Gdańsk: piątek, 15 grudnia 2017
Lechia Gdańsk - serwis lechia.gda.pl
FORUM
Podstrony:


LECHIA W MEDIACH

strona 48/64

29 maja 2015, 17:11 / piątek
odnośnik

"Z dokonujących się zmian cieszyć się mogą również rodzice. Dotychczas co miesiąc płacili oni co najmniej 100 zł. Od nowego sezonu treningi dzieci i młodzieży od zespołów

U-9 aż do U-19 będą bezpłatne. - Zależy nam na daniu szansy na grę każdemu, bez względu na status materialny rodziny, z której pochodzi. Oczywiście, nastawiamy się na profesjonalną drogę od pierwszych treningów do zawodowstwa, a zatem będziemy stawiać na dzieci uzdolnione, mające i zapał do gry i wrodzone umiejętności - dodaje prezes Mandziara."

Wreszcie krok ku normalności - oby tego nie spieprzyć
4 czerwca 2015, 18:30 / czwartek
https://www.youtube.com/results?search_query=%C5%9 Bds+Wajdeloty

Może nic takiego ale to zwyczajnie miłe że i tacy ludzie odnajdują się doskonale w naszych szeregach (o Lechii od 6.50)materiał z 2009.
4 czerwca 2015, 18:33 / czwartek
https://www.youtube.com/results?search_query=%C5%9 Bds+Wajdeloty

Może nic takiego ale to zwyczajnie miłe że i tacy ludzie odnajdują się doskonale w naszych szeregach (o Lechii od 6.50)materiał z 2009.
4 czerwca 2015, 18:39 / czwartek
https://www.youtube.com/results?search_query=%C5%9 Bds+Wajdeloty
myślę że teraz jest poprawny link (Mam nadzieje)

ps.jakby znowu nie ,,zatrybiło trzeba wpisać w wyszukiwarkę You Tube ŚDS Wajdeloty
4 czerwca 2015, 19:05 / czwartek
Kasuj s z https i bedzie hulalo.
4 czerwca 2015, 20:30 / czwartek
www.youtube.com/results?search_query=śds+Wajdeloty

Bardzo dziękuję za wyrozumiałość :-) moje zdolności techniczko/net owe są co najmniej ,,średnie" (A o Lechii nie od 6.50 tylko 6.20) z tond te błędy.
4 czerwca 2015, 21:49 / czwartek
Pal licho te 'techniczko/net owe', ale "z kond" te ortograficzne problemy?
10 czerwca 2015, 14:55 / środa
18 czerwca 2015, 12:16 / czwartek
Kotoś może czytał cały artykuł DB :

[url]odnośnik

Bo ciekaw jestem co tam Adaś naobiecywał, a dostęp jest jedynie z abonamentem
18 czerwca 2015, 12:18 / czwartek
Przepraszam poprzedni link nie działa ten już chyba owszem
odnośnik
18 czerwca 2015, 19:31 / czwartek
skopiuje ktoś ?
19 czerwca 2015, 13:55 / piątek
Prezes na trojmiasto.pl

odnośnik
21 czerwca 2015, 11:56 / niedziela
22 czerwca 2015, 06:28 / poniedziałek
port.trojmiasto.pl/Adam-Mandziara-o-planach-transf erowych-Lechia-Gdansk-n91710.html
22 czerwca 2015, 08:17 / poniedziałek
to chodzi :

odnośnik
22 czerwca 2015, 10:57 / poniedziałek
23 czerwca 2015, 10:32 / wtorek
wywiad z Budziłkiem

odnośnik
23 czerwca 2015, 11:00 / wtorek
bardzo ciekawy wywiad - widać, że ma w głowie poukładane ...
23 czerwca 2015, 13:46 / wtorek
Działa komuś ten filmik? odnośnik
Niech ktoś napisze czy coś ciekawego mówił.
26 czerwca 2015, 11:25 / piątek
Adam Mandziara, prezes Lechii Gdańsk: Liga Mistrzów? Myślimy. Ale jeszcze nie teraz.

Grzegorz Kubicki, Tomasz Osowski: Jak pan spędził wieczór po meczu z Legią Warszawa, kiedy stało się jasne, że nie zagracie w europejskich pucharach?

Adam Mandziara: Byłem spokojny, bo nie stała się żadna tragedia. Po tym, co działo się jesienią, byliśmy zadowoleni, że w ogóle weszliśmy do pierwszej ósemki i skończyliśmy sezon na 5. miejscu.

Nie było jakiegoś ukłucia, choć odrobiny żalu? Nie pomyślał pan: "Kurczę, szkoda, że się nie udało", nie wypił szklanki whisky dla ukojenia nerwów?

- Absolutnie nie. Naprawdę byliśmy szczęśliwi z tego piątego miejsca. Pewnie, czwarte czy trzecie byłoby lepsze i były takie możliwości, ale drużyna nie zrealizowała tego celu i trzeba to zaakceptować. W ostatnim sezonie nie byliśmy wystarczająco stabilni, żeby awansować do pucharów. Ale mam nadzieję, że w kolejnym będzie inaczej.

Kibice bardzo liczyli na te puchary...

- Rozumiem zawód, ale nawet pan Franz Josef Wernze [główny właściciel Lechii] i inni współwłaściciele nie byli rozczarowani. Wiemy, że pierwszy sezon, po niemal całkowitej wymianie kadry, był trudny i jakby nam ktoś powiedział przed rozgrywkami, że zdobędziemy piąte miejsce, to od razu byśmy się pod tym podpisali.

