Gdańsk: sobota, 16 grudnia 2017
Lechia Gdańsk - serwis lechia.gda.pl
FORUM
Podstrony:


LECHIA W MEDIACH

strona 3/64

25 października 2010, 17:43 / poniedziałek
7 listopada 2010, 11:18 / niedziela
odnośnik

(...)has been marked by Walesa's local club, Lechia Gdansk, (...)

zajebiście, na wyspach jesteśmy klubem Wałęsy
7 listopada 2010, 11:35 / niedziela
Interspace, nadinterpretacja? czy braki z angielskiego ?
7 listopada 2010, 11:36 / niedziela
raczej to drugie :)
7 listopada 2010, 11:53 / niedziela
no może trochę to wyrwane z kontekstu i się czepiam..
7 listopada 2010, 19:06 / niedziela
bedzie dzisiaj liga+ online ?
7 listopada 2010, 22:09 / niedziela
źródło wybiórcza
---------------
Lechia drugi raz w tym sezonie przyjechała do Warszawy i drugi raz wyjeżdża z niej z kompletem punktów. Polonia co prawda nie przegrała aż tak wysoko jak Legia, ale i tak była tylko tłem dla bardzo dobrze dysponowanych gości. Oba gole dla gdańszczan zdobył Abdou Razack Traore, którego śmiało można nazwać bohaterem meczu.

Pierwsze pół godziny meczu można właściwie przemilczeć. Zupełny brak zaangażowania z obu stron, a w konsekwencji brak podbramkowych sytuacji - kompletnie nic nie działo się na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej.

W 30. minucie Paweł Buzała doskonale przepchnął na prawej stronie o głowę wyższego Piora Dziewickiego, wpadł w pole karne i oddał strzał. Piłka leciała prosto w Sebastiana Przyrowskiego, mimo to ten w swoim stylu odbił ją tak, że trafiła prosto pod nogi Abdou Razacka Traore. Piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej nie miał problemów z trafieniem do pustej bramki.

Oba zespoły miały jeszcze okazje do zdobycia przed przerwą goli, w doskonałych sytuacjach nie radzili sobie jednak Daniel Gołębiewski, który nie trafił do pustej bramki, i Paweł Nowak, którego strzał świetnie obronił Przyrowski.

Nie minęła minuta od rozpoczęcia drugiej połowy,a padła wyrównująca bramka dla gospodarzy. Sobiech dostał piłkę w pole karne, ale mając wokół siebie kilku obrońców Lechii, odegrał na szesnasty metr do wbiegającego Mierzejewskiego. Ten uderzył nie do obrony.

Niecałe dziesięć minut później znów prowadzili goście z Gdańska. W polu karnym Nowak uciekł Dariuszowi Pietrasiakowi, więc ten wyciął go od tyłu równo z ziemią. Do piłki podszedł Traore, który doskonale wyczekał, aż Przyrowski położy się na ziemi i uderzył w środek bramki.

Polonia prezentowała się bardzo słabo i nie zasłużyła na zdobycie wyrównującego gola. Mimo to gospodarzom prawie udała się ta sztuka, ale potężny strzał Łukasza Teodorczyka ofiarnie na twarz przyjął Sebastian Małkowski. Bramkarz Lechii kilka minut dochodził do siebie, później już jednak właściwie nie miał nic w tym meczu do roboty.
7 listopada 2010, 22:16 / niedziela
źródło wybiórcza
----------
Podopieczni Tomasza Kafarskiego zagrali z Polonią niemal identycznie jak kilka tygodni temu z Legią i znów odnieśli zwycięstwo w Warszawie

- Wracamy na zwycięskie tory, i to jest najważniejsze. Po dwóch porażkach taki mecz był nam potrzebny - mówił po meczu Sebastian Małkowski. Dla młodego bramkarza Lechii spotkanie w Warszawie było chrztem bojowym. Piłkarze Polonii nie mieli dla niego litości i dwukrotnie sprowadzali go na ziemię. I to dosłownie. Najpierw Daniel Gołębiewski po oddaniu strzału z impetem wpadł na bramkarza Lechii, a w drugiej połowie wprost w jego twarz potężnie strzelił z kilku metrów rezerwowy Łukasz Teodorczyk. Sytuacja była dramatyczna nie tylko ze względu na to, że Małkowski kilkadziesiąt sekund nie dawał znaku życia. Gdyby nie doszedł do siebie, na ostatnie kilkanaście minut do bramki musiałby stanąć zawodnik z pola, gdyż wcześniej trener Kafarski wykorzystał limit zmian.

- Serce mocno mi zabiło, ale wierzyłem, że Sebastian dojdzie do siebie. Czasami na treningach niektórzy zawodnicy z pola dla zabawy stają do bramki, ale oby nigdy nie musieli wykorzystywać tych doświadczeń podczas meczu - mówi szkoleniowiec biało-zielonych.

Kafarski po raz kolejny zaskoczył składem. W wyjściowej jedenastce niespodziewanie pojawił się Jakub Popielarz, za to na ławce rezerwowych wylądował Bedi Buval.

Lechia słabo weszła w mecz i w pierwszych 30 min dała się zepchnąć do defensywy, choć nie rozpaczliwej. Punktem zwrotnym spotkania była akcja Pawła Buzały, który przechytrzył Piotra Dziewickiego i oddał kąśliwy strzał na bramkę. Sebastian Przyrowski odbił co prawda piłkę, ale z celną dobitką nie miał problemów Traore.

Od tego momentu widzieliśmy już starą, dobrą Lechię. Co prawda kilka razy dopisało jej szczęście (w 40. min do pustej bramki nie trafił Gołębiewski, a w 72. min po strzale Bruno piłkę z linii bramkowej wybił Krzysztof Bąk), ale to goście kontrolowali przebieg meczu, momentami ośmieszając zespół Polonii.

Łyżeczką dziegciu w tej beczce miodu była kolejna w tym sezonie drzemka zespołu na początku drugiej połowy (identycznie było w meczu z Wisłą Kraków). Zaledwie 40 s po wznowieniu gry Artur Sobiech i Adrian Mierzejewski wykorzystali błąd gdańskiej defensywy i było 1:1.

- Niewiele brakowało, a w ogóle bym tej bramki nie zobaczył, gdyż dopiero wychodziłem z szatni - przyznaje Kafarski. - Ciężko powiedzieć, aby wynikało to z dekoncentracji, gdyż w przerwie mobilizacja była ogromna. Polonia wykorzystała po prostu gapiostwo naszych obrońców - twierdzi szkoleniowiec.

Chwila niepewności w gdańskich szeregach była króciutka. Akcję w trójkącie Traore - Marcin Kaczmarek - Paweł Nowak przerwał w polu karnym faul Dariusza Pietrasiaka. Pierwszą w sezonie "jedenastkę" dla Lechii ze spokojem zamienił na bramkę Traore.

