Gdańsk: wtorek, 22 maja 2012
|
Podstrony:
|
![]() Rozbił się samolot z Lechem Kaczyńskim na pokładziestrona 24/246 lutego 2011, 20:34 / niedziela @ Boldi Oczywiście, że może zakazać lądowania. Na jakiej podstawie mówisz że może być inaczej? Jeśli lot jest cywilny, to I pilot decyduje czy ląduje czy też nie i kontrolerzy mu mogą naskakać, pełnią funkcję pomocniczą i informacyjną, natomiast w przypadku lotu wojskowego kontroler ma prawo zakazać pilotowi lądowania i jest to wtedy ROZKAZ. @ Einherjer Wynosi 100m, czyli tyle na ile piloci dostali pozwolenie. 6 lutego 2011, 21:02 / niedziela nie bardzo rozumiem, dlaczego dla pilota zdanie kontrolera miało by być rozkazem:)? Kontroler nie jest wojskowym, np w Polsce kontrolerzy wież są pracownikami Polskiej Żeglugi Powietrznej, uwierz mi że zakazać mogą tylko linią pasażerskim/cywilnym:) 6 lutego 2011, 21:45 / niedziela Nowe dane nt. napraw Tu-154. Dowództwo alarmowało Wzrost incydentów lotniczych na TU-154M w 2010 roku był spowodowany m.in. niewłaściwą technologią remontu w Federacji Rosyjskiej. "Nasz Dziennik" pisze, że alarmowało o tym MON dowództwo naszego 36. specpułku. W pierwszym kwartale ubiegłego roku liczba tzw. incydentów lotniczych wzrosła aż o 230 % w stosunku do analogicznego okresu roku 2009. W przypadku obu naszych tupolewów liczba awarii zwiększyła się ponad trzykrotnie - ustaliła gazeta. Niewłaściwa technologia remontowa w zakładach w Samarze, nieodpowiednie zmiany konstrukcyjne i materiały, a także nieprawidłowo formułowane umowy na remont, to główne powody lawinowego wzrostu usterek i awarii na TU-154M - zaznacza "ND", powołując się na analizę stanu bezpieczeństwa lotów w 36. SPLT, sporządzoną w maju ub.r. Więcej szczegółów w piątkowym wydaniu "Naszego Dziennika" odnośnik odnośnik odnośnik na YouTube wprowadzono limit wiekowy o filmiku z linami : ) odnośnik 6 lutego 2011, 21:46 / niedziela @ Boldi Wytłumacz, na jakiej podstawie twierdzisz że kontroler na Sewiernym nie mógł zakazać lądowania? Chodzi mi o to czy uprawiasz jakąś radosną twórczość i to są efekty Twoich przemyśleń, czy może posilasz się jakimiś dokumentami? Bo według mojej wiedzy, na tym lotnisku do dzisiaj obowiązują zasady wojskowe, a regulowane są instrukcjami i uchwałami rządu Federacji Rosyjskiej z 1999 r. i 2004 r. Dokładniej precyzuje to załącznik do rozkazu ministra obrony Federacji Rosyjskiej z dnia 24 września 2004 roku nr 275 pt. "Federalne przepisy lotnicze wykonywania lotów lotnictwa państwowego". Podpisał go obecny wicepremier Rosji, Sergiej Iwanow. Dowiesz się stamtąd m.in. że kierownik lotów lotniska ma obowiązek zezwalać lub zabraniać lądowania statków powietrznych w zależności od meldunków załóg i obserwatorów. 6 lutego 2011, 21:56 / niedziela O to sie rozchodzi, lot był wojskowy a pachołki moskiewskie i ruskie twierdzą że był cywilny, no i śledztwo zrobiono wg konwencji o lotach cywilnych. Czemu ? Bo w locie cywilnym jest odpowiedzialność pilotów a w wojskowych sie rozkłada również na wieże, prawda Boldi ? 6 lutego 2011, 22:14 / niedziela h. cumberdale - no nie bardzo. Wg map podejscia dla Smolenska wynosi 70 metrow. 6 lutego 2011, 22:47 / niedziela @ Einherjer Pozwolenie mieli od wieży na 100 m. Ale chodzi o to, że nie lądowali - padła decyzja o odejściu a nie o lądowaniu za wszelką cenę. @ Pinochet Dokładnie, dlatego właśnie Rosjanie post factum zaczęli kombinować ze statusem lotu, wypierając się tego że był wojskowy. 7 lutego 2011, 11:18 / poniedziałek teraz skumałem , że i Ty i Ja mieliśmy po części racje:) a to dlatego, że ja mówiłem ciągle o lądowaniach na zwykłych lotniskach, zapomniałem że Smoleńsk to lotnisko wojskowe - a regulaminów w takich portach to ja niestety nie znam, więc możesz mieć racje. 