To nieprawda. Przecież właśnie przed sezonem dyrektor sportowy Andrzej Juskowiak zapowiadał, że celem jest poprawienie czwartego miejsca z poprzednich rozgrywek.

- Tak mówił tylko pan Juskowiak. Ten sam, który po dwóch miesiącach pracy stwierdził, że ten zespół, po takich transferach, nie ma perspektyw. Więc biorąc pod uwagę, że mieliśmy zespół bez perspektyw, piąte miejsce nie jest takie złe.

Kto wymyślił, żeby latem zatrudniać ponad 20 piłkarzy?

- Byłe dwie możliwości - albo te wszystkie konieczne zmiany robimy stopniowo przez trzy, cztery lata, albo robimy to gwałtownie, w jednym okienku transferowym. Potem czekamy, w kolejnym oknie znów się wzmacniamy i patrzymy, co trzeba zrobić dalej. To, że nie wszystkie transfery się udały, to jest normalne, ale jesteśmy zadowoleni z tego, jak się to skończyło i jaki mamy skład. Jest w nim pięciu reprezentantów Polski [Mila, Wawrzyniak, Wojtkowiak, Janicki, Borysiuk], jeden Litwy [Kazlauskas] i jeden Bośni [Vranjes]. Jakby ktoś dwa lata temu powiedział, że w Lechii będzie grało siedmiu reprezentantów swoich krajów, to chyba nikt by w to nie uwierzył.

Wszystko rozumiemy, ale czterech z tych piłkarzy doszło zimą, a latem tylko Borysiuk. Kto stał za tymi ponad 20 transferami? Przecież tak się nie buduje drużyny.

- To były nasze suwerenne decyzje. Przyszli zawodnicy, których chcieliśmy, odeszli ci, których tu nie widzieliśmy lub którzy nie chcieli grać w Lechii. Np. Maderę chcieliśmy zostawić, ale on postanowił odejść. Były też rozmowy z Tuszyńskim, ale wówczas w zespole był jeszcze Sadajew i Patryk nie widział szansy na grę. Podobnie było z Frankowskim. A tych, którzy odeszli [w sumie 19 piłkarzy], trzeba było kimś zastąpić i stąd tak rewolucyjne zmiany.

A co pan powie o pojawiających się zarzutach, że ściągaliście zawodników, żeby dać zarobić agentom czy menedżerom z wami związanym...

- Totalna głupota. Jest w tych głosach dużo zazdrości i zawiści. Nie wiem, kto miałby tu zarabiać, bo jak się patrzy, od kogo są zawodnicy, to nie ma jednego konkretnego menedżera, który ma tu swoich pięciu, sześciu czy siedmiu graczy. Mamy zawodników od wielu agentów, zarówno zagranicznych, ale i polskich. Nie ma w tym nic niezwykłego.

Czyli o zatrudnieniu każdego z tych ponad 20 zawodników decydowały względy tylko i wyłącznie sportowe?

- Oczywiście, wątpię, żeby ktoś kupował zawodnika tylko po to, żeby za chwilę go oddać.

Zimą przyszło opamiętanie w transferowym szaleństwie. To było wyciągnięcie wniosków z tego, co się stało latem?

- Nie. Tak jak mówiłem, latem chcieliśmy zrobić tę wielką zmianę, odczekać do zimy, zobaczyć jaka będzie reakcja drużyny, jak jest prowadzona, jaka jest w niej hierarchia i dopiero potem zobaczyć, co trzeba zmienić. No i zimą podjąć kolejne ruchy już pod konkretne pozycje i cele. I tak zrobiliśmy. To był konkretny plan. Po rundzie jesiennej wiedzieliśmy już, jakie są potrzeby na boisku, ale i w szatni. Bo to też był nasz duży problem, nie mieliśmy w szatni liderów, co okazało się stosunkowo szybko. Ci zawodnicy, którzy mieli być liderami, nie sprawdzili się w tej roli. I trzeba było pozyskać doświadczonych graczy.
26 czerwca 2015, 11:27 / piątek
I taka ma być też strategia na kolejne okna transferowe.

- Tak. Wiemy dokładnie, gdzie musimy się wzmocnić, gdzie są nasze słabe strony, każdy to też pewnie widzi. Musimy mocno pracować, żeby w następnej rundzie było lepiej.

Przez ten ogromny zaciąg piłkarzy i spore wydatki pojawił się nadzór finansowy PZPN.

- Nadzór finansowy został nałożony z tego powodu, że prognoza finansowa z marca 2014 r. nie miała wiele wspólnego z rzeczywistością i z tym, co wydarzyło się latem. My tej prognozy nie robiliśmy, to jeszcze robił zarząd z panami Bartosiewiczem i Sarnowskim, oni składali dokumenty na bazie finansów pana Kuchara [poprzedni właściciel Lechii]. My latem podeszliśmy inaczej do tego wszystkiego i nasz budżet wyglądał kompletnie inaczej niż ich prognozy. Dlatego PZPN chciał się temu przyjrzeć, a u nas drzwi są otwarte, zawsze można przyjechać i sprawdzić dokumenty.

Nadzór został ostatnio przez PZPN podtrzymany na kolejne miesiące.