A potem była już krakowska piłka biało-zielonych, przerywana tylko rozpaczliwymi wrzutkami grających bez pomysłu gospodarzy. W ostatnich sekundach w pole karne Lechii pobiegł nawet Przyrowski, ale wynik nie uległ już zmianie.

Martwić może jedynie kontuzja Ivansa Lukjanovsa, choć według pierwszych diagnoz nie jest zbyt poważna i Łotysz powinien w ciągu kilku dni wrócić do treningów.

cdn
7 listopada 2010, 22:19 / niedziela
źródło wybiórcza
---------
Oceny Lechii

Sebastian Małkowski. Wyrasta na ligowca pełną gębą. Zdarzają mu się jeszcze niepewne interwencje, ale kiedy trzeba, z narażeniem zdrowia pomaga zespołowi. Swoje dwie najlepsze interwencje, przy strzałach Gołębiewskiego i Teodorczyka, okupił nokautami.

Deleu. To nie był dobry występ Brazylijczyka, który szczególnie w pierwszej połowie był ogrywany przez rywali. Niemal tradycyjnie lepszy w grze ofensywnej, choć tym razem nie był tak efektywny.

Krzysztof Bąk. Dwa poważne błędy, kilka mniejszych. Mocno zamieszany w stratę bramki. Wyraźna obniżka formy, chyba zaszkodziły mu pochwały ekspertów widzących go nawet w reprezentacji Polski.

Sergejs Kożans. Ocena podobna jak kolegi ze środka obrony. Dawno nie przegrał tak wielu pojedynków główkowych.

Hubert Wołąkiewicz. Najpewniejszy z czwórki obrońców, kilka razy ofiarnie naprawiał błędy kolegów. Coraz częściej uczestniczy też w akcjach ofensywnych.

Jakub Popielarz. Ocena w tekście obok.

Łukasz Surma. Brakuje przymiotników, aby określić jakość jego gry. Biorąc pod uwagę rolę, jaką spełnia w zespole i mir, jakim się w nim cieszy, należałoby chyba napisać po prostu - kolejny cholernie dobry występ kapitana. Futbolowy Nostradamus, potrafi przewidzieć, gdzie znajdzie się piłka za kilka sekund.

Paweł Nowak. Wykonał harówkę, którą okrasił kilkoma perełkami. W kluczowym momencie wywalczył rzut karny, którym przybił pieczęć pod certyfikatem zatytułowanym „bardzo dobry mecz”.

Abdou Traore. Wygląda jakby w drodze na piłkarskie salony zmylił trasę i przez przypadek trafił na polską futbolową prowincję. I zachowuje się w jej realiach jak człowiek z innej bajki. Luz, swoboda, techniczne arabeski. Momentami jego nonszalancja może irytować, ale artystom wybacza się słabostki. A z rzeczy bardziej prozaicznych - potwierdził, że jest pewnym wykonawcą rzutów karnych.

Paweł Buzała. Lepiej czuje się jako środkowy napastnik niż skrzydłowy. Skutecznie walczył z dwa razy większymi Pietrasiakiem i Dziewickim. Przy bramce na 1:0 potwierdził, że spryt zawsze wygrywa z siłą. Kombinacyjna gra Lechii jest dla niego stworzona.

Ivans Lukjanovs. Dopóki nie zszedł z powodu kontuzji potwierdził swoje walory. W tej chwili ważny zawodnik zespołu, oby uraz nie był groźny.

Marcin Kaczmarek. Dawno nie grał jako skrzydłowy i było to widać. Zaledwie poprawny występ.

Tomasz Dawidowski i Marcin Pietrowski grali zbyt krótko.

Im dalej w las, tym lepiej

Przed meczem z Polonią wydawało się, że miejsce w środku pomocy - obok Łukasza Surmy i Pawła Nowaka - zajmie Hubert Wołąkiewicz, ewentualnie, przy bardziej ofensywnym wariancie, Abdou Traore. Tymczasem niespodziewanie w wyjściowym składzie pojawił się Jakub Popielarz, który do tej pory zagrał w ekstraklasie... 8 minut (z Górnikiem Zabrze). 20-letni wychowanek Krośnianki do Gdańska przybył na początku roku z Karpat Krosno. Grał głównie w Młodej Ekstraklasie, ale przed sezonem został włączony do kadry seniorów. Wczoraj po raz pierwszy zagrał od pierwszej minuty w ekstraklasie. - Początek był w jego wykonaniu niewyraźny, ale kłopot miała cała drużyna, nie tylko Jakub - mówi Kafarski. - Z każdą minutą szło mu coraz lepiej i co ważne, grał odpowiedzialnie. Jak na tak młodego człowieka zaprezentował dużą dojrzałość, szczególnie w działaniach defensywnych.

Jak swoją grę ocenia sam piłkarz? - Wiadomość, że zagram od pierwszej minuty, była dla mnie zaskoczeniem, jednak nie czułem jakiejś wielkiej tremy. Starałem się wykonać zadania, które zlecił mi trener i mam nadzieję, że się z nich wywiązałem. Żaden piłkarz Polonii nie dał mi się jakoś bardzo we znaki, za to ja trochę uszkodziłem Tomka Jodłowca - podsumował Popielarz.
8 listopada 2010, 20:21 / poniedziałek
źródło wybiórcza
--------
Lechia to najefektowniejsza drużyna ekstraklasy, a duża w tym zasługa pomocników Łukasza Surmy i Pawła Nowaka. Obaj przekroczyli już trzydziestkę, ale w lidze nie ma teraz lepszego duetu

- Z nami to fajna i dziwna sprawa - mówi Surma. - Jesteśmy z tego samego miasta - Krakowa, obaj jesteśmy wychowankami Wisły. Wywodzimy się z tej samej piłkarskiej szkoły, znamy się od małego i lubimy. Potem nasze drogi się na wiele lat rozeszły [Surma odszedł pierwszy z Wisły w 1998 roku] i spotkały się ponownie w Lechii Gdańsk. I tutaj nasza współpraca wygląda naprawdę dobrze - tłumaczy Surma, który pojawił się na Traugutta pół roku wcześniej niż Nowak, jeszcze za czasu trenera Jacka Zielińskiego.

Na wiosnę 2009 roku Lechia rozpaczliwie broniła się przed spadkiem. Uchronił ją od tego już nowy szkoleniowiec Tomasz Kafarski. Gdy tylko ugasił pożar, zaczął zaszczepiać zespołowi nowy, ofensywny styl. Potrzebował do tego kreatywnych piłkarzy, dlatego przed startem poprzednich rozgrywek sięgnął po Nowaka. Ten rozegrał kilka niezłych spotkań, ale potem niepokojąco przygasł. - Nie jest tak łatwo wejść do nowego środowiska i od razu być gwiazdą. Trzeba sobie tę pozycję wywalczyć. Nowak od początku był wartościową postacią, ale teraz gra układa mu się znakomicie - ocenia Kafarski. - Na dwójce Surma - Nowak oparłem grę i jestem z tego zadowolony. To różni zawodnicy, Nowak ma więcej inklinacji ofensywnych, Surma to zawodnik czyszczący, bardzo dobrze czujący grę, jej tempo. Wie, kiedy wejść przed przeciwnika i wygarnąć mu piłkę. To, co ich łączy, to fakt, że są ruchliwi, dobrze wyszkoleni technicznie, potrafiący grać na jeden, dwa kontakty. Idealnie pasują więc do mojej koncepcji. Ale to nie jest jeszcze ich apogeum formy, obaj są w stanie jeszcze bardziej się rozkręcić - przekonuje Kafarski, który 33-letniego Surmę polecał selekcjonerowi reprezentacji Polski Franciszkowi Smudzie.

