Gdańsk: niedziela, 15 grudnia 2019
FORUM
Podstrony:


Prawdziwa twarz PO

strona 34/42

27 kwietnia 2011, 16:36 / środa
,,Sporo Polakow wrocilo''.
Czlowieku,przestan mnie rozsmieszac,bo widze,ze nie masz bladego pojecia o emigracji.
Zadne argumenty nie docieraja do Ciebie,wiec nie bede sie z koniem kopal-bez obrazy.
27 kwietnia 2011, 19:23 / środa
Ale mam bekę. Pizduś krisbluś podał jako wielkie osiągnięcie POpierdółek pewien link. Na podstawie danych z tegoż linku kilka osób zrobiło analizę. Z niej wynika, ze hujnia jest.
Na co pizduś stwierdza, że:
"Liczby wszystko pokazują i to jest argument a nie jakieś do liczb tłumaczenia. Jak ktoś rozumie liczby to mu wystarczy."

No właśnie - komuś wystarczyło.

Ale pizduś ostatnio padakę zalicza. Tak pracuje na tym forum, tak się stara, a tu "jego" publika wywiesza transparent, który bije w "jego" rząd.
Podaje usprawiedliwienie dla POjebów, a z tego usprawiedliwienia wynika, ze POjeby jednak są POjebami.
27 kwietnia 2011, 20:53 / środa
Romuś gwiazdo gazety polskiej poducz się o ekonomii to podyskutujemy.
27 kwietnia 2011, 21:09 / środa
Fakt, ostatnimi czasy Krzyśki po własnych bramkach walą :)

Twoją odpowiedzią jest porównanie zadłużenia Polski do bardziej zadłużonych, trawionych przez socjalizm i afrykańskich imigrantów Włoch i Francji, do ledwo wiążącej koniec z końcem Wielkiej Brytanii oraz do największego płatnika do wspólnej unijnej kasy Niemiec....fantastycznie...

Jeżeli twoją maksymą życiową jest porównywanie się do nieudaczników to gratuluję, natomiast moim zdaniem trzeba porównywać się do najlepszych.

Idąc twoim tokiem myślenia Lechia w porównaniu z Orłem Choczewa gra genialny niemal boski futbol, ale my chcemy aby Lechia grała tak jak Wisła, Borussia czy Celtic.

Dlaczego nie porównasz Polski do "najlepszych" państw tylko cieszysz się, że wypadamy blado na tle umierającej europy ?

Powiem ci dlaczego, bo wtedy liczby pokażą druzgoczącą prawdę, że jesteśmy w coraz gorszej sytuacji:

Australia Public debt 22.4%
Chile Public debt 6.1% of GDP (2009, central government)
Szwajcaria Public debt 38.8% of GDP (2009 est.)
Nowa Zelandia Public debt 29.3% of GDP (2009 est.)
Kanada Public debt 34 %
Korea Płd Public debt 23,7 %

Zresztą w danych wklejonych przez ciebie widać wyraźnie w którą stronę idzie Polska... No chyba, że zaraz udowodnisz, że statystyka jest ściemniona.

Proponuję, żebyś wrócił do dyskusji o krzyżu, smoleńsku i ogólnych pyskówek, bo tam zdecydowanie bardziej możesz się wykazać i obiektywnie patrząc tematy te są na twoim poziomie.
27 kwietnia 2011, 21:17 / środa
A gdzie masz wielbione wszędzie USA?
To tylko statystyka, która pokazuje że nie jest z nami aż tak źle jak niektórym się wydaje.
Fajnie być Australią czy NZ ale realia są takie, że jesteśmy w Europie. I na tle tej Europy nie jesteśmy najgorsi. Poza tym Andreew wydajesz się rozumnym aczkolwiek skręconym w prawo osobnikiem to Cie zapytam: jeżeli kapitał obcy jest tani to warto się nim finansować?
27 kwietnia 2011, 21:32 / środa
Te USA które zrzucają z samolotów dolary, żeby tylko zmniejszyć swój dług ?
Wydaje mi się, że nie potrzebujesz odpowiedzi na to pytanie.

Jesteśmy w Europie i toniemy razem z Europą, zamiast iść inną, polską drogą...

Jeżeli mówisz o dopłatach to po pierwsze nie uważam tego za tani kapitał, bo należy pamiętać, że jesteśmy również płatnikami do unii, zatrudniamy masę urzędników do obsługi dopłat, wspomagamy się kredytami (należy brać pod uwagę odsetki) oraz musimy spełniać masę kretyńskich przepisów.

Po drugie uważam, że wszystkie dopłaty psują wolny rynek, zabijają konkurencję i dają wiele okazji do korupcji.

Po trzecie duża część tych pieniędzy jest źle wydawana, nie powodując żadnych korzyści, a generując przyszłe koszty utrzymania.
27 kwietnia 2011, 21:41 / środa
Po czwarte jak się nie ma własnej kasy to się finansuje z obcej. Granice są określone. 50% 55% 60%. 50% przekroczone dawno to się jedzie pod 55%. Pinochet już policzył i mu wyszło 54,977%. To jest mistrzostwo świata w zarządzaniu. Reszta to polityczne pierdolenie.
27 kwietnia 2011, 21:54 / środa
:)

No nie tak dawno, bo w 2009 za rządów PO

Niech liczby powiedzą ->odnośnik

Finansuje z obcej na "tu i teraz" a o spłatę niech się martwią inni.
27 kwietnia 2011, 22:31 / środa
A debile się cieszą, że gilotyna spada. Nawet uknuli powiedzonko:
"Nóż znajduje się już w ponad połowie drogi do zagłady. Ale cieszmy się, bo sobie to dokładnie wyliczyliśmy."

Pizduś przypomina mi niedouczonego fachmana. Przyjdzie taki po studiach na budowę i się mądrzy. Pierdoli bez sensu, i nie daj Boże zrobić coś według jego wskazówek, bo ściana wyjdzie krzywa.
Gdy ten sam problem rozwiązuje majster, to kilka stempli załatwia sprawę.