- Tak, bo my cały czas mamy więcej wydatków niż dochodów. Wydatki są pokryte przez sponsoring i właścicieli, tak że dla nas mogą trzymać ten nadzór nawet pięć lat. Najważniejsze, że my mamy sytuację pod kontrolą.

W październiku ub.r. sam pan jednak mówił, że w klubie było tąpnięcie finansowe.

- Skoro były już zarząd nie wykonywał swoich obowiązków tak, jak powinien, to musieliśmy wziąć sprawy w swoje ręce i to zrobiliśmy. Podziękowaliśmy staremu zarządowi [Dariusz Krawczyk, Andrzej Juskowiak i Artur Waśkiewicz] i w ciągu tygodnia wszystko było wyprostowane.

W poprzednim sezonie wasz budżet wynosił ok. 40 mln zł. Teraz wzrośnie?

- Będziemy się obracać w tych samych granicach.

Co się składa na ten budżet?

- Przede wszystkim pieniądze od właściciela, on to wszystko pilotuje, on podejmuje decyzje, jak duże mogą być inwestycje, zezwala na pewne ruchy lub nie. Wiemy w jakich ramach budżetowych możemy się poruszać, a na wszystko co ponad to musimy mieć zgodę właściciela. Poza tym są sponsorzy, telewizja, kibice. Wiosną mieliśmy na PGE Arenie średnio 19 tys. ludzi, a w całym sezonie drugą frekwencję w lidze, tylko za Lechem. To ogromny kapitał.

A co z głównym sponsorem - Lotosem? Umowa obowiązuje do czerwca 2016 r., ale w tym ostatnim sezonie Lotos chciałby przeznaczyć na Lechię mniej środków niż do tej pory.

- Nie mamy od Lotosu żadnej informacji w tej sprawie. Myślę, że pan Paweł Olechnowicz jest dżentelmenem i szanuje umowy, które są podpisane, dlatego śpimy spokojnie. Jesteśmy otwarci na wszystkie propozycje - przedłużenie, nieprzedłużenie czy sponsoring w innej formie. Wszystko jest do dyskusji. Możemy usiąść, porozmawiać i znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony. Jeśli Lotos chciałby coś zmienić w umowie, skrócić ją albo zmniejszyć środki, to trzeba się spotkać i otwarcie na ten temat podyskutować.

Poradzicie sobie bez pieniędzy Lotosu?

- Nie jesteśmy zależni ani od pieniędzy Lotosu, ani innych sponsorów.

To komfortowa sytuacja, chociaż upieramy się, że szkoda by było tego Lotosu. To lokalna firma, związana z regionem, od lat jest mecenasem sportu. Powinna wspierać Lechię.

- Absolutnie tak, ale Lotos zaangażował się w reprezentację Polski i my nic na to nie poradzimy. A to na pewno dużo więcej kosztuje niż sponsoring Lechii. My chcemy dalej współpracować z Lotosem, trzeba się tylko zastanowić w jakiej formie.

Czyli na chwilę obecną tematu wyjścia Lotosu z Lechii już nie ma?

- Nic o tym nie słyszałem.
26 czerwca 2015, 11:30 / piątek
Ale za rok umowa się skończy i trzeba będzie poszukać nowego sponsora.

- Poradzimy sobie, mamy kontakty do firm w całej Europie. Sponsora szukamy już zresztą od dłuższego czasu, musimy być przygotowani na odejście Lotosu. Lechia jest atrakcyjnym klubem dla sponsorów, nasze parametry medialne są w tej chwili bardzo dobre. Jakby to dobrze policzyć, to taki Lotos za sponsorowanie Lechii dostaje więcej, niż inwestuje. A dostajemy od nich 5 mln zł na sezon.

Po trudnych doświadczeniach z poprzednim właścicielem, panem Kucharem, chcielibyśmy wiedzieć, czy pan Wernze pożycza pieniądze Lechii, czy ją sponsoruje?

- Inwestuje. Bo przy transferach zawodników profitują obie strony. Jak Lechia sprzeda zawodnika, to część pieniędzy zostaje w klubie, a część trafia do pana Wernze. Wszyscy są wygrani. Kiedy pan Wernze daje pieniądze na kosztowny transfer, to ponosi pewne ryzyko, ale jak dany piłkarz jest sprzedawany, to pieniądze są dzielone między Lechię i pana Wernze. Zresztą w tej chwili w pierwszej kolejności pieniądze idą na spłacenie długu, więc profitu z tego jeszcze długo nie będzie.

Czy dług Lechii SA wobec właściciela klubu - Lechia Investments - zmniejszył się w ostatnich miesiącach? Jeszcze w ubiegłym roku wynosił 13 mln zł.

- Te 13 mln to był dług Lechii SA wobec pana Kuchara, a właściwie Wrocławskiego Centrum Finansowego [oficjalnie poprzedni właściciel Lechii]. My, kupując Lechię, musieliśmy ten dług przejąć. Dług dalej istnieje, obecnie wynosi ok. 12 mln zł. W tym względzie nie ma jednak z naszej strony żadnego pośpiechu, mamy czas, żeby go zredukować.

Nie można go anulować, podarować?

- W biznesie nikt tyle pieniędzy nie podaruje, to w końcu 3 mln euro.

A na Lechii można zarobić?

