Gdańsk: poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Lechia Gdańsk - serwis lechia.gda.pl
FORUM
Podstrony:


LECHIA W MEDIACH

strona 34/61

23 czerwca 2014, 15:16 / poniedziałek
W Dzienniku Bałtyckim pojawił się wywiad z Juskowiakiem, jeśli komuś wyświetli się cały wywiad to mógłby ktoś go tutaj zamieścić (pojawia się notka o wykupieniu abonamentu na artykuły).

odnośnik
23 czerwca 2014, 15:49 / poniedziałek
trzeba zapłacić żeby przeczytać cały artykuł
23 czerwca 2014, 16:00 / poniedziałek
No to proszę Jusko z "DB"

Na ile zaskakująca była decyzja o odejściu Ricardo Moniza?
Widziałem, jak pracuje Moniz i doszedłem do wniosku, że szybko może ktoś nam takiego trenera z Lechii zabrać. Zresztą Moniz mówił, że chętnie nam pomoże, ale warunkiem podpisania kontraktu było wpisanie kwoty odstępnego. W krótkim okresie czasu bardzo mocno jego styl pracy oddziaływał na wyniki, więc ta decyzja była słuszna i dobra, bo osiągnęliśmy sukces. I to jest bardzo duża zasługa Ricardo. On potrafił wykrzesać wiarę w zawodnikach i to było widać na boisku. Wszystkich natchnął, że "8" jest realna, choć wtedy niewiele na to wskazywało. Moniz nie chciał olbrzymich pieniędzy, ale w zamian chciał klauzulę odejścia. Zdawał sobie sprawę, że może przyjść oferta, a z klubami z 1. czy 2. Bundesligi nie możemy się równać finansowo.
Czy Joaquim Machado to właściwa osoba, która może zastąpić Holendra i poprowadzić Lechię do Ligi Europy?
Oczywiście. Gdybyśmy nie mieli takiego przekonania, to nie decydowalibyśmy się na taki ruch. Trochę wcześniej go znałem, spotkaliśmy się w ubiegłym tygodniu, ale też sporo informacji na jego temat zebrałem i nie było żadnej negatywnej oceny. To trener, który bardzo mocno pracuje na zwycięstwa. Człowiek, który za wszelką cenę chce wygrać mecz, to właściwy trener na tym etapie rozwoju. On też jest na fali wznoszącej. Gdyby był wyżej w hierarchii trenerskiej, prowadził zespół walczący o puchary, to pewnie nie byłby dla nas. Mogłaby być sytuacja jak z Ricardo i trzeba byłoby iść na kompromisy w kontrakcie. Teraz nie ma takich zapisów.
Jego trenerskie CV jednak nikogo nie powala na kolana.
Nie jest to najważniejsze. Wcześniej też słyszałem opinie, że Moniz za dużo nie osiągnął. Niektórzy nie byli zadowoleni z zatrudnienia Holendra, a zdanie zmienili po tym, co zbudował w krótkim czasie. Inna sprawa, żeby sprowadzić trenera do Polski, to trzeba dysponować dużym budżetem, a tacy, którzy coś osiągnęli, cenią się najbardziej. To jednak nie znaczy, że będą sukcesy z Lechią. Chcieliśmy trenera młodego, ambitnego, rozwijającego się, który będzie chciał osiągnąć sukces. I jesteśmy przekonani, że takiego pozyskaliśmy. Przy rozmowach z kandydatami było to dla mnie ważne spojrzenie na sztab szkoleniowy. Ci ludzie, którzy są, przyczynili się do wyniku i chciałem kontynuacji ich pracy. Jeśli jakiś trener chciał cały swój sztab przyprowadzić, to ta oferta była przeze mnie odrzucana.
Największa wojna z piłkarzy toczyła się o Deleu. Kibice go uwielbiają, Moniz go chciał, a co zarząd miał do Brazylijczyka?
Jeśli Moniz go tak bardzo chciał, to dlaczego go nie weźmie ze sobą do TSV Monachium. Deleu miał jesienią propozycję przedłużenia kontraktu i były rozbieżności, na jak długo ma być podpisany. Zawodnik chciał długoterminową umowę, mając 30 lat. Inna sprawa jest taka, że za rok będziemy stosować się do przepisu trzech obcokrajowców spoza unii i chętnie byśmy pozyskali zawodników, którzy nam dużo pomogą w ofensywie. Z polskimi piłkarzami tego typu są problemy. Na prawej obronie mamy młodego Pawła Stolarskiego, a do kadry włączony został nasz wychowanek, Bernard Powszuk. Nie mam zamiaru blokować miejsca dla utalentowanych zawodników. Nie była to łatwa decyzja, ale podjęta dla dobra zespołu i zgodnie z filozofią, której chcemy być wierni, że młodzi też powinni dostawać szansę pod warunkiem, że są przygotowani. Oceniam te mecze, które widziałem i nie mówię o okresie po kontuzji, kiedy Deleu zaciskał zęby i chciał się pokazać, i moim zdaniem ta krzywa formy nie pójdzie w górę, tylko w dół. Na boku obrony potrzebujemy zawodników, którzy często włączać się będą do akcji ofensywnych.
Skąd wziął się pomysł z zatrudnieniem Danijela Aleksicia?
Z sondowania rynku i naszych kontaktów menedżerskich. Dostaliśmy informację, że Aleksić lada dzień może rozwiązać umowę z Saint-Etienne i będzie wolnym zawodnikiem. Podczas badań jego menedżer przywiózł dokumenty potwierdzające ten fakt. To dla nas ciekawy zawodnik, za którego wcześniej włoska Genua wyłożyła ponad 2 miliony euro. Te kwoty nie są dla mnie najważniejsze, ale widać, że piłkarz ma potencjał. Jest kreatywny, potrafi zdobyć bramkę, nie boi się pojedynków jeden na jednego. W poprzednim sezonie, oprócz Vranjesa, niewiele mieliśmy strzałów z daleka. Aleksić też ma takie uderzenie. Może grać jako drugi napastnik albo zawodnik cofnięty. Przeszedł badania bez zastrzeżeń, a wyniki miał jedne z lepszych. Podpisaliśmy kontrakt na dwa lata, a jeśli zawodnik się sprawdzi, to umowa zostanie przedłużona na kolejne trzy sezony.
Oddala się za to pozyskanie braci Michała i Mateusza Maków?
Rozeszliśmy się w oczekiwaniach.
23 czerwca 2014, 16:03 / poniedziałek
cz.II Jusko w "DB"