Kiedyś pracowałem sobie na budowie. Zamiast chodzić na siłownię, jeszcze mi płacili. I właśnie tam miało miejsce podobne zdarzenie. Inżynier kombinował ze schodkami, które były dorabiane do projektu w trakcie budowy. Te "inżynierskie" trzeba było zburzyć.

Widzisz, pizduś, nie trzeba ekonomii kończyć, by wiedzieć, że jak się kupi tonę jabłek za tysiąc złotych, to żeby impreza była opłacalna trzeba opylić kilo za dwójkę, a nie za złoty dziesięć. Bo akumulacja, bo koszty transportu, bo wycena straconego czasu, bo straty w towarze, wszakże się psuje, bo złodziej coś zajebie.
A ty, pizduś, wyuczyłeś się formułek i tak naprawdę huja z tego kminisz. Ale wydaje ci się, że łyknąłeś wiedzy tego inżynierka od schodów.
28 kwietnia 2011, 01:41 / czwartek
to że nierząd zdołał się zmieścić poniżej 55% za pomocą wirtualnej ksiegowości to nawet w TVN-ie wspominali

"Pozostaje tylko dość zasadne w tej sytuacji pytanie o wiarygodność danych GUS."

odnośnik

"Ale Rostowski i GUS mają także problemy z danymi dotyczącymi bilansu płatniczego pochodzącymi z Narodowego Banku Polskiego, które mają wpływ na kształtowanie się poziomu wzrostu PKB w 2010 roku.

W bilansie tym pozycja saldo błędów i opuszczeń za poprzedni rok wynosi aż 14 mld euro (56 mld zł) czyli blisko 4% PKB . Pozycja ta to tzw. operacje niedające się zakwalifikować do żadnej z wcześniejszych pozycji tego bilansu. Ale spora część analityków twierdzi, że te niezidentyfikowane przez NBP operacje to w dużej części import (świadczą o tym choćby niemieckie dane dotyczące eksportu tego kraju do Polski ,które są znacznie wyższe od tego co NBP pokazuje jako import z tego kraju), co oznaczało by znacznie gorszy rezultat w naszym rachunku obrotów bieżących bilansu płatniczego.

Teraz deficyt na tym rachunku wynosi tylko 3% PKB a po doliczeniu salda błędów i opuszczeń wynosił by blisko 7% PKB w sytuacji kiedy za poziom bezpieczny uchodzi deficyt na tym rachunku nie przekraczający 5% PKB.

Ujawnienie takiej informacji (oznacza ona stopień braku pokrycia finansowego naszych operacji z zagranicą na kwotę 70 mld zł w roku 2010) mogłoby spowodować paniczną reakcję rynków , polegającą na gwałtownym pozbywaniu się polskich aktywów, dewaluację złotego i poważne kłopoty z obsługą naszego długu w szczególności wyrażonego w walutach obcych.

Ale powiększenie o taką kwotę naszego importu oznaczało by wyraźne zmniejszenie wskaźnika eksportu netto, a to z kolei musiałoby oznaczać weryfikację poziomu wzrostu PKB (obniżenie poziomu tego wzrostu) bo wskaźnik ten jest jednym z 3 czynników składających się na przyrost PKB (obok konsumpcji i inwestycji), a więc ostatecznej wielkości PKB w 2010 roku , relacji deficytu sektora finansów publicznych i długu publicznego do PKB.

4. Jak z tego wynika, mamy do czynienia z poważnymi manipulacjami statystycznymi, które mają na papierze poprawić zarówno obraz naszej gospodarki (poziom wzrostu PKB) jak i finansów publicznych (relacja deficytu i długu publicznego do PKB)."
eżeli do tego dołożymy manipulacje kursem złotego dokonywane przez Ministra Rostowskiego w tym sprzedaż euro w grudniu 2010 na rynku, a nie za pośrednictwem NBP (wzmocnienie złotego wobec euro na 31 grudnia 2010 o 2% ) a także transakcje swap na ponad 3 mld euro ( przejściowe zmniejszenie długu o taką kwotę) to aż strach pomyśleć co by się stało gdyby rynki zauważyły tego rodzaju operacje. "