Bez Surmy i Nowaka trudno sobie wyobrazić Lechię. Ich współpraca układa się wzorowo. - Mnie jako bardziej ofensywnemu zawodnikowi potrzebny jest taki piłkarz jak Łukasz. Często mnie asekuruje, przechwytuje dużo piłek i mi je zagrywa. Współpraca dobrze się układa. Także w trójkącie z Marko Bajiciem, a teraz z Kubą Popielarzem. Sami z Łukaszem nie dalibyśmy rady nikomu. Lechia to jest drużyna, kolektyw, wyrównana kadra, pełna dobrych zawodników. Kto nie wejdzie na boisko, na pewno nie obniży poziomu - tłumaczy 31-letni Nowak.

Obaj zagrali we wszystkich meczach Lechii w tym sezonie, 12 ligowych i dwóch w Pucharze Polski. W ekstraklasie Lechia zajmuje wysokie 4. miejsce, awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski. Poza nielicznymi przypadkami, w każdym z tych meczów pokazała efektowną piłkę. Mówi się już o stylu Lechii, porównuje go z Arsenalem. O ten styl dbają właśnie Surma i Nowak. - Cechuje nas to, że lubimy grać piłką, krótkim podaniem, lubimy to naszą małą grę. To efektowne, ale gdybyśmy przegrywali, to na pewno znalazłoby się wielu krytyków, którzy chcieliby, żebyśmy szukali sytuacji jedną, długą piką. Wszystko jest dobre, jeśli są wyniki. To strasznie ryzykowna gra, wielu się jej boi. Nasz trener na szczęście nie, wręcz uwielbia taką taktykę. Dobiera zawodników, którzy do niej pasują. Na szczęście nasza dobra gra poparta jest wynikami - cieszy się Nowak.

W niedzielę Lechia pokonała na wyjeździe Polonię Warszawa 2:1 i było to niezwykle ważne zwycięstwo. Po dwóch porażkach z rzędu kolejna sprawiłaby, że czołówka odjechałaby Lechii, a niebezpiecznie blisko zbliżył dół tabeli. - Gdybyśmy nie wygrali na Polonii, to bylibyśmy w środku tabeli. To był niezwykle ważny mecz, być może wręcz kluczowy - przyznaje Surma. Teraz gdańszczan czeka kolejny test, mecz z robiącym furorę w Lidze Europejskiej, ale zawodzącym na całej linii w ekstraklasie Lechem Poznań. Poznaniaków czeka jeszcze w środę zaległy mecz z Polonią Warszawa. Lechiści będą mogli więc porównać obydwa zespoły i jeszcze lepiej się przygotować. - Ja biorę zawsze najtrudniejsze scenariusze, więc zakładam, że Lech zagra tak jak w europejskich pucharach. Musimy zagrać więc lepiej niż Manchester City i jest to jak najbardziej możliwe - tłumaczy Surma. - Nie interesuje mnie, jaki będzie to Lech, ligowy czy pucharowy. Ważne, żebyśmy byli sobą - uważa z kolei Nowak.

Jednego można być natomiast niemal pewnym. Mecz w Poznaniu będzie świetnym widowiskiem, starciem dwóch chcących grać w piłkę, myślących o strzelaniu goli drużyn. - Ale nawet jak przegrywamy, to wszyscy mówią o Lechii. Bo nas zawsze da się oglądać. Styl jest częścią tego zespołu, tego klubu. Same zwycięstwa są oczywiście OK, wszystko jest fajnie. Ale jak gramy ładnie, kibice mają dodatkową radość, a nas pokazuje chętnie Canal+. Styl wypracowaliśmy razem z trenerem, to obopólna zasługa - uważa Surma.

- Czy jesteśmy najlepsi w lidze? To chyba za duże słowo - mówi jednak skromnie Nowak.
9 listopada 2010, 10:28 / wtorek
Polowicznie o Lechii ale jest.

Czarna Magia. Felieton kibica Polonii.

Pewnego razu było sobie dwóch młodych, utalentowanych, niepokornych i żądnych sukcesów trenerów...

Pierwszy trener (rocznik '75) zdobył jako piłkarz złoty i srebrny medal w mistrzostwach Polski juniorów. W 2001 roku zdecydował się jednak zawiesić buty na kołku i podjąć pracę jako trener trzecioligowej drużyny, w której od kilku lat występował jako piłkarz. Mając 26 lat, stał się najmłodszym chyba trenerem pracującym na tak wysokim szczeblu (pomijając Jerzego Engela juniora, ale jego najlepiej byłoby w ogóle pominąć). Mimo ograniczonych funduszy udało mu się utrzymać w lidze przez pięć kolejnych sezonów. Został zatrudniony jako asystent trenera w jednym z klubów Ekstraklasy.

Pracował w tej roli przez trzy lata z trzema pierwszymi trenerami, aż w końcu w kwietniu 2009 roku sam obsadzony został na tym stanowisku.

W dwa sezony całkowicie zmienił oblicze drużyny - z zespołu broniącego się przed spadkiem uczynił zespół ekstraklasy, którego obawiać muszą się wszyscy. Aż strach pomyśleć, co osiągnie za sezon lub dwa, bo w tej chwili ma zaledwie 35 lat...

Drugi trener (rocznik '78) jako piłkarz nie odnosił sukcesów, a kontuzja szybko zakończyła jego piłkarską karierę. W 1998 roku zabrał się do trenowania młodzieży w klubie ekstraklasy, którego był wychowankiem. Jego drużyny zdominowały rozgrywki na szczeblu regionalnym i dwukrotnie zdobyły srebrny medal mistrzostw Polski juniorów. Jego sukcesy zaowocowały angażem w reprezentacji Polski U-15, która toczyła równorzędne boje z czołowymi drużynami Europy. W swoich klubowych drużynach juniorskich i w reprezentacji wychował niezmiernie szerokie grono zawodników, którzy zdołali przebić się do seniorskiej piłki.

Pracując w seniorskiej piłce, nie miał tyle szczęścia, co pierwszy opisywany trener. Zdołał utrzymać w lidze jedną z trzecioligowych drużyn, jednak nie chcąc odpuścić żadnej szansy i walcząc o byt, łączył tę pracę z byciem trenerem reprezentacji i pracą z grupami młodzieżowymi w ekstraklasie, co oczywiście było na dłuższą metę niewykonalne. Pracując w roli asystenta kolejnych trenerów, był na przemian obsadzany na stanowisku i zwalniany. I tak w kółko, bo zmian trenerów w jego klubie było mnóstwo (ciekawe, kiedy nastąpi kolejna...).