Kiedy do zespołu dołączą piłkarzy z rezerw Benfiki Lizbona?
Trzeba ich spytać, bo ja nie wiem, skąd są te informacje. To jasne, że chcemy zawodników z Benfiki i jest takich dwóch, trzech, którymi się bardzo interesujemy, ale to nie są ci, o których pisały media. Nie jest to jednak łatwe przekonać piłkarza z drugiego zespołu Benfiki, klubu grającego w Lidze Mistrzów i walczącego o mistrzostwo Portugalii, żeby przeniósł się do Polski. Dużo by nam ułatwił awans do europejskich pucharów. Interesują nas zawodnicy, którzy będą realnym wzmocnieniem zespołu. Niektórym się wydaje, że polska liga jest słaba, a tak można sądzić po postawie naszych zespołów w pucharach. Nie jest jednak łatwo grać w naszej lidze. W Benfice będzie dużo zmian w pierwszym zespole. Kolejna grupa kończy wiek juniora i ci zawodnicy naturalnie zasilą drugi zespół. My za to jesteśmy w fazie końcowej planowania kadry. Okienko transferowe otwarte jest długo, ale ważne jest dla nas, żeby ci piłkarze jak najdłużej trenowali z naszym zespołem.
Nikolą Lekoviciem interesuje się Olympiakos Pireus. Może odejść?
Nie. Zainteresowanie świadczy o naszych dobrych wyborach, że mamy zawodników, którymi interesują się wielkie kluby. W jakimś momencie trzeba będzie się mocno zastanowić, czy jesteśmy w stanie pozyskać zawodnika, który uzupełni odejście naszego piłkarza i ile klub będzie z tego miał. Leković i Vranjes są kilka miesięcy w Lechii i to ich bardzo dobry okres. Mam nadzieję, że ten sezon będzie tego potwierdzeniem. Oni nie mają w kontraktach opcji o sumach odstępnego.
Polityka transferowa polega wyłącznie na sprowadzaniu młodych zawodników, których będzie można dobrze sprzedać?
Łukasik, Makuszewski, Aleksić czy Borysiuk to młodzi piłkarze. Nie wzbraniamy się przed doświadczonymi zawodnikami, bo takich też musimy mieć w kadrze. Muszą prezentować taki poziom, żeby młodzi mogli się uczyć. W dwóch, trzech przypadkach z bardziej doświadczonymi zawodnikami przeciągają się rozmowy i negocjacje. Jeśli często się gra, to organizm musi się szybko zregenerować. Młodszy zawodnik ma lepsze predyspozycje. Szukamy piłkarzy, którzy wywodzą się z Lechii i stąd włączenie do pierwszego zespołu Powszuka i Kacpra Łazaja. Zobaczymy, czy wykorzystają szansę.
Można spodziewać się większej stabilizacji składu, bez wymiany 10 piłkarzy co sezon?
Oczywiście. Chciałbym, żeby tak było, bo miałbym mało pracy (śmiech). A tak, to niewiele sypiam ostatnio. Jeżeli mamy walczyć o wysokie lokaty, to zmiana jakościowa musi być.
Braliście pod uwagę zatrudnienie starszego piłkarza z wielkim nazwiskiem, jak Grecy Rivaldo czy Turcy Roberto Carlosa?
Nie mamy aż takich środków. Coraz mniej jest takich piłkarzy, którzy grają dla przyjemności. Trzeba mieć sponsora na takiego zawodnika. Na Ljuboji akurat Legia skorzystała. Nie miałbym problemu z zatrudnieniem takiego piłkarza, ale kilka warunków musiałoby zostać spełnionych. Najważniejsze, żeby zawodnik był przygotowany pod względem motorycznym do treningów i meczów.
Ile wynosi budżet transferowy Lechii?
Mamy ustalenia z inwestorami, ale ich nie zdradzę. Wiem, w jakich realiach się obracam. Jak się zbliżymy do limitu, to nic więcej nie zrobimy. Furtka jest zawsze. Jeśli trafi się bardzo dobry zawodnik, pasujący do koncepcji, niekosztujący fortuny, to złożę propozycję, żeby przemyśleć, czy warto wyłożyć dodatkowe pieniądze.
Jaki będzie cel ?
Jeśli uda się zrealizować plany transferowe, a nie zawsze to jest możliwe, to powiem, że jesteśmy przygotowani, żeby walczyć o najwyższe cele w Polsce. Zajęliśmy czwarte miejsce, a ma być progres. Poprzeczkę zawiesiliśmy sobie wysoko, bo to jest wyzwanie na następny sezon. Musimy od siebie wymagać dużo, wtedy osiągniemy cel.
23 czerwca 2014, 17:02 / poniedziałek
bardzo fajny wywiad.. widać że mentalnie zarząd jest przygotowany do sukcesu.. trener też.. jeśli przekonują oni piłkarzy do gry w Gdańsku oraz wyduszą oni z nich mentalność zwycięzcy to w każdym meczu będziemy wygrywać po 4:0.. poza Legią bo tam trzeba będzie władować 3 gole żeby zaliczyli nam chociaż jednego.. no ale przyszłość jest nasza! Wielu bardzo długo czekało żeby zobaczyć Wielką Lechię na boisku, nie wszyscy dożyli tego ale jestem pewien że tam na górze patrzą na to co się dzieje obecnie w Gdańsku.. Mój ojciec widział Lechię z Juventusem i jest jednym z tych którzy czekają na emocje takiego pokroju co wtedy..
23 czerwca 2014, 19:24 / poniedziałek
Jest już i wywiad z naszym nowym nabytkiem :)

Pawłowski: Pieniądze nie były najważniejsze. Chcę grać
odnośnik

Łukasz Majchrzyk: Dlaczego zdecydował się Pan na Lechię Gdańsk?

Bartłomiej Pawłowski: Dlatego, że była bardzo konkretna w swoich propozycjach. Mam dopiero 21 lat i dla mnie najważniejsze jest, żeby grać w piłkę. Przede mną jeszcze pewnie jakieś 15 lat kariery, jeśli będę się dobrze prowadził i odżywiał. Jeszcze zdążę, ewentualnie, się dorobić. Teraz wysokość kontraktu nie była najważniejsza. Jeśli bym się tym kierował, to przyjąłbym ofertę z klubu zagranicznego, bo takie miałem. W Lechii podoba mi się styl gry i filozofia klubu. Szkoda, że zabrakło im dwóch punktów, żeby awansować do pucharów.

Jeszcze niedawno koszulka Malagi i pojedynki z Barceloną, a teraz ekstraklasa. Niektórzy piłkarze zarzekają się, że nie chcą wracać do Polski po wyjeździe. To duży krok w tył?

Zależy, jak się do tego podejdzie, to jest kwestia indywidualna dla każdego piłkarza. Niektórzy trzymają się za wszelką cenę na zachodzie, ale ja postanowiłem zrobić krok w tył, by wrócić na zachód lepiej przygotowanym. Już robiłem kroki w tył w trakcie swojej kariery. Kiedy byłem zawodnikiem Jagiellonii, byłem wypożyczany do drugiej ligi, a potem przez Widzew Łódź, trafiłem do Hiszpanii. Teraz moim celem jest dobra gra w Lechii. Ten klub ma wspaniały stadion, oddanych kibiców, wszystko jest na swoim miejscu.

Malaga nie próbowała Pana zatrzymać?

Hiszpanie mieli prawo pierwokupu, ale nie mają pieniędzy. Od kilku tygodni nie płacili piłkarzom. Próbowali mnie zatrzymać, złożyli nawet ofertę Widzewowi, ale była za niska i klub ją odrzucił. Z Lechią udało się dogadać. Nowy klub płaci za mnie całkiem spore pieniądze, jak na polskie warunki. Mimo wszystko, rok spędzony na zachodzie nie był stracony. A czego się nauczyłem z rzeczy, których nie nauczyłbym się w Polsce? Na pewno pełnego profesjonalizmu, dbania o każdy szczegół, prawidłowego odżywiania się. Na Zachodzie to są rzeczy, o których się nie myśli, wszystko jest tam bardzo naturalne. Żaden piłkarz nie musi się martwić, co ma zjeść danego dnia, bo wszystko ma podpowiedziane. Jest różnica między klubem w pełni profesjonalnym, a takim, który dopiero stara się takim być. Chociaż w Polsce też jest pod tym względem lepiej. W niezbyt bogatym Widzewie sztab trenerski jest naprawdę spory. Trener Radosław Mroczkowski o to bardzo dbał.

Może jednak warto było zostać za granicą? Skąd miał Pan propozycje?

Miałem propozycje ze Wschodu, z Rosji. To były bardzo dobre pieniądze, ale nie były dla mnie najważniejsze. Od dawna uważam, że najlepiej gra się w piłkę na zachodzie Europy: w Anglii, albo w Hiszpanii. Przy odrobinie szczęścia jeszcze tam wrócę. Jeśli będę się czuł na siłach i rozegram znakomity sezon w Lechii Gdańsk, to spróbuję. Wiem, jak smakuje gra na zachodzie.

Nikt inny z ekstraklasy się o Pana nie starał?

Była jeszcze Legia, ale teraz jestem w Gdańsku i jest dobrze, nie ma co do tego wracać. Legia się nie dogadała z Widzewem. Może się po piłkarza zgłosić dziesięć zespołów, Ale na koniec liczą sie oferty, po dogadaniu sie klubów.

Jeszcze niedawno był Pan piłkarzem Malagi. Wrócić do ekstraklasy to jednak degradacja.

Ja się nie czuję zdegradowany, zależy z jakiego punktu się stratuje. Ruszałem do Hiszpanii z Polski i teraz wróciłem co najwyżej, do punktu wyjścia. Nauczyłem się w Maladze czegoś więcej niż języka hiszpańskiego i jedzenia krewetek. Jestem lepszym piłkarzem niż wtedy, kiedy wyjeżdżałem. Grałem i trenowałem z najlepszymi na świecie.

W reprezentacja pojawił się Pan na chwilę, ale dobre występy w Lechii Gdańsk na pewno pomogą wrócić. Jedno miejsce na skrzydle jest na razie do obsadzenia, bo Kuba Błaszczykowski ciągle leczy kontuzję.