odnośnik
28 kwietnia 2011, 01:50 / czwartek
Dlaczego Donald Tusk podjął ryzyko spartaczenia budżetu państwa na 2012 r.?
Oficjalnie nie chce, aby debata budżetowa była wpisana w "logikę wyborczą". Przeszkadza mu też prezydencja Polski w Unii Europejskiej w drugim półroczu 2011 r.
Wyjątkowo głupie uzasadnienie. Budżet to finansowy wyraz polityki partii rządzącej. Okazja do zaprezentowania Polakom i Europejczykom troski rządu o Polskę, Polaków, stabilność finansową. Okazja do kolejnych peanów o zielonej wyspie Europy. Budżet zawsze był narzędziem polityki. Zwłaszcza w roku wyborów. To dzięki zapisom w budżecie, wziętym choćby z sufitu, politycy kupują głosy całych grup społecznych. A tu nagle Donald Tusk chce zrezygnować z takiej okazji. W ogniu kampanii wyborczej nie chce demonstrować swojej troski, odpowiedzialności i profesjonalizmu. Śmierdzi na odległość. Ale skąd ten smród?
Klucz do tej zagadki prawdopodobnie jest w tych trzech miesiącach przyspieszenia. Czym różni się budżet przygotowywany wiosną, od budżetu przygotowywanego latem?
Na mocy art. 5 ustawy o sposobie obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto do dnia 15 maja Prezes GUS jest obowiązany ogłosić pierwszy szacunek PKB za rok poprzedni. W 2011 r. publikacja jest planowana na dzień 13 maja. Następnie dokonywane są dalsze szacunki. Zgodnie z zasadami metodologicznymi (Rachunki kwartalne PKB, s. 29) publikacja rewizji danych następuje w październiku. W praktyce urzędniczej nieoficjalnie dane te są znane autorom budżetu wcześniej.
Donald Tusk zamierza przygotować budżet na 2012 r. bez oficjalnej znajomości pierwszego szacunku PKB za 2010 r. Ponadto w toku uchwalania ustawy budżetowej przez parlament ma być nieznana rewizja PKB za 2010 r.
Nagła zmiana prezesa GUS oraz podejrzenia o zawyżeniu wstępnych informacji o PKB za 2010 r. wskazują na rosnące prawdopodobieństwo nagłego przyspieszenia kryzysu zadłużeniowego w Polsce. Oficjalne potwierdzenie, że PKB ma niższą niż spodziewaną przez rząd wartość nominalną grozi stanem przekroczenia przez dług publiczny poziomu 55 % PKB. To śmiertelna polityczna pułapka.
Zgodnie z art. 86 ust. 1 pkt 2 ustaw o finansach publicznych następuje wówczas zamrożenie nie tylko wynagrodzeń (nominalnie), rent i emerytur (realnie), ale przede wszystkim uchwalany budżetu musi być zrównoważony. Przy obecnym deficycie sektora publicznego (ok. 8 % PKB) oznacza to konieczność cięć wydatków lub podwyższenia podatków o skali rzędu dochodów z PITu lub składek ZUSu. Już od 1 stycznia 2012 r. bez żadnego okresu przejściowego, natychmiast. Pryska mit dobrego wujka. Pryska mit profesjonalizmu. Pryska mit zielonej wyspy.
Za bezprecedensowym przyspieszeniem prac budżetowych, zmianą prezesa GUS, machinacjami z wielkością importu w szacunku PKB oraz sceptycyzmem Komisji Europejskiej w sprawie wyliczeń Jana Vincenta-Rostowskiego może kryć się jedna przyczyna. Chęć przygotowania ostatniego budżetu, gdy oficjalnie, na chwilę przyjęcia budżetu przez rząd, próg ostrożnościowy nie był przekroczony. Zgodnie z art. 86 ust. 1 pkt 2 ustawy o finansach publicznych ujawnienie takiej informacji nawet w chwilę po przyjęciu projektu budżetu przez rząd nie wymusza na rządzie ogromnych podwyżek podatków i cięć budżetowych. To zmartwienie dla następców.
Oto przedmiot bezczelnej, cynicznej i kłamliwej gry politycznych elit.
odnośnik
28 kwietnia 2011, 10:44 / czwartek
To jest mistrzostwo świata w zarządzaniu, ale informacjami, czyli manipulowanie, kłamanie, kręcenie, fałszowanie, oczernianie, wstawianie kitu, propaganda, hipokryzja do kwadratu itp itd. Wszystkie bez wyjątku wskaźniki ekonomiczne obiektywnie świadczą o ich totalnej niekompetencji i jednoczesnie kompletnemu fiasku ich rządów. Chociaz nie wiem, czy tu mamy do czynienia tylko z bezprecedensową niekompetencją i nieudolnością, a nie ze złą wolą.
28 kwietnia 2011, 12:33 / czwartek
Prawda jest taka:

W każdej partii są złodzieje.
Ale w PO jak nie jesteś złodziejem, to możesz jedynie za gońca lub sekretarkę robić.
28 kwietnia 2011, 18:04 / czwartek
Nie wiedziałem gdzie dać newsa, że Bobo Kaczmarek startuje do sejmu, więc rzucam na ten wątek...

odnośnik
29 kwietnia 2011, 10:29 / piątek
30 kwietnia 2011, 13:30 / sobota
Lepszy najgorszy Tusk niż najlepszy Kaczyński

Gołym okiem widać, że nawet przodująca prasa polska przestała nadążać z entuzjazmem dla Donalda Tuska i jego ekipy za prasą światową.

W piątek kolejny raz poprzeczkę w tej ekscytującej dyscyplinie medialnej wywindował „The Economist”. A nie jest to przecież zadanie łatwe. Zwłaszcza ostatnio, w sytuacji gdy już nawet dziennikarze tego znakomitego brytyjskiego tygodnika nie mogą nie zauważyć, iż premier Rzeczypospolitej jest prawie w ogóle pozbawiony reformatorskich ambicji, a swój wysiłek skoncentrował niemal wyłącznie na utrzymywaniu się przy władzy. Wskutek czego – piszą – Polska prowadzi raczej marną politykę zagraniczną, nie inwestuje w badania i rozwój, ma finanse publiczne w opłakanym stanie, a w rankingu przychylności dla biznesu sytuuje się na 70. pozycji, czyli nawet za zacofaną Białorusią.

Ale przecież to wszystko fraszka, to wszystko pestka, skoro „Polska nie kojarzy się już ludziom z frustracją, paranoją i dziwactwami rządu kierowanego przez Jarosława Kaczyńskiego”.

No, a poza tym – dowodzi „The Economist” – „rząd Tuska dobrze wypada, jeśli chodzi o spłaszczenie podatków”. Hm… jeśli autor tego artykułu miał na myśli zastąpienie trójstopniowej skali podatkowej – dwustopniową (zamiast 40, 30 i 19 proc. – 32 i 18 proc.), a na to wygląda, to akurat tę reformę w 2006 roku przeprowadził rząd Prawa i Sprawiedliwości, czyli… Jarosława Kaczyńskiego.

Ale, jak rozumiem, jeśli tak, to tym gorzej dla niego.

odnośnik
2 maja 2011, 23:03 / poniedziałek
W grudniu 2008 roku Premier Tusk wrócił ze szczytu Unii Europejskiej jak to ma w zwyczaju z kolejnym sukcesem. Polska zgodziła się na redukcję emisji CO2 o 20% do końca roku 2020, choć mamy najbardziej emisyjną gospodarkę w Europie.

Wydaje się, że zgoda ta nie była poprzedzona porządną analizą skutków pakietu klimatycznego dla polskiej gospodarki, a sam Premier zachłysnął się deklaracją największych krajów UE, że główne zapisy pakietu wejdą w życie dopiero około roku 2020.

Niestety spora część z nich wchodzi w życie już od początku roku 2013, a właśnie teraz Komisja Europejska podjęła decyzje dotyczące zasady obliczania darmowych pozwoleń na emisję CO2 dla przemysłu.