Jak nietrudno zgadnąć, pierwszym opisywanym trenerem jest Tomasz Kafarski, a drugim - Michał Libich. Będąc w melancholijnym nastroju po zakończeniu spotkania z Lechią, zacząłem mocno się zastanawiać, co by było, gdyby Michał Libich dostał po zdobyciu w 2005 roku wicemistrzostwa Polski Juniorów Starszych możliwość konsekwentnej, długookresowej pracy z pierwszą drużyną i taki kredyt zaufania jak Tomasz Kafarski? Cóż, możemy tylko zgadywać... W niedzielę dostaliśmy poglądową lekcję pokazującą nam boleśnie, że takie rozwiązania się niekiedy sprawdzają. Trzeba tylko mieć trochę wyobraźni i trochę cierpliwości. Nie trzeba za to dużych pieniędzy. Niby takie proste, jakże jednak trudne do osiągnięcia w naszej Polonii.

Zrodlo: GW
14 listopada 2010, 12:30 / niedziela
W całej Polsce jak grzyby po deszczu pojawiają się inwestycje finansowane ze środków Unii Europejskiej. Jednak rzadko słychać o nich w kontekście piłki nożnej. Zmienia to inicjatywa kibiców Lechii Gdańsk, którzy uzyskali w ten sposób pieniądze na... oprawy meczowe.

Kibice Lechii ze stowarzyszenia "Lwy Północy" złożyli wniosek "Artyści ze stadionów" do Narodowej Agencji Programu "Młodzież w Działaniu". Projekt znalazł uznanie w oczach komisji przyznającej fundusze na realizację.

Debiut oprawy za pieniądze z Unii można było podziwiać podczas derbów Pomorza. Teraz każdy mecz będzie realizacją projektu. Ale to nie wszystko. Projekt zakłada wiele działań niezwiązanych z akcjami stadionowymi. W gimnazjach odbędą się warsztaty dla uczniów, podczas których młodzież zapozna się z tematem kibicowania. Dzięki temu marka "Lechia" stanie się popularna wśród nastoletnich fanów. Czas pokaże, czy nowatorska inicjatywa znajdzie naśladowców w całej Polsce...

onet.pl
14 listopada 2010, 17:00 / niedziela
Kasa kasą, ale z ideologicznego punktu widzenia to trochę wstyd, że kibice Lechii mieniący się ostatnim bastionem prawicy poniekąd wiążą się z tak skrajnie lewicowym organem jak Unia Europejska. Cóż...
14 listopada 2010, 17:04 / niedziela
Daj spokój to jest ogromny sukces i chwała im za to że stowarzyszenie LP, wykazało się takim pomysłem. Trzeba korzystac jeśli można.
24 listopada 2010, 13:12 / środa
za futbolnews.pl

Plan Lechii: mistrzostwo i puchary

Lechia Gdańsk zawarła kontrakt z Lotos SA, który ma być początkiem długofalowej współpracy. Pomoże to klubowi zrealizować nakreślony plan na najbliższe dziesięć lat. - Według niego mamy zostać mistrzem i regularnie grać w europejskich pucharach - mówi Błażej Jenek, członek zarządu klubu.

- Obecnie nasz nakreślony plan dziesięcioletni realizujemy nawet szybciej, niż zamierzaliśmy - zdradza w rozmowie z Futbolnews.pl. Ma na myśli pozycję gdańszczan w Ekstraklasie. Ale plany sięgają nie tylko dokonań na boisku. Lechia chce stworzyć ośrodek szkoleniowy z prawdziwego zdarzenia. - W przyszłym roku ruszy budowa pod Gdańskiem - zapowiada.

Klub myśli o transferach, ale dba także o własnych piłkarzy. W Lechii cieszą się, że w podstawowym składzie grywają choćby 23-letni Sebastian Małkowski czy też 18-letni Rafał Janicki. - Planujemy rozbudowę skautingu, w szczególności krajowego. Już teraz nasi wysłannicy działają w kilku krajach - przypomina Jenek. Dodaje, że klub współpracuje także z trzema agencjami menedżerskimi.

Obecnie furorę w polskiej lidze robią dwa zagraniczne nabytki gdańszczan: Bédi Buval oraz Abdou Razack Traoré. - Mamy określoną koncepcję naszej kadry. To osiemnastu zawodników gotowych do gry oraz sześciu młodych, którzy wchodzą do zespołu - podkreśla działacz Lechii. - O tym, czy kupujemy piłkarza, decyduje jego klasa. Jednak jeśli mamy do wyboru piłkarzy o podobnych umiejętnościach z Polski i z zagranicy, stawiamy na tego pierwszego - przypomina.

Cel tych wszystkich działań jest prosty: mistrzostwo Polski. - Nasz plan na najbliższe dziesięć lat zakłada, że będziemy najlepsi w kraju, a o marce "Lechia" będzie równie głośno co o Wiśle, Legii czy Lechu. Chcemy regularnie grać w pucharach. Natomiast nie chcę mówić, co będzie już za rok, dwa czy pięć. Wynik sportowy jest sprawą otwartą i tu pieniądze nie grają - podkreśla Jenek.

odnośnik
24 listopada 2010, 15:56 / środa
W piątek w sportowej wersji Faktu, czyli Przeglądzie Sportowym bedzie dodatek a w nim artykuł o meczu Lechia-Juve.

TYLKO LECHIA!
24 listopada 2010, 17:01 / środa
cygnus --- możesz napisać coś więcej ,dokładnie na jakim programie i o której?
24 listopada 2010, 17:07 / środa
w gazecie korzeń, w gazecie...
24 listopada 2010, 18:20 / środa
odnośnik

Korzen - Krzycho ma racje Przegląd Sportowy dostępny tylko w kioskach. :)

TYLKO LECHIA!
25 listopada 2010, 07:13 / czwartek
Grał we Francji, Anglii, Grecji, Danii - a teraz w Lechii Gdańsk.

Paryska 93. dzielnica nie jest najpiękniejszym miejscem na świecie. Stadion Red Star otaczają wymalowane w graffiti blokowiska, spomiędzy nich wyłaniają się zniszczone trybuny czwartoligowego klubu. Tylko jedna nadaje się do użytku.

Treningi piłkarzy oglądają z balkonów zakapturzeni Arabowie. To zwykłe getto. Bedi Buval wychował się w rodzinie emigrantów z Martyniki i Gwadelupy, ale dwie dzielnice dalej. Domont to był jednak luksus.

