Gdańsk: sobota, 16 grudnia 2017
Lechia Gdańsk - serwis lechia.gda.pl
FORUM
Podstrony:


LECHIA W MEDIACH

strona 2/64

5 października 2010, 01:02 / wtorek
Ironizujesz czy pytasz się na serio??

Jeśli na serio to odpowiadam że poprostu gość jest "puszczany wolno" przed kontrewersjami tak jest zawsze chyba że niema Stępniewskiego to proponują mu pozostanie i rozwikłanie kontrowersji "trenerskim okiem"...
Mnie bardziej ciekawi czy w stosunku do Legii za niedostosowanie się do zaleceń PZPNu i ESA czeka jakaś kara...
5 października 2010, 01:08 / wtorek
Pytałem na serio. Nie oglądam tego notorycznie wiec nie wiedziałem o tym :P Dzięki :)
5 października 2010, 01:22 / wtorek
30.10.2010

Lechia Gdańsk - Korona Kielce, godz. 16:15, transmisja: Canal+ Sport
5 października 2010, 12:14 / wtorek
źródło DB odnośnik

Na tę chwilę piłkarze Lechii długo czekali. Wreszcie jest o nich głośno. Gdańscy zawodnicy słusznie czuli się trochę niedoceniani, ale po efektownym zwycięstwie w Warszawie to się zmieniło i teraz jest głośno o biało-zielonych.

- Jestem zazdrosny, że mówi się o Jagiellonii, a o nas wcale. Nie gramy wcale gorzej, ale brakuje nam skuteczności. Musimy zacząć wygrywać, to i o nas będzie głośno. A ten zespół ma duże możliwości - mówił jeszcze przed zwycięską serią Łukasz Surma, kapitan Lechii.

- To jest denerwujące, że jak wygrywamy, to nikt nie powie, że to Lechia zagrała bardzo dobrze, ale zawsze słyszymy, że rywale zanotowali najsłabszy mecz w tym sezonie. Powinniśmy zostać wreszcie docenieni - mówił Krzysztof Bąk, obrońca gdańskiego zespołu.

Zwycięstwo nad Legią w Warszawie po 49 latach miało bardzo mocny wydźwięk. Od soboty wieczór mówi się głównie o piłkarzach Lechii, a zawodnicy biało-zielonych masowo trafili do jedenastek kolejek. Dla gdańszczan posypały się zaproszenia. Trener Tomasz Kafarski był gościem w magazynie ligowym w Canal+, a powołany do reprezentacji Polski Hubert Wołąkiewicz w nSport opowiadał o kolejce ligowej i był przy losowaniu 1/8 finału Pucharu Polski. Teraz dopiero gdańszczanie zaczynają odczuwać wzrost popularności. Wygrana w Warszawie i czwarte miejsce w tabeli robią jednak swoje, a do tego dochodzi naprawdę efektowna gra gdańskiego zespołu.

W komentarzach wszyscy zachwycają się świetną grą Wołąkiewicza, dodając, że powołanie do reprezentacji Polski (kadra zaczyna właśnie zgrupowanie w USA) podziałało na niego mobilizująco. Hubert faktycznie zagrał w sobotę znakomite spotkanie. Był bezbłędny w defensywie, a do tego strzelił gola. Po raz pierwszy dla Lechii z gry, a nie z rzutu karnego. Wołąkiewicz jednak nie od dziś i nie od wczoraj prezentuje się bardzo dobrze w rozgrywkach ekstraklasy i wiedzą to ci, którzy regularnie oglądają mecze z udziałem biało-zielonych. A powołanie do reprezentacji zdecydowanie mu się należało.

A to nie jedyny piłkarz z Gdańska, który mógłby dostać swoją szansę w kadrze. Od kilku meczów w dobrej formie jest Bąk i choć mecz z Legią nie do końca mu się udał, to z pewnością warto go obserwować. No i jest Łukasz Surma. Jeśli trener Franciszek Smuda nie zagląda w metryki piłkarzy, to Łukasz śmiało mógłby ponownie zostać powołany do kadry. Przeżywa drugą młodość, jest w znakomitej, wręcz życiowej formie, a ze swoim doświadczeniem z pewnością mógłby pomóc reprezentacji. Trener Kafarski, typując "11" reprezentacji Polski na Euro 2012, wstawił do niej, obok Wołąkiewicza, także Surmę. - Poczułem presję. Wiem, że trener na mnie liczy, a ja muszę udowodnić, że się nie myli. Kadra to nie jest dla mnie temat zamknięty. W każdym sezonie staram się tak grać, aby osiągnąć reprezentacyjny poziom. Ja będę miał wtedy czyste sumienie, a jeśli ktoś to doceni, to się będę cieszył. Jeśli będę grał na poziomie Rafała Mura- wskiego i Dariusza Dudki, to będę zadowolony. A czy prezentuję teraz ich poziom, to zostawię dla siebie - powiedział nam Łukasz.
5 października 2010, 19:42 / wtorek
LIGA+ EXTRA
Znowu Smokowski zle przygotowany do programu, a mianowicie pokazujac zdjecia rocznika 75 wskazal na mojego brata i skomentowal -Szamotulski w dlugich wlosach :) hehehehhe
7 października 2010, 08:06 / czwartek
- Teraz tak dobieramy zajęcia, żeby stymulowały organizm tymi samymi bodźcami co mecze ligowe. Jestem przekonany, że przerwa nie zburzy naszej formy - mówi trener przygotowania fizycznego Lechii Gdańsk Marek Szutowicz
Biało-zieloni osiągnęli wysoką formę. Rozgromili Górnika Zabrze, znokautowali Legię Warszawa na jej terenie. Najbliższy mecz to derby z Arką Gdynia, kłopot w tym, że odbędą się one dopiero za 10 dni. Czy gdańszczanom uda się utrzymać w świetnej dyspozycji, czy przerwa w rozgrywkach nie wybije ich z uderzenia? - Jestem przekonany, że nie zburzy to naszej formy, jesteśmy naprawdę dobrze przygotowani do sezonu - mówi Szutowicz. - Przerwa da nam trochę oddechu, aczkolwiek w pierwszym tygodniu będziemy pracować nawet na jeszcze większych obrotach. Bierzemy pod uwagę, że wypadamy z cyklu meczowego, ale będziemy tak dobierać zajęcia, żeby stymulowały organizm tymi samymi bodźcami, co spotkania ligowe. Dołożyliśmy dodatkową jednostkę treningową dziennie, każdy ma też indywidualną rozpiskę - tłumaczy Szutowicz. Przerwę na reprezentację lechiści rozpoczęli w poniedziałek od biegania po lesie. - Dobrze czasem odpocząć od piłki i od boiska - uzasadnia Szutowicz.

Na razie z Lechią nie trenują Ivans Lukjanovs i Hubert Wołąkiewicz. Łotysz jest kontuzjowany.

- Ma zbity mięsień czworogłowy po starciu z Arielem Borysiukiem. Boli go, ale od poniedziałku będzie już pod bronią - mówi trener Lechii Tomasz Kafarski. Wołąkiewicz jest natomiast z kadrą za oceanem. Na Traugutta pojawi się dopiero na dwa dni przed meczem z Arką.

- Z mojego doświadczenia w kadrze U-21 wiem, że zgrupowania to czas odpoczynku od typowych jednostek treningowych. Trzeba co prawda doliczyć zmęczenie, podróże, ale Hubert powinien za to wrócić wzmocniony psychicznie, kadra da mu kopa - tłumaczy Szutowicz.

Po meczu w Warszawie wzmocniony jest na pewno Piotr Wiśniewski, który dał rewelacyjną zmianę. Rozruszał zespół, po jego wejściu padły wszystkie trzy gole.

- Muszę cały czas pokazywać się trenerowi i udowadniać, że jestem w formie. Wtedy zagram z Arką od początku - mówi Wiśniewski. - Trochę żałujemy, że już teraz nie gramy z Arką, bo jesteśmy w dobrej formie. Ale mamy mocne treningi, dostajemy ostro w kość, więc będziemy jeszcze lepiej przygotowani - dodaje "Wiśnia".

Operacja derby w Lechii jednak jeszcze się nie rozpoczęła. - Nie będę na siłę pompował balonu. Nie rozmawiamy jeszcze o Arce - tłumaczy Kafarski. - Nie mówimy też o mistrzostwie, pucharach. Studzę nastroje, po prostu trwają przygotowania do następnego meczu i tyle.

Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
7 października 2010, 08:41 / czwartek
Jeszcze wywiad z Kapsa w Sportowych Faktach.