Każdy zawodnik marzy, żeby grać w reprezentacji, kadrę oglądam od czasów selekcjonera Jerzego Engela. Jestem gotowy, żeby w niej wystąpić. Prawdziwej szansy jeszcze nie dostałem, raz pojawiłem się na chwilę na zgrupowaniu. A co do Kuby Błaszczykowskiego: to jest klasowy zawodnik i w tę parę butów na razie nie chcę próbować wchodzić (śmiech). On jest wyznacznikiem tego, do czego można dojść, nawet zaczynając w małym, prowincjonalnym klubie. Kuba grał w niższych ligach, potem trafił do Wisły Kraków, a teraz jest zawodnikiem Borussii Dortmund.
24 czerwca 2014, 12:04 / wtorek
Trochę o Borysiuku w PS. W sumie nic nowego.
odnośnik
25 czerwca 2014, 10:14 / środa
odnośnik

Mógłby ktoś umieścić tutaj ten wywiad? Bo nie działa mi na telefonie
25 czerwca 2014, 10:21 / środa
Robert Błoński: Który z piłkarzy oglądanych na mundialu przydałby się Lechii w nowym sezonie?

Andrzej Juskowiak: Finalizujemy transfery nad którymi pracowaliśmy od wielu tygodni. Czujności nie tracimy i jeśli będzie dobra okazja, to skorzystamy. Polskim klubom wciąż daleko, by było je stać na zawodników z mundialu. Czasem zdarzy się możliwość sprowadzenia rezerwowego, ale transfer w tym momencie byłby ryzykiem. Takich transakcji nie załatwia się w kilka dni.

Czy oglądając mundial myślał pan, kto – realnie – mógłby przyjść do polskiego klubu?

Kostarykanin Junior Diaz grał w Wiśle, z Bełchatowa znamy Honduranina Diego Costly'ego. To są reprezentacje w których ewentualnie możemy szukać wzmocnień.

Ledwo mundial minął półmetek, a już padło ponad sto goli. Piłkarze strzelają jak z karabinu maszynowego, średnia kręci się koło trzech trafień na mecz.

Nie ma kalkulacji, pierwsza bramka nie kończy gry ofensywnej. Tylko mecze rozgrywane o 13 miejscowego czasu były mniej ciekawe. Tam klimat rzeczywiście nie sprzyja graniu o tej porze, zawodnicy byli spoceni już po hymnach. Im później, tym więcej śmiałości i radości w grze. O meczach decydują kreatywni pomocnicy, których ma niemal każda drużyna. Niewiele reprezentacji z premedytacją oddaje piłkę rywalowi i czeka na kontrę albo tylko kopie w kierunku napastnika. Ofensywa się opłaca. Zrozumieli to nawet Niemcy, którzy kilka lat temu odeszli od topornego, zorganizowanego, siłowego futbolu i postawili na technikę, fantazję oraz polot. Teraz wszyscy chcą grać jak Hiszpanie, ale ci z poprzednich turniejów. MŚ ogląda się przyjemnie także z powodu niespodzianek. Mistrzowie świata wracają do domu po fazie grupowej, Anglia też, Portugalia jest na krawędzi, zachwyca Holandia z Francją, świetnie gra Chile, Meksyk i Urugwaj. Gdyby wszystko szło zgodnie z planem mundial byłby nudny. Kibic lubi, kiedy słabszy ogrywa lepszego i cieszy się wynikami Kostaryki.

Dlaczego jest taka różnica w porównaniu z MŚ sprzed czterech lat.

W Brazylii fiesta musi trwać, fantazja i piłkarze strzelający gole są w cenie. Klimat sprzyja efektownym popisom, w Afryce była zima.

Pana faworyt?

Mam problem. Niemcy powinni zajść wysoko, to drużyna turniejowa, choć w meczu z Ghaną nie zachwycili tak jak z Portugalią. Zawodzi Mesut Oezil, brakuje Marco Reusa – niby mają bogactwo z przodu, ale w remis z Ghaną uratował 36-letni Miroslav Klose. Kiedy Niemcy wygrywali turnieje zawsze mieli boiskowego dowódcę. Może nie był wybitnym piłkarzem, ale miał charyzmę i posłuch. Teraz nawet nie mają zawodnika, który takim liderem chciałby zostać. Schweinsteiger? Nie bardzo. Neuer? Też nie ma cech przywódczych. Lahm? Bez charyzmy. Nie wytrzymują porównania z Beckenbauerem, Matthaeusem czy Kahnem. Ta reprezentacja gra efektowniej, ale za łatwo traci gole i to może ją znowu zgubić. Kiedyś strzelali jednego i zamykali dostęp do bramki. Słyszałem opinie, że zespół trenera Loewa, a wcześniej Klinsmanna gra zbyt ładnie, by coś wygrać. Wielkie turnieje wygrywa się obroną, atakiem tylko pojedyncze mecze. U Niemców zaniknął gen kalkulowania. Do Brazylii pojechali bez tak dużych oczekiwań, jakie mieli dwa lata temu przed Euro. Wtedy chcieli zdetronizować Hiszpanów, a nawet nie dotrwali do bezpośredniego spotkania. Teraz rolę faworyta zostawili Brazylijczykom. Tak im wygodniej.
25 czerwca 2014, 10:26 / środa
Wyobraża pan sobie, że w którymś meczu gospodarzy nie gra Neymar?
Są od niego uzależnieni jak człowiek od tlenu. Ale jeden Neymar może nie wystarczyć do wygrania mistrzostw. Na razie przeprowadził drużynę przez fazę grupową, ale w rundach pucharowych przeciwnicy będą silniejsi i grać bardziej odpowiedzialnie niż Kamerun. Trener Scolari robi co może, by dowartościować Freda, ale to nie jest środkowy napastnik na miarę reprezentacji Brazylii. Postawił na niego w Pucharze Konfederacji rok temu, zdobył trofeum i tego się trzyma. Na mundialu gra się w piłkę poważniej niż w Pucharze Konfederacji. Ale tu gospodarzom mogą pomóc nie tylko ściany i w decydujących momentach sędziowie mogą spojrzeć przychylniej na gospodarzy - np. nie zauważą faulu, spalonego czy podyktują wątpliwego karnego. Brazylia ma problemy w ofensywie i rozgrywaniu piłki do przodu, gole strzela po błysku geniuszu Neymara albo błędach rywali. Ale Scolari już raz, w 2002 roku, wygrał mundial po mało efektownej grze.

Co pan sądzi o bohaterach drugiego planu?
Holandia zrobiła piorunujące wrażenie, ale zastanawiam się, jak długo Robben i spółka wytrzyma to tempo? Francuzi w efektowny sposób odbudowują zaufanie kibiców, które stracili cztery lata temu, ale to jest młoda reprezentacja. Żeby zdobyć medal trzeba rozegrać siedem meczów. Argentyna męczy usypiającą, jednostajną grą, ale wygrywa. Strach pomyśleć, co będzie kiedy zagra na wysokim poziomie. W razie czego ma jeszcze tego chłopaka z dziesiątką na plecach - zawsze można podać piłkę Leo Messiemu i on wyczaruje gola z niczego.

Był pan zaskoczony losem Hiszpanów?
Nie wierzyłem, że obronią tytuł, ale i nie spodziewałem się, że walizki spakują już po dwóch meczach. 1:5 z Holandią to ujma na ich honorze, mistrzowi świata nie wypada przegrywać tak wysoko i w tak kiepskim stylu. Paradoksalnie klęska może ułatwić zmiany, które są niezbędne. Hiszpanie mają komfort, że zgranych mistrzów jest kim zastąpić. Muszą znaleźć pomysł na nową reprezentację.

Kto będzie mistrzem świata?
Może zdarzyć się niespodzianka i ktoś skutecznie przeciwstawi się Brazylii.
25 czerwca 2014, 21:26 / środa
Śmiała deklaracja Daniela Łukasika: Możemy powalczyć o mistrzostwo

Kacper Suchecki: Do Lechii przyszedłeś jako jeden z ośmiu nowych zawodników, a to jeszcze nie koniec wzmocnień. Myślisz, że uda się zmontować drużynę? Z pewnością będziecie musieli długo szukać zgrania.