Są one skrajnie niekorzystne dla polskiej gospodarki. Wyznacznikiem będą tzw. benchmarki czyli emisje przy użyciu najlepszych technologii dostępnych w całej Unii, a nie w poszczególnych krajach. Odzwierciedlają one 10% emisji najbardziej wydajnych instalacji w UE w latach 2007-2008.

KE przyjęła za podstawę tzw. benchmark gazowy, odmawiając tym samym zróżnicowania benchmarków według stosowanego paliwa (gaz, ropa, węgiel) i w ten sposób nasz kraj znalazł się w najgorszym położeniu ze wszystkich państw członkowskich.

Producenci z energochłonnych branż zostaną postawieni na straconej pozycji wobec swoich konkurentów tylko dlatego, że producenci energii w naszym kraju jej wytwarzanie oparli na węglu i to aż w 94%.

Takie przemysły jak papierniczy, chemiczny, cementowy, materiałów budowlanych czy ciepłowniczy nawet jeżeli mają nowoczesne instalacje wytwórcze ale pracujące na węglu, nie będą mogły otrzymać porównywalnej ilości darmowych uprawnień z ich konkurentami w UE, gdzie wytwarzanie energii jest oparte na gazie.

Ponieważ wymienione wyżej przemysły wytwarzają blisko 20% polskiego PKB i zatrudniają blisko 500 tys. pracowników to wprowadzenie powyższych zasad wydawania darmowych pozwoleń na emisję CO2, może spowodować ,że przemysły będą przenosić się z naszego kraju , choćby za naszą wschodnią granicę.

Eksperci w Polsce szacują także, że w wyniku wprowadzenia tych rozwiązań ceny hurtowe energii elektrycznej w Polsce wzrosną z obecnych 200 zł za MWh do co najmniej 340 zł za MWh, a więc ponad 70%.

Utracimy w ten sposób jedną z ostatnich przewag konkurencyjnych jakie miała nasza gospodarka w stosunku do gospodarek najbardziej rozwiniętych krajów UE, a tym samym wzrosną koszty wytwarzania w całej gospodarce.

W tej sytuacji o wpływie takiego wzrostu cen energii na budżety gospodarstw domowych w Polsce nie wypada już chyba pisać, choć już obecnie dla niezamożnych grup społecznych pokrywanie kosztów energii elektrycznej i ogrzewania mieszkań jest poważnym obciążeniem.

To co się dzieje w sprawie pakietu klimatycznego nie powinno być dla polskiego rządu zaskoczeniem. Tylko do momentu jego zawarcia, a więc do grudnia 2008 roku Polska była traktowana przez największe kraje UE jak partner. Później były już tylko schody i nie pomagały ponoć dobre relacje Tuska z Angelą Merkel i Nicolasem Sarkozy.

Tak było z darmowymi pozwoleniami na emisję CO2 dla nowych bloków energetycznych tak jest teraz z ustaleniem zasad dla ustalania wielkości darmowych pozwoleń dla poszczególnych firm.

Premier Tusk teraz publicznie mówi, że każdy dzień jego pracy zaczyna się od narady w sprawie „wojny obronnej” polskiego węgla tyle tylko, że jak się wydaje na wytargowanie czegokolwiek w tej sprawie od UE jest już stanowczo za późno.

Tak się niestety mści amatorszczyzna w polityce, która cechuje ten rząd i jego szefa od początku tej kadencji, zresztą nie tylko w sprawie pakietu klimatycznego.

Zbigniew Kuźmiuk
3 maja 2011, 12:13 / wtorek
Zbigniew Kuźmiuk PSL > PiS
też mi autorytet
3 maja 2011, 12:27 / wtorek
błękitny, proszę zrób listę wszystkich autorytetów, jakich uznajesz,
bo z tego co widzę, to poza tobą nie ma chyba żadnego innego autorytetu w Polsce
3 maja 2011, 12:39 / wtorek
Jak się coś wkleja to warto podać kim jest autor bo ktoś może pomyśleć, że to jakiś obiektywny komentarz. A potem pierdzielenie "wcale nie jesteśmy za PiS". Ktoś niedawno wklejał linka z komentarzem skąd się wzięło tylu "obiektywnych" komentatorów na forach różnych.
3 maja 2011, 14:40 / wtorek
POjeby tak liczyły że zbliżająca się prezydencja Ubekistanu będzie dla nich propagandowym sukcesem i doskonałym PR-em,a tu będą musiały zaskarżać do Trybunału Sprawiedliwości UE decyzję KE w sprawie przydzielania darmowych pozwoleń na emisję CO2 w przemyśle...

tu sporo cytatów POjebanych autorytetów...

- Należy się spodziewać, że w ciągu kilku tygodni Polska zaskarży do Trybunału Sprawiedliwości UE decyzję KE w sprawie przydzielania darmowych pozwoleń na emisję CO2 w przemyśle - poinformował w czwartek PAP wiceminister gospodarki Marcin Korolec.
KE przyjęła w środę zasady obliczania liczby darmowych pozwoleń na emisję CO2 w przemyśle w latach 2013-2020. Wyznacznikiem będą tzw. benchmarki, czyli emisje przy użyciu najnowocześniejszych technologii dostępnych w całej UE (a nie w poszczególnych krajach). Zdaniem Korolca, sprowadza się to do technologii z użyciem paliwa gazowego, podczas gdy w Polsce powszechnie stosowanym paliwem jest węgiel.
Może to oznaczać znaczny wzrost kosztów w branżach energochłonnych takich jak ciepłownictwo, sektor chemiczny, cementowy czy papierniczy.

"Jeszcze nie ma formalnej decyzji, ale jesteśmy gotowi do złożenia skargi na decyzję Komisji Europejskiej do Trybunału. Mamy analizę prawną w tej sprawie. Chodzi o niezachowanie zasady proporcjonalności przez KE" - powiedział Korolec. "Przyjęcie jednego benchmarku jest rozwiązaniem możliwym, ale zbyt kosztownym dla przemysłu. Dla osiągnięcia celu redukcji emisji CO2 możliwe są inne, mniej kosztowne rozwiązania" - wyjaśnił. Dodał, że przygotowania resortu gospodarki zapewne odniosą taki skutek, że "w najbliższym czasie Polska złoży taką skargę".