- Na piłce nie można zarobić. Inwestują w nią ludzie, którzy mają trochę większe możliwości finansowe, podoba im się piłka, kochają ten sport i wykładają pieniądze, żeby osiągnąć sukces.

Jaki jest zatem wkład pana Wernze w ten 40-milionowy budżet?

- Tajemnica handlowa, może kiedyś sam będzie chciał o tym opowiedzieć.

A jaki jest jego wpływ na funkcjonowanie klubu? Rozmawiacie często, interesuje się tym, co się dzieje w Lechii?

- Bardzo się interesuje, jest w Gdańsku na większości meczów, nieraz przyjeżdża też na spotkania biznesowe. Codziennie dowiaduje się, jak wygląda aktualna sytuacja.

Codziennie?

- Mamy intensywny kontakt od lat, to nie jest tak, że połączyła nas Lechia. Rozmawiamy codziennie i mogę zapewnić, że pan Wernze jest lepiej poinformowany o tym, co się dzieje w Lechii, niż niektórzy myślą.

Czyli to nie jest taka zabawka na odległość, o której od czasu do czasu sobie przypomina?

- To nie w stylu pana Wernze, on nie działa na zasadzie: weźcie pieniądze i róbcie, co chcecie. On chce mieć, i ma, realny wpływ na to, co dzieje się w Lechii.

A jakie są te piłkarskie marzenia pana Wernze, gdzie chciałby zajść z Lechią?

- Jest zdania, że jeśli będziemy wykonywać dobrą robotę przez dwa, trzy lata, to uda się nam na stałe wbić w pierwszą trójkę polskiej ligi. Taki jest cel. Bo potencjał w Gdańsku jest ogromny. Ale dużo zależy też od tego, jak miasto będzie pomagało i angażowało się w klub, bo to też nie może być tak, że jedna osoba wszystko daje, a inni będą tylko czekać i mówić: "No, bardzo ładnie to robicie". Musi być wsparcie miasta i różnych instytucji, żeby to wszystko zafunkcjonowało.
26 czerwca 2015, 11:32 / piątek
Sugeruje pan, że w tej chwili wsparcie miasta jest za małe?

- Nie. Mówię tylko, że to wszystko w miarę czasu musi rosnąć. Wiemy, że najpierw to my musimy zainwestować w drużynę, żeby kibice przychodzili, żeby była atrakcyjna piłka i żeby przyciągnąć kolejnych sponsorów. Bo np. przy takiej grze jak jesienią trudno było oczekiwać, że na stadion będą walić tłumy.

Z tego co pan mówi wynika, że pan Wernze jest cierpliwy. Nie chodzi o jednorazowy sukces, ale o zbudowanie zespołu, który przez lata będzie w czołówce ekstraklasy.

- Nie interesuje nas jeden strzał. Takim strzałem było np. nasze 4. miejsce w poprzednim sezonie. Chodzi o stabilizację, jaką mają Lech czy Legia. Wiadomo, że oni w pierwszej trójce czy czwórce ligi zawsze będą. Może raz na pięć lat mogą mieć gorszy sezon, ale zazwyczaj są na podium. I tak samo ma być z nami. Chodzi o to, żeby Lechia złapała stabilizację i zawsze mówiło się o niej jako o jednym z faworytów. Jak o klubie, który w każdym sezonie walczy o mistrzostwo.

Jak długo znacie się z panem Wernze?

- Jakieś 10 lat. Wciągnąłem go niegdyś w pomoc Viktorii Koeln, a ponieważ piłka to jego hobby, podszedł do tej sprawy z ogromną pasją. Jego marzeniem jest wejście z Viktorią do III ligi, ale to nie jest takie łatwe. Wcześniej był też związany z FC Koeln, uczestniczył m.in. w transferze Lukasa Podolskiego z Bayernu, swego czasu do Koeln sprowadzał też Sławka Peszko.

Co będzie łatwiejsze - wprowadzić Viktorię do III ligi czy Lechię do pucharów?

- Lechię do pucharów. Budżet Victorii jest porównywalny z budżetem Lechii, ale w Regionallidze, w której gra Victoria, są takie kluby jak Rot-Weiss Essen, Alemannia Aachen czy Bayer Uerdingen. Te zespoły mają wielkie tradycje i rzeszę kibiców.

Czołowe IV-ligowe kluby niemieckie mają taki budżet jak teraz Lechia?

- Mają nawet wyższe budżety. Tam jest wielka konkurencja, bo nie wystarczy wygrać swoją grupę w Regionallidze, ale potem trzeba jeszcze rywalizować w barażach ze zwycięzcą innej grupy. To pokazuje, jak ciężko awansować w Niemczech do III ligi.

Tak szczerze - myślicie w Gdańsku o Lidze Mistrzów?

- Obecna drużyna Lechii jest daleko od Ligi Mistrzów, trzeba to sobie otwarcie powiedzieć. Oczywiście przez przypadek można się tam wślizgnąć, ale my nie chcemy przypadków. Najpierw trzeba zbudować stabilizację, pracować konsekwentnie i dopiero wówczas można realnie myśleć o Lidze Mistrzów. Podobnie jest w przypadku Ligi Europejskiej. W tym sezonie okazało się, że nie jesteśmy na nią gotowi, nie zasłużyliśmy na puchary. Po co na siłę się do nich pakować, lepiej spokojnie się wzmocnić, popracować, odczekać jeszcze sezon i już w pełni przygotowanym spróbować powalczyć za rok.