- Paryż to nie tylko Les Champs Elysees. Do ludzi nie dociera, że to naprawdę tylko niewielka część miasta. Saint-Denis, dzielnica 93., to miejsce, w którym krzyżują się Algieria, Tunezja i Martynika. Jej mieszkańcy nie dostali szansy na adaptację. Z nami było inaczej. Rodzice przylecieli do Paryża, by ukończyć studia i znaleźć pracę. Zostali pielęgniarzami. Są obok tego wszystkiego - mówi.

Gdy Bedi Buval włącza telewizję w swoim apartamencie w Gdańsku, często wybiera japoński kanał. Gdy ogląda mecz ligi japońskiej, na jego twarzy maluje się uśmiech. Kiedyś wymyślił, że na Dalekim Wschodzie zakończy karierę. Siedząca obok na kanapie dziewczyna Bediego (Dunka) robi wielkie oczy, ale Buval wie, co mówi. Francja, Anglia, Dania, Grecja, Polska - to kraje, w których 24-latek zdążył już zagrać. Jeśli rozpoczął wędrówkę, chce ją kontynuować na dobre.

Zrodlo: Onet

Mam nadzieje, ze nie jest mu tak predko do wyjazdu.
25 listopada 2010, 08:12 / czwartek
jeśli będzie grał a nie kopał się po czole i udawał kalekę to tak szybko nie odejdzie. Ale TYLKO jak będzie grał. W innym wypadku niech wypi#$5ala do skośnookich.
26 listopada 2010, 18:33 / piątek
Jeśli ktoś nie kupił lub zapomniał kupić dzisiejszego Przeglądu sportowego z dodatkiem Magazyn Sportowy to zamieszczam artykuł Bastion Lechia, który dzisiaj był zamieszczony, a wcześniej na stronie "PS" był umieszczony jego fragment. Oto zrzuty:

odnośnik
odnośnik
odnośnik
odnośnik
odnośnik

Pozdrawiam
26 listopada 2010, 18:47 / piątek
Jeśli ktoś miałby problem z załadowaniem zdjęć to proszę pisać. Wrzuce wtedy je na inny serwer.
26 listopada 2010, 21:12 / piątek
Bóg zapłać Simek*

* - najlepiej mistrzostwem Lechijki ;)
26 listopada 2010, 22:01 / piątek
Powstał nowy dział w internetowym wydaniu wybiórczej. Pomijając fakt, że to "ta gazeta" uważam za fajna sprawę, że ktoś z naszych ma możliwość bez żadnej korekty tekstu pisać o tym, co myśli zarówno sam Autor, jak i większość z nas... Cel uświęca środki a jest ciągle dUUUżo do zrobienia... Edwin, połania pióra...

Po 14-stu kolejkach punkt straty do wicelidera krakowskiej Wisły. Utopia? Raczej żal, że to Wisła nie traci do nas obecnie kilku punktów. Gdyby punkty były przyznawane za "wrażenia artystyczne", za prezentowaną formę, za jakość gry.... Nie tylko w moim przekonaniu bylibyśmy wtedy wraz z Jagielonią zdecydowanym liderem ekstraklasy.
Tegoroczna rzeczywistość przerasta najśmielsze oczekiwania. W meczu z Widzewem byliśmy zdecydowanym faworytem, po pierwszej połowie lekki szok... To Łodzianie dominują, a Lechia gra bez ładu, składu i polotu, do którego nas ostatnio przyzwyczaiła!

Jednak nadeszło drugie 45 minut. Bramka Iwana ze spalonego? Faktycznie spalony ewidentny, tyle że po wcześniejszych decyzjach panów z gwizdkiem takich nieodgwizdanych spalonych należy nam się jeszcze kilka!

Osobiście bardzo cieszą bramki Łotysza i Buziego, obaj od dawna napędzają całą ofensywę i te bramki zwyczajnie się chłopakom należały.

Na koniec wrócę do wyjazdu do Poznania. Piękna sprawa, dwa tysiące biało-zielonych, mimo boiskowej porażki, na trybunach pełna dominacja Lechii, świetna oprawa i "przekrzyczany" mistrz Polski na swoim stadionie. To chwile, dla których warto żyć.

No i wielkie brawa dla Lwów Północy za organizacje wyjazdu, hasło "szyk i elegancja" zyskało nowy wymiar, a kibice pokazali, że progres jest widoczny nie tylko na boisku.

Sielanka? Tak! Ale chcemy, by trwała wiecznie!

Z biało-zielonymi pozdrowieniami

odnośnik
26 listopada 2010, 22:07 / piątek
Przepraszam, że temat ten sam, ale jest też drugi artykuł: odnośnik

Dla nie Wchodzących na strony wybiórczej:

Relacje piłkarza z klubem przypominają czasem małżeństwo. W codziennym życiu mąż z żoną idą ramię w ramię, mierząc się z rzeczywistością, pokonując różne zakręty i przeciwności, walcząc wspólnie o lepszą dla obojga przyszłość.

Z reguły prędzej czy później pojawiają się jakieś zawirowania, trudności, wzajemna różnica zdań czy problem z osiągnięciem kompromisu - krótko mówiąc kryzys.

Jeżeli jest on poważny, a taki "kawaler z odzysku", przystojny i mający ciekawe perspektywy ,najczęsciej na horyzoncie szybko pojawiają się rozmaite panny widzące dla siebie szanse na złowienie smakowitego kąska.

W Gdańsku takim kawalerem na rozdrożu jest aktualnie niejaki Hubert Wołąkiewicz, jeszcze na poważnie nie zaczął się zastanawiać nad rozwodem, a już zaczęły się w konkury ustawiać różnej maści kandydatki.

Jak plotka niesie najbardziej natarczywe w tym towarzystwie są :obyta na europejskich salonych "poznańska lokomotywka" oraz mniej atrakcyjna, za to niezwykle zamożna, "warszawska czarna koszula."

Jednak gdy się bliżej przyjrzeć obie kandydatki wyglądają już mniej interesująco, nie tylko są rozwódkami ,które opuściły rodzime miejscowości w dwuznacznych okolicznościach to dodatkowo nasz kawaler musiałby układać sobie z nimi relacja od przysłowiowego zera.

Drogi Hubercie, pamiętaj, że to u boku Lechii wypłynąłeś na szerokie wody, jak wiele jej zawdzięczasz i jak bardzo ona liczy na Ciebie, wiele już razem osiągnęliście, a jak wiele nadal osiągnąć możecie... Z biało-zielonymi pozdrowieniami

... z BIAŁO - ZIELONYMI pozdrowieniami
26 listopada 2010, 22:36 / piątek
Piekne slowa,
HUBERT PAMIETAJ NIKT NIGDY I NIGDZIE NIE BEDZIE CIEBIE SZANOWAL I KOCHAL TAK JAK MY TERAZ !!!!!!!
ZOSTANIE Z NAMI BEZCENNE !!!! (za wszystko inne zaplacisz .....)
26 listopada 2010, 22:50 / piątek
Celne komentarze autora (choć źródło medialne niegodne) ;)
29 listopada 2010, 21:00 / poniedziałek
nie wiem czy zalicza się to pod media, ale obczajcie - chyba sprawka śmierdzących sąsiadów ... odnośnik
2 grudnia 2010, 07:51 / czwartek
odnośnik

Aejaejao!!!
2 grudnia 2010, 10:15 / czwartek
wstyd byc redaktorem weszlo :D
widac ze pedal nie wie co to przywiazanie do barw, i nie rozumie czemu kibice szydzą z AMICI WRONKI !!!!
2 grudnia 2010, 10:19 / czwartek
To nie weszlo, tylko tania podróba.
2 grudnia 2010, 11:03 / czwartek
chuj ze śledziami, oni to tylko w internecie mogą posapać.
W Trójmieście nie istnieją, to jakoś kompleksy leczyć muszą.