16 marca 2011, 13:28 / środa ponieważ według KGB i nadwiślańskich pachołków winni są polscy piloci, pijany gen. Błasik, prezydent Kaczyński itd...wrzucę kilka ciekawych wątków jakie znalazłem na necie... ciała zabitych były bez ubrań, a połowy samolotu nie ma, szczątki odrzucone na 1000m. odnośnik Taki efekt zapewnia tylko użycie specyficznego niekonwencjonalnego ładunku, również tylko jego uzycie wyjaśnia rozdrobnienie szczątków samolotu, to ze zebrano z niego tak mało , skoro upadł z paru metrów.. Technika nie zna innego wytłumaczenia przyczyny, dla której z potężnego kadłuba samolotu dosłownie nic nie zostało. Tu muszą Państwo wiedzieć, że “izowolumetryczna” oznacza, Że wybucha cała powierzchnia (dokładniej całą objętość). Wybuch punktowy konwencjonalnego ładunku zostawia zawsze duże zniszczenia blisko ładunku, a im dalej – tym mniejsze. I zachowane tym większe fragmenty kadłuba, im dalej było od miejsca wybuchu. Tylko bomba izowolumetryczna rozniesie dosłownie cały kadłub w drobny mak! Dowody.To, o czym mówimy powyżej - to nie są żadne hipotezy. To są rzeczy pewne. Istnieje niepodważalnych kilka niepodważalnych dowodów, Że tak było. Tu musimy stwierdzić, że wybuch bomby izowolumetrycznej pozostawi charakterystyczne ślady tworzących ją substancji na szczątkach wewnętrznej blachy tworzącej kadłub samolotu. Są one do wykrycia poprzez najdokładniejszą metodę rozpoznawania śladowych ilości substancji – analizę spektrofotometryczną. Składnikiem wielu takich bomb jest np. sproszkowane aluminium. Nadto z niczym nieporównywalne są ślady pozostawione na zwłokach ofiar. Z powodu bardzo wysokiej temperatury ubrania i odsłoniętą skóra będą po prostu zwęglone. W dodatku w płucach powstanie charakterystyczny obraz. Mówiąc najkrócej - płuca zamienią się w dwie powietrzne jamy. Taki obraz, zwany przez radiologów wojskowych “powietrznym motylem” (płuca posiada człowiek dwa) powstaje tylko i wyłącznie wskutek wybuchu bomby izowolumetrycznej. Wystarczy zrobię zdjęcie rentgenowskie choć jednych zwłok z jako tako zachowaną klatką piersiową. Stąd tak ważna dla materiału dowodowego jest sekcja zwłok. Tu mówimy o dowodach eksperckich. Ale to nie wszystko. Wybuch takiej bomby i tylko takiej, doszczętnie rozkawałkuje kadłub - i to na bardzo drobne kawałki. Siła wybuchu odrzuci też skrzydła i ogon samolotu - i te fragmenty “przekoziołkują” do góry nogami. Zostaną też odrzucone na odległość kilkudziesięciu metrów od kadłuba. To samo stanie się z kabiną pilotów, chyba że bomba była umieszczona blisko kabiny - wtedy z kabiny nic nie zostanie. W dodatku siła wybuchu rozniesie szczątki na powierzchni o niespotykanej w katastrofach lotniczych szerokości i na obszarze o powierzchni zbliżonej do kwadrat. I dokładnie tak jest. No i oczywiście - w samolocie praktycznie nikt nie ma szansy przeżyć. Obiektywnie nikłą szansę mają jedynie osoby w części kadłuba najbliżej ogona, i to tylko w takim samolocie Oni zginęli straszną śmiercią. I tylko ten, kto wiedział, że na pokładzie jest bomba i jaka mógł zamieścić wpis na stronach internetowych Gazety Wyborczej o godzinie 8:38:00, Że prezydencki samolot miał “wypadek” i że nikt nie przeżył. Przypomnijmy, Że dokładna godzina “katastrofy” to 8:39:54 sek. (Wszystko w przeliczeniu na czas polski, czyli środkowoeuropejski.) A taką bombę można było zamontować w tym samolocie tylko w Warszawie... I ktoś, kto wiedział, co wybuchnie i z jakim skutkiem, mógł robię taki wpis, gdy ten samolot jeszcze prawie 2 minuty leciał... A dowód, na godzinę “katastrofy” jest również niezbity, nasz Tu-154M ściął skrzydłem linię energetyczną i dokładnie o godz. 8:39:50 sek. Na osiedlu mieszkaniowym przyległym do lotniska zgasło światło... Cóż, Michnika zgubiła tu pycha - chciał być koniecznie pierwszy, który “puści newsa” w świat! odnośnik 16 