Wielu było takich kibiców w Polsce, którzy wróżyli Lechii w tym sezonie walkę o utrzymanie w ekstraklasie. - Wiem o tym, ale naszym celem w przedsezonowych założeniach była walka o miejsca 1-6. Skoro markowe zespoły coraz częściej gubią punkty, to dlaczego tego mamy nie wykorzystać. Chcemy zadomowić się w górnej połowie tabeli - stwierdził Kapsa, który w ostatnich trzech meczach w lidze puścił tylko jednego gola.

Marek Dubiński: 17 października pana Lechia zmierzy się w meczu derbowym z Arką. Czy to będzie najważniejszy mecz dla pana zespołu w rundzie jesiennej?

Paweł Kapsa : Derby są bardzo ważne, ale równie ważne było dla nas spotkanie z Legią. Wygraliśmy w Warszawie aż 3:0. To ma swoją wymowę. Przez kilkanaście dni liga nie będzie teraz grała ze względu na mecze kadry, co pozwoli nam się odpowiednio przygotować do derbów.

Lechia ostatnio tak dobrze punktuje, więc chyba niezbyt na rękę jest zespołowi przerwa. Jak pan myśli?

- Może tak, a może nie. Okaże się, jak to się potocznie mówi w praniu. Gdy po ostatniej przerwie wróciliśmy na ligowe boiska, to spośród czterech meczów wygraliśmy trzy. Może więc po przerwie będziemy jeszcze lepsi.

Ostatnie, wyjazdowe zwycięstwo 3:0 Lechii nad Legią, to jedna z największych niespodzianek bieżącego sezonu. Piłkarze Lechii w ogóle marzyli o tak wysokim zwycięstwie?

- Do Warszawy jechaliśmy po trzy punkty. A, czy po tak wysokie zwycięstwo, to już inna sprawa. Na początku pierwszej połowy byliśmy trochę stremowani, jednak z biegiem czasu coraz więcej utrzymywaliśmy się przy piłce. W drugiej połowie zaczęliśmy sobie stwarzać bramkowe sytuacje, które zamieniliśmy na gole. Na pewno wypracowaliśmy sobie więcej dogodnych okazji niż Legia.

Pana Lechia zaczyna robić furorę. Po kolei wygrała 1:0 z Cracovią, 5:1 z Górnikiem oraz 3:0 na wyjeździe z Legią!

- Wszystkie zwycięstwa sprawiają dużą frajdę. Na pewno Legia ma swoją markę i wygrać z nią tak wysoko, to duży sukces. Zwłaszcza, że przed meczem z nami pokonała 2:1 Lecha. My jednak w Warszawie nie staliśmy na straconej pozycji. Wygrał tam przecież również Bełchatów. Dużo satysfakcji sprawiło nam też zwycięstwo z Górnikiem. Prowadziliśmy z drużyną z Zabrza 1:0, ale Górnik wyrównał. Nie załamaliśmy się jednak, dalej atakowaliśmy, czego efektem były cztery kolejne gole. Na pewno jako zespół czujemy się coraz bardziej mocni psychicznie.
7 października 2010, 08:45 / czwartek
I reszta wywiadu.

W trzech meczach Lechia strzeliła aż dziewięć goli. Co w głównej mierze decyduje o tak dobrej postawie drużyny?

- Czujemy się mocni z przodu, ale zawsze sobie powtarzamy, że musimy konsekwentnie, najlepiej na zero, zagrać w defensywie. Od tego wszystko się zaczyny. Żeby myśleć o sukcesach, trzeba najpierw spełnić ten warunek.

Jakie są oczekiwania Lechii w stosunku do bieżącego sezonu?

- Przed rozgrywkami cel został jasno określony, walka o miejsca 1-6. Ostatnimi zwycięstwami postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę. Seria trzech kolejnych wygranych pokazuje, że zwycięstwa nie są przypadkowe. Po meczu z Górnikiem, wygranym 5:1, niektórym mogło się wydawać, że to jednorazowy wyskok. W spotkaniu z Legią potwierdziliśmy dobrą dyspozycję.

Początek sezonu wcale nie wskazywał, że Lechia będzie coś znaczyć w ekstraklasie. Trzy pierwsze mecze bez zwycięstwa jakby potwierdzały, że letnie transfery, przeprowadzane niemal w ostatniej chwili mogą się Lechii odbić czkawką. Nowi piłkarze byli dla wielu niemal anonimowi!

- Rzeczywiście początek rozgrywek nie dawał nam zbyt wielkiego komfortu na przyszłość. Dwa remisy, to nie było to czego chcieliśmy. Długo czekaliśmy na wzmocnienia, ale jak się okazało były one przemyślane. Choćby Francuz Bedi Buval zagrał w dwóch meczach w ekstraklasie i strzelił dwa gole. Napastnik ten pokonał bramkarza Cracovii i Legii. Oczywiście jest jeszcze za wcześnie, aby oceniać transfery, ale na tą chwile są trafione.

Legia, Lech, Wisła, póki co nie grają na miarę oczekiwań. Czy układ sił w bieżącym sezonie może zostać wywrócony do góry nogami?

- Wiele zespołów zwietrzyło swoją szansę. Legia, Lech oraz Wisła na razie nie prowadzą gry tak jak kiedyś, nie dominują na boisku. W lidze prowadzi Jagiellonia, wysoko jest nie tylko Lechia, ale także Korona. Coraz więcej zespołów udowadnia, że to iż markowe drużyny naszej ekstraklasy tracą punkty, to nie jest przypadek.

Być może na to jakiś wpływ mają nowe stadiony jakie powstają w Polsce. Cała otoczka chyba mocnej mobilizuje zespoły teoretycznie słabsze, wywodzące się z klubów o mniejszych budżetach. Jak pan myśli?

- Bardzo przyjemnie gra się na nowych obiektach. Pełne trybuny, to mobilizuje jednych i drugich. A czy bardziej mniejsze kluby? Może i coś w tym jest, że piłkarze, którzy raz na jakiś czas mogą zagrać w Warszawie, Krakowie czy Poznaniu, na nowych obiektach, dodatkowo się spinają.

Co pana zdaniem ma kluczowy wpływ na tak dobrą postawę Lechii?

- Wydaje mi się, że to, iż trener ma dylemat wystawiając pierwszą jedenastkę. Może wybierać spośród dużej liczby dobrych zawodników.

Tak, ale jeszcze kilka tygodni temu było wielu takich, którzy wręcz wyśmiewali transfery przeprowadzone przez Lechię. Kilku sprowadzonych latem obcokrajowców może działało na wyobraźnię kibiców w Gdańsku, ale nie w pozostałych rejonach Polski!

- Wychodzi jednak na to, że działacze i sztab szkoleniowy Lechii mieli
rację. W poprzednich rozgrywkach zajęliśmy ósme miejsce, w tym chcielibyśmy je poprawić.
7 października 2010, 11:14 / czwartek
Ekstraklasa. Bedi Buval jak Thierry Henry
wyb.tg
2010-10-07, ostatnia aktualizacja 2010-10-07 11:01
PRZEGLĄD PRASY. Co łączy nowego zawodnika Lechii z jednym z najlepszych napastników świata ostatnich lat? Ojciec Henry'ego wywodzi się z Gwadelupy, a matka z Martyniki. - Dokładnie tak jak u mnie - mówi "Super Expressowi" Francuz, który w ostatnim ligowym spotkaniu zdobył bramkę w wyjazdowym spotkaniu z Legią

Buval ma świetnie wejście do naszej ligi. Już od pierwszych występów udowadnia, że będzie dla zespołu z Gdańska ogromnym wzmocnieniem. Pierwsze trafienie zaliczył w debiucie przeciwko "Pasom", a w kolejnych dwóch meczach pokonywał bramkarzy jeszcze dwukrotnie

- Wcześniej myślałem, że Polska to nieciekawy kraj, w którym nie ma co robić, ale Gdańskiem jestem zachwycony, a to co wyrabiamy na boisku to już w ogóle poezja. Lechia gra teraz najładniejszy futbol w Polsce - powiedział Buval, który zaznaczył, że jego nowy zespół spokojnie stać na zajęcia miejsca w pierwszej piątce.

- Wielkie polskie kluby mają problemy, a te, które wyprzedzają nas w tabeli, na pewno nie są lepsze od Lechii - zaznacza. O klasie drużyny Tomasza Kafarskiego na własnej skórze przekonała się w ostatniej kolejce Legia. Buval miał duży udział w zwycięstwie biało-zielonych. Zdobył pierwszego gola, po którym legioniści nie zdołali się już podnieść.