Trzon zespołu już jest. Jak policzyliśmy na ilu pozycjach Lechia ma czołowych zawodników ligi, to wyszło nam, że na sześciu, a może nawet siedmiu.

- Tak, ale to jest za mało. Brakuje głębi składu.

Zwłaszcza końcówka sezonu pokazała, że szeroka, wyrównana kadra Lechii to mit. Musieli grać Rudinilson czy Malbasić, inni występowali nie na swoich pozycjach, trener Brzęczek musiał kombinować.

- Taka jest rzeczywistość.

Wracając do Ligi Mistrzów - jest taka myśl, żeby kiedyś w niej zagracie?

- Jak się jest w takim klubie jak Lechia, to się o tym myśli. Wiemy jednak, gdzie teraz jesteśmy i na razie jest to nierealne.

Lech czy Legia otwarcie mówią o awansie do Ligi Mistrzów.

- To życzę im powodzenia.
26 czerwca 2015, 11:34 / piątek
Legia w poprzednim sezonie daleko od tej Ligi Mistrzów nie była. Gdyby nie błędy proceduralne...

- To prawda. Tylko jak by była w tej Lidze Mistrzów, to miałaby kłopot w ekstraklasie. Nie wyobrażam sobie, żeby tym samym składem grać i tu, i tu. Skończyłoby się tak, że tam szybko by odpadli, a u nas wylądowali na 6. miejscu. Bo to nie jest drużyna z tak szerokim składem. Oczywiście życzymy polskim zespołom, żeby w obecnej edycji pucharów zaszły jak najdalej, bo jako kraj tych punktów w rankingu UEFA za dużo nie mamy.

Zrywając współpracę z Akademią Piłkarską Lechii Gdańsk wywołaliście ostatnio burzę. Dlaczego to zrobiliście?

- Przez długi czas obserwowaliśmy, jak to funkcjonuje i stwierdziliśmy, że lepiej mieć młodych zawodników pod swoimi skrzydłami. Dzięki temu nasz pion sportowy ma bezpośredni wpływ na szkolenie, może realizować swoje założenia i plany, może decydować co, gdzie, jak. Nie możemy być uzależnieni od struktury, na którą de facto nie mamy wpływu. To był taki klub w klubie, ale nie mieliśmy nad nim kontroli. Dostawaliśmy zawodników w wieku 15 czy 16 lat, ale wcześniej nie mogliśmy monitorować ich rozwoju, nie mieliśmy wpływu na to, co się z nimi dzieje. Dlatego zdecydowaliśmy się, że bierzemy wszystko pod swoje skrzydła i zaczynamy od zera.

Teraz zależy od rodziców, czy ci chłopcy zostaną w Akademii, już nie Lechii Gdańsk, czy przejdą do was. A jak większość będzie chciała zostać w dawnej APLG?

- Prowadzimy rozmowy ze wszystkimi rocznikami. Osobno, bo każdy rocznik ma swoje spojrzenie na sprawę, swoje potrzeby. Większość chce przejść do nas, poza tym zgłaszają się zawodnicy z innych akademii, miast, więc bez problemu złożymy wszystkie roczniki. Podpisaliśmy już kontrakty z trenerami, część przejdzie do nas z byłej APLG, część będzie nowych, a koordynatorem projektu został były świetny piłkarz, reprezentant Polski Adam Fedoruk.

A co z dotychczasową APLG? Szkoda byłoby tracić taki potencjał.

- Oni nie zginą, dostają przecież 1,5 mln zł rocznie od Lotosu na projekt "Biało-zielona przyszłość z Lotosem", mają pod sobą 3 tys. dzieci w regionie, nie rozumiem ich niepokojów. Lechia chce po prostu trenować swoich wychowanków i chce mieć wpływ na ich szkolenie. My jesteśmy otwarci na współpracę z dawną APLG i z "Biało-zieloną przyszłością z Lotosem". Ale swoich zawodników chcemy szkolić we własnym zakresie. A kto będzie to robił lepiej, to już czas pokaże.

Nie można się było dogadać? Nie było szans, żebyście jednak zostali, mając większy wpływ na szkolenie?

- Decyzja wzięła się również z tego względu, że zobaczyliśmy, iż nasze drogi coraz bardziej się rozchodzą, wszystko się oddala. Oni bardziej poszli w biznes. Wprowadzili opłaty, 100 zł za dziecko, urządzali płatne obozy. My chcemy, żeby u nas grała elita, już od dziewięciolatków, która ma być kiedyś w pierwszym zespole. Nie chcemy zarabiać na trenowaniu młodzieży.

Czyli rodzice młodych piłkarzy trenujących w Lechii nie będą płacić żadnych składek?

- Ani centa. Nam chodzi po prostu o szkolenie największych talentów z regionu. I oczywiście nikomu nie bronimy, aby próbował robić to samo.

Młodość młodością, ale trzeba budować zespół tu i teraz. Ile będzie transferów latem?

- Pięć, może sześć.

To będą piłkarze tacy do pierwszego składu?

- To się okaże. Jak ostatnio braliśmy Malbasicia, to też miał być gwiazdą. Grał dobrze w Partizanie Belgrad, ściągaliśmy reprezentanta Serbii, który miał nam dużo pomóc. A jak pomógł, wszyscy widzieli. Dlatego nie wszystko da się przewidzieć. Gdybym wiedział od razu, kto jak się wpasuje do zespołu, to pewnie byłbym teraz prezesem Chelsea Londyn.

