Gdańsk: czwartek, 24 września 2020
FORUM
Podstrony:


A My swoje .... precz z komuną!

strona 1/5

6 listopada 2010, 12:24 / sobota
Proponuje w tym temacie wrzucać filmy, artykuły, programy tv i inne ciekawe linki o tematyce antykomunistycznej.
Na początek:
odnośnik - Golgota wrocławska teatr tv - trailer. Na necie można wyszukać całość.

odnośnik - świetny wykład byłego szpiega KGB. Warto posłuchać i po wysłuchaniu jeszcze raz pomyśleć w jakiej sytuacji jest aktualnie Polska.

Precz z komuną!
6 listopada 2010, 13:44 / sobota
Ok
6 listopada 2010, 22:17 / sobota
ok
7 listopada 2010, 17:45 / niedziela
odnośnik

(...)
Wystawa poświęcona Marcinowi Antonowiczowi, studentowi I roku chemii Uniwersytetu Gdańskiego, który w 1985 r. stracił życie z rąk milicjantów w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, otwarta zostanie w poniedziałek w Bibliotece Głównej uczelni.
30 grudnia 2010, 02:59 / czwartek
troche relacjii ludzi którzy przeszli przez ubeckie ręce :(w wiekszosci relacji sa to szeregowi partyzanci podziemia antykomunistycznego po 45 roku i ich rodziny)

Fragment relacji Franciszka Dziekońskiego ps. ,,Puszczyk" :
,,(...)Załadowali mnie na sanie, razem ze mną Bujnickiego z Kukowa, Olszewskiego, Staśka Słowikowskiego. Zawieźli mnie do Olecka i zaczęli się ze mną bawić, a tak się bawili , że na tyłku i na łydkach i udach to mi mięso odchodziło. Jeden siadał na nogi, drugi na głowę i jak docisnęli to człowiek ledwo dychał. Najgorszy był oprawca taki Bronisław Pyślak, co na niego ,,Siemiaszko” wołali. Lał mnie kablem , kłonicą i bykowcem. No i tak trzy miesiące to trwało. (...)"
-------------------------------------------------- ------------------------------------
Irena Pietkiewicz z d. Piekarska ps. ,,Ira" , siostra Mariana Piekarskiego ps. ,,Ryś" :

,,(...) Kibitlewski spokojnie wyszedł, a ,,Bąk” nerwowo nie wytrzymał i wyskoczył przez okno. Na nieszczęście pod oknem był taki daszek i on się zaczepił i zawisł na nim. Ubowcy ściągnęli go i strasznie pobili tak, że go karetką do szpitala wozić musieli. Marian już w tym czasie siedział. Był w Przerośli u dziewczyny, a na niego już czekali i wieczorem zaczęli się dobijać z krzykiem ,,Otwierać !Urząd Bezpieczeństwa”. Dziewczyna otworzyła i do mieszkania władowało się ich kilku, a dowodził nimi Igor Burdziej i on od razu do brata skoczył i kolbą pistoletu w głowę go uderzył. Dziewczynę też pobili i zabrali ich razem do Urzędu Bezpieczeństwa. Ja podejrzewam ,że jego wydał taki jeden co był przydzielony do patroli brata na obserwację, bo go dowództwo podejrzewało o konszachty z bezpieką ( miał być pilnowany przez brata do czasu sprawdzenia). Mariana bardzo w śledztwie bili i męczyli, ale on nic nie chciał zeznawać na kolegów, wszystko brał na siebie. Nawet ten bandzior Tarasiewicz mówił, że gdyby brat współpracował to może by głowę ocalił, a skoro nie chce to dostanie ,,czapę”. Wiem, że go bili bo chodziłam do niego do urzędu i raz koszulę wzięłam od niego do wyprania to cała we krwi była ( trzymaliśmy ją w kuferku na strychu i co jakiś czas wyciągaliśmy ją z mamusią żeby sobie popłakać).(...) "
-------------------------------------------------- ---------------------------------

Fragment relacji Jana Kowalewskiego ps. ,,Wiewiórka" :