Jak dowiedział się Super Express nie tylko obywatelstwo łaczy go z napastnikiem Thierrym Henry. Podobnie jak w przypadku Francuza jego ojciec wywodzi się z Gwadelupy, a matka z Martyniki, gdzie Buval najchętniej spędza wakacje.
7 października 2010, 11:15 / czwartek
Hmm, kolejny dzis artykul o Lechii. Naprawde zaczynaja o nas pisac.
A i sorry za kolejne posty.
Moze sie nie znam, ale te posty, zamiast na forum, powinny sie pojawic na w formie newsow na stronie glownej.

Bedi Buval jak Thierry Henry

Co łączy nowego zawodnika Lechii z jednym z najlepszych napastników świata ostatnich lat? Ojciec Henry'ego wywodzi się z Gwadelupy, a matka z Martyniki. - Dokładnie tak jak u mnie - mówi "Super Expressowi" Francuz, który w ostatnim ligowym spotkaniu zdobył bramkę w wyjazdowym spotkaniu z Legią.

Buval ma świetnie wejście do naszej ligi. Już od pierwszych występów udowadnia, że będzie dla zespołu z Gdańska ogromnym wzmocnieniem. Pierwsze trafienie zaliczył w debiucie przeciwko "Pasom", a w kolejnych dwóch meczach pokonywał bramkarzy jeszcze dwukrotnie.

- Wcześniej myślałem, że Polska to nieciekawy kraj, w którym nie ma co robić, ale Gdańskiem jestem zachwycony, a to co wyrabiamy na boisku to już w ogóle poezja. Lechia gra teraz najładniejszy futbol w Polsce - powiedział Buval, który zaznaczył, że jego nowy zespół spokojnie stać na zajęcia miejsca w pierwszej piątce.

- Wielkie polskie kluby mają problemy, a te, które wyprzedzają nas w tabeli, na pewno nie są lepsze od Lechii - zaznacza. O klasie drużyny Tomasza Kafarskiego na własnej skórze przekonała się w ostatniej kolejce Legia. Buval miał duży udział w zwycięstwie biało-zielonych. Zdobył pierwszego gola, po którym legioniści nie zdołali się już podnieść.

Jak dowiedział się Super Express nie tylko obywatelstwo łączy go z napastnikiem Thierrym Henry. Podobnie jak w przypadku Francuza jego ojciec wywodzi się z Gwadelupy, a matka z Martyniki, gdzie Buval najchętniej spędza wakacje.
7 października 2010, 16:02 / czwartek
ze strony przeglądu sportowego
Andrzej Kuchar, który od stycznia 2009 roku jest większościowym udziałowcem Lechii Gdańsk, nie zachłystuje się dobrymi wynikami drużyny w piłkarskiej ekstraklasie.

W rozmowie z PAP podkreślił, że budowa zespołu wciąż trwa, a celem klubu jest wejście na giełdę.

PAP: Lechia Gdańsk zajmuje obecnie czwarte miejsce w tabeli i uchodzi za jedną z rewelacji sezonu w polskiej lidze, a ostatnio głośno było o niej po pierwszym od 49 lat zwycięstwie nad Legią i to 3:0...

Andrzej Kuchar: Spotkanie z Legią to był tylko kolejny mecz ligowy. Przyjęty przed sezonem regulamin premiowania nie przewiduje odstępstw ze względu na przeciwnika czy miejsce spotkania. Zresztą lokata w tabeli będzie istotna dopiero po 30., ostatniej kolejce. Dotychczasowe wyniki i gra drużyny oczywiście cieszą, ale zespół wciąż jest na etapie budowy. I ten proces jeszcze trochę potrwa.

PAP: Specjaliści wyliczyli, że w 2009 roku Lechia poniosła najmniejsze nakłady, by zdobyć jeden ligowy punkt. To dobrze świadczy o zarządzających klubem...

A.K.: Inwestujemy zgodnie z przyjętym planem. Krok po kroku wspinamy się do góry. Moim zdaniem w grach zespołowych nie funkcjonuje pojęcie +zainwestować raz, a dobrze+. Piłka nożna to nie matematyka. Wyniku nie można z góry założyć. Ale oczekiwania akcjonariuszy i marzenia kibiców z całego Pomorza o budowie silnej Lechii zarząd klubu i wszyscy jego pracownicy systematycznie realizują.

PAP: Jakie kolejne cele stoją przed klubem i drużyną.

A.K.: Założyliśmy, że w sezonie 2013/2014 Lechia Gdańsk SA powinna zadebiutować na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych, a kibice będą oglądać zespół walczący w europejskich pucharach.

PAP: Wydałby pan milion euro piłkarza? Legia tyle zapłaciła...

A.K.: Cena jest ostatnim elementem, jaki bierze pod uwagę "klubowy komitet transferowy". Wszystko zaczyna się od wskazania przez trenera, które ogniwa drużyny należy wymienić, żeby zespół lepiej funkcjonował. I pod tym kątem pracują ludzie odpowiedzialni za pion sportowy.

PAP: Niedługo Lechia będzie rozgrywać mecze na nowym stadionie, który powstaje z myślą o Euro 2012. To oznacza więcej kibiców, nowe możliwości marketingu i pozyskiwania pieniędzy...

A.K.: Na potrzeby nowego stadionu została powołana spółka Lechia-Operator, która podpisała 10-letnią umowę z właścicielem stadionu na zarządzanie obiektem. Wszystkie zyski ze swojej działalności będzie przekazywać na rozwój Lechii. W najbliższym czasie ogłosi strategię zarządzania stadionem wraz ze szczegółami, zostaną podane ceny za loże VIP, zasady zagospodarowywania powierzchni komercyjnych, zasady wyłaniania dostawców usług na stadionie, itp. To będzie nowy, lepszy etap funkcjonowania klubu.
7 października 2010, 18:42 / czwartek
Cytat z artykułu Fakt-u pt. "Polscy piłkarze nie umieją podawać":

"W ekstraklasie najlepiej operuje piłką Lechia
W ekstraklasie najlepiej z podaniami na połowie rywala radzi sobie Lechia Gdańsk. Piłkarze Tomasza Kafarskiego (35 l.) w meczu z Legią Warszawa potrafili wymienić 7-8 podań na połowie przeciwnika, a jedna z takich akcji zakończyła się golem. Jak na nasze standardy – nieźle."
7 października 2010, 20:31 / czwartek
odnośnik kolejny artykuł o Lechii i w panoramie gdańskiej było "Murinho z Kaszub" :)
8 października 2010, 19:56 / piątek
powiem jedno : jak widzę te uchachane mordy małolatów , to że się przygotowali i że to było dla nich święto i że nasi piłkarze + Kafar się wczuli w klimat to mi się morda jarzy jak cholera ! Tak właśnie powinno być , to jest zajebiste ! odnośnik
8 października 2010, 22:03 / piątek
Małolata ma odwage:)odnośnik
9 października 2010, 04:02 / sobota
A w sumie moze w Sportingu Lezno rodza sie juz jakies talenty na miare naszej przyszlej Lechii? Lechii marzen... :)
9 października 2010, 09:25 / sobota
Krotki artykul na onecie:

Bogactwo z ostatniej chwili

Wszystko wskazuje na to, że Lechii nie grozi już powtórka z poprzedniego sezonu, gdy najlepszym snajperem drużyny był stoper Hubert Wołąkiewicz.

Dziś w zespole Tomasza Kafarskiego do gry w środku ataku kandyduje aż czterech piłkarzy, z czego dwóch może występować na skrzydłach.

Druga taka seria

Bogactwo w ataku zapewniły wzmocnienia dokonane tuż przed zamknięciem okna transferowego. W dwóch ostatnich meczach biało-zieloni strzelili osiem goli! Bedi Buval i Aleksandr Sazankow nie tylko już zdobyli bramki w polskiej ekstraklasie, ale zaostrzyli rywalizację w ataku, co bardzo dobrze wpłynęło na formę m.in. Pawła Buzały oraz podrażniło ambicję rutynowanego Tomasza Dawidowskiego.

- To jest zawodowy futbol. Każdy musi sam poradzić sobie z rywalizacją i przekonać mnie na boisku, na treningu, że to on zasługuje na grę - podkreśla trener Lechii.

Kafarski ma nie tylko więcej napastników niż miejsc w drużynie, ale także dobrał atakujących o różnych atutach. Tym samym może zestawiać skład również pod kątem gry konkretnego przeciwnika. Dlatego doskonale spisujący się w meczu z Górnikiem Zabrze Buzała tydzień później przeciwko Legii Warszawa usiadł na ławce rezerwowych, bo akurat przeciwko tej drużynie większy potencjał miał Buval.