Daniel Łukasik: Zgranie się ze sobą może być wyjątkowo trudne, ale trzeba myśleć pozytywnie. Trzeba robić wszystko, aby jak najszybciej stać się drużyną. Ważne jest, aby odpowiednio zacząć rundę. Możemy się tak dobrze nie znać, ale wiadomo, że wyniki najszybciej tworzą zespół.

Nie lepiej było zostać w Legii, nawet na ławce, jako członek mistrzowskiej drużyny walczącej w europejskich pucharach?
- Zależy jak na to spojrzeć. To jest niezwykle ciężkie pytanie. Uważam jednak, że lepiej jest cały czas walczyć o mistrzostwo i grać w Europie. Wiadomo, że czasami jest lepiej, raz jest gorzej. Jest miejsce w składzie, później trzeba usiąść na ławce, ale i tak lepiej smakuje mistrzostwo niż np. trzecie miejsce. Choć odszedłem z Legii, to do Lechii przyszedłem po to, aby o mistrzostwo powalczyć. Więc mimo odejścia może się okazać, że osiągnę lepszy wynik.

Na papierze zespół wygląda wyjątkowo dobrze. Jednak czy zapowiedzi walki o mistrzostwo nie są przedwczesne?
- Wydaje mi się, że powinniśmy otwarcie o tym mówić. Trzeba sobie stawiać jak najwyższe cele i mistrzostwo jest właśnie jednym z nich. Przyszło sporo nowych osób z dobrymi umiejętnościami i może się to udać. Liga będzie długa i z pewnością ciężka, więc taka liczba zawodników też będzie korzystna. Kto wytrzyma ten wyścig, będzie wyżej w tabeli.

PGE Arena czy jednak stadion przy Łazienkowskiej?
- Z pewnością milej zapamiętuje się mecze i stadiony, na których się wygrywa. Na PGE Arenie jeszcze nie przegrałem. Mam nadzieję, że to będzie nasza twierdza.

Jak ci się podoba Gdańsk?
- Póki co nie miałem okazji pozwiedzać miasta. Mamy dwa treningi dziennie, więc trening - spanie - trening i tak w kółko. Przyjdzie jednak czas i na podziwianie miasta. Teraz trzeba się skupić na pracy.

Urlop miałeś udany?
- Odpocząłem. Miałem dużo czasu wolnego, ale wcześniej też, chociażby wtedy, gdy siedziałem na ławce w Legii (śmiech).

Macie trenera Portugalczyka. Nie ma w zespole problemu z komunikacją?
-Trener zna języki, są też asystenci, którzy tłumaczą, ale można śmiało powiedzieć, że język futbolu jest uniwersalny. Nie ma zatem żadnych problemów.

Jakiś czas temu wybuchła "aferka" dotycząca twoich treningów. Podobno nie ćwiczyłeś rzutów wolnych, bo po treningach nie zostawał żaden bramkarz?
- Pracuję dla siebie, dla swojej satysfakcji i nikt moich treningów obserwować nie musi. Ważne, żebym miał głowę spokojną i był z siebie zadowolony. To, co inni mówią, mnie nie interesuje.

Jak traktujesz transfer do Lechii?
-Na pewno nie robię kroku wstecz, aby potem zrobić dwa do przodu. Lechia jest dla mnie szansą, a i skład pozwala myśleć o najwyższych celach. Po pół roku będę mógł ocenić, czy to był dobry ruch. Patrzę w przyszłość z optymizmem.

gw
25 czerwca 2014, 21:58 / środa
26 czerwca 2014, 14:32 / czwartek
https://soundcloud.com/rmf-maxxx/nowy-pilkarz-lech ii-pavlo-ku hehe
26 czerwca 2014, 14:37 / czwartek
sorry coś ten link nie działa tu macie odnośnik
28 czerwca 2014, 14:12 / sobota
Lechia na 7. miejscu wśród najatrakcyjniejszych zespołów Ekstraklasy - odnośnik
28 czerwca 2014, 20:51 / sobota
WTF?! Górnik i Cracovia bardziej atrakcyjne od Lechi?! Kto to przygotował? Za rok Lechia ma byuc na pierwszym miejscu.
29 czerwca 2014, 11:33 / niedziela
Co Wy koledzy tak się przejmujecie co pismaki napiszą?
2 lipca 2014, 13:06 / środa
Natomiast ten zapis świadczy o tym, że nasza marka rośnie - przynajmniej odnośnie transferów
odnośnik
2 lipca 2014, 13:32 / środa
Akurat portal wp.pl jest słabym wyznacznikiem dziennikarstwa sportowego ;-) Ale spoko wymienili Lechię jako jedną z potęg to się cieszmy :-)
3 lipca 2014, 10:11 / czwartek
odnośnik

Bartłomiej Pawłowski: W Lechii nie będę głodował [WYWIAD]

Pozyskanie przez Lechię Bartłomieja Pawłowskiego (22 l.) to jak do tej pory najciekawszy transfer lata w polskiej Ekstraklasie. Gdański klub zbroi się na potęgę i już w tym sezonie chce się bić z Legią o mistrzostwo Polski. A Pawłowski, były gracz Malagi, ma być jedną z gwiazd budowanego zespołu.

"Super Express": - Ostatni sezon spędziłeś w Maladze, posmakowałeś gry w lidze hiszpańskiej, a teraz wracasz do Polski. To nie jest porażka?

Bartłomiej Pawłowski: - Powrót do kraju nie jest dla mnie powodem do wstydu. W moim wieku najważniejsze jest regularne granie, a w Maladze miałem jednak ku temu za mało okazji. Sam pobyt wspominam jednak super. Poznałem wspaniały piłkarski świat, nauczyłem się hiszpańskiego. Malaga chciała mnie zatrzymać, ale ma kłopoty finansowe. Oferta, którą złożyła Widzewowi, nie była zadowalająca, zresztą wobec mnie też mają zaległości. To sprawiło, że trzeba było się rozglądać za innymi opcjami.

- Czym skusiła cię Lechia?

- Tym, że tworzy ambitny projekt i daje wielkie możliwości. Obserwowałem jej wcześniejsze zbrojenia, widziałem, jakich piłkarzy sprowadziła. Będziemy się bić o puchary, a to coś, co mi odpowiada. W ubiegłym tygodniu byłem po raz pierwszy na PGE Arenie. Obiekt jest imponujący, aż chce się tu grać.

- Ile miałeś konkretnych ofert?

- Nie chciałem czekać, tracić okres przygotowawczy. Zamierzałem szybko załatwić sprawę, a Lechia była bardzo konkretna. Miałem propozycję ze wschodu, ale od razu powiedziałem "nie". Moim zdaniem ten, kto tam jedzie, robi to głównie dla pieniędzy. Ja tak nie chcę. W Lechii nie umrę z głodu, nie muszę od razu zarabiać milionów.

- A jak to było z Legią Warszawa? Prezes Leśnodorski powiedział, że Pawłowski to fajny piłkarz, ale nie pasuje do ich koncepcji budowy zespołu.

- Tego samego dnia, w którym padły te słowa, ludzie z Legii dzwonili do moich menedżerów, aby rozmawiać o transferze. Różne wypowiedzi już słyszałem przy takich okazjach, więc nic mnie nie zdziwi. Ale co do warszawskiego klubu, to właściciel Widzewa powiedział mi, że nie dogada się z Legią w mojej sprawie. A ja nie chciałem naciskać, bo moje relacje z łódzkim klubem zawsze były dobre.

- W Maladze zagrałeś tylko 8 meczów, strzeliłeś jednego gola, ale dwa razy pokazałeś się w starciach z Barceloną. Taki słodko-gorzki był ten pobyt…

- Dokładnie. Wiedziałem, że w Hiszpanii nie zacznę od razu przenosić gór, ale liczyłem na więcej minut gry. Tego, czego się nauczyłem, nikt mi jednak nie zabierze.

- Najprzyjemniejszy moment?