,,(...) Aresztowali mnie w polu jak robiłem 14 czerwca 1950 roku. Przyszło po mnie dwóch kabewiakóew a w obejściu już ubowcy rządzili. Podrzucili mi i broń i słuchawki od radia. Śledztwo prowadził Stachowiak. Podczas przesłuchań byłem wielokrotnie bity- w pięty, po głowie, po twarzy, po kręgosłupie, miałem wybity ząb. Przetrzymywali mnie w piwnicy na gołym betonie bez koca i bez siennika. Siedziałem w tym co mnie wzięli, a ubranie bardzo często miałem mokre od wody, którą mnie polewali jak mdlałem podczas przesłuchania ."
-------------------------------------------------- ---------------------------------

Fragment relacji Józefa Pojawisa, współpracownika partyzantów z grupy Jana Sadowskiego i Piotra Burdyna :

,,(...) Za dwa dni UB wpadł i do mnie . Nawet się ubrać dobrze nie dali ( tylko pantofle na nogi włożyłem i jesionkę kuzynki) ręce zdrutowali i na samochód i do Suwałk. Jak przywieźli to zaraz czterech takich cabanów w obroty mnie wzięło : Na początek po gębie dali i pytają : ,,Gdzie reszta bandy ?” . Ja mówię, że nie wiem, bo mi się nie opowiadali – no to dali mi niezłe pasowanie i do piwnicy wrzucili. Siedziałem tam z tydzień a potem do więzienia w Suwałkach mnie dali, a potem znów na UB, ale już nie bili tylko krótko przesłuchali akt oskarżenia przeczytali i na sprawę powieźli do Orzeszkowa. Rozprawa była pokazowa to i niezła heca była : wojska kupa, ludzi nazwozili z różnych okolic i dawaj mnie sądzić. No i osądzili : sędzia wyczytał, że kara śmierci no i wsio !
W Suwałkach siedziałem w więzieniu chyba do grudnia razem z Kruszyłowiczem, Wowakiem i Szyłejką. Jednego dnia mnie wzięli do kancelarii i tam sierżant jakiś mi wyczytał, że zastosowali mi prawo łaski i zamieniają mi czapę na dożywocie. Młody byłem, to mi się jeszcze gorzej zrobiło – pomyślałem sobie ,,ale mi łaska, śmierć, to ciach i po wszystkim, a tu przyjdzie całe życie w więzieniu przesiedzieć”. Siedziałem w sumie 5 lat, w Białymstoku i w Rawiczu, bo mi amnestie z wyroku sporo pozdejmowały. Jak wyszedłem to na gospodarkę nie mogłem wrócić, bo wszystko rozwalone było."
-------------------------------------------------- ------------------
NA STRAŻY TEJ ZIEMI ZAWSZE DUMNIE STAŁES,WOBEC KRWI POKOLEŃ LOJALNY I WIERNY,ZA SWA WALKE NAGRÓD NIGDY NIE ŻĄDAŁES.PAMIĘĆ W NASZYCH SERCACH,GNIEW I RZĄDZA ZEMSTY DAJE NAM NATCHNIENIE
30 grudnia 2010, 03:08 / czwartek
-------------------------------------------------- --------------------------------------
Fragment relacji Romualda Dębowskiego ps. ,,Dolina" :