I trudno sie nie zgodzic. Obejrzalem raz jeszcze retransmisje meczu z Legia. Nasza lawka silna jak nigdy - Legii zupelnie odwrotnie.
9 października 2010, 11:23 / sobota
Motława zamiast San Francisco. Wszystko o lechiście Deleu

Urodził się Penedo, na wschodzie Brazylii. Jego rodzice mieli dom nad rzeką San Francisco. Nad jej brzegiem zaczynał też grać w piłkę. - Wszyscy wtedy marzyliśmy, żeby zostać piłkarzami. Tylko mi się udało - mówi Deleu.

Naprawdę nazywa się: Luiz Carol Santos. "Deleu" to przezwisko.

- Kiedyś - tak opowiadali mi rodzice, bo byłem za mały, żeby to zapamiętać - cała rodzina oglądała mecz w telewizji. Nikt już nawet nie pamięta kto wtedy grał. Ale był tam piłkarz, który nazywał się "Leleu" czy "Deleu", ktoś powiedział: "Zobaczcie! Wygląda zupełnie jak nasz Luiz!" I tak już zostało - śmieje się Santos.

Z nadrzecznego boiska przeniósł się do szkoły dla młodych piłkarzy.

- Ojciec był przeciwny futbolowi. Mecze są w sobotę, a on prowadził bar z piwem i przekąskami na plaży nad rzeką i potrzebował kogoś do pomocy. A w weekendy było najwięcej klientów. Mama pomagała wymykać mi się z domu do klubu i wstawiała się za mną u ojca. Kłócili się z mojego powodu, ale ostatecznie bitwę wygrała mama. Ojciec poddał się i pozwolił mi trenować. Zawsze będę za to wdzięczny mamie - mówi Deleu i podnosi koszulkę - na brzuchu ma tatuaż przedstawiający twarz matki: ciemne oczy, rozwiane włosy opadające na twarz, na wargach delikatny uśmiech.

- A co oznacza ten drugi tatuaż?

Bo na ramieniu Deleu widnieje ogromne pióro, nad nim trzy tajemnicze litery: P, M, F.

- To na cześć mojej matki, ojca i dziecka.

Deleu zostawił w Brazylii pięcioletniego synka. - Kiedy poznaliśmy się z jego matką byliśmy bardzo młodzi. Nie jesteśmy razem. Ale co miesiąc wysyłam im pieniądze. Tęsknię bardzo za małym Luisem Felipe - mówi piłkarz.

Miał 16 lat, kiedy podpisał swój pierwszy kontrakt z klubem Penedence. Trenował w lokalnym klubie, ale kibicował słynnemu Flamengo Rio de Janeiro. Zakochał się w tej drużynie oglądając w telewizji to, co robił z piłką jego idol - legendarny Zico. Kiedy podrósł wsiadał w autobus i jeździł do oddalonego o ponad 300 km Rio podziwiać Romario. Po cichu marzył, że kiedyś ktoś z tego wielkiego klubu zwróci na niego uwagę.

- Nie miałem dobrego menedżera, takiego który potrafi otworzyć ci wiele drzwi. W Brazylii tak jest często - średni piłkarze dostają kontrakty zagranicą, a bardzo dobrzy zostają anonimowi tylko dlatego, że nie mają przebojowego agenta. Dlatego też wielkie kluby z południa Brazylii były dla mnie nieosiągalne, ale w końcu trafiłem do jednego z najlepszych na północy: Nautico Recife.

Paszport do piekła

Nautico wygrywało rozgrywki stanowe, ale nie potrafiło się dostać do brazylijskiej ekstraklasy. Deleu na próżno czekał na propozycję z klubu z najwyższej klasy rozgrywkowej, nie nachodziły też żadne oferty z Europy. Co roku zmieniał drużyny, w końcu jedna z legend Nautico z lat 80. - Baiano - i jego przyjaciel z pobytu w Recife znalazł rozwiązanie - zaproponował mu swojego menedżera.

- Niedługo potem dzwoni telefon. Słyszę: pakuj się, jutro lecisz do Portugalii na testy do Vitorii Setubal. Chwila radości, ale natychmiast konsternacja. Przecież ja nie mam paszportu. No pięknie, marzę o wyjeździe do Europy, a nie wyrobiłem nawet dokumentów! Nie spodziewałem się oferty z dnia na dzień, uciekła mi taka szansa.

Tymczasem inny przyjaciel Deleu, urodzony w Recife Edson, wpadł na inny pomysł. Grał w Europie w Marsylii, a w 2006 roku wylądował w Legii Warszawa, gdzie z powodzeniem występował przez dwa sezony. Wrócił do Recife już jako posiadający liczne kontakty także w Polsce menedżer. Zaproponował Deleu wyjazd do Polski, załatwił testy w Widzewie Łódź.

- Jechałem w ciemno, bo oprócz tego co opowiedział mi Edson nic nie wiedziałem o Polsce. Przed wyjazdem płakałem, bo rozstawałem się z całą rodziną i ze swoim synkiem, ale wiedziałem, że musze jechać, że to moja szansa na grę w Europie i że będę mógł w ten sposób pomóc rodzinie. Nie byliśmy bardzo biedni, nigdy nie brakowało nam na jedzenie, ale teraz interes ojca podupadł, matka, która jest nauczycielką harowała od rana do nocy na trzy zmiany, żeby zarobić na studia dla najmłodszej córki - tłumaczy Deleu.

W Widzewie wypadł nieźle, ale - Chcieli ze mnie na siłę zrobić napastnika. Lubię ofensywną grę, ale jestem bocznym obrońcą i na tej pozycji czuję się najlepiej. Ok, mogę zagrać w pomocy, ale snajpera ze mnie nie będzie. Na szczęcie Lechia szukała prawego defensora i wkrótce znalazłem się w drużynie trenera Kafarskiego - opowiada Deleu.

Szkoleniowiec Lechii już po kilku treningach wiedział, że to piłkarz jakiego szukał. Zabrał go na towarzyski mecz do Wilna z Żalgirisem. Jeszcze przed meczem Deleu podpisał kontrakt z Lechią i już w swoim pierwszym meczu był jej najlepszym zawodnikiem. Nie chciała jednak tego docenić mała grupa kibiców Lechii.
9 października 2010, 11:26 / sobota
- Kiedy byłem przy piłce słyszałem pohukiwanie imitujące odgłosy wydawane przez małpy. Wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, że to mogą być to kibice mojej drużyny - opowiada Deleu. - Dowiedziałem się o tym dopiero następnego dnia, kiedy byliśmy już w Polsce. Zrobiło mi się smutno, jakoś tam ciężko na sercu. Ale pomyślałem: najważniejsze to dobrze grać. Zresztą w Brazylii też są rasiści. Kiedy przez pewien czas mieszkałem na południu kraju w Santa Catarina - gdzie większość mieszkańców to biali - to kiedy w niedzielę wchodziłem do kościoła wszystkie głowy odwracały się w moją stronę. Ale mimo tego incydentu podczas meczu w Wilnie nie myślałem o tym, żeby zrezygnować z gry w Lechii. Moim celem jest grać. Zostałem i nie żałuję. Podczas pierwszego meczu w Gdańsku z Villarreal kibice przywitali mnie aplauzem, kiedy byłem przy piłce rozlegały się brawa.

Na razie nie zakumplował się z żadnym piłkarzem. - Trudno mówić o przyjaźni, skoro z nikim nie mogę się dogadać - Deleu mówi tylko w ojczystym języku. W szatni nie ma nikogo kto rozumie portugalski. - To tylko dopinguje mnie do tego, żeby jak najszybciej nauczyć się polskiego. Piszę taki swój własny słowniczek: słowo po portugalsku i po polsku. Pomagają mi w tym koledzy z drużyny.

- Na początku próbowali mnie wkręcać i wmawiać, że jakieś brzydkie wyrazy znaczą coś innego. Na przykład słowo na "k", które po portugalsku znaczy zakręt. Coś za dużo tych "zakrętów" było jednak podczas treningu i szybko zorientowałem się o co chodzi. Moi koledzy są dobrymi nauczycielami - śmieje się Deleu, który łapie polski najszybciej z trzech ciemnoskórych piłkarzy, których w ostatnim czasie pozyskała Lechia. Abdou Traore i Bedi Buval mogą jednak rozmawiać ze sobą zarówno po angielsku jak i po francusku. Deleu nie ma natomiast to kogo się odezwać.

Co prawda - jak mówi - w drużynie jest Kaka. Ale to nie słynny brazylijski pomocnik, tylko Marcin Kaczmarek, który ma taką ksywę. - Żartuję sobie, że piłkarzy o nazwisku Traore jest wielu, tych którzy nazywają się Kaka tylko dwóch: Polak i Brazylijczyk - dodaje Deleu.