- Chyba nawet nie gol, ale samo traktowanie mnie przez innych piłkarzy i pracowników klubu. Cudowne, życzliwe, wspaniałe podejście. Chciałbym jeszcze kiedyś trafić do takiego klubu jak Malaga.
4 lipca 2014, 22:28 / piątek
Z przeglądu sportowego o greku i nie tylko
odnośnik
5 lipca 2014, 14:49 / sobota
I znowu z przeglądu coś wrzucam, ale ciekawa wypowiedź Borka o Lechii:

Co pan sądzi o letnich wzmocnieniach Lechii Gdańsk?
Widać, że nowi właściciele klubu mają kompleksowy biznesplan. Chcą w końcu przyciągnąć kibiców na trybuny PGE Areny. W regionie z biało-zielonymi identyfikuje się około milion osób, a frekwencja na meczach ekstraklasy rzadko przekracza 15 tysięcy. Sprowadzenie znanych piłkarskich nazwisk powinno ten problem rozwiązać. Transfery Zaura Sadajewa i Macieja Makuszewskiego z Tereka Grozny, sprowadzenie Adłana Kacajewa, próby przywrócenia do poważnej piłki wciąż przecież młodych Daniela Łukasika i Ariela Borysiuka – to wszystko w moim mniemaniu ruchy, które wywindują Lechię w górę. Nowi właściciele słusznie wnioskują, że sprowadzenie byłych i przyszłych reprezentantów Polski nie tylko podniesie atrakcyjność Lechii dla kibiców, ale też pozwoli znacząco podnieść poziom piłkarski.

W dodatku dzięki współpracy z funduszem inwestycyjnym blisko związanym z Benfiką Lizbona biało-zieloni zapewniają sobie również możliwość korzystania z bardzo utalentowanych graczy, którzy może jeszcze dziś nie są gotowi do gry w Lidze ZON Sagres, ale za kilka lat mogą zostać gwiazdami światowego futbolu. Spodziewam się, że właśnie obserwujemy powstawanie nowej polskiej potęgi piłkarskiej, drużyny, która przez lata powinna się liczyć w walce o krajowe trofea. Od początku nowego sezonu ekstraklasy ten zespół powinien pokazać nową jakość, bo nie wierzę w tak zwany czas na zgranie się ze sobą. Jak ktoś potrafi grać w piłkę, to dwa tygodnie treningu taktycznego i dobre przygotowanie fizyczne powinno w zupełności wystarczyć do pokazania swoich możliwości. Jedyne, co może im stanąć na przeszkodzie, to brak dobrego trenera. Nie twierdzę, że Quim Machado nie ma wystarczających kompetencji, ale po prostu nie znam warsztatu nowego szkoleniowca na tyle, żeby móc być z miejsca do niego przekonanym. Jeśli on wykona dobrze swoją robotę, to polska stolica piłkarska może przenieść się do Trójmiasta.
6 lipca 2014, 05:58 / niedziela
Jak wyniki i kto wygrał w Sierakowicach :)
7 lipca 2014, 23:41 / poniedziałek
https://www.youtube.com/watch?v=eakGWxZVr9E&featur e=youtu.be

Troche historii o Naszej Lechii ;)
9 lipca 2014, 12:50 / środa
Kazek kapitanem.Chyba awaryjnie w zwiazku z kontuzja Bączka.Nie wyobrażam sobie kogos innego w roli kapitana w tej wieży Babel.Janicki spoko chłopak.
odnośnik
9 lipca 2014, 12:52 / środa
Oczywiscie kogos innego niż Mateusz.
10 lipca 2014, 13:52 / czwartek
Lechia na 5 miejscu w Ekstraklasie pod względem przychodów za ubiegły rok.

https://www.deloitte.com/view/pl_PL/pl/dla-prasy/f c389a1553f17410VgnVCM2000003356f70aRCRD.htm
11 lipca 2014, 08:01 / piątek
odnośnik Te tytuły z trójmiasta zawsze mnie rozwalały ;-) Oczywiście szczerze kibicuję nowemu trenerowi i niech Lechia rośnie w siłę.
12 lipca 2014, 16:45 / sobota
Znana i lubiana reporterka NC+ Paulina Czarnota-Bojarska już wytypowała pierwszą kolejkę. M.in. obstawiła zwycięstwo Lechii Gdańsk w Białymstoku.

- Niech ta Lechia namiesza trochę w czołówce naszej Ekstraklasy - uzasadniła.
14 lipca 2014, 09:35 / poniedziałek
krotko o Mozdzeniu:

odnośnik
14 lipca 2014, 14:43 / poniedziałek
mala analiza:
odnośnik
14 lipca 2014, 14:46 / poniedziałek
uwaga na link powyżej, trefny jest - hakiery, wyrusy, agory, take rzeczy... :)

szalom
14 lipca 2014, 14:52 / poniedziałek
jak agory to chyba koszerny?
14 lipca 2014, 17:42 / poniedziałek
Zależy od punktu widzenia, punktu siedzenia, stopnia zlaicyzowania, przynależności do jesziwy, ortodoksji halachicznej itd... :))

ostatnio się wyzłośliwiają nt Netanjahu i naszych działań, więc trefnisie z nich i już :)

szalom
14 lipca 2014, 23:28 / poniedziałek
wywiad Mozdzenia dzis:

odnośnik
15 lipca 2014, 01:54 / wtorek
odnośnik

Oj Interia, parę błędów jest.
15 lipca 2014, 12:33 / wtorek
Fragment z PS :

Blado wyglądają kluby ekstraklasy na tle Lechii. Do innych zespołów piłkarze ściągani są głównie za darmo, a ciekawe ruchy transferowe jak Przemysława Kaźmierczaka, Piotra Celebana czy Grzegorza Sandomierskiego, wynikają raczej ze zbiegu okoliczności niż strategicznych pertraktacji. – Kilka lat temu poszliśmy w stronę płacenia dużych pieniędzy zawodnikom grającym w naszej lidze. Manuel Arboleda dostawał na przykład 33 tysiące euro netto miesięcznie. To bardzo dużo. Przez kominy płacowe powstał kryzys. Obecnie sytuacja się normalizuje – analizuje Marcin Lewicki, agent piłkarski. – Kontrakty są teraz na poziomie 10-30 tysięcy złotych miesięcznie, a dla młodych graczy poniżej 10 tysięcy. Tak będzie dopóki kluby typu Wisła i Lech nie wyjdą na prostą. Czy Lechia się przeliczy? To jest inna sytuacja, projekt niemiecki. Coś na zasadzie pokazania siły wszystkim graczom: chodźcie, sprzedamy was na zachód – przekonuje. Latem do Gdańska trafiło trzynastu zawodników, ale eksperci są zgodni: mistrzostwo to cel nie na ten sezon. – Nie sądzę, aby ten zespół zagroził Legii lub Lechowi. Na to jest jeszcze zbyt wcześnie. Maksimum, na co stać Lechię, to awans do pucharów. Pamiętajmy też, że w naszej lidze co rok wysoko są jedna-dwie drużyny, o których się nie mówi, jak ostatnio Ruch czy Zawisza, który sięgnął po puchar i superpuchar kraju – komentuje Jan Urban, były trener Legii, który objął niedawno Osasunę Pampeluna. – Lechia ma duży potencjał, a nowi zawodnicy to nie są jacyś niedoświadczeni kopacze. Kadra zrobiła się szeroka, a wszyscy chcą grać. Na początku na pewno będzie duże zaangażowanie na treningach, co przełoży się na spotkania ligowe. Pytanie tylko, jak sztab szkoleniowy poradzi sobie z graczami, którzy usiądą na ławce? Jeżeli nie utworzą się grupki i pozostali piłkarze nie zaczną narzekać, że nie ma dla nich miejsca na boisku, drużyna pozytywnie zaskoczy – prorokuje trener.
16 lipca 2014, 14:23 / środa
16 lipca 2014, 15:25 / środa
Angielskie METRO pisze o ostatniej oprawie na T29 :)
odnośnik
17 lipca 2014, 12:29 / czwartek
17 lipca 2014, 13:40 / czwartek
Bartek Pawłowski w niedzielę będzie gościem w Lidze + Extra. Punkt 20.00 Canal + Sport
18 lipca 2014, 15:02 / piątek
Borysiuk dla Polsatsport.pl: Lechia Gdańsk może być potęgą na lata

Propozycja z Lechii Gdańsk od początku wydawała mi się bardzo ciekawa. Projekt nowej drużyny jest niezwykle obiecujący. Kilka lat temu nie wyobrażałem sobie, że moja przygoda z piłką może się tak potoczyć, ale nie mogę narzekać. Mój nowy klub jest dobrze poukładany i mamy zamiar namieszać w nadchodzącym sezonie - powiedział w rozmowie z Polsatsport.pl Ariel Borysiuk.

