sobota
I czerwona kartka Dźwigała. Już 2-2
16 kwietnia 2019, 11:44 / wtorek
Były piłkarz Jarosław B. zatrzymany. Jest podejrzenie o przestępstwo przeciwko wolności seksualnej.

https://www.google.com/amp/s/www.rmf24.pl/fakty/ne wsamp-jaroslaw-b-zatrzymany-byly-pilkarz-uslyszal- zarzuty-przeciwk,nId,2940828
16 kwietnia 2019, 13:17 / wtorek
poprzedni link niestety nieaktywny, tu z innego źródła odnośnik
16 kwietnia 2019, 13:29 / wtorek
O kurwa...
16 kwietnia 2019, 13:44 / wtorek
Nie no może to nie była kurwa
16 kwietnia 2019, 14:01 / wtorek
Chuj ją tam wie.
16 kwietnia 2019, 14:09 / wtorek
Ktos wie co znaczy "przestepstwo przeciw wolnosci seksualnej" ?
16 kwietnia 2019, 14:17 / wtorek
dobra juz wiem. To sobie chlop problemu narobil.
16 kwietnia 2019, 15:59 / wtorek
Gość może mieć co drugą laskę,wątpię że był aż tak zdesperowany by"przymuszać"niewiastę do czegokolwiek.Zresztą co ona myślała że w tym hotelu będą robić...w domino kurwa grać?Dla kasy lub sławy go ciągnie i tyle.
16 kwietnia 2019, 17:05 / wtorek
Narazie jest tylko zatrzymany... niewinny dopóki wina nie zostanie udowodniona.
16 kwietnia 2019, 21:13 / wtorek
Ja też trochę w to nie wierzę.Pewnie laska znalazła łosia .Ale przekonamy się..
16 kwietnia 2019, 22:07 / wtorek
Czego ty sie przekonasz? Bo sąd i prokuratura zadecyduje jaka była prawda? I to jest wtedy prawda czy gówno prawda? Mógł tę dziewczynę naćpać zabrać do hotelu i zgwałcić ale nie będzie dowodów i o czym się przekonasz? Mogło być też tak ,że ją wy... i rano wyśmiał i kazał spadać, a laska będzie medialna z dobrym papugą i trafi na przyjebanego albo ustawionego sędziego i największą chyba patologie czyli "biegłych". Przez takich baranów jak ty i teksty "przekonamy się jaka jest prawda" ten cały system prawny to jedno wielkie g.
Jeżeli to jest pomówienie to ta dziewczyna powinna być karana identycznie jak to o co pomawia , ale też jej to pomówienie trzeba by udowodnić, ale wtedy się znajdzie inny "przebiegły".
16 kwietnia 2019, 22:46 / wtorek
najmniej w tej chwili Lechii jest potrzebny szum i zamieszanie...ale już jest...
17 kwietnia 2019, 21:40 / środa
Jak to jest prawda co tu piszą to grubo chcieli Palmera wkręcić odnośnik
18 kwietnia 2019, 13:48 / czwartek
Może nie takie medialne nazwisko jak Palmer, ale Jarek też w kawałku o Ricardo Monizie występuje: odnośnik
22 maja 2019, 22:08 / środa
Antonio Čolak wygrał Puchar Chorwacji i strzelił bramkę w finale.
odnośnik
29 czerwca 2019, 20:45 / sobota
Sprawdziły się wcześniejsze doniesienia włoskich mediów i Vanja Milinković-Savić trafił do Standardu Liège.

odnośnik
30 czerwca 2019, 00:58 / niedziela
odnośnik

Niejaki Rudinilson z Guinea-Bissau zagrał w P.N.A.

A i nasz Balde Romario powąchał boisk czarnego lądu Afryki. Zawodnik tej samej drużyny, z resztą...