Na szczęście zabić samotność pomagają...sąsiedzi. - Odwiedzamy się: kiedy nie potrafię czegoś powiedzieć po polsku, radzę sobie na migi i jakoś się dogadujemy. Oni prowadzą w Gdańsku hotel, Villę Pascal. Kiedy nie jestem na treningach, to jestem u nich, to taki mój drugi dom - mówi piłkarz.

W mieszkaniu na osiedlu Jelitkowski Dwór głównie śpi i ogląda przez internet brazylijską telewizję: mecze piłkarskie i...telenowele. - Jak tylko wspomnę o telenowelach to Polacy od razu wspominają "Niewolnicę Isaurę". A to przecież taki okropnie stary film - śmieje się. - Póki, co nie jestem w Polsce sam: jest tutaj ze mną moja dziewczyna, niestety w listopadzie wraca do Brazylii.

W razie potrzeby ma telefon alarmowy. - Do Agaty, przyjaciółki Edsona, która świetnie mówi po portugalsku. Kiedy już totalnie się zapętlę i nic rozumiem - np. w sklepie - mówi Deleu.

W Brazylii edukację zakończył na przedostatniej klasie liceum. - A planowałem iść na studia, najlepiej kierunek związany z kulturą fizyczną. Ale jeśli będę robił postępy w polskim to być może spróbuję dokończyć edukację w Gdańsku. Kto wie? Co chcę robić kiedy przestanę być piłkarzem? Chciałbym mimo wszystko być związany z piłką: kierować klubem albo trenować młodych piłkarzy.
9 października 2010, 11:28 / sobota
W Gdańsku szybko się zaaklimatyzował w czym pomogło mu upalne lato. - Po treningu od razu lądowałem na plaży, była taka pogoda, że czułem się zupełnie jak w Brazylii. Teraz już tak fajnie nie jest, a wiem, że będzie dużo, dużo zimniej.

Wtedy będzie mógł się rozgrzać którąś z zup, które bardzo mu zasmakowały. - Polskie zupy są świetne, sałatki też, ale nie lubię surówek. W domu przygotowujemy jednak raczej brazylijskie potrawy: ryż z fasolą, mięso. Z Brazylii przywiozłem sobie worek manioku. W Trójmieście niestety go nie ma, ale w Warszawie już podobno można go dostać. Ale często jemy na mieście. Wpadamy też do brazylijskiej restauracji w Gdyni - opowiada. - Nie poznałem jeszcze żadnych Brazylijczyków, którzy mieszkają w Trójmieście. Za to często rozmawiam, czasem się nawet odwiedzamy, z Dudu, który gra w Widzewie.

Niedługo Lechia zagra z Widzewem, spotkają się więc na boisku. - Wtedy nasza przyjaźń nie będzie się liczyć. Na boisku nie ma przyjaciół. Możemy się przyjaźnić po meczu - zapewnia Deleu. - Wiem, że Lechia nigdy nie była jeszcze mistrzem Polski. Mam nadzieję, że w czasie mojego pobytu w Gdańsku się to zmieni i zapiszę się w historii tego klubu - mówi i obrusza się na twierdzenie, że jest 26 lat to zbyt dużo, żeby zrobić jeszcze wielka karierę w Europie. - Jest wielu zawodników, którzy eksplodują przed 30, ich kariery nabierają rozpędu. Dlatego nie mam zamiaru porzucać marzenia o grze w reprezentacji Brazylii. A kto wie, może kiedyś dostanę polski paszport i zagram w polskiej reprezentacji? No kto to wie? Przyszłość jest lubi zaskakiwać.

odnośnik
9 października 2010, 12:04 / sobota
W zasadzie powinno wylądować w "Uśmiechnij się" lub w podobnym temacie. Ale jakoś się nie mogę opanować czytając peany umieszczone w postach powyżej:
PYTANIE:
Dlaczego Murzyni nie chcą stać na bramce?
ODPOWIEDŹ:
Mają wrodzony strach przed siatką
10 października 2010, 12:32 / niedziela
Zestawienie ekstraklasy uwzględniające wyłącznie pierwsze połowy meczów Lechia druga za Bełchatowem jedynie różnicą bramek

odnośnik
11 października 2010, 09:24 / poniedziałek
z futbalnews.pl
Kafarski: Zawsze można coś poprawić

- Pierwsza szóstka to nasz cel - zapowiada Tomasz Kafarski, trener gdańskiej Lechii, która - łącznie z meczem Pucharu Polski - wygrała pewnie cztery ostatnie spotkania. Szkoleniowiec gdańszczan nie ukrywa, że spory wpływ na zespół miało przyjście Bediego Buvala i Razacka Traore.

- Lechia jest zdecydowanie na fali. Pana podopieczni grają wreszcie tak, jak Pan sobie życzy?
- Nigdy nie będzie tak, jakbym sobie życzył. Zawsze będzie coś do poprawy, a to co przez pewien czas wyglądało dobrze, za jakiś czas będzie wyglądać gorzej. Cały czas trzeba coś poprawiać i dlatego właśnie to wszystko jest takie piękne. To nadaje sens tej pracy.

- Dobra gra Lechii to zasługa niedawnych wzmocnień?
- Wydaje mi się, że przyjście Buvala i Traore uzupełniło pewną lukę. Brakowało nam zawodników o takich parametrach. Poza tym z nimi w składzie lepiej zaczęła funkcjonować cała drużyna. Bajic, Surma, Nowak, cała defensywa - wszyscy wyglądają dużo pewniej. Konkrety z gry wreszcie zaczął mieć też aktywny Ivans Lukjanovs, który zalicza asystę za asystą.

- Przyjście Buvala sprawiło, że wreszcie przestało się mówić, iż Lechii brakuje środkowego napastnika. Też Pan to zauważył?
- Tak i dlatego właśnie tak długo na niego czekaliśmy. Można powiedzieć, że to ten jedyny, który był nam potrzebny. Na razie Buval się sprawdza i mam nadzieję, że tak już zostanie. Z drugiej strony zawsze chcę, by siła ofensywna rozkładała się na cały zespół, a więc zależy mi na tym, by strzelców było jak najwięcej.

- Od pewnego czasu w pierwszym składzie nie gra Tomasz Dawidowski. Chyba nie chodzi o kłopoty zdrowotne, bo w dwóch meczach rezerw "Dawid" zdobył pięć goli.
- Niestety, może grac tylko jedenastu. Poza tym umówmy się, że tego ostatniego hat-tricka Tomek zdobył przeciwko średniemu zespołowi. Tyle samo bramek w jednym meczu rezerw strzelił niedawno Michał Pruchnik, o którym pewnie wielu ekspertów nawet nie słyszało. On też nie gra w pierwszej jedenastce. To po prostu rywalizacja.

- Nie ma Pan wrażenia, że jak dobre wyniki osiąga Jagiellonia lub Bełchatów to chwali się Michała Probierza albo Macieja Bartoszka, a jak świetne występy zalicza Lechia, to mówi się "ale ten Kafarski ma zawodników!"?
- Nie zależy mi na tym, by media we mnie wierzyły. Zależy mi bardziej na opinii kibiców, działaczy, piłkarzy. Poza tym, z tym, co Pan mówi na razie się nie spotkałem. Wszystkie 120 tysięcy telefonów, które ostatnio odebrałem zaczynało się raczej od pochwał.

- To teraz trochę z innej beczki. Śledzi Pan poczynania... Kaszubii Kościerzyna w trzeciej lidze? Wyniki mają dość oryginalne – u siebie same wygrane, a na wyjazdach prawie wszystko "w plecy".
- Śledzę, oczywiście. Robię to choćby dlatego, że gram tam mój brat. Poza tym mam do tego klubu duży sentyment. Tam się przecież wychowałem. Powiem Panu nawet, że jak jest możliwość, to chodzę na ich mecze.

- Na co stać Kaszubię w tym sezonie?
- Nie chciałbym zmyślać, bo aż tak mocno teraz się w tej trzeciej lidze nie orientuję, ale myślę, że pierwsza szóstka to maks.

- Dla Lechii pierwsza szóstka to też maks?
- Zobaczymy. U nas pierwsza szóstka to raczej cel do zrealizowania.
13 października 2010, 23:47 / środa
nie jest to o Lechii, ale o Polsce w kontekscie euro

poczytajcie jak wlosi juz sie boja tu przyjezdzac:)
14 października 2010, 11:26 / czwartek
Krzychu z Zawistowskim w esce odnośnik
14 października 2010, 11:35 / czwartek
Bączek wyluzowany, spokojny, wygadany, a te śledziuch pizda spięta, że szok. oby tak samo na boisku :)
15 października 2010, 20:07 / piątek
Trener Tomasz Kafarski w niedzielę rano zarejestruje się, jako dawca szpiku kostnego. Wszystko w ramach akcji pomocy dla chorego na białaczkę 33-letniego Wojtka, kibica Lechii.