Tusk: UE ma wyśrubowane oczekiwania ws. organiczenia emisji CO2

Pytany przez PAP, kiedy może to nastąpić, odparł: "to musi potrwać, bo poza przygotowaniem tekstu potrzebne są także m.in. konsultacje międzyresortowe, ale to bardziej kwestia tygodni niż miesięcy".

Zgodnie ze środową decyzją KE, kraje UE mają do 30 września dostarczyć KE dane dotyczące instalacji przemysłowych na swoim terenie. Na ich podstawie Komisja wyliczy w 2012 r. przydziały darmowych pozwoleń dla poszczególnych instalacji do 2020 r.

Darmowe pozwolenia dla przemysłu w latach 2013-2020 mają być przydzielane maksymalnie do wysokości tzw. benchmarków, czyli emisji dwutlenku węgla generowanych przez 10 proc. najbardziej wydajnych instalacji w UE. Następnie limity te (wyrażone w tonach CO2 na 1 produkt) będą przemnożone przez wielkość produkcji, co określi liczbę darmowych pozwoleń dla przedsiębiorstw przemysłowych.

Czy zbankrutujemy przez CO2?

Na darmowe pozwolenia w wysokości benchmarków mogą liczyć przedsiębiorcy z sektorów zagrożonych tzw. carbon leakage, czyli przenoszeniem produkcji poza granice UE (gdzie nie ma limitów emisji CO2). Branże takie będą określane m.in. na podstawie wzrostu kosztów produkcji w związku z koniecznością zakupu pozwoleń na emisję. Reszta przedsiębiorców otrzyma pozwolenia w wysokości 80 proc. benchmarków w 2013 roku. Liczba ta będzie stopniowo maleć do 30 proc. w 2020 r. Brakujące pozwolenia firmy będą mogły kupić na rynku.

Unijna komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard podkreśliła w środę, że decyzja KE to "kamień milowy w reformowaniu europejskiego rynku pozwoleń na emisję CO2, a benchmarki dają jasne wytyczne przemysłowi, jakie są możliwości poszczególnych sektorów, jeśli chodzi o niskoemisyjne technologie".

Decyzję KE próbowali zablokować w Parlamencie Europejskim polscy europosłowie. PE miał w tym przypadku prawo weta (ale nie mógł wprowadzić do decyzji żadnych zmian). 16 marca podczas głosowania w komisji środowiska polskim posłom nie udało się jednak uzyskać większości, by odrzucić decyzję KE. Premier Donald Tusk zapowiedział wtedy, że Polska będzie na forum UE "cały czas dyskutować o tym, jak przesadnie wyśrubowane są te oczekiwania i ambicje Unii - jeśli chodzi o ograniczenie emisji CO2".

Jednak wobec braku sprzeciwu PE, a także Rady UE, gdzie reprezentowane są rządy państw członkowskich, KE ogłosiła w środę formalne przyjęcie decyzji, która stała się obowiązującym prawem.

W trosce o konkurencyjność unijnego przemysłu, w pakiecie klimatyczno-energetycznym UE z 2008 r. przewidziano, że część uprawnień w latach 2013-2020 będzie przyznawana za darmo w zależności od stosowanej przez firmy technologii: im mniej emisji CO2, tym większa część bezpłatnych praw do emisji. Nie dotyczy to elektroenergetyki, gdzie zasadą ma być zakup wszystkich pozwoleń na emisję z uwzględnieniem okresu przejściowego m.in. dla Polski.

odnośnik

zgadzam się z komentarzem pod artykułem - " Czego się nie dotknie to mogiła
Rudego wszędzie wydupczą i wyr...ają. henryk "
3 maja 2011, 20:04 / wtorek
Właśnie o takich bzdurnych nakazach jak dodatkowe opodatkowanie energii pochodzącej z CO2 pisałem jako argument za NIE zaciąganiem kredytów na otrzymywanie "dopłat" na bezsensowne pomysły urzędników odnośnik

Tacy debile jak tęczowy bez własnego zdanie, opierający się na opiniach "prawdziwych autorytetów" mimo pokazania obiektywnych faktów (liczb) nadal będą trwać przy zdaniu, że jest super, skakać z radości, że na "tu i teraz" są pożyczone pieniądze i walić konia tylko dlatego, że Kaczyński nie doszedł do władzy i w Paryżu fajnie piszą o Polsce....no chyba, że Biedroń powie inaczej...
3 maja 2011, 20:06 / wtorek
*emitującej CO2
3 maja 2011, 22:27 / wtorek
Chyba jakiś błąd jest na stronie WP albo coś się im zepsuło, zawiesiło. Wszedłem na wiadomości, a tam żadnego artykułu na temat Kaczyńskiego czy w ogóle PiS. Zastanawiałem się, o czym dziś będzie, jaką to znowu niegodziwość czy nikczemność popełnili, czemu mamy ich nienawidzić i bać się, a tu proszę nic, zero newsów. Myślałem, że może dziś Kaczyński w drodze do szpitala do swojej matki przeszedł na czerwonym świetle. A może upiekł w mikrofali i zjadł swojego kota na kolację w potrawce warzywnej. Albo wyszedł wyrzucić śmieci do zsypu w kapciach nie do pary i dziurawej skarpetce. A tu nic!? Zdumiewające, po prostu dzień stracony, naprawdę rozczarowują lemingów.
A dziś w finale PP w Bydgoszczy znowu antytuskowe transparenty. Ale się kamerzyści TVN Turbo nagimnastykowali, by w relacji na żywo nie pokazać tego, a komentatorzy też oczywiście wody w usta nabrali. Pełen profesjonalizm.
3 maja 2011, 23:49 / wtorek
a tymczasem p.o. Rezydenta Bronek IQ-WSI-GRU Komorowski może być poważnie chory na głowę i nie tylko...