marca 2011, 13:32 / środa odczytaliśmy ze zgranych taśm już więcej, tylko wasalny rząd to ukrywa… odnośnik i burze w polskiej prokuraturze: Prokuratura dysponuje dowodami w postaci zidentyfikowanych nagrań z kokpitu, które wskazują na przerażenie pilotów z powodu utraty kontroli nad Tupolewem w ostatniej fazie lotu. Te zapisy nie były jeszcze nigdzie opublikowane. Piloci byli świadomi nienormalnie dużej szybkości opadania samolotu. Wykrzykują słowa o blokadzie autopilota i że są „ściągani” ku ziemi. Części kadłuba w odległości do1000 metrów od miejsca katastrofy wskazują na zastosowanie tego typu ładunku. Eksplozja, która według relacji świadków miała miejsce ponad drzewami, całkowicie rozszarpała kadłub samolotu i ciała pasażerów. Nienormalna szybkość opadania Tupolewa została dostrzeżona również przez pasażerów, którzy w przeczuciu zbliżającej się katastrofy w panice próbowali kontaktować się telefonicznie z najbliższymi. Kapitan rosyjskiej straży Muramszczikow relacjonował, że podczas działań operacyjnych na miejscu katastrofy słyszał dzwoniące telefony komórkowe. Tenże sam oficer zeznał również, że zaledwie 20 minut po katastrofie nie było już najmniejszego śladu po mgle spowijającej wcześniej lotnisko. odnośnik 16 marca 2011, 17:23 / środa moim zdaniem Kadafi wynajal nigeryskich szamanow zeby zaklocili sygnal GSP to jednak byl zamach 16 marca 2011, 17:41 / środa boldi założył kolejne konto i przejmuje forum.Chyba jakas dobra promocje w galerii załapałes bo humor jak widac dopisuje 2 kwietnia 2011, 16:36 / sobota 8 kwietnia 2011, 00:44 / piątek odnośnik Premier sie przyznal ze swiadomi caly rok nas zwodzil i dzialal wbrew interesowi kraju ktorym rzadzi a w mediach cisza 15 kwietnia 2011, 22:14 / piątek No i co w związku z tym? Też uważam go za bohatera. Ale tragicznego. Kazali mu siadać w warunkach niemożliwych. Raz już to przerabiał w Gruzji z kurduplem wyzywającym od tchórzy i niegodnych munduru. Ale wtedy nie on był dowódcą. Teraz było inaczej. Nawet jego przełożony, dowódca sił powietrznych RP stał mu za plecami. Chciał wykonać zadanie. Chwała mu za to. 16 kwietnia 2011, 01:17 / sobota Czy pizduś mógłby mnie poprawić, bo to on jest niezwykle kumaty w te klocki. Ponoć kurdupel Kaczyński jest o całe trzy centymetry niższy od giganta konDonka. Innymi słowy miara konDonka = kurdupel + 3. A jeśli chodzi o rozmiary. Nie masz to nikogo nad kaszalota, za którego robi żonka hrabiego Komorka. Ciekawe, czy tłusta Anna chrumka jak widzi kuchnię. 16 kwietnia 2011, 09:01 / sobota Lech Kaczyński 167-168 cm Jarosław Kaczyński 167 cm Donald Tusk 174 cm Ponoć Romuś coś wie, ponoć. 19 kwietnia 2011, 03:09 / wtorek Ach, ta +7 centymetrów. Kurdupel + 7 !!! A nie stał konDonek na paluszkach? Takie PR-owe mierzenie? Bo u chłopaków z PO wszystko jest większe, wznioślejsze, lepsze, nawet PO-mańskie żarty są (wg. PO-manów) śmieszniejsze. 28 września 2011, 22:37 / środa //////////// Tylko od 7 do 10 procent rosyjskiego protokołu z sekcji zwłok Zbigniewa Wassermanna zgadza się z wstępnymi wynikami po ekshumacji i sekcji zrobionej przez polskich ekspertów - dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM Marek Balawajder i Roman Osica. Według RMF FM te szokujące dane oznaczają, że można kwestionować wiarygodność dokumentów sekcyjnych, które zostały przesłane z Rosji. W obu protokołach, polskim i rosyjskim zgadzają się jedynie podstawowe informacje, takie jak wzrost i podstawowe obrażenia. Reszta znacznie się różni od tego, co ustalili polscy eksperci. Ekshumację ciała Zbigniewa Wassermanna przeprowadzono pod koniec sierpnia. Przez kilka dni ciało badali eksperci w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. - Oficjalnie wyniki analiz polskich ekspertów poznamy nieprędko. Nie ma wyznaczonego