,,(...)Mnie zaś, po przewiezieniu do U.B. postawiono zaraz przy rozgrzanym piecu. Gorąc straszny, bo był to przecież lipiec. Ubowcy leżąc sobie wygodnie na kanapie przesłuchiwali mnie na zmianę przez cztery dni.
Nogi miałem spuchnięte od stania, cały byłem mokry od potu, a język miałem sztywny z pragnienia. Ubowcy zadawali pytania, a gdy milczałem, lub wciskałem im lipę to walili moją głową w piec i kopali w brzuch i przyrodzenie. Jak zemdlałem to polali wodą i od nowa to samo, dobre było to, że jak oblewali to zawsze zdołałem trochę wody liznąć. Jak poprosiłem o wodę to zrobili zdziwione miny i powiedzieli : ,,Ach prawda, pewnie ty i głodny ?” i przynieśli śledzia nie płukanego prosto z beczki. Nie chciałem jeść, to opadli mnie w kilku, rzucili na ziemię i trzonkami łyżek próbowali otworzyć mi usta i wepchnąć tego śledzia. Pokaleczyli mi usta i dziąsła, a sól ze śledzia paliła jak ogień. Powiedzieli, że dostanę pić jak zacznę gadać, a najlepiej jak pomogę im łapać Burdyna i Sadowskiego. Gdy i to nie pomogło wymyślili inną torturę: Wiązali nogi, pod kolana kij wsadzali, a ręce do kija wiązali. Siedziałem zgięty w pałąk, ruszyć się nie mogłem , a oni walili kablem, pałami, albo kopali jak piłkę. Piątego dnia do Suwałk mnie przewieźli i okazało się, że moją żonę też zabrali. Małe moje dzieci zostały z moją siostrą. Żonę puścili po tygodniu chyba, ze względu na dzieci, ale w tym czasie zdążyli nas kompletnie ograbić. Załadowali wszystko na samochód i powieźli do Suwałk. Nie zostało dosłownie nic, nawet krowy jednej nie zostawili, żeby dzieciaki mleko miały. Śledztwo miałem bardzo ciężkie, bo nie chciałem się przyznawać. W piwnicy w U.B. siedziałem z Kazimierzem Czyżem pseudonim ,,Stach” – jego dwaj bracia Józef i Henryk położyli pod siebie granat i zginęli, jak ich ubeki brać już mieli podczas tej obławy koło Bakaniuka. Właściwie to oni zginęli w Jesionowie, czy Suchodołach, jak ukryli się u jednego gospodarza w konopiach. Niestety zauważyła ich jedna nauczycielka i pokazała Ubowcom ich kryjówkę. Kazimierz, którego złapali bo pies milicyjny go wywęszył ukrytego w stodole, miał odstrzelone ucho i przestrzelone przedramię, a Ubowcy nie dali mu ani lekarza, ani lekarstw czy choćby opatrunku – rany zasklepiły się mu po pewnym czasie same. Za to plecy boki i nogi to wcale nam się nie goiły, bo co dzień było śledztwo i co dzień odnawianie ran zadanych przez oprawców kablami i kijami. Do tego wszy, które nas żarły żywcem – sypali na nas proszek DDT, ale nic to nie pomagało. Nie mieliśmy żadnej pościeli, siedzieliśmy na gołym betonie w smrodzie od DDT i od kibli, do których się załatwialiśmy, a które wypróżniane były raz na dobę. Przykro mi o tym mówić, ale powiem, żeby było wiadomym jakimi bydlętami byli ubecy.
Trzymali nas mężczyzn starych, młodych , dzieciaków razem z kobietami i dziewczynami, tak jakby nie mogli ich dać do innej celi. To było potworne poniżenie dla tych dziewczyn, bo jak wcześniej wspominałem, wszystkie potrzeby fizjologiczne trzeba było załatwiać do kibla. On był nieosłonięty , na widoku – choć gdy dziewczyny się załatwiały wszyscy stawaliśmy twarzami do ścian i udawaliśmy, że nic się nie dzieje, to co musiały czuć te dziewczyny. Jaki wstyd i upokorzenie. Do tego ubowcy wyzywali je od ,,bandyckich kurew” i uprzykrzali życie na każdym kroku. A tak na marginesie to najczęściej używanym przez ubowców przekleństwem było : ,,jobany w boha mać” – to chyba najlepiej oddaje ich kulturę i pochodzenie.(...)"
-------------------------------------------------- -----------------------------------
TU OJCOWIE TWOI STAWALI NA ZEW,NIE PATRZAC NA NIC POSWIECALI ŻYCIA SWE,DLA CIEBIE,DLA MNIE PRZELEWALI SWOJA KREW
30 grudnia 2010, 03:14 / czwartek
Natalia Mutusiewicz z d. Bitowska, siostra Leona Bitowskiego ps. ,,Iwa" ,,Szary", partyzanta z grupy Jana Sadowskiego i Piotra Burdyna :