Lechia Gdańsk - Władcy Północy
2 grudnia 2010, 15:08 / czwartek
Boldi, amiki, przez "k". Ta podrobka weszlo to jakis syf, nie wiem kto w ogole czyta ta chujowa strone.
2 grudnia 2010, 19:45 / czwartek
Wiktor Ferfecki najlepszy redaktor radziecki!

Zapomniał dodać, że Donek poprowadził szturm na "górkę", a ostatnimi czasy pokazał razem ze swoja grupą miejsce w szyku tatarożercom z krainy podziemnej pomarańczy...
6 grudnia 2010, 18:30 / poniedziałek
Chcemy ulicy Pokoleń Lechii Gdańsk

Od kilu miesięcy w pomorskich mediach trwa prawdziwa burza, dotycząca nazwy ulicy, przy której będzie się mieścił nowy stadion gdańskiej Lechii - PGE Arena. Dziennikarze ścigają się w organizowaniu rozmaitych sondaży, proponowaniu czasem mniej, czasem bardziej kuriozalnych nazw.

Przy okazji oberwało się też kibicom. Oburzeni dziennikarze pytali: jakim prawem jacyś kibole mają decydować o nazwach gdańskich ulic!? Już odpowiadam.

Przede wszystkim kibice nie uzurpują sobie ingerencji wobec praw, które przypisane są Radzie Miasta. Jednak postaram się wyjaśnić, dlaczego akurat ten kawałek asfaltu ma dla nas tak wielkie znaczenie.

Stadion własnego klubu jest dla kibiców świątynią, miejscem wyjątkowym, a droga prowadząca do tak szczególnego miejsca powinna nosić godną nazwę. Czym jest "godna nazwa"? Słuszne pytanie. Ale powinno je poprzedzić jeszcze jedno: kto ma to oceniać?

Dlaczego o opinie w tej sprawie pytani są czytelnicy rozmaitych gazet i portali internetowych? Przecież to są często ludzie, którzy nigdy przy tej ulicy się nie pojawią. Idąc dalej tym tropem to przy wyborze nazwy każdej szkoły publicznej, placu miejskiego czy nowego skrzyżowania powinno być organizowane referendum!

Słyszałem również opinie, że prawo wyboru powinno należeć do mieszkańców Letnicy. Ciekawa koncepcja! Tylko ja nigdy wcześniej nie spotkałem się z sytuacją, żeby mnie - jako mieszkańca - pytano, jak powinna nazywać się jedna z okolicznych ulic. Nie zauważyłem również, by ktoś kupując mieszkanie, czy działkę zastanawiał się, czy warto to zrobić, ponieważ znajduje się przy ulicy o jakiejś nazwie "x", a nie "y"

Swoją drogą - propozycji nazwania najważniejszej dla dziesiątek tysięcy ludzi ulicy Gdańska na cześć cieku wodnego, o którym prawie nikt wcześniej nie słyszał, nawet nie zamierzam komentować [mieszkańcy Letnicy proponowali nadać ulicy nazwę Redewki-red.]

Z naszego punktu widzenia, z punktu widzenia kibiców, sytuacja wygląda nieco inaczej. Ulica Traugutta, zwana potocznie T29, to miejsce wyjątkowe, nazwa mająca swoją historię, od dziesiątek lat kojarzona ze stadionem gdańskiej Lechii i jej kibicami.

Znam wielu ludzi, którzy o tym szczególnym miejscu, potrafią powiedzieć: "to jest mój dom". Większość ludzi doświadczyła w życiu przeprowadzki, Ci którzy mają to za sobą, wiedzą, że to, czy będzie udana, zależy od procesu aklimatyzacji w nowym, dotąd obcym, miejscu.

Taka właśnie sytuacja będzie niedługo dotyczyła Lechii oraz jej kibiców. Stadion w Letnicy ma stać się dla nas nowym domem, o który będziemy dbać, opiekować się nim, utrzymywać go, ale jednocześnie, w którym powinniśmy się czuć jak u siebie - komfortowo.

Wisła Kraków ma swoją "Reymonta", Legia Warszawa- "Łazienkowską", Lech Poznań- "Bułgarską". My kibice gdańskiej Lechii chcemy mieć swoją "Pokoleń Lechii Gdańsk".

Należy podkreślić, że powyższa nazwa jest efektem szeregu dyskusji wszystkich grup kibicowskich, została wybrana spośród wielu innych propozycji, cieszy się także pełnym poparciem władz klubu. Trudno również nazwać ją kontrowersyjną.

Osobiście "Pokoleń Lechii Gdańsk" uważam za rozwiązanie optymalne, nazwa bezpośrednio odnosi się do gdańskiego klubu, a jednocześnie w pewien sposób honoruje wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek utożsamiali się z Lechią.

Według mnie względem takiej propozycji, tylko złośliwość, może stanąć na przeszkodzie, by nowy piękny stadion mieścił się przy ulicy o jakże dumnej i godnej nazwie "Pokoleń Lechii Gdańsk".

źródło: GW: odnośnik
6 grudnia 2010, 19:21 / poniedziałek
Jestem zszokowany, że taki artykuł znalazł się w tej skurwiałej gazecie :) Facet w tym co pisze ma sporo racji i powiela zdanie wielu z nas :)
6 grudnia 2010, 19:41 / poniedziałek
Simek to kibic pisal! To jest dzial w ktorym kazdy moze napisac co chce i nie cenzurują tego. Tak sie sklada ze osoba ktora napisala ten felieton jest hmmm aktywnym kibicem LG
6 grudnia 2010, 19:43 / poniedziałek
To, że jest kibicem to ja się domyśliłem... A w to, że oni nie cenzurują to ja nie wierzę, choćby mi to na piśmie dali. To jest tak czy inaczej GW, a nie jakaś obiektywna gazeta.
6 grudnia 2010, 20:00 / poniedziałek
6 grudnia 2010, 20:12 / poniedziałek
Simek, jak Chcesz, to poproś Autora tekstu, żeby Ci napisał, że nie ma żadnego ucinania tekstu przez naczelnego ani żadnej dziennikarzyny, to co wychodzi od Felietonisty trafia w takim samym składzie na stronkę GW:)...

z BIAŁO - ZIELONYMI pozdrowieniami
7 grudnia 2010, 13:04 / wtorek
odnośnik pozytywne.
10 grudnia 2010, 08:52 / piątek
Pomorska Kronika Biznesu w TVP Gdańsk w piątek o 18.10 i sobotę o 17.