terminu końca tych badań. Trzeba czekać na wyniki wszystkich badań, są przewidziane posiedzenia konsultacyjne - powiedział wiceszef katedry medycyny sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu Jerzy Kawecki. Podstawą przeprowadzenia ekshumacji w Polsce były "wątpliwości dotyczące stwierdzeń zawartych w dokumentacji sądowo-lekarskiej badania zwłok zmarłego, otrzymanej z Rosji, a nie wątpliwości co do tożsamości zwłok". Wcześniej córka posła Małgorzata Wassermann, wiele razy mówiła, że dokumentacja, która przyszła z Rosji, nie zawiera prawdziwych danych, bo w protokole sekcyjnym pominięto fakt przejścia przez jej ojca poważnej operacji. Córka zmarłego posła wystąpiła o ekshumację ciała ojca jesienią zeszłego roku. - Pierwsza kwestia to obrażenia, które odniosły ofiary, a na ich podstawie próba odpowiedzenia sobie na pytanie, jaki był przebieg katastrofy i druga bardzo istotna kwestia to to, czy w ogóle została wykonana sekcja, chociaż niewiele to wniesie, bo nikt nie ma już chyba cienia wątpliwości, że dokumenty, który przyszły ze strony Federacji Rosyjskiej, nie poświadczają wykonania sekcji zwłok - powiedziała Małgorzata Wassermann. - Co za tym idzie, podważymy w zasadzie całą wiarygodność materiału rosyjskiego - dodała. \\\\\\\\\\ Plus odnośnik 9 stycznia 2012, 11:43 / poniedziałek 13 stycznia 2012, 21:38 / piątek /////////////////// Znamienne (być może) słowa mjr Fiszera o Katastrofie Smoleńskiej Mjr Michał Fiszer -pilot wojskowy, ale także pracownik Zarządu Wywiadu WSI, który wielokrotnie na antenie TVN 24 występował jako ekspert wojskowy po Katastrofie Smoleńskiej, wyraził dziś w programie "Tak jest" kilka opinii, które dają do myślenia, niezależnie od tego jak ocenia się jego wcześniejsze wypowiedzi. Po pierwsze: Powołał się na ekspertyzę amerykańską, bliżej chyba dotąd nieznaną, która polegała na odwróceniu przebiegu katastrofy samolotu poprzez symulację komputerową. Została ona wykonana przez eksperta, jak zaznaczył, na podstawie zdjęć satelitarnych szczątek TU -154. Dzięki temu otrzymał film cofany w czasie, od roztrzaskanego TU -154 aż do momentu, kiedy samolot był jeszcze w powietrzu i tworzył jedna bryłę. Wynikało z tej ekspertyzy, że do rozerwania prezydenckiego tupolewa mogło dojść na wysokości wyższej, niż do tej pory twierdzono i w raporcie MAK- u, i w raporcie rządowym. A to z kolei potwierdzałoby badania prowadzone w ramach komisji Macierewicza. Zaznaczył jednak, że nie dowodzi to wybuchu na pokładzie TU- 154, gdyż zdaniem majora mógł on ulec rozerwaniu na skutek dużej siły ciągu, której użyto by wyprowadzic samolot na większą wysokość (tu powołał się na katastrofę Concorde). Po drugie: Wypowiedział zdanie, że gdyby nawet było tak, jak nadal twierdzi uparcie Edmung Klich, że gen. Błasik był gdzieś z tyłu w kokpicie, to zdaniem Fiszera mógł być w ogóle nie zauważony przez pilotów, a ponadto, (tu cytuję z pamięci) - jak się wkracza na teren przeciwnika, to obecność dowódcy dla pilota jest czymś pozytywnym, a nie formą nacisku. Po trzecie: Mjr Michał Fiszer zwrócił uwagę, że strona polska powinna mieć dostęp do oryginałów tak zwanych skrzynek wypadkowych, które zapisują kilka ostatnich sekund lotu. Jego zdaniem, to co dostaliśmy od Rosjan to kopia otrzymana w tak zwanym trybie nieprocesowym, czyli nie gwarantującym, że nie było w tym materiale ingerencji. Major Fiszer przyznał, że raport Millera skonstruował teorię taką, na jaką pozwałały zgromadzone materiały. A jednocześnie przyznał, że wiele kluczowych danych o Katastrofie Smoleńskiej do tej pory nie otrzymaliśmy. Nie wypowiadam się na S 24 w kwestiach szczegółowych na temat Katastrofy Smoleńskiej (robią to blogerzy znający świetnie ten temat), nie oceniam też tego wywiadu w stacji, której rola w budowaniu