Na jakie pozycje szukacie wzmocnień?

- Na pewno chcemy skutecznego napastnika. W ostatnim sezonie mieliśmy najwięcej strzałów, byliśmy na czwartym miejscu pod względem strzałów celnych, a w klasyfikacji bramek byliśmy daleko. Szukamy też skrzydłowych, bo na bokach brakowało czasem szybkości. Zwłaszcza z lewej strony. W środku pomocy jest OK. Chcemy też dwóch środkowych obrońców, żeby zwiększyć możliwość rotacji, bo jak pojawiały się kontuzje czy kartki, to mieliśmy problem. Boki obrony są obstawione. Mamy już nowego bramkarza.

Trzeba było wziąć Kuszczaka.

- Rozmawialiśmy z nim, ale to jeszcze nie nasz poziom finansowy.
26 czerwca 2015, 11:37 / piątek
A Jan Mucha?

- Też jest drogi.

Liderem drużyny nadal ma być Mila, czy jakaś nowa gwiazda?

- Czuję, że Sebastian będzie miał jeszcze lepszy sezon. Przepracuje lato, bo zimę miał straconą, i pokaże klasę. To nasz lider - na boisku i poza nim. To, co on wnosi do szatni, jest bezcenne. On, Wawrzyniak, Wojtkowiak - to były świetne ruchy także po to, by uporządkować atmosferę w szatni.

Jak oceniacie pracę trenera Brzęczka?

- Wystarczy porównać, jak graliśmy jesienią, a jak graliśmy po przyjściu Brzęczka. Nawet nie mówię o postępie w tabeli, ale po prostu o samym stylu.

Ale też zimą trener dostał nowych, dobrych piłkarzy.

- To prawda, ale potrafił też wpłynąć na piłkarzy, którzy byli tu już wcześniej, sprawił, że grali lepiej. Np. Vranjes, Borysiuk czy Łukasik. A nawet Janicki. Jurek dobrze to pokierował, widać, że ma wpływ na zespół - na boisku i w szatni.

Rozumiemy, że Brzęczek będzie miał wpływ na transfery, a nie jak np. Machado, który o nowym piłkarzu dowiadywał się często dopiero, kiedy przyprowadzaliście mu go na trening.

- Ale Machado miał też swoje transfery - Valente i Ribeiro. To wygląda teraz tak - to trener mówi, na jakich pozycjach zespół potrzebuje wzmocnień. Potem grupa ludzi szuka mu kandydatów, trener wybiera swoich faworytów. A na końcu trzeba się jeszcze zastanowić, czy nas na nich stać. Mamy ustalony budżet na transfery, choć nie wykluczamy, że jak pojawią się jakieś niespodzianki i dobre oferty, to coś do niego dołożymy.

A możecie kogoś stracić? Inne kluby interesują się piłkarzami Lechii.

- Interesują się, ale chcemy utrzymać tę drużynę. Są kluby, które interesują się np. Janickim, ale nie chcemy go sprzedawać, chcemy, żeby jeszcze z nami został. On jest dla nas więcej warty na boisku niż pieniądze, które byśmy za niego dostali. Zwłaszcza że za te pieniądze musiałbym kupić kogoś innego, bez gwarancji, że będzie tak samo dobry. I potem mi powiecie, że w miejsce Janickiego sprowadziłem szrot. Dlatego nie sprzedajemy piłkarzy - ani Janickiego, ani nikogo innego. No, chyba że trafi się superoferta, taka naprawdę super.

Ile się zarabia w Lechii?

- Narzekać nikt nie może. Ale staramy się, żeby nie było dużej różnicy w zarobkach. Większość piłkarzy zarabia podobne pieniądze, oczywiście lepszy więcej, słabszy mniej, ale to nie są wielkie różnice. To jest zdrowe dla drużyny. Płacimy nieźle, zresztą coraz więcej zawodników po prostu chce przyjść do Gdańska. Bo oprócz pensji jest jeszcze morze, plaża czy piękny Sopot, który piłkarze tak lubią.

Chodzą na imprezy, złapaliście kiedyś kogoś?

- Nieraz się spotkaliśmy.

Jakie były konsekwencje?

- Wypiliśmy razem piwo i poszliśmy do domu. Nie widzę problemu, jak po wygranym meczu, albo w okresie, kiedy meczu nie ma, piłkarz pójdzie sobie na jedno piwko. Jedno. Gorzej, jak byśmy go spotkali przed meczem. Wszystko na zdrowych zasadach.

Macie pomysły, jak zapełnić PGE Arenę?

- Musimy szukać nowych kibiców. Mamy wspaniałych fanów na trybunie zielonej, oni będą z nami na lata, na zawsze. To twardy elektorat. Ale ich nie ma 25 czy 30 tys. Chcemy przyciągać rodziny, pokazać im, że stadion to fajne i bezpieczne miejsce. Takie jak np. hala, w której grają siatkarze. Rozdajemy vouchery w szkołach, zapraszamy dzieci z opiekunami, maluchy nie płacą za bilety. Wychodzimy do szkół - spotykamy się z uczniami, organizujemy dla nich rozgrywki, w Szkolnych Mistrzostwach Lechii Gdańsk wzięło już udział 15 tys. dzieci. Te dzieci dowiadują się o Lechii, liczymy, że kiedyś do nas przyjdą.