Adrian Janiuk: Powrót do kraju traktujesz jako krok w tył czy bardziej jako normalną kolej rzeczy, że teraz będziesz kontynuował karierę w Polsce?

Ariel Borysiuk: Powrotu do Polski nie traktuję w kategoriach jako zesłanie za karę czy diametralny krok w tył. Moje losy za granicą różnie się układały. Przez pierwsze półtora roku występowałem dość regularnie i byłem w odpowiednim rytmie meczowym. Natomiast ostatni rok było nie taki jak bym sobie życzył, dlatego zdecydowałem się na ponowną grę w kraju. Dostałem naprawdę ciekawą propozycję z Lechii Gdańsk. Projekt nowej drużyny jest bardzo obiecujący. Kilka lat temu nie wyobrażałem sobie, że moja przygoda z piłką może się tak potoczyć, ale nie mogę narzekać. Mój nowy klub jest dobrze poukładany i mamy zamiar namieszać w nadchodzącym sezonie.

Patrząc na wasz skład możecie być nawet drugą siłą w nadchodzącym sezonie. Uważasz, że realnie możecie walczyć o czołowe lokaty czy raczej jest to cel na przyszłość?

Naszym celem, jest ścisła czołówka już w tym sezonie. Musimy stawiać sobie poprzeczkę jak najwyżej. W poprzednich rozgrywkach Lechia zajęła czwartą lokatę, a teraz mamy jeszcze lepszy skład więc zrobimy wszystko, żeby poprawić ten wynik. Mamy realne podstawy, aby myśleć o zajęciu miejsca na podium. Lechia jest klubem, który zasługuje na grę w europejskich pucharach.

Grając w Niemczech potem w Rosji śledziłeś rozgrywki polskiej ekstraklasy czy jednak po powrocie musiałeś, co nieco odświeżyć nasze ligowe podwórko?

Jestem na czasie z naszą ligą. Oczywiście nie oglądałem wszystkich spotkań, ale orientuję się jak wygląda ekstraklasa. Śledziłem przede wszystkim poczynania Legii, której dużo zawdzięczam, ale wiem, także jak wyglądała gra Lechii. Przyglądałem się drużynie z Gdańska, ponieważ już jakiś czas temu pojawiło się zapytanie z Lechii.

Miałeś jakieś inne propozycje z polskiej ligi?

Były wstępne zapytania z innych klubów, ale nie chcę o tym mówić, bo teraz nie ma to sensu. Praktycznie od połowy maja rozmawiałem z Lechią, od której dostałem pierwszą i zarazem najkonkretniejszą ofertę. Jestem przekonany, że będę mógł się rozwinąć w tym zespole.

Legia Warszawa nie chciała, żebyś wrócił na Łazienkowską?

Mój menadżer Mariusz Piekarski wspomniał o zainteresowaniu Legii moją osobą, ale w zespole mistrza Polski byłoby trudno o grę. Poza tym było to tylko wstępne zapytanie.
18 lipca 2014, 15:05 / piątek
Z perspektywy czasu żałujesz wyjazdu do Rosji? W Wołdze Niżny Nowogród rozegrałeś zaledwie cztery spotkania.

Nie ma co ukrywać, nie tak wyobrażałem sobie wypożyczenie do Wołgi. Napotkałem problemy w Niemczech i musiałem szukać innego rozwiązania. W FC Kaiserslautern zostałem odstawiony od gry i opcja rosyjska wydawała się rozsądnym posunięciem. Niestety tam szybko zmienił się trener i zacząłem mieć problemy z regularnym graniem. Nowy szkoleniowiec nie widział mnie w składzie, ponieważ nie pasowałem do jego koncepcji i stąd mała liczba gier.

Nie wolałeś poszukać sobie klubu w Niemczech i zostać w kraju, który już doskonale poznałeś.

Zimą trudno jest o konkretne oferty. Propozycja z Rosji była jedną z nielicznych, więc można powiedzieć, że brałem, to co było. Chcę oddzielić grubą kreską to co się już wydarzyło. Staram się patrzeć przed siebie, a zebrane doświadczenia z Niemiec czy zwłaszcza z Rosji zaprocentują w przyszłości. Przyjrzałem się z bliska jak wygląda życie w dwóch zgoła innych krajach i nabrałem nazwijmy to takiej życiowej pokory.

Za niespełna dwa tygodnie skończysz 23 lata, ale na swoim koncie masz spory bagaż doświadczeń. Nadal uchodzisz za zawodnika perspektywicznego, który ciągle może się rozwijać.

W Legii zacząłem występować jako 16-latek, więc trochę już w piłkę na zawodowym poziomie gram. Po 2,5-letniej przygodzie na zachodzie i w Rosji jak już wcześniej wspomniałem zdobyłem bardzo cenne doświadczenie. W naszej lidze rozegrałem 90 spotkań, grałem też w europejskich pucharach. Za granicą przez pół roku grałem w Bundeslidze i tego nikt mi nie zabierze. Zapewniam, że gra na zapleczu ligi niemieckiej też dużo mi dała.

Lechia Gdańsk jest kolejnym przystankiem przed wyjazdem za granicę czy traktujesz ją jako miejsce docelowe, w którym będziesz grał przez najbliższe lata?

Póki co nie stawiam przed sobą dalekosiężnych planów. Cieszę się, że jestem graczem Lechii i przez najbliższy sezon chcę wrócić do regularniej gry. Działacze zaufali mi i sięgnęli po to, abym był realnym wzmocnieniem drużyny. Zrobię wszystko, żeby odwdzięczyć się im za wiarę we mnie.

Trwa końcowe odliczanie do startu ligi. Wysoka wygrana w meczu towarzyskim z Panathinaikosem Ateny, to chyba wystarczająca demonstracja siły. Jagiellonia, z którą zagracie w sobotę w Białymstoku może zacząć się bać?

Wynik na pewno cieszy, jednak trzeba pamiętać, że to zaledwie mecz towarzyski. Uważam, że spotkanie w Białymstoku będzie dziesięć razy trudniejsze niż mecz z Grekami. Takie zwycięstwo jak to sobotnie buduje atmosferę. Również fajnie byłoby zagrać w pełnym wymiarze czasowym z silnym rywalem.

Jak się zwykło mówić zwycięskiego składu się nie zmienia, więc gdyby to przysłowie sprawdziło się, to zadebiutujesz w barwach Lechii w spotkaniu ligowym od pierwszych minut.

Decyzja należy do trenera, ale nie ukrywam, że liczę na grę od początku. 90 minut rozegrane w meczu z Panathinaikosem uprawnia mnie do tego, abym mógł tak myśleć. Jagiellonia ma nowy stadion, dlatego tym chętnie na nim zagram.

Po powrocie chcesz wszystkim pokazać, że Ariel Borysiuk jeszcze się nie skończył?

Zrobię wszystko, aby o sobie przypomnieć i pokazać wszystkim krytykom, że mam jeszcze wiele do zaoferowania. Jednak przede wszystkim sam z siebie chcę być zadowolony. Pragnę odbudować się po ostatnim nieudanym roku.
18 lipca 2014, 16:29 / piątek
Na oficjalnej UEFA to raczej rzadko o nas piszą

odnośnik
18 lipca 2014, 16:51 / piątek
Zaczną ;)
18 lipca 2014, 17:47 / piątek
odnośnik z tej samej strony :) Lechia za czasów Kafara
Czas poprawić statystyki.
18 lipca 2014, 20:31 / piątek
Andrzej Juskowiak: Wszystkie priorytetowe transfery udało się zrealizować
Tomasz Osowski: Za panem chyba najbardziej pracowite miesiące w życiu. Obowiązki dyrektora sportowego to jednak zupełnie co innego niż beztroskie życie piłkarza.