kłamliwego obrazu tragedii 10 kwietnia jest powszechnie znana. Tym niemniej puenta redaktora prowadzącego była taka, że tezy mjr Fiszera przemawiają za powołaniem nowej komisji do zbadania Katastrofy Smoleńskiej. Streszczam z pamięci urywki tego wywiadu, ponieważ wygląda to jak wycofywanie się rakiem z już przyjętcyh i "niepodważalnych" przyczyn tego, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. \\\\\\\\\\\\\ odnośnik 13 stycznia 2012, 21:42 / piątek //////////// Biegli: to nie był głos generała Błasika Dowódca Sił Powietrznych nie naciskał na pilotów Tu-154 Słowa, które Komisja Jerzego Millera i rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) Tatiany Anodiny przypisywały generałowi Andrzejowi Błasikowi, w rzeczywistości wypowiadał drugi pilot mjr Robert Grzywna - ustalili biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie. "Rz" potwierdziła tę informację w dwóch niezależnych źródłach, które miały dostęp do ekspertyzy Instytutu Sehna. Ustalenia biegłych podważają jedną z najważniejszych tez raportów MAK i Komisji Millera - o tym, że obecność dowódcy Sił Powietrznych w kabinie pilotów pośrednio wywierała na nich presję. Oficjalnie wynik ekspertyzy ma być ogłoszony na konferencji prasowej prokuratury wojskowej w poniedziałek. - Eksperci z Instytutu Sehna to specjaliści światowej klasy. Jeśli ta informacja się potwierdzi, to oznacza zakwestionowanie jednej z najważniejszych tez o naciskach na pilotów - mówi "Rz" Wit Steidler, pełnomocnik Zuzanny Kurtyki. Twierdzenia Komisji Millera oraz MAK były oparte na zeznaniach osób, które odsłuchiwały taśmy z rejestratorów lotu i przypisały głos majora Grzywny generałowi Błasikowi. Jednak wielomiesięczna analiza za pomocą specjalistycznego sprzętu, komputerowe porównywanie próbek głosów wykluczyły przypisanie jakichkolwiek słów wypowiadanych w kabinie podczas lądowania gen. Błasikowi. Biegłym nie udało się przypisać wszystkich słów padających w kabinie do konkretnych osób. Jednak z ich ustaleń wynika, że dowódca Sił Powietrznych nie uczestniczył w wydawaniu komend podczas lądowania. Dowodem na rzekomą obecność gen. Błasika w kokpicie miał być też fakt, że zwłoki generała odnaleziono obok zwłok nawigatora Artura Ziętka. Tezę tę od wielu miesięcy kwestionuje Bartosz Kownacki, pełnomocnik Ewy Błasik, wdowy po dowódcy Sił Powietrznych. Zwraca on uwagę, że w odróżnieniu od nawigatora gen. Błasik nie był przypięty pasami i jego szczątki mogły znaleźć się w tym miejscu na skutek sił działających podczas katastrofy. Ustalenia krakowskich biegłych podważają też tezę o słabym wyszkoleniu i zgraniu załogi. Już wcześniej zwracano uwagę, że słowa przypisywane poprzednio gen. Błasikowi to podawane prawidłowo odczyty wysokościomierza. Tezę o obecności gen. Bałasika w kokpicie tupolewa jako pierwszy sformułował polski akredytowany przy MAK płk Edmund Klich, który powiedział o tym w programie "Teraz my" w TVN w maju 2010 r. \\\\\\\\\\\\\ Reszta tutaj odnośnik 15 stycznia 2012, 02:17 / niedziela /////////////// Marcin Austyn: Komisja ministra Jerzego Millera będzie gęsto się tłumaczyć z wykreowanego w swoim raporcie obrazu katastrofy i ostatniej, decydującej fazy lotu. Dlaczego? Nowe stenogramy nie odnotowują głosu gen. Andrzeja Błasika w kokpicie odczytującego nastawy z wysokościomierza barometrycznego. Poprawnie posługuje się nimi drugi pilot ppłk Robert Grzywna. Nowe ustalenia Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie dotyczące słów, jakie padały w kabinie pilotów tuż przed katastrofą, rodzą poważne pytania m.in. o słuszność krytyki poziomu wyszkolenia załogi. Bo jeśli nie przypisano żadnych słów gen. Andrzejowi Błasikowi, to między bajki można włożyć przyjętą przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego tezę, jakoby