Przewlekła choroba Bronisława Komorowskiego jest wśród pracowników Kancelarii Prezydenta tajemnicą poliszynela: wszyscy o niej wiedzą, ale o niej nie mówią. Właśnie z powodu swoich przewlekłych schorzeń prezydent Komorowski zadecydował, że wiedza o jego stanie zdrowia będzie zastrzeżona. Zmienił także klinikę – leczy się w szpitalu MSWiA, a nie jak jego poprzednicy w warszawskim szpitalu wojskowym przy ul. Szaserów.

Choroba prezydenta powoduje, że większą rolę polityczną odgrywa jego otoczenie. Prezydent otoczył się ludźmi z „bastionu Agory”, jak ich nazywają współpracownicy Donalda Tuska. Ci ostatni są żywotnie zainteresowani tym, by prezydent miał jak najmniej władzy, nie zamierza on bowiem dzielić się nią z dawnymi partyjnymi kolegami. Bronisław Komorowski wrócił do swoich politycznych źródeł, czyli do środowiska Unii Wolności. Otoczył się zaufanymi doradcami wymienianymi przez „Gazetę Wyborczą” jako „wybitne autorytety”: Tadeuszem Mazowieckim, Henrykiem Samsonowiczem, Henrykiem i Ludwiką Wujcami. Bardzo duży wpływ na podejmowane przez prezydenta decyzje mają także Aleksander i Eugeniusz Smolarowie i Adam Michnik.

– Jak głosi jedna z powtarzanych w Kancelarii Prezydenta historyjek, Bronisław Komorowski wybrał na siedzibę Belweder dlatego, że jest on usytuowany niedaleko miejsca zamieszkania Adama Michnika i Janusza Palikota. Dzięki temu mają do siebie blisko i mogą się w każdej chwili dyskretnie spotykać, bez względu na stan zdrowia prezydenta – mówią „GP” belwederscy urzędnicy.

Ważne miejsce przy Bronisławie Komorowskim zajmuje także dawny działacz PZPR Tomasz Nałęcz, którego zadaniem jest reprezentowanie prezydenta w mediach.

Przewlekłe choroby

„Gazeta Polska” już w ubiegłym roku (nr 29 z 21 lipca) pisała, że Bronisław Komorowski jest poważnie chory, a według naszych informacji stan zdrowia prezydenta nieustannie się pogarsza.

– Nie ma w tym nic dziwnego – tak zwykle bywa ze schorzeniami kardiologicznymi, nie da się także cofnąć miażdżycy i cukrzycy – twierdzą rozmawiający z nami lekarze.

Według ustaleń „GP”, w ubiegłym roku, już po wyborach prezydenckich, Bronisław Komorowski nagle poczuł się bardzo źle i trafił do szpitala MSWiA. Diagnozujący go lekarze zadecydowali, że musi on pozostać w klinice – jeden z funkcjonariuszy BOR pojechał po piżamę i przybory osobiste, bo lekarze nie pozwolili prezydentowi nawet na chwilę opuścić placówki.

O tym, że prezydent Bronisław Komorowski jest w złej formie, mogli się przekonać widzowie TVP, oglądając wywiad z prezydentem, który przeprowadziła w kwietniu po obchodach 1. rocznicy katastrofy smoleńskiej Barbara Czajkowska. Prezydent zachowywał się nienaturalnie, był podekscytowany, wyraźnie opadała mu powieka w jednym oku.

Bronisław Komorowski od lat cierpi na przewlekłą chorobę serca: przebywał m.in. na oddziałach kardiologicznych szpitala klinicznego MSWiA oraz w Instytucie Kardiologii w Aninie. Schorzenie, na które cierpi, powoduje m.in. niedokrwienność mózgu, nagłe stany zaburzenia świadomości i omdlenia.

Ustaliliśmy, że u Bronisława Komorowskiego lekarze zdiagnozowali także początki innej niezwykle groźnej choroby – początki miażdżycy, potocznie nazywanej arteriosklerozą. Jedną z przyczyn jej powstawania jest zła dieta z dużą ilością mięsa i tłuszczu. Jest to przewlekła choroba, polegająca na zmianach zwyrodnieniowo-wytwórczych w błonie wewnętrznej i środkowej tętnic, głównie w aorcie, tętnicach wieńcowych i mózgowych. Miażdżyca tętnic mózgu powoduje niedokrwienie mózgu i zmiany psychiczne – człowiek chorujący na miażdżycę często się myli, niektóre frazy wypowiada bez ładu i sensu, a choroba w efekcie prowadzi do nieodwracalnych zmian w mózgu.

U prezydenta zdiagnozowano także początki cukrzycy, która, podobnie jak w przypadku miażdżycy, jest pochodną złego odżywiania.

– Znam prezydenta Komorowskiego od 1989 r. i widzę wyraźne zmiany w jego zachowaniu. Nigdy wcześniej sobie nie pozwolił na pohukiwanie z trybuny, jak to zrobił w Wiśle, nie do pomyślenia jest, by mylił daty czy zachowywał się tak jak podczas wizyty w USA. Moim zdaniem jego zachowanie to wynik choroby – uważa znany polityk od lat zasiadający w parlamencie.

odnośnik
4 maja 2011, 00:05 / środa
A ja sądzę, że Komorek to zwykły gamoń i po prostu funkcja go przerosła.
O czym powiadamiam w bulu.
4 maja 2011, 00:14 / środa
Pociągający za sznurki od dawna lubili posługiwać się wariatami czy też dementami
4 maja 2011, 21:07 / środa
4 maja 2011, 23:21 / środa
jezeli na meczu z Wisla pojawi sie Tusk z Nowakiem...
4 maja 2011, 23:28 / środa
to się wysadzisz na znak protestu?
4 maja 2011, 23:37 / środa
wysadzic to moge Ciebie,ale Ty jestes SMIEC...Nie warto ruszac.
4 maja 2011, 23:38 / środa
a skąd możesz wiedzieć kim ja jestem?
kolejny wynalazek zarejestrowany parę dni temu, pozdrów ketrida
5 maja 2011, 10:55 / czwartek
Może wie kim jesteś ,bo czyta to co wypisujesz i stąd to określenie-śmieć, a może widział tą Twoją fotkę co tu krążyła :)
5 maja 2011, 19:20 / czwartek
Pizdusiowi można swobodnie powiedzieć, że jest cwelem. Nie zareaguje. Ale "smieć" go obraża.
Dobre. Jak ten dowcip o starej kurwie: "Tylko nie stara, tylko nie stara".