Kiedyś spotkałem na trybunach pięcioosobową rodzinę. Byli na meczu pierwszy raz. Właśnie dlatego, że dostali vouchery w szkole i pomyśleli, że stadion w czasie meczu będzie dobrym miejscem dla rodziny. Przyszli i bardzo im się podobało, obiecali, że wrócą. Będziemy walczyć o to, aby sprowadzić nowego kibica ten pierwszy raz. I przekonać go, że można u nas fajnie spędzić czas.

Rozpoczynamy też współpracę z GOT. Chcemy, by o meczach Lechii mówiło się w hotelach, restauracjach, w samolocie i na promie. Chcemy, by ludzie planowali z rodzinami weekendy z Lechią - w tę sobotę pójdziemy do aquaparku, w tę do kina, ale już w następną na mecz, bo widzę w terminarzu, że Lechia będzie akurat grała u siebie.

Mamy też dobry marketing, sprawnych ludzi. Np. jak biliśmy rekord frekwencji na Legii, to byłem akurat na urlopie i wysłałem tylko maila: "Na Legii ma być więcej ludzi niż kiedykolwiek. Dziękuję". No i było.

Zaszaleliście też na Górniku - obiecaliście kibicom, że jeśli drużyna przegra, to oddacie im pieniądze za bilety.

- Trzeba szukać różnych form motywacji. To był taki mały pokerek, choć trener Brzęczek niezbyt się z tego ucieszył. Ale byłem pewny, że nie przegramy. I kibice śpiewali potem po wygranym meczu: Kto nam odda za bilety?! (śmiech) Kiedy Wawrzyniak wchodził po tamtym meczu do szatni, to wołał do mnie z daleka: Panie prezesie, ale więcej tego nie robimy...
26 czerwca 2015, 11:40 / piątek
W ostatnim sezonie mieliście drugą frekwencję w lidze, średnio ponad 16 tys. A jaka frekwencja zadowoli was w nowym sezonie?

- Skoro mieliśmy drugą frekwencję, to na nowy sezon cel musi być tylko jeden - musimy wyprzedzić Lecha. Choć zdaję sobie sprawę, że oprócz licznych ruchów marketingowych i promocyjnych potrzebna też będzie do tego dobra drużyna, dobre transfery. I potem zwycięstwa. To jest podstawa, więc właśnie taki zespół zamierzamy zbudować. Taki, który będzie wygrywał.

Rozmawiali Grzegorz Kubicki i Tomasz Osowski (gw)

ps. wkurwiająca jest ta blokada czasowa
15 lipca 2015, 15:11 / środa
Raport EY i Ekstraklasy SA o Lechii Gdańsk:
odnośnik
15 lipca 2015, 15:16 / środa
A to ciekawe. Co raz więcej głosów-plotek, że ten cały nowy "biznes" w Lechii to balon bez pokrycia a jest spora szansa na to, że faktycznie zajmują się tym ludzie z głową a nie tylko tacy co doją.
15 lipca 2015, 15:21 / środa
Na weszło jest to szerzej opisane w odniesieniu do całej ekstraklasy i faktycznie wychodzi czarno na białym, że się rozwijamy.
15 lipca 2015, 15:44 / środa
Jeżeli uważasz, że 2,5-krotny wzrost kosztów zdobytego punktu i wygenerowanie 20 mln długu krótkoterminowego to rozwój, to życzę dobrego samopoczucia.
To samo - czyli okolice 4 miejsca - byłoby bez tych wszystkich szopek.

Cieszy wzrost dochodu z dnia meczu (wyższa frekwencja zrobiła swoje).
Czy w tym roku będzie podobnie? Zrobiono skok na kasę od kibica podnosząc o 20% cenę wejściówek (zielona, nie sprawdzałem jak inne). Oby nie odbiło się to czkawką.

Dochody z TV pozostaną na podobnym poziomie. Z transferów raczej dochodu nie będzie. Sponsorzy na ten sezon pozostali bez zmian. Rzeczywisty budżet oceniam na ok. 20 mln zl. Co powyżej jest wirtualne (pożyczki).
15 lipca 2015, 16:39 / środa
MarekM

Ciekawe. Bo jakoś dotąd "bez tych szopek" nam to czwarte miejsce nie wpadało.
15 lipca 2015, 17:02 / środa
https://www.youtube.com/watch?v=K-Mjh1Wzj-U
15 lipca 2015, 18:15 / środa
Duchu chyba nie za bardzo kumasz o co biega.
Raport porównuje rok bieżący do roku poprzedniego. Czyli wszystkie dane w nim zawarte dotyczą roku bieżącego. Prostymi słowami abyś zrozumiał: to co przedstawiłem powyżej dotyczy okresu po zdobyciu w zeszłym roku 4 miejsca. Jeszcze dokładniej - po odejściu Moniza, abyś skojarzył okres czasowy.