załoga nieprawidłowo korzystała z wysokościomierzy. Ustalenia krakowskich ekspertów wywracają raport Millera do góry nogami. Jeśli bowiem wysokości z właściwego wysokościomierza nie odczytywał nieobecny w kokpicie lub w milczeniu obserwujący działania załogi gen. Błasik, to musiał to czynić jeden z członków załogi. I był nim drugi pilot. W tej sytuacji założenie, że członkowie załogi, mając słuchawki na uszach, nie słyszeli tych komend i nie wiedzieli, na jakiej wysokości się znajdują, jest nie do obrony. Drugi pilot nie był biernym uczestnikiem lotu, ale wspomagał mjr. Arkadiusza Protasiuka i aktywnie z nim współpracował. Zatem kolejny zarzut Komisji o braku wyszkolenia w zakresie współpracy załogi chwieje się w posadach. - Nie tylko eksperci z MAK, ale i komisja Millera nie wszystko rozszyfrowała. I teraz okazuje się, że ich ustalenia mają się nijak do rzeczywistości, jednak słowa krzywdzące naszych pilotów już padły - ocenia w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" doświadczony pilot lotnictwa transportowego w służbie czynnej. W jego opinii, nowe ustalenia krakowskich ekspertów jednoznacznie wskazują na współpracę załogi i korzystanie z właściwych urządzeń. - Znając tych ludzi, znając Arka, nie mogłem zrozumieć, że on miałby nie potrafić "ustawić" sobie załogi. Ten człowiek, wykonujący loty na różne lotniska na świecie, nie mógł tak pokpić sprawy. To się zwyczajnie "nie kleiło". Całego lotu taką maszyną nie może wykonywać jedna osoba. Tego się nie da zrobić. Załoga musiała współpracować. Panują trudne warunki atmosferyczne, a drugi pilot leci jako balast? To niemożliwe i nowe stenogramy pokazują, że on współpracował z dowódcą - dodaje nasz rozmówca. Przez całe lata współpraca załogi nie była określona w dokumentach tak jak obecnie, ale nie oznaczało to, że tej współpracy nie było. - Jeżeli były jakieś ćwiczenia, przygotowania, loty metodyczne, specjalne, to szło się do samolotu i wszyscy członkowie załogi "na sucho" wykonywali swoje czynności. Tyle że nie nazywało się to "CRM". Tu próbowano nam wmówić, że lotnicy byli słabi. A to nieprawda, bo w trakcie swojej służby wykonywali takie zadania, których cywile latający obecnie z VIP-ami nigdy by się nie podjęli - dodaje pilot. Rzetelne zbadanie wszystkich dowodów może jeszcze diametralnie zmienić obraz katastrofy Tu-154M. - Obie komisje popełniły ten sam błąd i bazowały na niepełnych dowodach. Trzeba było najpierw dokonać wszystkich analiz w sposób rzetelny, a dopiero potem wysnuwać jakieś wnioski, ale nie oskarżać, bo nie do tego powołane były te komisje - ocenia żołnierz. \\\\\\\\\\\\\ odnośnik reszta 19 stycznia 2012, 17:58 / czwartek odnośnik Najpierw to, a potem: \\\\\\\\\\\\\ W sektorze z kokpitem Tu-154 znaleziono nie tylko zwłoki członków załogi i gen. Andrzeja Błasika. Łącznie było tam trzynaście ciał i ich fragmentów - podaje "Wprost". Te informacje potwierdza rzecznik prokuratury badającej katastrofę płk Zbigniew Rzepa. - Ciało gen. Andrzeja Błasika zostało znalezione w sektorze pierwszym, czyli tu, gdzie był kokpit. W sektorze tym znaleziono także dwanaście ciał i fragmentów ciał innych ofiar katastrofy - wyjaśnia. - Trzynaście osób nawet fizycznie nie zmieściłoby się w kabinie. Jedyne logiczne wytłuczenie jest takie, że drzwi do kokpitu były cały czas otwarte i po zderzeniu z ziemią część ciał po prostu trafiła w okolice kokpitu - mówi "Wprost" mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik wdowy po gen. Błasiku. Ta informacja zaburza ciąg przyczynowo-skutkowy przedstawiany przez byłego szefa komisji badającej katastrofę smoleńską Jerzego Millera. Miller twierdzi, że znalezienie ciała gen. Błasika w kokpicie stanowi dowód na to, że był on tam aż do chwili katastrofy. Miało to być również podstawą do