A wracając do tematu: POjeby PO meczu w Bydgoszczy zamknęły stadion w POznaniu i Warszawie.
POpierdoleni do POtęgi.
Pizduś, daj głoś. POwiedz, ze Tusk ma rację.
5 maja 2011, 19:47 / czwartek
O rany Romek napisałeś Tusk z dużej litery!!!!
Aż w takim szoku jesteś? A to dopiero początek :)
5 maja 2011, 22:15 / czwartek
konDonek całkowicie oszalał. Wziął na Polskę odpowiedzialność za wyciągnięcie informacji dot. miejsca pobytu Bin ladena. By było "weselej" niedawno zgodzil się pomóc Włochom z emigrantami z północnej Afryki. Nie chcę krakać, ale.....tfu, tfu
5 maja 2011, 22:25 / czwartek
Krisblu2 ty cwelu jesteś kochankiem Deleu!!
Zawsze biała młodzież,zawsze Lechia Gdańsk!
5 maja 2011, 23:05 / czwartek
idiota czy prowokator? stawiam na to drugie
7 maja 2011, 03:24 / sobota
prosba,jesli przeczytacie(nie dotyczy Krisblu itp),pokazcie sie na meczu z Wisla,jako patrioci.Przydalyby sie bannery i cos dla plemiela.Pozdrawiam z daleka.Zawsze Lechia w moim sercu!PS jezeli ktos ma obrazac i bluznic na mnie ,to niech wezmie na wsztrzymanie.Nie dam rady odpowiedziec fizycznie,moge tylko slowami.
7 maja 2011, 17:36 / sobota
7 maja 2011, 17:58 / sobota
Różne już oglądaliśmy porażki Platformy Obywatelskiej, od żenujących do druzgocących, ale nigdy – tak śmiesznej.

Oto partia żywiąca się sztuczkami public relations jak lis polarny lemingami, dmuchająca balon propagandy do rozmiaru XXL, sama stała się ofiarą public relations. 8 kwietnia, na zaproszenie PO, zleciały się do Warszawy orły i sokoły światowego PR, by uczyć platformersów nowych sztuczek.

Największą gwiazdą był wśród nich niejaki Ravi Singh, prawdziwy mistrzunio w swoim fachu, doradca medialny – jak mówiono wtedy – samego Baracka Obamy. Już słyszę ten szmer zadowolenia, gdy tuzy partii rządzącej dowiadują się, że teraz priorytety polskiej polityki wymyśli za nich geniusz z Ameryki.

W platformerskich komentarzach po spotkaniu z Singhem dało się wprawdzie wyczuć lekkie rozczarowanie, że przekaz znowu ma brzmieć „Wszystkiemu, co złe, winna jest opozycja”, ale co tam. Jak mus, to mus. Skoro nic lepszego na postkomunistyczne kraje nie wymyślono, trzeba się zastosować do rad słynnych gości. I tu, w doskonale obmyślonej strategii, której celem jest – jak zawsze – by żyło się lepiej platformersom i cukrzącym im mediom, pojawia się rysa wielkości Rysów. Okazuje się, że Singh jest naprawdę dobry. Politycy PO ślepo uwierzyli, że był jednym z doradców Obamy, chociaż, jak się właśnie dowiadujemy, jego jedyne osiągnięcie stanowiło wtedy… otwarcie strony internetowej w stanie Nowy Meksyk, którą szybko uznano za drętwą i zamknięto.

Singh twierdzi, że nigdy nie wspominał o swojej pracy w sztabie Obamy, ale anonimowi (a jakże) działacze partii rządzącej upierają się, że… można było odnieść takie wrażenie. Bo przecież „tak płynnie” przeszedł do opowieści o przedwyborczych sztuczkach demokratów. Owo spotkanie z amerykańskimi gośćmi opisała wtedy „Rzeczpospolita”: „Po pierwsze, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jacy są wasi wyborcy? – dociekali eksperci. – Rozczarowani i wściekli – miał odpowiedzieć jeden z polityków PO”.

Dziś rozczarowani i wściekli są raczej członkowie PO, a ich wyborcom nie chce się już nawet pomachać swoim idolom na pożegnanie. Stada lemingów, wbrew propagandzie uprawianej przez prorządowe media, kurczą się w szybkim tempie, i ja to rozumiem. Politycy Platformy, którzy jeszcze niedawno potrafili wcisnąć Polakom każdą ciemnotę, dziś sami łykają byle kit. Idąc tropem pasji premiera: nawet trampkarze z Nowego Meksyku spuścili im lanie. Coraz trudniej zrozumieć ludzi, którzy naiwnie wierzyli w remis tych amatorów z reprezentacją Rosji.

Krzysztof Feusette odnośnik
7 maja 2011, 23:52 / sobota
8 maja 2011, 11:38 / niedziela
Żenada, kandydaci do Rad Dzielnic w Gdańsku należący do Młodych Demokratów udają kandydatów niezrzeszonych.
8 maja 2011, 18:51 / niedziela
//////(...)na drugim uplasowała się „Gazeta Wyborcza” (Agora) z wynikiem 272 063 egz., co oznacza spadek o 11,66 proc.(...)
\\\\\\\\\\

Trend stały i się pogłębia. To cieszy
8 maja 2011, 18:54 / niedziela
pardon, nie ten wątek ;]
9 maja 2011, 11:14 / poniedziałek
Protestowano również wczoraj w Gdańsku na meczu Lechii, której kibicuje premier. Sympatycy klubu, z którymi rozmawiała „Rz", twierdzą, że w sobotę przyszli do nich przedstawiciele służb. – Powiedziano nam, że jak wywiesimy transparenty obrażające premiera Tuska, musimy się liczyć z zamknięciem stadionu – opowiadają

odnośnik
9 maja 2011, 17:32 / poniedziałek
niedługo krytyka POjebów będzie całkowicie zakazana, a jedyną legalną opozycją będzie LSD i mumia wolności-PeDecja, za krytykę tych zdrajców będą zamykać co POpadnie PO stadionach przyjdzie czas na niePOprawne gazety itd. , lemingom będzie to obojętne, a GW-no w imię walki z polskim nacjonalizmem i antysemityzmem to POprze

zdRadosław już się wziął za internet, gdzie z uporem maniaka ściga swoich krytyków i antysemitów...dlaczego jednak nie ściga i nie potępia powszechnego wśród wielu Żydów wściekłego antypolonizmu

odnośnik
10 maja 2011, 14:40 / wtorek
Kibic – wróg publiczny Nr 1?