W programie Marka Kańskiego - m.in. Wyzwanie czy biznes - rozmowa z Andrzejem Kucharem sponsorem strategicznym Lechii Gdańsk
11 grudnia 2010, 23:19 / sobota
odnośnik
o wywieszonym transparencie w Gdansku "bezkarne mordy" jaruzelskiego
15 grudnia 2010, 23:36 / środa
Zły cel Lechii: nie bijmy się o 4. miejsce!

Mamy półmetek sezonu. Przed nami długie tygodnie oczekiwania na kolejny mecz. To idealny moment na pierwsze podsumowania i zastanowienie się, co dalej. Sytuacja Lechii, miejsce w tabeli, zdobycz punktowa łudząco przypomina poprzednią jesień. Oczywiście tych punktów mogło i powinno być zdecydowanie więcej, ale na temat słabości naszych sędziów oraz nieskuteczności gdańskiej drużyny wylano już potok słów. Generalnie postawę biało-zielonych w pierwszej części sezonu należy uznać za satysfakcjonującą.

W tym miejscu chciałbym poruszyć inny temat, zastanowić się, co należy zrobić i jakich błędów trzeba uniknąć, by najbliższa wiosna nie była w niczym podobna do tej ostatniej.

W kilku słowach przypomnę tegoroczny wiosenny koszmar. Jeszcze przed startem rozgrywek, równy rok temu, pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały. Zadowoleni i tkwiący w samozadowoleniu włodarze naszego klubu oświadczyli, że jesienny cel został zrealizowany z nawiązką, drużyna nie potrzebuje wzmocnień, a na koniec sezonu zadowoli ich 8-e miejsce, niższe od wówczas zajmowanego!!! Na efekty tej minimalistycznej postawy nie trzeba było długo czekać. W lidze porażka goniła porażkę, na boisku brakowało walki, ambicji, celu. Kibice czuli się zażenowani patrząc na "popisy" kopaczy.

Chwilą oddechu dla zszarganych kibicowskich nerwów był ćwierćfinał Pucharu Polski zakończony efektownym wyeliminowaniem krakowskiej Wisły. Przez chwilę znów uwierzyliśmy, że jeszcze może być dobrze, że może nie będzie to stracony sezon. Na drodze do finału stanęła Jagiellonia, rywal jak najbardziej w naszym zasięgu. Oczyma wyobraźni już szykowaliśmy się na finał w niedalekiej Bydgoszczy. Wówczas właściciel klubu w jednym z wywiadów wypowiedział słowa, które chyba można uznać za cytat sezonu: "zdobycie pucharu stanowiłoby pewien problem".

Pan Kuchar tłumaczył później, że jego słów nie należało rozumieć wprost i że w rzeczywistości wcale tak nie myślał. Trener Kafarski słowa pryncypała zinterpretował jednak dosłownie i głęboko wziął je sobie do serca.

Inaczej nie umiem wytłumaczyć jego szaleństwa w pierwszym meczu z Białostoczanami: wystawiając rezerwowy skład zabił kibicowskie marzenia.

To był tak naprawdę koniec sezonu. Później mieliśmy kolejne kompromitujące porażki, a apogeum nieudolności i braku motywacji drużyny był przegrany w haniebnym stylu mecz z Piastem.

W pół roku został zniweczony długi okres mozolnej pracy, by Lechię postrzegać jako klub ambitny, stale rozwijający się, do upadłego walczący o każde zwycięstwo. Reakcja dużej części publiczności na te popisy była natychmiastowa: malejąca frekwencja, narastający konflikt na linii kibice-zarząd, w końcu protest.

Dość! To wspomnienie denerwuje mnie nawet teraz, gdy piszę te słowa.

Na szczęście życie dało Lechii drugą szansę. Sytuacja wyjściowa jest niemal identyczna, nawet zaryzykuję stwierdzenie, że korzystniejsza. Drużyna jest silniejsza, gra bardzo atrakcyjną i widowiskową piłkę, dodatkowo teoretycznie najsilniejsze w lidze drużyny prezentują się poniżej oczekiwań. Pojawił się bogaty sponsor. Za prawdziwy dar niebios trener Kafarski powinien uznać wylosowanie Jagielloni w Pucharze Polski. Trudno marzyć o lepszej szansie na rehabilitację.

Mówi się, że naprawdę głupi jest ten, kto nie potrafi wyciągać wniosków ze swoich porażek, kto popełnia po raz kolejny te same błędy. W tym miejscu apeluję do szanownego zarządu: określając cel na obecny sezon jako miejsca 4-6, wyrządzacie krzywdę drużynie, sobie, kibicom, Lechii. Tu nie chodzi o to, że oczekujemy, żądamy już teraz mistrzostwa Polski, czy nawet miejsca na podium, ale chcemy by Lechia o te zaszczyty walczyła z całych sił już teraz, w każdym meczu! Nie uda się, trudno, ale dlaczego celem nie są miejsca 1-6, tylko 4-6? Po co ten minimalizm, bezsensowne asekuranctwo? Zwłaszcza w perspektywie przenosin na nowy stadion.

Gwarantuje, że stawiając ambitne cele i robiąc wszystko, by ich realizacja była realna, o frekwencję nie trzeba będzie się martwić. To nie przypadek, że w Polsce już od pewnego czasu większość drużyn (także słabszych zarówno sportowo jak i finansowo od Lechii) przed sezonem deklaruje walkę o mistrzostwo czy też o puchary. Nie trzeba być specjalistą od marketingu, by wiedzieć dlaczego. W ogóle co to za cel 4., najgorsze dla każdego sportowca, miejsce?!

Gdańscy kibice nie mają jakichkolwiek kompleksów względem krajowych rywali. Piłkarze udowodnili, że także w nich drzemie ogromny potencjał, że są w stanie pokonać każdego rywala w tej lidze. Drogi zarządzie, szanowny właścicielu pora byście i Wy uwierzyli, że Lechia może i powinna być wielka już teraz!

źródło: GW
odnośnik
16 grudnia 2010, 17:27 / czwartek
Lechia Gdańsk po rundzie jesiennej

Nie mistrz Polski Lech Poznań ani lider Jagiellonia Białystok, ale Lechia Gdańsk prezentowała najładniejszą piłkę w rundzie jesiennej sezonu 2010/11. Lechiści zauroczyli nawet premiera Donalda Tuska (stały bywalec na ich meczach) i selekcjonera Franciszka Smudę, który komplementował ich grę.

Przed sezonem podopieczni Tomasza Kafarskiego nie byli wymieniani w gronie kandydatów do europejskich pucharów. "Zarząd postawił przed nami zadanie zajęcia szóstego miejsca" - mówił trener zespołu, który poprzedni zakończył na ósmym.