przypisania mu słów w stenogramie opracowanym przez komisję. - Jest pytanie, czy jest informacja, która podważa obecność gen. Błasika w kokpicie? Moim zdaniem nie. Bo wiadomo, czyje ciała znaleziono w kokpicie - mówił Jerzy Miller w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". - Sektor pierwszy to kokpit. I wśród znalezionych tam ciał był gen. Błasik. Nie wnioskowaliśmy więc o obecności gen. Błasika w kokpicie ze względu na przypisanie mu takiej czy innej wypowiedzi. Odwrotnie: najpierw wiedzieliśmy, gdzie był - stwierdził Miller. ///////////// 19 stycznia 2012, 19:45 / czwartek I co teraz powiedza pieski powtarzajace klamstwa za postkomunistycznymi mediami ? Dalej im wierzcie,już was kupili.Tymczasem kłamstwo za kłamstwem wychodzi na jaw...duży szacunek dla opluwaneo przez te media A.Macierewicza 20 stycznia 2012, 21:52 / piątek ////////// Specjalistyczne badania zwłok śp. Zbigniewa Wassermanna, byłego ministra koordynatora ds. służb specjalnych w rządzie PiS-u, miały być przeprowadzone w Krakowie. Nieoczekiwanie decyzją szefostwa prokuratury wojskowej ciało zostało przetransportowane do Wrocławia - podaje "Gazeta Polska Codziennie". We wrocławskim zakładzie medycyny sądowej aktualnie trwają badania rosyjskich protokołów sekcyjnych ofiar katastrofy. Są one porównywane z dostępną w Polsce dokumentacją medyczną dotyczącą każdej z tych osób. Wcześniej przeprowadzono tam badania ciała śp. Zbigniewa Wassermanna - pisze "GPC". Powodem ekshumacji były rozbieżności pomiędzy rosyjską dokumentacją medyczną a stanem faktycznym. Rosjanie opisali narządy, które ministrowi koordynatorowi usunięto operacyjnie wiele lat wcześniej. Ekshumacja odbyła się pod koniec sierpnia ubiegłego roku we wczesnych godzinach rannych. Trumna z ciałem została przewieziona do krakowskiego zakładu medycyny sądowej, który dysponuje najlepszym sprzętem tomograficznym w Polsce. - Nieoczekiwanie ok. godz. 16.00 dostaliśmy informację, że musimy natychmiast przywieźć garnitur, bo ciało taty będzie przewiezione do Wrocławia. Byliśmy zszokowani, ponieważ myśleliśmy, że badania zostaną wykonane w Krakowie. Usiłowaliśmy się dowiedzieć, kto podjął decyzję o zabraniu zwłok taty z Krakowa, ale nikt nam na to pytanie nie odpowiedział - mówi Małgorzata Wassermann, córka tragicznie zmarłego ministra. Pułkownik Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej, stwierdził, że nic nie wie na ten temat. Badanie ciała śp. Zbigniewa Wassermanna przeprowadziło kilku lekarzy, m.in. z Krakowa, Bydgoszczy i Wrocławia. Pod protokołem badań podpisała się szefowa Katedry Medycyny Sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu prof. Barbara Świątek. Ta sama, która podpisała się pod protokołem sekcji zwłok Stanisława Pyjasa (ekshumacja odbyła się na wniosek IPN-u), w którym stwierdzono, że krakowski student nie został pobity na śmierć przez funkcjonariuszy SB, ale zginął od upadku ze schodów. W opinii dotyczącej badań ciała Zbigniewa Wassermanna, pod którą podpisała się prof. Świątek, biegli napisali, że "ujawnione w rosyjskiej opinii z sekcji zwłok błędy, nieścisłości i sprzeczności nie podają w wątpliwość głównych wniosków tej opinii". \\\\\\\\\\\ 21 stycznia 2012, 16:51 / sobota Jak dlugo ryzy h.j bedzie rzadzil,nie dowiemy sie niczego.Ani o katastrofie smolenskiej,ani o tajemniczych samobojstwach,ani o najdrozszych stadionach na swiecie.Ta niemiecka kreatura niszczy kraj.Na konferencje prasowe pudruje morde,az zal patrzec.A skundlone polactwo,w obawie przed prawda ciagle POpiera mafie z PO.Szkoda Polski,oby nie bylo za pozno na zmiany i prawde!!! 