Grubo, kto by pomyślał: Rudinilson w reprze! Jakiejkolwiek!
Mam nadzieje, że dla Balde Romario nasza Lechia to nie za wysokie progi, pamiętając tamtego wirtuoza..
6 lipca 2019, 23:08 / sobota
Gino Van Kessel za to grał w mistrzostwach Ameryki Północnej - Gold Cup. Nawet asystę zaliczył. Curacao odpadło w ćwierćfinale z USA (1:0).
6 lipca 2019, 23:20 / sobota
Byłem w tym roku na Curacao, polecam , ale raczej nie w celu wyszukiwania piłkarzy .To jest niby koniec świata ,ale w praktyce Holandia. Do tego miejscowi mają ciekawsze rozrywki niż granie w piłkę .
21 lipca 2019, 18:51 / niedziela
Buksa wlasnie strzelil ległej gola
23 lipca 2019, 22:41 / wtorek
Joao Nunes w Panathinaikos sie odnalazł odnośnik
29 lipca 2019, 18:45 / poniedziałek
Ariel Borysiuk podpisał kontrakt z mistrzem Mołdawii Sheriffem Tiraspol.

odnośnik
30 lipca 2019, 23:14 / wtorek
Wywiad z Krzyśkiem Bąkiem...na zeszło.
Wklejam fragment dotyczący Lechii

Czemu zatem już wkrótce opuścił pan Warszawę?

Miałem wtedy umowę z panem Jarosławem Kołakowskim. Dostałem z Polonii ofertę przedłużenia kontraktu. Tam były jakieś niedociągnięcia – część chłopaków miała zagwarantowane mieszkanie, a ja nie, bo byłem z Warszawy. Niuanse. Generalnie chodziło mi o coś innego. Uznałem, że za długo jestem w jednym klubie. To był 2008 rok, miałem 26 lat. Niby zaistniałem w tej nowej Polonii – nie byłem trzydziestym w kolejce do grania. Albo występowałem w pierwszym składzie, albo przynajmniej siedziałem na ławce. Jednak postanowiłem, że potrzebuję zmienić klimat. Wkradła się w moje życie jakaś stagnacja. Zadowolenie z tego, co już mam. Uznałem, że muszę mieć nowy bodziec do rozwoju. Poprosiłem więc pana Jarka, żeby poszukał dla mnie nowego kierunku, jeżeli ma na to jakiś pomysł.

Podjąłem decyzję, że wolę odejść, niezależnie od oferty z Polonii. Sytuacja potoczyła się tak, że prezes Wojciechowski upatrzył sobie, zresztą razem z trenerem, Łukasza Trałkę z Lechii, który grał w tamtym czasie naprawdę bardzo dobrze. Chyba dostał nawet powołanie do reprezentacji. Kluby się dogadały. Równolegle ja otrzymałem z Gdańska umowę, jaka mnie zadowoliła i podpisałem z Lechią kontrakt. Niby wszystko sobie z działaczami Polonii wyjaśniliśmy, podaliśmy ręce, ale i tak wylądowałem w „Klubie Kokosa”, który właściwie jeszcze się tak wtedy nawet nie nazywał, bo ta nazwa weszła do użytku dopiero kilka lat później. Byłem sprzedany, więc niepotrzebny. Na szczęście oba kluby się dogadały i przyspieszyły przenosiny moje do Gdańska, a Trałki do Warszawy. Zimą dojechałem do chłopaków z Lechii na obóz do Turcji.

Dla wychowanka strącenie do rezerw było upokorzeniem?

To było przykre. Spędziłem w klubie kilkanaście lat, byłem cały czas zawodnikiem kadry meczowej. Kiedy dogadałem się z Lechią – do widzenia, stałem się niepotrzebny. Przeniesiono mnie do drugiego zespołu, musiałem trenować na sztucznej nawierzchni. Na szczęście krótko to trwało, ale wtedy nie potrafiłem zrozumieć, jak można tak potraktować piłkarza. Potem ta praktyka stała się niestety bardzo popularna. Nie tylko zresztą w Polonii. Z jakichś powodów w Polsce tak się piłkarzy traktuje. Trzeba się po prostu przemęczyć. Chociaż pamiętam, że obawiałem się wtedy o swoje zdrowie. Sztuczna murawa, gra w rezerwach – nie wpływa to korzystnie na kondycję.

Lechia płaciła wtedy na tym samym poziomie co Polonia?

Ależ nie. W Polonii dostałem finansowo lepszą ofertę. Nie o to chodziło. Potem jeszcze mi powiedziano: „Czemu do nas nie przyszedłeś? To był dopiero początek negocjacji, mogłeś dostać jeszcze więcej”. Ja się tym nawet nie interesowałem, nie chciałem się targować. Szukałem nowych bodźców, chciałem coś w życiu zmienić.

Polonia była czołowym klubem w lidze, Lechia natomiast biła się o utrzymanie.