(...). Nie pamiętam kiedy dokładnie to było, ale jak jednego dnia brat pojechał rowerem na wioskę, to już ostatni raz go widziałam, bo do domu już nie wrócił. Jak on poszedł to do nas ubowcy ciągle zachodzili i dom był udany pod obserwację dla szpicli, więc brat do ciotki z Pawłówki to czasami zachodził, ale do nas nigdy. Zaraz jak Leon poszedł do lasu to przyjechali ubowcy zabrali siostrę Reginę do szopy i tam ją bili żeby powiedziała gdzie brat, a tatę choć był starszy człowiek też pobili. Potem jeszcze nie raz nachodzili , ojca zabierali żeby ich prowadzał i pokazywał różne miejsca a brata Heńka z Olszanki do lasu wywieźli i grozili : ,,Gadaj zaraz gdzie brat, gdzie bandyci, bo jak nie to zaraz tu legniesz”. Ja w tym czasie w domu już nie byłam, bo wyszłam za mąż za Matuszewicza i do mnie jakoś początkowo nie trafili ubowcy. Potem się kręcili po nocach, ale my z mężem i dzień i noc w domie siedzieliśmy pozamykani i wcale się nie odzywaliśmy, nawet dzieciaki, żeby nie było podejrzeń pozamykane z nami siedzieli i wcale na dwór nie wychodzili. Rodzicom ubowcy żyć za to wcale nie dawali : przychodzili i w dzień i w nocy, a jeden kiedyś do mamy powiedział : ,,Jak syna ubijemy to dla ciebie głowę przyniosę” . Mama mu na to odpowiedziała płacząc : ,,No to dobrze, choć to dla mnie przynieście”. Nigdy nie dowiedziałam się gdzie i kiedy brat zginął, tylko była taka informacja, że już po partyzantach, że w lesie pobite leżą."
================================================== ==
Fragment relacji Stefana Milewskiego ps. ,,Kozak" :

,,(...)Ujawniłem się z całym odziałem. Zostałem aresztowany 18 kwietnia 50 roku. W śledztwie w ciemnicy mnie trzymali przez 1,5 roku zarzucali mi, że źle się ujawniłem. Chcieli ze mnie konfidenta zrobić, żebym świadczył przeciw kolegom – Stachowiak mnie lał kablem i pałą po piętach, tak że teraz z trudnością chodzę. (...)"
================================================== ==
Fragmenty relacji Jadwigi Wnukowskiej

,,(...)
Styczeń 1946 mąż w lesie a ja w łóżku po porodzie. Obok mnie córka Jadwiga, o której mąż jeszcze nie wie. Nagle drzwi wypadają z trzaskiem razem z futryną. Jakiś pijany , kiepsko mówiący po polsku typ przystawia mi pistolet do piersi i krzyczy : ,,Mów bladzio bandycka, gdzie mąż , bo cię zastrzelę” .,,Strzelaj” mówię, ,,Tylko od razu z dziećmi”. Wtrącił się drugi i mówi do tamtego : ,,Zostaw. Widzisz, że kobieta nic nie wie”. Odchodząc grożą, że spalą dom Ja zostaję w łóżku. Z nerwów sparaliżowało mnie i kilka dni chodzę zgięta w pół. Po kilku dniach nie wytrzymuję, bo co noc ktoś chodzi pod oknami, wali w szyby, pies jada jak szalony. Uciekam z dziećmi do rodziców do Choćk koło Raczek. W domu zostaje teściowa i jej niepełnosprawna córka.(...)
(...)Boże Narodzenie 1946 roku. Mąż przyszedł z kolegami podzielić się opłatkiem. Ja w ósmym miesiącu ciąży. Po ich odejściu, może w pół godziny wpadło U.B. Wyważyli drzwi, pobili teściową , która stanęła im na drodze i wrzeszczeli jak opętani. Powiedziałam im, tak jak kazał mi mąż, że byli partyzanci i że było ich wielu i mieli dobrą broń. Ubowcy na odchodne powybijali nam wszystkie okna i poszli ganiać za partyzantami, a my zostaliśmy z wybitymi oknami, które pozasłanialiśmy czym można było , bo mróz był okropny.(...)"
-------------------------------------------------- -------------------------------------
GDY UBECKIE LOCHY DUSIŁY WOLNOSCI SEN,MŁODZI CHŁOPCY STALI DUMNIE ODDAJAC ŻYCIE W IMIE ZIEMI TEJ
30 grudnia 2010, 03:22 / czwartek
Fragmenty relacji Anny Sadowskiej z d. Orłowskiej córki Stanisława Orłowskiego ps. ,,Cygan" ,,Piorun" :
,,(...)Jak tata uciekł do partyzantki to wtedy zaczęło się piekło dla całej rodziny. Tatuś bardzo rzadko zachodził do domu, bo dom cały czas był pod obserwacją. Stał przy samym lesie, ale w tym lesie często U.B. pułapki na tatę urządzał. Mama mówiła, że kilka razy zdołał w nocy przyjść do domu, ale częściej to ona do lasu chodziła. W 1947 roku urodziła się moja siostra Helena. Wtedy ubowcy dostali szału, bo mieli dowód, że mama się z tatą spotyka – wpadli do domu mamę wyzywali od najgorszych, wszystko porozbijali, a jeden bydlak nawet kołyskę gdzie moja siostra leżała kopał (...)"