23 stycznia 2012, 09:52 / poniedziałek " . . . Ach, ileż przyjemności może człowiekowi dostarczyć obserwowanie gimnastyki konfidentów poprzebieranych za dziennikarzy, autorytetów moralnych i Salonu w związku z odczytaniem przez krakowskich ekspertów zapisów z kopii nagrań czarnych skrzynek. . . jak pamiętamy, na obecności nietrzeźwego generała Błasika w kokpicie, zarówno pani generalina Anodina, jak i komisja ministra Millera, który dzisiaj chowa się za murami omerty, zbudowała całą teorię tej katastrofy, którą następnie bezpieka, za pośrednictwem swoich konfidentów w mediach, środowisk autorytetów moralnych i Salonie, usiłowała podać do wierzenia jako obowiązującą. Więc teraz, kiedy okazało się, że nie ma żadnego dowodu na obecność generała Błasika w kokpicie, całe to towarzystwo jednym głosem deklamuje, że nie ma to żadnego znaczenia. Czy generał Błasik w kokpicie był i po pijanemu wygrażał pilotom pistoletem, a okrzykami: „ląduj dziadu!” wywierał na nich presję, czy też go nie było - przyczyną katastrofy był tak czy owak sławny „błąd pilota”. Tak zostało zatwierdzone przez Rosjan, a jak pamiętamy, pan minister Sikorski wiedział to zanim jeszcze Rosjanie wydali swoje orzeczenie. Patrząc tedy, jak wszyscy uwijają się wokół wersji wydarzeń uzupełnionej i poprawionej widzimy wyraźnie, że cała ta banda realizuje zadanie wyznaczone przez tajniaków. . . " odnośnik 6 lutego 2012, 00:18 / poniedziałek A więc jednak... no kto by się spodziewał jego bezpośredni zwierzchnik nie miał sobie ani BOR nic do zarzucenia, prezydent dał mu awans dokładając belkę na pagon a tutaj taki klops. Tyle tytułem komentarza ze względu na umiarkowaną sympatię do niezależnej link i krótka zajawka, reszta pod linkiem: odnośnik ////////////////////// Zastępca szefa BOR, generał Paweł Bielawny dostał wyzwanie do prokuratury jako podejrzany. W czwartek ma usłyszeć zarzuty o niedopełnienie obowiązków. Gen. Bielawny nadzorował ochronę wizyt prezydenta i premiera 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku i Katyniu. \\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\ 24 lutego 2012, 01:59 / piątek /////////////// Matka tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej Przemysława Gosiewskiego, Jadwiga Czarnołęska-Gosiewska, wygrała w sądzie z premierem Donaldem Tuskiem. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie rozstrzygnął skargę wniesioną przez Jadwigę Czarnołęską-Gosiewską na "bezczynność" premiera Donalda Tuska i uznał ją za zasadną. Jadwiga Gosiewska chciała się dowiedzieć od premiera, na jakiej podstawie wybrał taki, a nie inny fundament prawny wyjaśniania katastrofy smoleńskiej. Domagała się też od Donalda Tuska informacji, kto zdecydował o sposobie badania katastrofy i w jakim trybie. Gdy kancelaria premiera odpowiedziała w sposób pokrętny, reprezentujący Jadwigę Gosiewską mecenas Rafał Rogalski postanowił wnieść skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie na bezczynność premiera. Dziś Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał skargę matki śp. Przemysława Gosiewskiego za zasadną. Oznacza to, że premier Tusk będzie zmuszony do udzielenia informacji o okolicznościach wyboru podstawy prawnej badania katastrofy smoleńskiej. \\\\\\\\\\\\\\\\ 1 kwietnia 2012, 12:05 / niedziela odnośnik Wczoraj Adam Bielan zapowiedział, że zamierza pozwać „Newsweeka” za opublikowanie wywiadu z nim, którego nie udzielił. Teraz polityk opowiada jak tygodnik chciał za jego pomocą uderzyć w śp. Lecha Kaczyńskiego. „Wywiad” ma się ukazać jutro. Portal natemat.pl już publikuje fragmenty rozmowy. Czy to już kompletny upadek dziennikarstwa? 3 kwietnia 2012, 03:03 / wtorek upadek dziennikarstwa, to sprawdzcie to: Gugala przeszedl znow samego siebie ludzie przeciez takich numerow nie robiono nawet w PRL, to jest kurwa funkcjonariusz a nie dziennikarz! odnośnik 3 kwietnia 2012, 20:34 / wtorek rze twoj link nie smiga.Codzilo ci o wywiad z Brudzińskim ? odnośnik |