Dopiero w ostatniej kolejce udało nam się to utrzymanie wywalczyć. To był wbrew pozorom fajny czas – drużyna się mocno scaliła. Były dodatkowe motywacje kibicowskie, ale dało się wyczuć, że fani cały czas są z nami. Na ostatni mecz do Gliwic, gdzie decydowały się losy naszego utrzymania, przyjechała naprawdę spora ekipa z Gdańska. Nie zdążyliśmy jeszcze wyjechać stamtąd po wygranym meczu, a oni już do nas dołączyli i razem świętowaliśmy awans. Dlatego sądzę, że w jakimś sensie tamten sezon był dla klubu przełomowy. Gdyby Lechia nie utrzymała się w Ekstraklasie, pewnie nie byłoby w Gdańsku tak dobrej drużyny, jaka jest teraz. Małymi kroczkami klub doszedł do tego punktu. Ja tylko żałuję, że w tym najlepszym sezonie za kadencji trenera Kafarskiego nie udało nam się dostać do europejskich pucharów. Zabrakło kilku punkcików.
30 lipca 2019, 23:17 / wtorek
Graliście efektowną piłkę.

To była mocna drużyna, choć pozbawiona gwiazd. Jedyną był Abdou Razack Traore – on rzeczywiście potrafił świecić na boisku pełnym blaskiem, choć początkowo nie zrobił na nas piorunującego wrażenia. Chyba był trochę zapuszczony. Reszta zespołu – to był po prostu kolektyw. Trener Kafarski stworzył maszynę, w której każda zębatka idealnie pracowała. Bazowaliśmy na grze zespołowej, nie indywidualnościach. Świetnie się ze sobą dogadywaliśmy – spotykaliśmy razem z żonami, wyskakiwaliśmy razem na kolacje, na plażę. To wszystko też zapewniało nam dodatkowy team spirit. Wychodziliśmy na boisko jak po swoje. Kiedy trzeba było się bić – szliśmy wszyscy. Takie drobne sytuacje budują atmosferę. Zdaję sobie sprawę, że koniec końców nic wielkiego nie osiągnęliśmy, w sezonie 2010/11 zajęliśmy ostatecznie ósmą pozycję w tabeli. Ale mówiono wtedy o nas, że naprawdę fajnie się nas ogląda. I do dzisiaj słyszę na mieście, że ludzie ciepło wspominają tamten zespół.

Aklimatyzacja w Gdańsku była trudna?

Tak. Znałem tylko Huberta Wołąkiewicza, który wcześniej był w Polonii na jakichś testach i wtedy się zdążyliśmy poznać. Dlatego Hubert początkowo wprowadzał mnie do zespołu. Jednak to nawet nie chodzi o sytuację w szatni. Problem polegał na tym, że kiedy pojechałem w lutym na pierwszy obóz z Lechią do Turcji, mój syn miał dopiero dwa miesiące. Przyjechałem do nowego miasta, gdzie nie znałem nikogo. Nie miałem tu żadnej babci, cioci, dziadka. Żona całymi tygodniami była sama z dzieckiem, przez pierwsze dwa i pół roku nigdzie nie wychodziliśmy sami, bo wkrótce na świat przyszła również córka. Wszędzie z dziećmi. Musieliśmy na nowo ułożyć sobie życie, totalnie. Poznać nowe środowisko. Ja miałem łatwiej – w szatni, chcesz czy nie, nawiązujesz relacje z kolegami z drużyny. Trudniejsze zadanie stało przed żoną, żeby złapać z kimś tutaj wspólny kontakt.

Żona nie protestowała, że poszukał pan nowych bodźców sportowych – związanych ze zmianą otoczenia – akurat w takim momencie?

Płakała bardzo mocno. Dzisiaj już się z tego śmieje, ale wciąż powtarza, że to była najgorsza decyzja, jaką mogliśmy w tamtym czasie podjąć. Dla niej to był dramat. Ja ogólnie też nie potrafiłem sobie wtedy wyobrazić, że zapuszczę korzenie gdzieś poza Warszawą. Jednak momentalnie, poznając plusy Gdańska, zmieniliśmy oboje front. Dziś jest odwrotnie. Nie wyobrażamy już sobie powrotu do Warszawy. Całą przyszłość wiążemy z Gdańskiem.

Jakie były pierwsze wrażenia z gry na stadionie przy Traugutta, w porównaniu z Konwiktorską?