Gdyby filozofów tomistów, przybyłych na dyskusję, zrewidowano przy wejściu, posadzono na jednym końcu sali i otoczono policją – a na drugim końcu sali usadzono podobnie potraktowanych neo-augustynistów, to zamiast naukowej dyskusji zaczęłyby przez salę lecieć wyzwiska, a przy wyjściu zwolennicy św.Tomasza mogliby solidnie stłuc miłośników św.Augustyna.

A przynajmniej: na pewno mieliby na to ochotę.

To, co dzisiejsze państwa wyczyniają z kibicami woła o pomstę do Nieba. Ale jest to wina dzisiejszych „państw”, a nie kibiców!

Zacznijmy od pojedynków. W normalnych czasach dwóch facetów mogło umówić się na pojedynek – i czasem jeden z nich ginął. I nikt z tego powodu nie wzywał policji!! Jeśli uważamy, że Kowalskiemu wolno popełnić samobójstwo i Wiśniewskiemu wolno popełnić samobójstwo – to dlaczego Kowalski i Wiśniewski nie mogą się umówić na pojedynek na szpady albo pistolety???

Ba! dziś poważnie mówi się o czymś tak okropnym i niemoralnym, jak euthanazja, gdzie pomagamy w tym, że Kowalski rozstanie się na pewno z tym światem – a jednocześnie nie dopuszczamy do pojedynku, gdzie Kowalski lub Wiśniewski być może przeniesie się na łono Abrahama???

Pojedynki były dla szlachty. Natomiast „ustawki” kibiców to d***kratyczna wersja pojedynków. Normalny zdrowy młody chłopak chce od czasu do czasu spróbować swych sił w bijatyce – i to jest normalne. Młody mężczyzna powinien umieć się bić, powinien lubić się bić – bo skąd będą brali się żołnierze, gdy ktoś zagrozi Polsce? Kto będzie bronił Polski? Studenci europeistyki?!? Nie – właśnie ci kibole! To są właśnie patrioci – i właśnie ludzie, którzy lubią walką. Ilu może być w zawodowym wojsku, w policji, w gangach? Reszta nie chce być zawodowymi zabijakami – ale chce raz w tygodniu nabrać wprawy w mordobiciu. Starają się nie wchodzić nikomu w drogę, robią tę ustawkę w jakimś ustronnym miejscu – a policja i w tym im przeszkadza.

No, to tluką się na stadionie, gdzie jest ich dużo i nie boją się policji.

Powiedzmy jasno: awantury na stadionie, łamanie ławek, zakłócanie imprezy – powinno być surowo karane – niezależnie od tego, czy ktoś zakłóca mecz, zakończenie roku w szkole, czy mszę świętą. Natomiast niedopuszczalne jest traktowanie ludzi jako kandydatów na przestępców – a tak traktuje się kibiców.

To, że PO MECZU kibice „Legii” wybiegli na boisko by cieszyć się ze zwycięstwa nie jest czynem kryminalnym! Po co policja ich prowokowała?? A koszty tych interwencyj to jeszcze inna sprawa!

Proszę popatrzeć: z kibiców np. „Legii” formuje się jednolity oddział, umundurowany w szaliki i otoczony policją; z kibiców „Lecha” podobnie. Przepraszam: to co mają robić dwie wrogie armie, jak nie tłuc się ze sobą????

Gdyby na nieszczęsnym meczu w Bydgoszczy kibice „Lecha” i „Legii” siedzieli na jednej trybunie, najlepiej: co drugie krzesełko – to najprawdopodobniej do niczego by nie doszło. A może by się pobili – kto wie? Natomiast na wydzielonych sektorach stadionów, chronionych, siedzieliby spokojni widzowie, którzy nie maja zamiaru się tłuc – i w najgorszym razie mieliby za darmo dodatkowe widowisko.

Reżymowe telewizje i prasa pomijają przy tym fakt, że kibice obu drużyn zgodnie na 15 minut opuścili trybuny – protestując przeciwko działalności PZPN oraz polityce „Rządu”. Tego dotąd nigdy nie było – ale nikt o tym jakoś nie mówi. „Rząd” rozhuśtuje za to nastroje przeciwko „wrogom publicznym”: grającym na „automatach”, pedofilom, sprzedawcom „dopalaczy”, spekulantom i kibicom – zamiast zając się aferami w PZPN, UEFA i FIFA, zamiast wsadzić do kryminału „Mira”, „Rycha” i „Zbycha” - czyli... siebie.

Janusz Korwin-Mikke

odnośnik
11 maja 2011, 17:54 / środa
Prezes Wisły Kraków Marek Wilczek i dyrektor marketingu Michał Kobylarczyk wydali dziś zakaz prezentacji oprawy która została przygotowana na mecz z Lechem Poznań - poinformowało właśnie Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków. W związku z tym zamierza ono w ogóle zawiesić swoją działalność.

Kibice Wisły Kraków są oburzeni zakazem władz krakowskiego klubu. Mieli przygotowaną już efektowną oprawę.

Decyzja Wisły Kraków jest prawdopodobnie podyktowana obawą, iż stadion może zostać zamknięty, co zapowiedział premier Donald Tusk.
12 maja 2011, 00:44 / czwartek
Coś nam ostatnio pizdusia krisblusia wywiało.
Może to nawet dobrze o nim świadczy, bo po ostatnich wyczynach jego ulubionych POpierółek doszedł do wniosku, że broni zwykłych hujków niemytych. Zrocumiał i mu wstyd.
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2019. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.010