,,(...) W domu było piekło, bo ubeki wpadali co kilka dni, bywało i codziennie i w nocy. Najpierw w drzwi walili i w okna i wymyślali, a jak wpadli do środka to babcię, mamę i ciocie pod ścianą stawiali, a cały dom do góry nogami. Do mamy wrzeszczeli : ,,Ty taka owaka, gdzie go chowasz, on ciągle do ciebie pod pierzynę przychodzi, ty go ukrywasz”. Raz mamusia już nie wytrzymała i krzyknęła do nich : ,, To czego wy nie przyjdziecie jak on pod tą pierzyną u mnie siedzi, a tylko przyłazicie jak go nie ma. Jak macie psów to ich dobrze karmcie, bo coś wam słabo szczekają” ( chodziło o ubowskich szpicli). Ubowcy to dla mamy, to dla cioci to dla babci lufę do głowy przykładają i każą gadać, może liczyli, że któraś się zlęknie i co powie wreszcie. My dzieciaki, bo było nas trójka: Ja cioci syn i brata mamy syn, jak tylko te bydlaki wpadali do domu , to od razu szur pod łóżko i tam siedzielim jak myszki pod miotłą, a jak poszli to wyleźć nie chcieliśmy i popoceni byliśmy, że aż mokrzy.

No bo te ubeki to i kopniaka dali, czy szturchnęli, a zawsze wrzeszczeli jaak opętani, tośmy się ich bali jak diabłów jakiś, jak to dzieci. Kiedy indziej po dobroci próbowali, na ręce brali, po głowie głaskali i do mnie przeważnie gadali : ,,Zobacz ja twój tatuś, weź mnie pokochaj” – liczyli na to, że dziecko jak dziecko uwierzy i coś im powie. Mamusia mówiła mi, ze wszystkie dzieciaki, jak nauczone na każde pytanie ubeków tylko : ,,nie” odpowiadały. I tak jak przedtem ubowiec na rękach mnie trzymał, przytulał i głaskał, tak, jak usłyszał kilka razy ,,nie” to rzucił o podłogę i jeszcze kopniaka dał. Potem wszystko co mogli zabierali, a czego nie wzięli to niszczyli. Babci krowę jak na ciężarówkę zabierali to im uciekła, to wzięli naszą jedyną krowę, no wszystko zabrali, nawet pościel, bo mówili, że to co mamy to wszystko ojciec zrabował i z lasu przyniósł. Nic nie można było w domu trzymać, więc na łące pod lasem w kopce siana świniaka babcia trzymała. A był ten świniak taki przyzwyczajony do tego miejsca, że wcale nie wychodził i nie kwiczał. Później tego prosiaczka po cichu, żeby nikt nie zauważył i nie doniósł, zabiło się i było trochę jedzenia. Później przyszło najgorsze. Jednego dnia przyjechali ubowcy i powiedzieli mamusi, że ma się z własnego domu wynosić. Mówili : ,,Jak ty się stąd zabierzesz razem z tymi twoimi bachorami, to my tego bandziora Orłowskiego szybko złapiemy. Ty go żywisz, przechowujesz i dzięki tobie on tu grasuje” . Co było robić. Mama na drugi dzień pojechała do Augustowa furmanką z jednym sąsiadem, który Borowy się nazywał, żeby sobie jakieś buty kupić, bo tylko takie kalosze miała, a jak w świat na poniewierkę się idzie to choć dobre buty trzeba mieć. Po drodze musiała zajść jeszcze na kolonię wsi Huta do Sadowskich ( rodzina mego męża). Mój teść pomagał tatusiowi, a jego brat Jan, który mieszkał w samej Hucie miał w przechowaniu dwie jałówki, co babcia z mamą mu dały na odchowanie, prócz tego tata jak w lesie był to