Uważam, że gdyby ten stadion funkcjonował do dzisiaj – oczywiście nie w takiej formie, tylko odrestaurowany, odnowiony, dostosowany do współczesnych realiów – to Lechia by miała o co najmniej dwa, trzy medale więcej niż do tej pory. Nawet biorąc pod uwagę poprzedni sezon, który był kapitalny. Bo jak to jest teraz? Na stadion przychodzi trzynaście tysięcy ludzi, a wygląda to tak, jak gdyby było pusto. Kibice zdzierają gardła, robią co mogą, ale na Traugutta taki doping byłby czymś niesamowitym. Teraz? Jest bardzo fajnie, ale nic ponadto. Dla chłopaków, którzy niedawno trafili do klubu tamten dawny obiekt nie ma takiego znaczenia, ale prawda jest taka, że stadion przy Traugutta miał duszę. Wszyscy, którzy byli w Gdańsku na długo przede mną uważają tak samo. Kibice też powtarzają, że na Traugutta czuło się „to coś”. Kiedy tam przyszło dwanaście, trzynaście tysięcy ludzi, to czuło się efekt „wow” na widok takich tłumów. Na Energa Stadionie trudniej o coś takiego.

Wierzę, że kiedyś ten nowy stadion też będzie mógł uchodzić za taki obiekt z duszą. Potrzeba do tego lat, kolejnych udanych sezonów w Ekstraklasie. Teraz trochę mnie martwi, że po takim znakomitym sezonie na Broendby jest tylko 25 tysięcy ludzi. To o wiele za mało. Ta drużyna potrzebuje wsparcia i zasługuje na nie. Już mniejsza z tym, czy ci nowi kibice będą śpiewać, czy tylko siedzieć i od czasu do czasu klaskać. Ważne, żeby byli na trybunach i swoją obecnością pokazali, że zależy im na tym zespole. Awans po trzydziestu latach do europejskich pucharów powinien wywołać poruszenie. Oczekiwałbym na meczu pucharowym kompletu na trybunach. Przecież Lechia ma za sobą najlepszy sezon w historii!

Malkontentów zawsze mamy dużo. I dobrze – kibic od tego jest, żeby narzekał. Ale z drugiej strony… Oczekujesz czegoś od drużyny? Nie siedź przed telewizorem, idź na stadion, wesprzyj zespół. Jeżeli słabo zagrają, wtedy możesz powiedzieć: „Słabi jesteście, nie będę wam kibicował”. Choć powtarzam – według mnie teraz Lechia zasługuje na doping jak nigdy wcześniej. Szkoda, że za wynikami nie idzie frekwencja.
30 lipca 2019, 23:21 / wtorek
Wspomniane spotkania motywacyjne z kibicami rzeczywiście was motywowały, czy raczej wzbudzały jakiś sprzeciw?

Kibice nas odwiedzali w bardzo przemyślany sposób. Tam nie było czegoś takiego, co ostatnio widzieliśmy na Śląsku. To była rozmowa na zasadzie: „Kurwa, panowie! Jesteśmy z wami, ale musicie dać więcej od siebie. Zmieńcie to, tamto”. Kibice przedstawiali jakieś swoje postulaty na zasadzie pewnej merytoryki. Nie było powodu, żeby się ich bać albo na nich obrażać. Kibicom bardzo mocno zależało na tym, żeby klub nie zrobił kroku wstecz, czyli nie wrócił do I ligi. Wiadomo jak to jest – czasem tego rodzaju gadki się jednym uchem wysłuchuje, a drugim wypuszcza. Jednak jeżeli są kibice, których szanujesz i o których wiesz, że oni ciebie szanują, to zawsze trzeba posłuchać, co mają do powiedzenia.

Powrót na Polonię – już w barwach Lechii – był szczególnym przeżyciem?

Wracałem do swojego piłkarskiego domu. Na mecz przyszło mnóstwo kumpli, rodzina. Sentymentalny powrót. Musiałem się skupić, żeby zostawić buty przy tej ławce co trzeba i nie pomylić szatni. Kibice fajnie zareagowali na mój powrót – społeczność fanów Polonii jest mniejsza niż w Lechii, ale oni też zawsze potrafili docenić zawodnika, który grał z odpowiednim zaangażowaniem. To było bardzo miłe. Mogę powiedzieć, że mecze, które rozegrałem na Konwiktorskiej w roli gościa wspominam z uśmiechem na twarzy. Tym bardziej, że osobiście z Polonią nigdy nie przegrałem. Lechia co prawda raz poległa 1:3, ale akurat wtedy leczyłem jakiś uraz i nie mogłem zagrać.