Przed obecnymi rozgrywkami nadszedł więc czas na zmiany. Z Lechią pożegnali się m.in.: Arkadiusz Mysona, Rafał Kosznik, Karol Piątek, Jakub Zabłocki, Maciej Kowalczyk, Peter Cvirik, Olegs Laizans. Do zespołu sprowadzono bocznych obrońców Litwina Vytautasa Andriuskeviciusa oraz Brazylijczyka Luiza Carlosa Santosa Deleu, ale do głównych transferów doszło już w trakcie rozgrywek. Wtedy gdańszczanie pozyskali atakujących Abdou Razacka Traore, Bediego Buvala czy Aleksandra Sazankowa, a do swojego byłego klubu wrócił pochodzący z Gdańska Marek Zieńczuk.

"Po zakończeniu ubiegłego sezonu zapowiedziałem przebudowę drużyny, ale zaznaczyłem, że nie zgodzę się na transfery zawodników gorszych, niż miałem do tej pory. Skoro nie udało się znaleźć takich w maju, czerwcu i lipcu, to ściągnęliśmy ich w sierpniu. I to takich, którzy od razu podnieśli poziom drużyny" - mówił Kafarski.

I Lechia dzięki wzmocnieniom prezentowała bardzo ładny, ofensywny futbol. Nie można jednak zapomnieć o piłkarzach będących wcześniej w kadrze zespołu, bez których styl podopiecznych Kafarskiego na pewno byłby gorszy. To rządzący w środku pola Łukasz Surma, który mimo 33 lat notuje chyba najlepszy okres w karierze i 31-letni Paweł Nowak, którego postawę doceniono w klubie przedłużając jego umowę o kolejne dwa lata. Postawę gdańszczan docenił też selekcjoner Franciszek Smuda, który powołał do reprezentacji obrońcę Huberta Wołąkiewicza.

Najlepszy okres Lechii w rundzie jesiennej przypadł od 17 września do 17 października, kiedy odniosła cztery ligowe zwycięstwa z rzędu, w tym wygrywając z Górnikiem Zabrze aż 5-1, pokonując przy Łazienkowskiej (po raz pierwszy od 49 lat) Legię Warszawa 3-0 czy ogrywając Arkę Gdynia w derbach Trójmiasta. Z perspektywy czasu wydaje się, że momentem przełomowym dla drużyny było spotkanie z Wisłą w Krakowie. Zawodnicy z Gdańska prowadzili w nim 1-0, po pół godzinie powinno być nawet 3-0, a ostatecznie przegrali 2-5.

- Dla mnie niezrozumiałym jest wynik. Skończyło się 2-5, a przecież stworzyliśmy bardzo dużo sytuacji, a do straty pierwszej bramki rządziliśmy na boisku - stwierdził po tym meczu załamany Kafarski. Od tego momentu Lechia grała w "kratkę". Zwycięstwa przeplatała porażkami i dlatego z trzeciego miejsca w tabeli, jakie zajmowała po derbach Trójmiasta, przesunęła się na szóste.

To oznacza, że szkoleniowca czeka jeszcze praca, ale on się jej nie boi, czego dowodem cytat wiszący w pokoju trenerów: "Próbuj, próbuj, próbuj. Pracuj każdego dnia. Ciężko pracuj. Nie mów za dużo, skup się na robocie. Skup się na teraźniejszości, a nie na tym, co było kiedyś i co jeszcze będzie. Praca da efekty".

"Tak mówił swoim zawodnikom selekcjoner siatkarzy Daniel Castellani. To sześć bardzo treściwych zdań. Powinien o nich pamiętać każdy, obojętnie trener czy piłkarz Lechii, kto ma problemy z motywacją" - stwierdził Kafarski.

Gdańszczanie obecnie przebywają na urlopach, do zajęć wrócą 10 stycznia przyszłego roku. Potem czekają ich dwa obozy - w Niechorzu i Turcji i oczywiście seria sparingów. Wolnego nie ma na razie Kafarski, który ze swoim asystentem Jerzym Cyrakiem, pojechał na staż do Bayernu Monachium. Stamtąd raczej nie należy spodziewać się w przerwie zimowej wzmocnień, które jednak powinny objąć obronę, nawet do gry wróci Andriuskevicius. Litwin w meczu z Cracovią doznał kontuzji kolana i już więcej nie wystąpił. Ponadto przydałoby się też większa siła ognia w ataku, bo Lechia do tej pory nie ma w kadrze napastnika, który gwarantowałby przynajmniej 10 goli w sezonie. Być może jednak największymi wzmocnieniami gdańszczan okażą się Zieńczuk i Sazankow, którzy w rundzie jesiennej byli tylko zmiennikami i na razie nie spełnili oczekiwań. Zawiódł też Tomasz Dawidowski, który wiosną był podstawowym graczem ekipy Kafarskiego, a w rundzie jesiennej stracił miejsce w składzie i rzadko podnosił się z ławki.

Źródło: Interia.pl
odnośnik
23 grudnia 2010, 10:54 / czwartek
tak wszystkie pismaki i gryzipióry pieją nad naszą grą a w rzeczywistym i prawdziwym królowaniu w mediach jesteśmy za...Polonią Bytom. wycinek z gw:

***Trzecie miejsce w badaniu zajęła Wisła Kraków, a czwarte - Legia Warszawa. Dopiero dziesiąta jest Jagiellonia Białystok, która przewodzi tabeli ekstraklasy.

Publikacje prasowe i internetowe w listopadzie:

1. Lech Poznań 3477
2. Polonia Warszawa 2380
3. Wisła Kraków 2088
4. Legia Warszawa 1978
5. Cracovia 1882
6. Zagłębie Lubin 1685
7. Ruch Chorzów 1669
8. Polonia Bytom 1647
9. Lechia Gdańsk 1554
10. Jagiellonia Białystok 1525
kolejno: klub, liczba informacji***
23 grudnia 2010, 11:17 / czwartek
Mnie tam w ogóle takie sondaże nie interesują, bo przecież oni biorą pod uwagę wszystkie informacje, różne plotki, etc. Taka Polonia Bytom jest wysoko, bo sporo się mówiło o roszadzie trenerskiej - z dnia na dzień odszedł do Cracovii Szatałow a przyszedł Urban. O Ruchu sporo artykułów było w kontekście zadłużenia klubu, zaległości wobec piłkarzy, ZUS, etc.
23 grudnia 2010, 11:48 / czwartek
to się zgadza. tylko, że możemy wtedy porozmawiać o przetasowaniach na miejscach 7-9, a gdzie czołówka?? dla mnie odczyt jest jasny, możesz grać ślicznie i spaść z ligi, ale jak odniesiesz sukces sportowy(awans do e.pucharów) to pianiu nie będzie końca. zresztą przykład pyr pokazuje to dosadnie. wtedy nawet jak piłkarz pierdnie to następnego dnia są o tym dwa artykuły.
23 grudnia 2010, 12:56 / czwartek
A Baba Jaga czasami nie awansowała do pucharów?
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.038