Andrzej Juskowiak: Rzeczywiście nie ma porównania. Już kiedy pracowałem przez jakiś czas w Lechu Poznań jako trener [napastników], inaczej to wszystko wyglądało, zakres obowiązków był dużo większy. Dyrektor sportowy ma jeszcze więcej rzeczy na głowie, musi myśleć o wielu rzeczach i podejmować strategiczne decyzje. No i pracuje właściwie cały czas. Zdarzały się sytuacje, kiedy w nocy dostawałem telefon, że dany piłkarz jednak zdecydował się na Lechię i trzeba było działać niemal natychmiast. Trzeba również pamiętać, że odpowiadam nie tylko za pierwszy zespół, ale za całokształt rozwoju klubu, grup młodzieżowych itd. Kiedy robi się tak dużo transferów do zespołu i jednocześnie wielu piłkarzy odchodzi, wszystko się kumuluje i tak naprawdę nie byłbym w stanie wszystkiego sam ogarnąć. Dlatego jest to rozłożone na kilka osób. Każdy transfer poprzedzony jest olbrzymią liczbą godzin pracy i to różnych ludzi - menedżerów, skautów - bo przy każdym nazwisku trzeba ocenić przydatność konkretnego piłkarza do naszego pomysłu na budowanie zespołu.

Przeprowadziliście do tej pory 13 transferów, a ilu było piłkarzy na szerokiej liście kandydatów do gry w Lechii?
- Nie jestem nawet w stanie ich zliczyć, pewnie kilkudziesięciu. Różnych propozycji, często bardzo ciekawych, było mnóstwo. Zresztą oferty w dalszym ciągu do nas spływają. My też już teraz interesujemy się zawodnikami, którzy mogą nas wzmocnić w kolejnych oknach transferowych, mamy ich odnotowanych. Za rok mogą być lepsi niż obecnie, ale my już teraz z nimi rozmawiamy i nawiązujemy kontakt z menedżerami, bo na ostatnią chwilę naprawdę trudno zrobić dobre transfery. Tych pasujących idealnie do zespołu wyszukuje się dużo wcześniej. Jeśli teraz podnosimy poziom zespołu tak mocno, to musimy się tego trzymać w kolejnych miesiącach i latach.

Są piłkarze, którzy na waszej liście życzeń znajdowali się wysoko, ale ostatecznie do Lechii nie trafili?
- Generalnie tych zawodników, którzy byli dla nas priorytetowi na poszczególnych pozycjach, udało się pozyskać, te podstawowe założenia zostały spełnione. Staramy się budować zespół tak, żeby stanowił on monolit, dlatego większość nowych piłkarzy to młodzi ludzie, do 25. roku życia. To bardzo ważne, żeby oni mieli ze sobą wspólny język. To jest specyficzna grupa społeczna, która często porozumiewa się swoim slangiem. Piłkarze spotykają się codziennie, walczą o miejsce w składzie, jeśli jest między nimi ta wyjątkowa nić porozumienia, wtedy łatwiej się dogadać i funkcjonować w zespole. Oczywiście mamy też kilku starszych zawodników, tacy też muszą być, ale oni muszą nadążyć za młodymi. Także jeśli chodzi o cechy motoryczne i szybkościowe, bo nasza gra ogólnie ma być o wiele szybsza niż w poprzednim sezonie.

Od początku założyliście przeprowadzenie aż takiej rewolucji, czy po prostu po drodze zdarzyły się tzw. okazje, których nie można było przegapić i dodatkowo zwiększyliście liczebność kadry?
- O tym, w jaki sposób wzmocnić zespół, rozmawialiśmy już w maju z trenerem Monizem i większość tych założeń została zrealizowana. Mniej więcej taka liczba nowych zawodników była zakładana. Nie było tak, że jak trafiała się jakaś okazja, to braliśmy bez opamiętania, nie wychodziliśmy z założenia, że im więcej, tym lepiej. Każdy transfer był bardzo mocno przemyślany, analizowany na wiele sposobów. Nigdy nie zdarzyło się tak, że rano dostaliśmy ofertę, a po południu już podpisywaliśmy kontrakt. Zawsze dawaliśmy sobie czas, bo według mnie, jeżeli na pierwszy rzut oka oferta jest nie do odrzucenia, to znaczy, że trzeba ją odrzucić. Często też spotykałem się z sytuacjami, że ktoś podpowiadał: "trzeba go wziąć już dzisiaj, bo za chwilę Legia go podprowadzi". Zresztą zauważyłem, że nawet wśród młodych zawodników, juniorów, to ta Legia jest straszakiem niemal przy każdym transferze. Potem się okazuje, że dany piłkarz jednak do tej Legii nie poszedł. Dlatego trzeba być przy tym wszystkim ostrożnym.
A wracając do okazji, to one mogą być cały czas, bo my wcześnie rozpoczynamy sezon, natomiast w zachodniej Europie kadry zespołów nie są jeszcze zamknięte. Ale w tym okienku, jeśli wykonamy jeszcze jakiś ruch transferowy, to rzeczywiście musi być to wyjątkowa okazja. Czyli zawodnik, który od razu będzie wiodącą postacią i da zespołowi dużą jakość.

Na przykład Piotr Zieliński z Udinese.
- Oczywiście, taki piłkarz bardzo by się nam przydał. Rozmawiałem z nim nieraz, on zna naszą propozycję, zobaczymy, jak ułoży się jego sytuacja we Włoszech. Nie wiem, czy jeśli nie przebije się w Udinese, to opcją nr 1 będzie dla niego Lechia. Ale na pewno jedną z opcji.
18 lipca 2014, 20:34 / piątek
cd.1
Dużo odrzuciliście tych ofert nie do odrzucenia, o których pan mówił?
- Trochę tego było, ale z drugiej strony byli też zawodnicy, o których walczyliśmy długo i wytrwale. Np. o Adama Buksę, którego chciało wiele klubów polskich i zagranicznych. W tym czasie był on m.in. na tygodniowym stażu w Borussii Dortmund. Ostatecznie wybrał naszą ofertę, co uważam za duży sukces. To jest młody zawodnik z olbrzymim potencjałem.

Buksa już w tej chwili jest w Lechii napastnikiem nr 2, tuż za Zaurem Sadajewem?
- To już leży w gestii trenera. Diogo Ribeiro ma w tej chwili kłopoty mięśniowe, więc patrząc, jak Adam wyglądał na sparingach i słuchając opinii trenera, który jest bardzo zadowolony z jego postępów, to tak może być.

Jeśli ci młodzi będą robić tak szybkie postępy, to prędzej czy później opuszczą Lechię.
- Ale najpierw muszą coś tej Lechii dać, inaczej nikt ich za granicą nie zauważy. To system naczyń połączonych. Stworzyliśmy w Gdańsku warunki, w których można się i rozwijać, i dobrze zarobić i walczyć o najwyższe cele. Liczymy na tych piłkarzy, którzy wracają do Polski po mniej lub bardziej udanych przygodach zagranicznych, mają już jakieś doświadczenie i wiedzą, jak trudno się tam przebić. Tu będą mieć szansę, żeby zasłużyć na kolejną zagraniczną szansę i my się przed tym nie obronimy. Wiemy, że nasi najlepsi piłkarze będą mieli oferty z bogatszych klubów. Ale tak jak mówiłem najpierw muszą coś dać Lechii. W życiu piłkarza są trzy ważne rzeczy: tytuły, pieniądze i sława. Jednak to wszystko jest powiązane, jeśli zabraknie jednej rzeczy, to nie ma kolejnych. Piłkarze, którzy do nas, trafili nie są nasyceni, są głodni sukcesów, nie maja zdobytych 5-6 tytułów. Tutaj mogą to nadrobić.

Myśleliście o ściągnięciu zawodnika z naprawdę wielkim nazwisku, o transferze, który odbiłby się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale i Europie?
- Były pomysły, żeby do jakiegoś transferu podejść bardziej marketingowo. Ale raz, że nie było zawodnika, który mieściłby się w naszych ramach finansowych, a dwa - nie zależało nam na piłkarzu, który byłby tylko maskotką siedzącą na ławce, wchodzącą na 15 minut, bez wielkiego wpływu na to, co dzieje się na boisku. Z dostępnych propozycji rozbieżności pomiędzy finansami a rolą takiego piłkarza w drużynie, były zbyt duże. Aczkolwiek możliwości tego typu transferu wciąż nie wykluczamy.