Kto przez te wszystkie lata spędzone w Lechii zrobił na panu najlepsze wrażenie, jeżeli chodzi o umiejętności?

Mam tutaj taką dwójkę. Jeśli mówimy o zdolności do tego, żeby w pojedynkę zmienić oblicze spotkania, to na pewno Razack. Ale gdy chodzi o całokształt – Daisuke Matsui. Niestety, był to człowiek-szklanka. Po każdym meczu musiał mieć dwa, nawet trzy dni luźniejszego treningu, żeby w ogóle dojść do siebie. Jednak podczas spotkania grał tylko dla zespołu. Robił wszystko, żeby partnerzy mogli rozwinąć skrzydła, nigdy nie ustawiał akcji pod siebie. A umiejętności techniczne miał naprawdę topowe. Razack też miewał swoje przebłyski, jednak był w tym wszystkim nierówny. Raz mu się coś udawało, innym razem nie. Natomiast Matsui zawsze trzymał wysoki poziom. Na mojej liście – numer jeden.

Jeśli chodzi o Polaków, to musiałbym wymienić zawodnika, z którym nie grałem w Lechii, tylko w Polonii Warszawa. Radek Majewski. Naprawdę niewyobrażalne umiejętności techniczne. Do dzisiaj nie zdarzyło mi się trenować z równie utalentowanym zawodnikiem. Wyprawiał z piłką cuda. Brylancik. No i poza tym, również poza boiskiem świetny człowiek, bardzo otwarty, żadne tam muchy w nosie.

Sporą uwagę pan zwraca na ten aspekt atmosfery wewnątrz klubu.

Bo to bardzo istotne. Podam przykład – kiedyś z żoną chcieliśmy się wybrać do kina albo do teatru, już nie pamiętam co to była za okazja. Nie mieliśmy z kim zostawić dzieci – były jeszcze za małe, żeby zostać same w domu. I Marko Bajić, który był człowiekiem-imprezą, mówi: „Dobra, przyprowadźcie dzieciaki do mnie. Ja się nimi zajmę”. Marko, który był wtedy młody, pozytywnie roztrzepany, zajmował się naszymi dzieciakami! Im to zresztą bardzo bardzo odpowiadało – jak usłyszały, że idą do wujka Marko, to nie zdążyły dobrze założyć butów, a już czekały przy samochodzie. Wielu było takich chłopaków, którzy przyjechali do Polski i świetnie się w naszej ekipie odnaleźli. Sergejs Kożans, Wania Lukjanovs, Deleu. Ze wszystkimi mam do dzisiaj kontakt. Akurat Łotysze siedzieli obok mnie w szatni, więc nauczyłem się dzięki nim rosyjskiego.

Deleu nie miał łatwego początku w Lechii. Nie znał języków, kibice fatalnie go przyjęli, były rasistowskie ekscesy.

To był pierwszy ciemnoskóry zawodnik w Lechii od niepamiętnych czasów. Część kibiców… No, sceptycznie do niego podchodziła. Wydarzył się nieprzyjemny incydent podczas sparingowego meczu na Litwie. Nie spodobało nam się to. Chociaż Deleu był z nami krótko, postawiliśmy sprawę jasno: „Albo jesteście z nami włącznie z nim, albo gramy w tym sezonie do innej bramki”. Nie może być tak, że jedenastu gra, a tylko dziesięciu dostaje oklaski. Na szczęście Didi szybko złapał z nami wspólny języki i w Gdańsku dzisiaj ma olbrzymie znajomości. Ma tu mieszkanie, związał swoją przyszłość z miastem. Początek był słaby, lecz ostatecznie wszystko ułożyło się z nim jak najlepiej.
30 lipca 2019, 23:24 / wtorek
Skoro już przy obcokrajowcach mowa – ciekawy epizod w Gdańsku zanotował trener Ricardo Moniz.

Bardzo intensywny czas. Niezwykle wymagający szkoleniowiec, szalenie profesjonalny. Miał wszystko zaplanowane co do ostatniego szczegółu. Nigdy w życiu – ani wcześniej, ani później – nie trenowałem tak mocno jak za trenera Moniza. W sensie jakości i objętości treningowej to był po prostu kat. Ale z tego narodziły się wyniki. Zrobiliśmy czwarte miejsce w lidze. Oczywiście architektem tamtej drużyny był trener Probierz, ale te przygotowania u trenera Moniza sporo nam dały na finiszu rozgrywek.