- W niedzielę mamy bardzo napięty program, ale z przyjemnością wygospodaruję te kilka minut, aby oddać 4 mililitry krwi i być może dać w ten sposób szansę na długie życie chorym na białaczkę – mówi Kafarski. – Gorąco zachęcam również innych. Ten prosty gest może mieć olbrzymią wartość. Wyjdźmy na mecz derbowy nieco wcześniej i zarejestrujmy się jako dawcy szpiku.

BRAWO KAFAR
16 października 2010, 01:32 / sobota
Fajny materiał. Jeśli już było - przepraszam.

odnośnik
16 października 2010, 04:04 / sobota
Trzymaj sie Wojtek i nie poddawaj sie !!!! odnośnik
16 października 2010, 11:18 / sobota
Z żoną idziemy w niedziele oddać krew, chłopie trzymaj się !

Tak na marginesie, 1:30 śledź potrzebuje kartki żeby ryknąć eeeeeeeeeeeeeemmmmmmmmmm, dobre :)
16 października 2010, 11:57 / sobota
"Wszyscy porządni kibice wiedzą, co oznaczają derby. Rozbieżmy ten zagadkowy konstrukt na części pierwsze i przyjrzyjmy się dokładnie motywom, które napędzają ich mechanizm. Słowo „derby” pochodzi od nazwy angielskiego miasta Derby, w którym od ponad dwóch stuleci odbywa się coroczny wyścig trzyletnich koni. We współczesnym znaczeniu derby to emocjonująca potyczka rywali zza miedzy.

Każda szanująca się aglomeracja posiada co najmniej dwa kluby piłkarskie, których drużyny rywalizują ze sobą, a kibice - mówiąc eufemistycznie - za sobą nie przepadają. Wystarczy podać przykłady Celtiku i Rangersów ze szkockiego miasta Glasgow tudzież belgradzkich Crveny Zvezdy oraz Partizana... W Polsce lokalne anizmozje najdobitniej uosabiają przykłady Wisły i Cracovii oraz Lechii i Arki. Fani przeciwnych drużyn żyją miłością do swego klubu, którą podgrzewa nienawiść do lokalnego rywala. Im bardziej kocha się Lechię, tym bardziej nie cierpi się Arki i jej kibiców - i odwrotnie. Radykalni kibole obydwu drużyn przypominają hordę troglodytów lub rozjuszonych psów, które biegną za fałszywym królikiem: wyzywają się na „dyskusyjnych" forach, umawiając się na „ustawki” i wygrażając sobie wzajem. Najzabawniejsze w tym wszystkim, iż rzeczona antypatia nie dotyczy samych piłkarzy, którzy po meczu żartują ze sobą i zachowują się jak starzy, dobrzy kumple.

Wiem, że kibole mogą nie czytać moich felietonów. Wiem też, że kibole mogą nie czytywać niczego i nie podlegać procesom refleksji, introspekcji, a nawet ewolucji, Mimo to aż do usranej śmierci zamierzam pisać o tym, że lokalny patriotyzm nie musi implikować nienawiści do lokalnego rywala. W sąsiednich Niemczech fani Werderu Brema i HSV Hamburg potrafią kibicować przeciwko sobie podczas potyczki ich ukochanych drużyn; zaraz po meczu idą do knajpy i razem żłopią piwo. Basista mojej rodzimej kapeli kibicuje za Arką; ba, nawet moja ukochana dziewczyna jest regularnym „śledziem". Czy to nie wspaniałe? Oto jak manifestuje się światowa wielość, różnorodność, rozmaitość... Jako wrzeszczański „beton” trzymam ze „śledziami", szanując wybór ich serca i nie przestając się z nimi kumplować. Ale może taka sytuacja nie wyzwala odpowiedniej adrenaliny - można to zrozumieć. Skoro humanizm i empatia nie kręcą, zapraszam wszystkich ustawkowiczów na wojnę do Afganistanu - tam możecie się wyżyć do woli... Natomiast wszystkich porządnych kibiców zapraszam w niedzielę na Traugutta!"

Obawiam się, że wraz z przejściem na nowy stadion (co mnie średnio cieszy) takich clownów jak tymański pojawi się znacznie więcej.

Tu jeszcze niewielki cytat z wpisu tymańskiego sprzed 2 lat:

"Nie boję się kiboli Lechii - to mój klub i moje miasto, więc mogą mi skoczyć. Natomiast było mi przykro oglądać te sceny, myśląc o naszym ukochanym Larrym, zaniepokojonych muzykach, ich dzieciach, wreszcie gościach z Trójki. Gdzie była policja? Czemu nie zabezpieczono imprezy, wiedząc, że lechiści mogą świętować awans na mieście? Czy to w ramach prywatnego kibicowania prezydent Adamowicz pobłaża prostakom, których w każdej chwili może ponieść chuligańska fantazja, w sekundę transformująca radość z awansu w irracjonalną agresję? Panie prezydencie, niech Pan wreszcie zareaguje - przecież chwilowo nie musi się Pan martwić o elektorat. Do Euro 2012 mamy okrągłe cztery lata, żeby poradzić sobie z tym badziewiem. Ostatnio dużo się o nim mówi i pisze, ale skutków - wciąż ani widu, ani słychu."
16 października 2010, 23:16 / sobota
W PS jest art. o Romanie i Tomaszu Koryncie. W tekście jest wypowiedź Tomasza: "Gdy grałem w Gdańsku cały czas mieszkałem w Gdyni. Jeszcze w czasach szkolnych, zwłaszcza po wygranych meczach, słyszałem wiele złośliwości, docinano mi, a wyzwiska "lechista" czy "murarz" należały do łagodnych."

Człowiek uczy się przez całe życie - teraz dowiedziałem się że "lechista" to wyzwisko, a myślałem że to brzmi dumnie. :(
17 października 2010, 15:57 / niedziela
Dla tych co nie mogą być na derbach odnośnik
Stawiam 4-0 dla nas!!!! Lechia Gdańsk!!!!!!
17 października 2010, 15:59 / niedziela
17 października 2010, 22:54 / niedziela
źródło wybiórcza
---------
Arka zapłaciła karę za bezbarwny, toporny futbol i przegrała derby z Lechią. Już po raz piąty z rzędu w ekstraklasie. Teraz już nikt nie ma wątpliwości, że w najlepszą drużyną w Trójmieście jest Lechia. W tabeli biało-zieloni awansowali na 3. miejsce

Ostatnie w derby na Traugutta (przeprowadzka na nowe stadiony Lechii i Arki na wiosnę) nie były wielkim widowiskiem, a winni temu byli goście, którzy przyjechali się tylko bronić. Trenerzy Tomasz Kafarski i Dariusz Pasieka zamknęli ostatnie treningi swoich drużyn, ale nie przyszykowali niespodzianek w składach (w Arce w drugiej linii zagrał tylko Michał Płotka w miejsce Wojciecha Wilczyńskiego), ani w taktyce. Zgodnie z przewidywaniami Arka schowana była za podwójną gardą. Trzymała Lechię na dystans, a ta długo nie potrafiła zadać ciosu.

W pierwszej połowie mądrze broniąca się Arka, większe problemy miała tylko z Bedim Buvalem. Po faulach na Francuzie żółte kartki otrzymali środkowi obrońcy Arki Maciej Szmatiuk i Ante Rozić. W 38. Buval zmusił do błędu Marciano Brumę, w pole karne wbiegł Traore, ale jego strzał zablokował Szmatiuk. Lechiści próbowali różnych sposobów, ale nie mogli przebić szczelnego muru. Niewiele dawały też próby strzałów z daleka (Deleu z 30 m) i gdańszczanie szybko je zarzucili.

Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia Lechii. Po dograniu Abdou Traore w ostatniej chwili zablokowany został Buval, po rzucie rożnym piłkę głową musnął Ivans Lukjanovs, ale złapał ją bramkarz Arki Norbert Witkowski. Chwilę potem Deleu założył siatkę rywalowi, podał do Piotra Wiśniewskiego, ale ten strzelił w środek bramki.