Czy klub wytrzyma duże obciążenie finansowe, nowi piłkarze nie przyszli przecież grać do Gdańska za "drobne"?
- Realizujemy politykę właściciela klubu i wszystko jest z nim uzgadniane. Wszystkie kwoty transferowe, wszystkie kontrakty, a także to, że ten budżet musi rosnąć. Skoro mamy lepszych piłkarzy, to musimy mieć na to pokrycie. Mam zapewnienie właściciela, że są na to środki i to jest dla mnie najważniejsze. Jak będzie w przyszłości, jakie wielkie będą kwoty ze sprzedaży zawodników - to nas na razie nie interesuje. Najpierw musimy osiągnąć swój cel, czyli co najmniej pierwsza "3", a żeby to zrealizować zespół musiał zostać wzmocniony.

Jaki jest zatem budżet klubu?
- Ok. 40 milionów złotych.

Czy bierze pan pełną odpowiedzialność za przeprowadzone transfery, czy rozkłada się ona na kilka osób? Trener Joaquim Machado siłą rzeczy nie mógł mieć wpływu na wszystkie transfery.
- Trener o wszystkich transferach wiedział, był na bieżąco informowany. I jeśli np. chciał doświadczonego zawodnika do linii obrony, to pozyskaliśmy zawodnika, którego on znał z Portugalii, czyli Tiago Valente. Przy każdym transferze braliśmy pod uwagę wiele opinii, najróżniejszych osób. A przede wszystkim zgodę musiał wyrazić właściciel, bez tego nie mogliśmy wykonać żadnego ruchu. Ja staram się przygotować i zaopiniować każdy transfer, a dopiero później w większym gronie dyskutujemy o jego zasadności lub nie. Indywidualnie decyzji nie podejmuję, chociaż to do mnie należy ostatnie zdanie.
18 lipca 2014, 20:36 / piątek
cd.2
A propos Valente. W sparingach wyglądał dość niepewnie. Czy to na pewno jest zawodnik, który da Lechii pewność w tyłach?
- Kiedyś niewielu doceniało Rafała Janickiego, a teraz okazuje się, że ktokolwiek przy nim gra, to wygląda gorzej. Jeśli chodzi Valente, to potrzebowaliśmy środkowego obrońcę, który od razu wejdzie do pierwszej jedenastki, bo wyrwa zrobiła się duża. A to nie jest to takie łatwe. Valente trafił do nas na zasadzie wolnego transferu, trener Machado pozytywnie zaopiniował jego osobę, na podstawie własnych obserwacji też doszliśmy do wniosku, że to będzie dobra opcja. On może nie wygląda na takiego wyprostowanego, sprężystego obrońcę, ale jest skuteczny, a to jest dla mnie najważniejsze. W sparingach grał według mnie solidnie, inna sprawa, że polska liga różni się od portugalskiej. Tam jest dużo więcej sytuacji jeden na jeden, u nas trzeba trochę więcej grać w strefie, przesuwać. Jestem jednak przekonany, że Valente będzie pewnym punktem. A jeśli nie, to jest przecież Bougaidis, zawodnik przygotowany do gry na wysokim poziomie, reprezentant Grecji do lat 21. To jest więcej niż solidna alternatywa dla Portugalczyka.

Lechia ma w tej chwili bardzo młody zespół. Nie obawia się pan, że w trudnych momentach piłkarze mogą nie podołać wyzwaniu.
- Nie obawiam się, bo większość tych teoretycznie młodych zawodników sporo już przeszła. 18-letni Adam Dźwigała ma już prawie 40 meczów w ekstraklasie, swoje doświadczanie mają również Borysiuk, Łukasik czy Pawłowski, Janicki to też już niemal ligowa osobowość. To są młodzi ludzie, ale już ze sporym bagażem. Więc nie boję się, że oni mogą nie dźwignąć sytuacji w trudnych momentach. Na dodatek to są też piłkarze, którzy mają charakter, pewność siebie, mało prawdopodobne, żeby ktoś z nich miał chwilę zawahania. Oni nie trafili do nas z II czy III ligi, grali już w poważnych klubach, te wyzwania nie są w stanie ich przytłoczyć. Zresztą oni sami mówią, że wiedzą o co grają i są na to przygotowani.

Czy nie została trochę zachwiana tożsamość Lechii? W zespole mało jest wychowanków czy zawodników dłużej związanych z klubem.
- Ale to się może zmienić. Lechia zawsze miała dobrą pracę z młodzieżą, cały czas szukamy utalentowanych zawodników, jest projekt "Biało-zielona przyszłość z Lotosem" dzięki czemu jesteśmy bardzo aktywni w okolicach Gdańska. To na pewno przyniesie efekty. Zresztą w kadrze pierwszego zespołu są i Łazaj, i Powszuk, i Kamiński, jest Frankowski. To zawodnicy, którzy dostali szansę, ale w pewnym momencie, lepiej szybciej niż później, muszą ją wykorzystać. Nie może być tak, że ktoś jest w zespole przez 2-3 lata, ale cały czas czegoś mu brakuje, żeby stać się wiodącym zawodnikiem. To, że ci piłkarze są w kadrze pierwszego zespołu ma im dać kopa. Muszą zrobić progres, tak aby stanowić realną alternatywę dla starszych zawodników. Ten optymalny wiek coraz bardziej się obniża, kiedyś było to 27-28 lat, teraz 23-24 lata. A są przecież na zachodzie piłkarze, którzy już w wieku 19 lat stanowią o sile swoich drużyn.

Który z tych wychowanków najbardziej wpadł panu w oko?
- Miałem dużą nadzieję, że w pierwszym zespole szybko odnajdzie się Kacper Łazaj, ale trochę za często łapie kontuzje. Przyglądam mu się od dłuższego czasu w rezerwach. Ma duży potencjał, posiada wszystko, co powinien mieć klasowy skrzydłowy - potrafi grać jeden na jeden, nie boi się ryzyka, jest szybki, kreatywny, no ale do tego musi być jeszcze zdrowie. Zobaczymy, czy będzie w stanie przez pół roku trenować i grać na dużej intensywności.

Czy jest jeszcze pozycja, która wymaga wzmocnienia?
- Generalnie korzystne jest to, że mamy kilku piłkarzy, którzy mogą zagrać na 2-3 pozycjach, więc jest dużo alternatyw. Pewnie przydałby się jeszcze ofensywny pomocnik, np. wspomniany Zieliński. Najlepiej gdyby był to piłkarz mający inklinację do gry jako napastnik i umiejętność wykończenia akcji. Bo byłby idealny w zestawieniu z Sadajewem, który lubi zejść na boki, cofnąć się po piłkę. Ale i tak nie jest najgorzej, tym bardziej że na pozycji "10" może grać Kacajew, który niestety stracił okres przygotowawczy. Ale badania wydolnościowe ma na dobrym poziomie, więc po powrocie do treningów powinien szybko się odbudować. Wtedy przekonamy się co może dać zespołowi.
18 lipca 2014, 20:39 / piątek
cd.3
Czy poza przejściem Pawła Dawidowicza do Benfiki, były konkretne propozycje z zagranicznych klubów dla innych piłkarzy Lechii?
- Były i to nawet atrakcyjne finansowo, ale uznaliśmy, że na obecnym etapie, odejście tych piłkarzy byłoby niekorzystne. Mogłoby to pokrzyżować plany w realizacji naszego celu. Poza tym tłumaczę zawodnikom, że łatwiej będzie im wyjechać za granicę i mieć tam mocniejszą pozycję, jeśli przywiozą ze sobą jakiś tytuł, obojętnie czy Puchar Polski czy mistrzostwo Polski czy nawet doświadczenie z gry w europejskich pucharach. Na to wszyscy patrzą. Jeśli się gra o wysokie cele, to wymagania nałożone na piłkarzy, a co za tym idzie stres, są dużo większe. A kluby zagraniczne szukają piłkarzy, którzy radzą sobie właśnie w takich sytuacjach.

Czy zespół zaskoczy już od pierwszej kolejki? Niektórzy uważają, że przy takiej liczbie zmian jest to niemożliwe.
- Mecz z Panathinaikosem pokazał, że jest duża jakość w zespole. Zgranie jest coraz lepsze, piłkarze z każdym dniem bardziej się rozumieją. Ofensywna taktyka jest dobrana przez trenera Machado pod zawodników których mamy, nie ma tu żadnego kombinowania. Najważniejsze, żebyśmy wygrywali, a w jakim stylu, to już jest obojętne. Chociaż spektakularne mecze też są potrzebne i wierzę że takie też będą. Tak, aby PGE Arena wreszcie znów się zapełniła na meczach ligowych.

gw
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.315