W ogóle wspominam tego trenera bardzo ciepło. Facet nie brał jeńców. U niego wszystko było albo czarne, albo białe. Niezwykle szczery człowiek. Można było do niego przyjść zawsze, w każdej sprawie. Byłeś gwiazdą w zespole, walczyłeś o kadrę meczową? Każdego traktował tak samo. Wiele się od niego nauczyłem. Otworzył nam oczy na inne formy treningu. Kiedy dzisiaj z trenerem Stawskim przygotowuję zajęcia w Bytowie, to stosuję wiele ćwiczeń zaczerpniętych właśnie od trenera Moniza. Widziałem po sobie, jak wiele mi one dały.

Nie kręciliście nosem na taką harówkę?

Nie mieliśmy prawa. Z trenerem Monizem była krótka piłka. Jesteś ze mną, albo jesteś przeciwko mnie. Jednak pola do konfliktu nie było, bo jemu wszyscy ufali. Widać było, że on po prostu wie co robi. To nie było tak, że katował nas treningami, a my się potem zastanawialiśmy, czy to ma jakiś sens. Nie – on nam wszystkie swoje pomysły przedstawiał z uzasadnieniem i entuzjazmem. Każde ćwiczenie, które nam pokazywał, potrafił jednocześnie sam wykonać i to z niezwykłą swobodą. Moniz samą swoją osobą, swoim podejściem przekonał nas, że wierzy w swoje metody. Więc czemu my mieliśmy w nie wątpić? Zaufaliśmy jego filozofii. Kiedy odchodził, to ja już kończyłem kontrakt, ale myślę, że chłopcy żałowali tego rozstania. Wiadomo – kiedy człowiek wychodzi z domu ze świadomości, że po treningu porzyga się z wysiłku, to trudno czerpać z tego przyjemność. Ale po wszystkim pojawia się myśl: „Zrobiłem kawał dobrej roboty. To przyniesie efekty”.

Najlepsze wspomnienie z Lechii?

Mam takie trzy super-wspomnienia. Przede wszystkim – zwycięstwo 3:0 na Legii. To była ta drużyna Tomasza Kafarskiego, gdzie graliśmy efektowną piłkę. Takiego wyniku nikt się nie spodziewał.

Wspomnienie numer dwa – mecz z Barceloną. Jasne, to było tylko sparing, ale ja jestem kibicem Barcelony odkąd pamiętam, więc to było dla mnie świetne przeżycie. A trzy – zdecydowanie remis 2:2 w Gdyni z Arką. Jak przyjechaliśmy po tamtym spotkaniu na Traugutta, to kibice przywitali nas jak mistrzów Polski.

Właściwie spuściliście wtedy Arkę z ligi.

Tak to się skończyło. Nie układała nam się gra w tamtym meczu, pomogło nam szczęście. Ale szczęście sprzyja lepszym.

Dlaczego po odejściu z Lechii wybór padł na Bytovię? Brak ofert z najwyższego poziomu rozgrywek?

Ofert było sporo. O mojej decyzji zadecydowały jednak dwa aspekty. Po pierwsze – osoba trenera Janasa, z którym współpracowałem wcześniej w Lechii. No i odległość z Gdańska. Dzieci zaczęły wiek szkolny, żona miała już swoją pracę. Doszliśmy do wniosku, że życie na dwa domy nie ma sensu, przeprowadzka też nam nie odpowiadała. Różnice finansowe między Bytovią a klubami z ekstraklasy nie były w tamtym okresie na tyle wielkie, żeby decydować się na przeprowadzkę. Mnie nie potrzeba do szczęścia tłustej umowy. Dostałem w pełni satysfakcjonujący mnie kontrakt.
5 sierpnia 2019, 15:54 / poniedziałek
Na stronie głównej, po debiucie Borysiuka,jakiś kurwa gamon jebany #Lechii# napisał z małej litery.
Ręce opadają.
10 sierpnia 2019, 09:21 / sobota
Przemysław Macierzyński w rezerwach Miedzi Legnica.
odnośnik
14 sierpnia 2019, 19:00 / środa
Pawel Stolarski strzelil gola w 1.polowie meczu rewanzowego Ligi Europy dla klubu z Warszawy.
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.011