"Wiśnia" pojawił się na boisku zastępując już w pierwszej połowie kontuzjowanego Marko Bajicia. Dwa tygodnie temu dał świetną zmianę w Warszawie w meczu z Legią, wczoraj nie szło mu już tak dobrze. Do czasu. W 78. min. Paweł Nowak dośrodkował z rzutu wolnego, Wiśniewski zgubił obrońców i mimo że piłka była już nisko głową trafił do siatki.

Arki nawet po stracie gola nie było stać na nic pozytywnego w ofensywie, zamiast tego swoją frustrację wyładowywała ostrą, a momentami brutalną grą. Co rusz dochodziło do spięć prowokowanych przez arkowców. W końcu niemal doszło to totalnej bijatyki wszystkich zawodników. Ostatecznie skończyło się tylko na trzech żółtych kartkach, ale to nie utemperowało gdynian. W 86. min za bezpardonowy atak w nogi Łukasza Surmy z boiska wyrzucony został Miroslav Bożok.

Do końca meczu Lechia kontrolowała wydarzenia na boisku. Sędzia doliczył sześć minut do czasu drugiej połowy, ale Arka ani razu - tak jak wcześniej - nie zagroziła praktycznie bezrobotnemu w niedzielę Pawłowi Kapsie. Tym samym piąte zwycięstwo Lechii nad Arką w ekstraklasie stało się faktem.
18 października 2010, 07:05 / poniedziałek
Na Onecie jakis baran napisal, ze gola dla Lechii strzelil Pawel Wisniewski. Poslalem juz im uwage.
19 października 2010, 18:23 / wtorek
źródło wybiórcza
-------------

Lechia: cisza po burzy, teraz czas na Wisłę

Buval po derbach z Arką : - To był najcięższy mecz w mojej karierze. Surma: - Arka zagrała lepiej, niż myślałem. Wołąkiewicz: - Nie mieliśmy w tym sezonie trudniejszego rywala

Biało-zieloni dopiero w końcówce wydarli Arce remis i po golu Piotra Wiśniewskiego wygrali 1:0. - To był mecz totalnej walki, ale ja lubię takie starcia. Mocny, fizyczny futbol, w tym czuję się jak ryba w wodzie - mówi z błyskiem w oku napastnik Lechii Bedi Buval. Jeszcze obolały po niedzielnym starciu z Arką, ale zachwycony tym, jak przebiegał mecz. - Tak wyglądają prawdziwe derby. Powiem szczerze, że był to chyba mój najcięższy mecz w karierze. Czuję się po nim, jakbym przerzucił tonę węgla. Ci dwaj wysocy obrońcy z nr 2 [Ante Rozić] i 23 [Maciej Szmatiuk] bardzo dali mi się we znaki i pokopali mnie strasznie. Ja nie byłem dłużny, było ostro, ale fair - podkreśla Buval. Z jednym wyjątkiem. - Piłkarz z nr 22 [Marciano Bruma] nieustannie nas prowokował. Kiedy na boisku rozpoczęło się to całe zamieszanie, musiałem go troszeczkę utemperować. Stanąłem po prostu w obronie kolegów z drużyny. W trakcie derbów zawsze podnosi się poziom adrenaliny, chociaż ta przepychanka była niepotrzebna - podkreśla Buval.

Poniedziałkowy ranek upłynął piłkarzom Lechii bardzo spokojnie. Krótki rozruch, rozbieganie i przede wszystkim lizanie ran po twardym boju z Arką. - Takiego meczu się spodziewaliśmy, choć muszę przyznać, że gdynianie zagrali lepiej niż oczekiwałem - mówi kapitan Lechii Łukasz Surma. - Nie był to może w naszym wykonaniu najlepszy mecz, ale taka ocena bierze się głównie z tego, jak prezentowaliśmy się w dwóch ostatnich spotkaniach z Górnikiem i Legią. Gdyby derby z Arką odbyły się na początku sezonu, nikt nie zawracałby sobie głowy stylem, bylibyśmy po prostu chwaleni za zwycięstwo. Poprzez swoją dobrą grę zawiesiliśmy poprzeczkę dużo wyżej i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Już w kolejnym meczu w Krakowie będzie okazja, żeby zagrać nie tylko skutecznie, ale i nieco bardziej efektownie. Chociaż słyszałem, że Wisła mimo porażki w Zabrzu zagrała o wiele lepiej niż w poprzednich meczach, czeka nas więc kolejny mega trudny mecz. Tym bardziej że Wisła nie wygrała pięciu meczów z rzędu, jest więc na pewno bardzo podrażniona. Z drugiej strony już na Legii pokazaliśmy, że nie boimy się nikogo - zaznacza Surma.

Po niedzielnym meczu w wypowiedziach piłkarzy Lechii przebija duża pewność siebie. - W poprzednim sezonie z reguły nie potrafiliśmy wygrywać meczów, w którym zdecydowanie nam nie szło. Teraz jest inaczej, bez względu na to, czy gramy pięknie i finezyjnie czy przeciętnie, jesteśmy w stanie pokonać każdego - podkreśla obrońca biało-zielonych Hubert Wołąkiewicz. - Lechia to obecnie trzeci zespół ekstraklasy, więc nie możemy ściemniać, że walczymy tylko o miejsce w szóstce. Oczywiście nie popadamy w hurraoptymizm, do ideału brakuje nam jeszcze sporo, ale z drugiej strony mamy przekonanie, że w naszej lidze możemy wygrać z każdym - zapewnia Wołąkiewicz.

W meczu z Wisłą mało prawdopodobny jest występ kontuzjowanego w meczu z Arką Marko Bajicia. Ostateczna diagnoza znana będzie dopiero we wtorek po badaniu rezonansem, ale sam zawodnik podkreśla, że noga mocno boli i w sobotę raczej nie będzie gotowy do gry.

Komentarz Tomasza Osowskiego

Piłkarze Lechii wygrali cztery mecze z rzędu, awansowali na 3. miejsce, a swoją grą rozbudzili apetyty na dalszy marsz w górę tabeli. Dopiero najbliższe tygodnie pokażą jednak, czy biało-zieloni już w tym sezonie są gotowi do walki o pierwszą trójkę ekstraklasy. Do końca roku zostało im jeszcze siedem ligowych meczów - wszystkie trudne. Tylko dwa z nich Lechia zagra u siebie (z Koroną i Widzewem), ponadto czekają ją wyjazdy do Krakowa (Wisła), Warszawy (Polonia), Poznania, Lubina i Chorzowa.

To będzie test nie tylko ze względu na siłę rywali. Dopiero druga część każdej rundy oddaje bowiem prawdziwą siłę zespołu. Jeśli rok 2010 Lechia zakończy jako zespół ścisłej czołówki, będziemy mogli powiedzieć: w Gdańsku narodziła się drużyna zdolna walczyć o europejskie puchary.
19 października 2010, 18:24 / wtorek
Było dwa razy w wątku o derbach...
19 października 2010, 18:30 / wtorek
jeśli tak sorki sprawdziłem ostatnią stronę ww wątku i nie było
19 października 2010, 18:40 / wtorek
Słabo sprawdziłeś :) Jest na ostatniej stronie:

MateuszMLG
18 października 2010, 22:42 / poniedziałek
odnośnik cisza po burzy...
21 października 2010, 11:16 / czwartek
odnośnik

A to info dla tych, którzy się tak domagali, aby Lechię pokazywać w C+. To teraz 4 kolejne mecze z udziałem Naszych grajków będą tam pokazywane. Oby to tylko nie miało wpływu na grę;)
21 października 2010, 11:31 / czwartek
Oby to nie miało wpływu na frekwencję wyjazdową
21 października 2010, 11:56 / czwartek
Akurat są to mecze, w których o liczby wyjazdowe raczej bym się nie martwił.