Dlatego Twoje: "Ciekawe. Bo jakoś dotąd "bez tych szopek" nam to czwarte miejsce nie wpadało." jest o dupę rozbić... delikatnie ujmując.
15 lipca 2015, 18:57 / środa
Znaczy sie, rozumiem, ze juz zapomniales, jakie byly szopki w zeszlym roku?
15 lipca 2015, 22:14 / środa
16 lipca 2015, 15:45 / czwartek
Przepraszam że spytam nieśmiało, ile bramek trzeba strzelić aby wygrać rywalizację w naszym ataku?
16 lipca 2015, 16:54 / czwartek
tak z 1945 goli. Wtedy każdy będzie zadowolony
16 lipca 2015, 19:03 / czwartek
Jedną więcej niż kolejny :)
18 lipca 2015, 23:07 / sobota
20 lipca 2015, 15:47 / poniedziałek
Po całym szumie medialnym i lawinowych plotkach w mediach jaką to jesteśmy potęgą - zaczęły wyplywać negatywne informację - Machado skierował sprawę do FIFA o zaległa kasę od Nas.. spoko niedługo ciąg dalszy publikacji...
22 lipca 2015, 08:25 / środa
26 lipca 2015, 15:48 / niedziela
27 lipca 2015, 16:10 / poniedziałek
28 lipca 2015, 08:53 / wtorek
robi sie gorąco telefony dzwonią----D.W jest do wzięcia od reki i chętny bez warunków wstępnych ale jest problem z Nami czyli kibicami rosną szanse J.U ale tu jest tez problem(czytaj kasa) pojawiła sie 3 opcja... na pewno nie będzie śmiesznie ale ciekawie (albo jedno i drugie) :

odnośnik
28 lipca 2015, 09:08 / wtorek
28 lipca 2015, 09:16 / wtorek
lechia75 nic sie nie stało ale proponuje czytać to co jest zamieszczane na forum wtedy nie będziemy się powielać...pozdro
28 lipca 2015, 10:28 / wtorek
Najważniejsze, że Piekarski jest spokojny o wyniki.
28 lipca 2015, 11:15 / wtorek
no to jesli piekarska jest spokojna o wyniki to ja tez

a tak gwoli przypomnienia z twittera naszego filozofa

Mateusz Borek ‏@BorekMati 5 cze 2014
Lechia zaplaci Legii za Lukasika około 350 tysiecy euro.

Mariusz Piekarski
‏@sportmar_mario
@BorekMati błąd zdecydowanie więcej

Mateusz Borek ‏@BorekMati 5 cze 2014
@sportmar_maro Nie mowie o procencie od następnego transferu:-)

Mariusz Piekarski ‏@sportmar_mario 5 cze 2014
@BorekMati ja też o tym nie wspominam ;-) suma jest wyższa

Mariusz Piekarski
‏@sportmar_mario
@szmyt_igor bo pan Piekarski dał Najlepszych piłkarzy jakich Lechia posiada (Borysiuk,Łukasik ,Maliszewski )Sadayev odszedł szkoda

igor ‏@szmyt_igor 11 paź
@sportmar_mario Nie mówię,że nie.Chodzi mi o to,że Mandziara to pana kumpel.Widziałem was nieraz w knajpach w 3city.Dlatego pan go broni.

Mariusz Piekarski ‏@sportmar_mario 11 paź
@szmyt_igor dlatego ze wiem ile pracy wkłada w to by Lechia osiągnęła sukces nikt w tym klubie nie pracuje tyle co Mandziara !!!!!

igor ‏@szmyt_igor 15 paź
@sportmar_mario Ten artykuł to tylko malutki przykład ciężkiej pracy Mandziary na sukces Lechii. odnośnik

Mariusz Piekarski ‏@sportmar_mario 15 paź
@szmyt_igor czytaj dalej gazety i słuchaj radia Rydzyka gratuluję czerpania wiedzy

igor ‏@szmyt_igor 15 paź
@sportmar_mario To nie tylko kwestia czytania gazet.Wiedzę czerpię również z innych, gdańskich źródeł.Nerwowy pan coś.

Mariusz Piekarski ‏@sportmar_mario 15 paź
@szmyt_igor słabe źródła niestety

igor ‏@szmyt_igor 16 paź
@sportmar_mario Źródła najlepsze.
28 lipca 2015, 13:00 / wtorek
odnośnie powyższego linku do PS:

"Lechia gorączkowo szuka jeszcze jednego napastnika, typowego łowcy bramek. Taki jednak ma swoją cenę, a klubowa kasa – wbrew pozorom – świeci pustkami. Inwestorzy skupieni wokół Franza Josefa Wernze nie chcą już wekslować kolejnych kosztownych pomysłów na wzmocnienie drużyny. Dlatego nic nie wyszło z planu zatrudnienia Artjomsa Rudnevsa. Lechii na Łotysza po prostu nie stać, choć pewnie pół roku temu nie byłoby większego kłopotu z przeprowadzeniem takiej transakcji. Teraz jednak w Gdańsku nowy piłkarz nie może dostawać więcej niż 60 tysięcy złotych brutto. To oczywiście całkiem sporo jak na polskie warunki, lecz nie jest już tak, że klub może spełnić każdą zachciankę, tak jak wtedy, gdy sprowadzano Sebastiana Milę, nie licząc się z kosztami tej transakcji. Minęło pół roku i okazuje się, że Lechia nawet nie potrafi spłacać na bieżąco transferowych rat za tego piłkarza."

dalej szukacie wzmocnień z dupy za nie wiadomo jakie pieniądze?
28 lipca 2015, 14:18 / wtorek
Ja mam propozycje, pozbyc sie Łukasika i juz znajduje sie kasa. Kosi co miesiąc 50 tys. więc akurat by sie fundusze znalazły.
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.733