A najciekawszy mecz w najbliższym terminie nie będzie transmitowny przez TV.
21 października 2010, 14:28 / czwartek
WYBIÓRCZE wróżenie z fusów odnośnik
21 października 2010, 15:25 / czwartek
Jeden z profesorów na UG zawsze opowiadał taką krótką anegdodę na temat statystyk- mowil tak- "Idzie przez wieś chłop i prowadzi konia. Statystycznie każdy z nich ma po trzy nogi."
21 października 2010, 17:36 / czwartek
Wisio, nie obraź się, ale słaby był ten profesor UG jeśli nie rozróżnia pojęcia średnia arytmetyczna od tego czym jest statystyka. Trochę złośliwie - może trzeba było wybrać PG a nie UG? :-)

Niemoc umysłowa miernot z Wybiórczej to już standard. Powołują się na dane, które mogą co prawda zaciekawić, ale które podstawę do wniosków kto na co ma szanse w lidze stanowić moga tylko dla kompletnego idioty.
Swoją analizę zaledwie 10 obserwacji nazwali "Statystyka przeciw Lechii", podobnie jak "profesor UG" od Wisia zupełnie ignorując fakt, że statystyka to nauka o zjawiskach masowych, nijak mająca się do przeprowadzonej przez nich pseudo-analizy.
Według logiki GW większe szanse na podium ma drużyna, która obecnie jest niżej w tabeli niż Lechia (czyli ma mniej punktów). Taki wniosek wyciągają na podstawie tego, że zdarzało się tak cześciej w ostatnich 10 latach. Brawo!!! Sam nie wiem - Pulitzer czy bardziej Nobel? ;-)
21 października 2010, 19:02 / czwartek
źródło wybiórcza
---------------------------
Wisła? Nie ma strachu

Piłkarze Lechii chcą w najbliższą sobotę odnieść piąte ligowe zwycięstwo z rzędu. I nie ma znaczenia, że zmierzą się na wyjeździe z wicemistrzem Polski, bo Wisła Kraków ma serię odwrotną: nie wygrała od pięciu spotkań

Gdyby patrzeć tylko na nazwiska piłkarzy obu zespołów, biało-zieloni powinni obawiać się o wynik. Wiślacy Paweł i Piotr Brożkowie, Patryk Małecki, Radosław Sobolewski, Maciej Żurawski czy Łukasz Garguła - to wszystko potencjalne gwiazdy polskiej ligi. Ale w tej chwili są oni w cieniu Huberta Wołąkiewicza, Łukasza Surmy, Pawła Nowaka czy Abdou Traore. - Przyszedł taki moment, że jedziemy do Krakowa na Wisłę z jasnym przesłaniem: chcemy tam wygrać - mówi obrońca Lechii Krzysztof Bąk. - Zresztą kompleksów w stosunku do tego zespołu pozbyliśmy się już w poprzednim sezonie. Co prawda w lidze przegraliśmy na wyjeździe 0:3, ale przez 70 minut toczyliśmy wyrównany bój i gdybyśmy wykorzystali w pierwszej połowie jedną z idealnych okazji, wynik mógł być zupełnie inny. Kilka dni później w Pucharze Polski byliśmy już skuteczniejsi i wygraliśmy po dobrym meczu 3:1. To miłe wspomnienie, ale teraz piszemy nową historię - podkreśla Bąk.

Nowa historia Lechii to pięć zwycięstw z rzędu (cztery w lidze, jedna w Pucharze Polski, stosunek bramek 12:1!) i trzecie miejsce w tabeli. Wszyscy obserwatorzy podkreślają walory ofensywne gdańszczan, ich efektowną i ładną dla oka grę, a mało kto zwraca uwagę na świetną defensywę całego zespołu. Na palcach jednej ręki policzyć można dogodne sytuacje do zdobycia gola stworzone przez rywali w czterech ostatnich meczach ligowych. - Rzeczywiście straciliśmy w nich tylko jedną bramkę [z Górnikiem - red.], ale została ona zdobyta po ewidentnym zagraniu ręką - podkreśla Bąk. - Poza tym tylko Legia potrafiła stworzyć może ze dwie sytuacje, w tym jedną po moim dużym błędzie. Nasza praca nad grą obronną całego zespołu powoli zaczyna przynosić efekty, ale jest jeszcze dużo do poprawienia i mówię to bez kokieterii. W trakcie przerwy na reprezentację, wykonaliśmy kawał naprawdę ciężkiej roboty i myślę, że znów zrobiliśmy te kilka kroczków do przodu, co mam nadzieję będzie widoczne już w Krakowie i do końca rundy jesiennej - dodaje obrońca Lechii.

On i jego koledzy z obrony będą musieli powstrzymać nieco zardzewiałą machinę ofensywną Wisły. - Ale to ciągle groźny zespół z wieloma dobrymi piłkarzami - podkreśla bramkarz biało-zielonych Paweł Kapsa. - Taki Paweł Brożek, dwukrotny król strzelców ekstraklasy, nie zapomniał nagle jak strzela się bramki. Po prostu mu nie idzie. Potencjał drzemie w nim jednak ogromny i oby nie obudził się w sobotę. Ja w każdym razie czuję przed nim respekt i wiem, że nie będzie łatwo go powstrzymać - zaznacza Kapsa, który w tym sezonie puścił zaledwie pięć bramek.

Spotkania w Krakowie nie może doczekać się francuski napastnik Lechii Bedi Buval. - Przed nami kolejny wielki test. Wisła to jeden z nielicznych zespołów, który znałem z nazwy jeszcze przed przyjazdem do Polski. Wiem, że to wielka firma i bez względu na formę jaką prezentują obecnie, na pewno nie będzie nam łatwo o zwycięstwo. Z tamtejszych piłkarzy znam tylko Dragana Paljicia, który kilka miesięcy temu był na testach w Panioniosie [poprzedni klub Buvala - red.]. O ich obrońcach nie wiem nic, ale mam nadzieję, że nie kopią po nogach tak mocno jak ci z Arki - śmieje się Francuz.

Piłkarze Lechii ruszają do Krakowa w piątek rano. Po sobotnim meczu (początek godz. 18.15, transmisja Canal+Sport) udadzą się na minizgrupowanie do Gutowa, gdzie przygotowywać się będą do wtorkowego meczu Pucharu Polski z ŁKS Łódź. - Zabrałem tylko 18 zawodników, to powinno wystarczyć - mówi trener Tomasz Kafarski. - W razie jakiejś nieprzewidzianej historii przed meczem w Łodzi, jest możliwość dojazdu innych zawodników - dodaje szkoleniowiec. W porównaniu z szeroką kadrą na mecz z Arką, ze składu wypadli Marko Bajić (kontuzja, patrz ramka) oraz Marek Zieńczuk. - Zanim wystawię go w meczu ligowym, najpierw musi się ograć w rezerwach. Póki co nie jest jeszcze gotowy na ekstraklasę - tłumaczy Kafarski.

Bajić nie zagra do końca roku

Serbski pomocnik to drugi piłkarz Lechii, po Litwinie Vytautasie Andriuskeviciusie, którego kontuzja eliminuje z gry do końca roku. Bajić urazu nogi nabawił się w trakcie pierwszej połowy meczu z Arką. - To kontuzja stawu kolanowego, niestety na tyle poważna, że Marko na boisko wróci dopiero w przyszłym roku - podkreśla trener odnowy biologicznej Robert Dominiak.

Podczas spotkań z Wisłą i ŁKS Serba zastąpi w meczowej "18" Jakub Popielarz. Za to do pierwszej jedenastki prawdopodobnie wskoczy w jego miejsce bohater derbów Piotr Wiśniewski.
21 października 2010, 19:05 / czwartek
źródło wybiórcza
--------------------------------
Długo czekali na taką serię

Piłkarze Lechii wygrali cztery ostatnie mecze ligowe (1:0 z Cracovią, 5:1 z Górnikiem Zabrze, 3:0 z Legią Warszawa i 1:0 z Arką Gdynia). Po raz ostatni taka passa zdarzyła im się jeszcze w II lidze, w sezonie 2007/08. Na przełomie marca i kwietnia 2008 roku podopieczni wówczas Dariusza Kubickiego wygrali nawet pięć kolejnych spotkań: z Wisłą Płock 1:0 (gol Piotr Cetnarowicz), z GKS Jastrzębie 1:0 (Cetnarowicz), z Polonią Warszawa 2:1 (Paweł Buzała, Andrzej Rybski), 3:2 z Odrą Opole (Buzała, Maciej Rogalski, Robert Speichler) oraz 2:0 z Motorem Lublin (Cetnarowicz, Buzała). Zwycięski marsz zastopował dopiero zespół ŁKS Łomża, ale to i tak nie zatrzymało Lechii w drodze do ekstraklasy.

Tam ciężko było o podobne wyczyny. Od momentu powrotu do ekstraklasy Lechia miała wcześniej tylko dwie serie zwycięstw! Jedną trzymeczową (na przełomie sezonów 2008/09 i 2009/10 - 2:0 z Piastem Gliwice, 2:1 z Arką i 6:2 z Cracovią) i jedną dwumeczową (w sezonie 2008/09 - 1:0 z Arką i 1:0 z Górnikiem).
22 października 2010, 00:46 / piątek
odnośnik Świetny wywiad z Razackiem. Trzeba mu przyznac że potraktowali go jak ścierwo w Trondheim, a On nie pozostawał trenerom, dłużny.
22 października 2010, 08:58 / piątek
z tego co pamiętam, ART nie był w Trondheim aniołkiem, ale nie ma co wspominać ważne, że trafił do drużyny w której jest klimat i chęć zwycięstwa.
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.859