przynosił im jałowiec, który oni sprzedawali w Suchowoli ( z tego jałowca ludzie w Suchowoli robili półkoszki do wozów). Sprzedażą tego jałowca zajmował się także najmłodszy brat tatusia czternastoletni Józek. Tak więc mamusia poszła do pana Jana Sadowskiego i on dał jej pieniędzy ( no bo jak tu jechać bez grosza przy duszy). Na nieszczęście jak była w Augustowie to przyjechali ubeki. Babcia mówiła im, że mama pojechała do Augustowa po buty, bo przecież jak ją wyrzucają to nie pojedzie na boso. Ubeki nic nie chcieli słuchać tylko zaczęli wrzeszczeć : ,,Acha, już do bandziorów do lasu poszła taka owaka” . I z tej złości zaczęli dom demolować. Rozbili wszystko : Dach co był gontem kryty zdarli bosakami, krokwie piłą pocięli, piece porozwalali, podłogę zdarli, okna powybijali. Jak mamusia wróciła, to już szarówka była, jak przestąpiła próg to mało do piwnicy nie wpadła przez tą podłogę zerwaną, zobaczyła, że dom rozbity, siadła i zaczęła strasznie płakać. Bo nie ma dzieci, nie ma siostry, nie ma mamy, dom rozbity – nie wiedziała, co się stało z nami. Poszła do sąsiadów, tam przenocowała i już na drugi dzień od nich pojechała. Ci sąsiedzi byli obcy dla nas, ale dobrzy ludzie.
30 grudnia 2010, 03:28 / czwartek
c.d z poprzedniego posta :
Później brat mamusi się ożenił z ich córką, ale jak mamę przygarnęli to jeszcze obcy byli.
Jeszcze jedno : Jak mama rozmawiała z ubowcami to im powiedziała : ,,Dobrze, ja wyjadę, ale macie zostawić choć tę staruszkę moją w spokoju zostawić. Dajcie jej w spokoju się do grobu położyć, ona nic nie wie, nie jest niczemu winna”. Oni obiecali, że dadzą spokój, ale wierz tu komuniście : Co tylko troszkę dom odbudowali, piece postawili, to te bydlaki znów przyjeżdżali i wszystko niszczyli i to tylko po to aby dokuczyć, bo nawet nie udawali, że coś szukają, tylko niszczyli. Dopiero jak rozeszła się wieść o śmierci tatusia to jak nożem uciął najazdy ustały.(...)"

,,(...)Muszę jeszcze powiedzieć o losach rodziny mego tatusia. W lipcu 1945 roku była ruska obława. Z Fiodorowizny Ruski zabrali trzy osoby : Mojego dziadka Antoniego Orłowskiego jego brata rodzonego Mieczysława i brata taty, także Mieczysława. W niewyjaśnionych do końca okolicznościach zaginął drugi brat tatusia Apolinary. Moja mama mówiła, że on był we wsi Kopiec na zabawie i tam go U.B. aresztował. Natomiast mi opowiadał pan Jagłowski, który pochodził z Kopca, a mieszka w Augustowie, że Apolinary Orłowski przyjechał furmanką do Augustowa i tam został zatrzymany i zabrany do U.B. , bo nawet ta furmanka z koniem stała na dziedzińcu U.B. z tydzień czasu, póki ktoś jej z rodziny nie odebrał. No jak było nie wiem, ale dalej mówił mi pan Frąckiewicz z Ponizia, że razem z Apolinarym siedział w areszcie w piwnicach U.B. i że jego tam strasznie męczyli, katowali, że jak go ze śledztwa sprowadzali do piwnicy to go ciągnęli po betonie, bo nie miał siły iść. Drzwi tylko od celi się otworzyły i wrzucali go nieprzytomnego, a tak skatowanego, że strach patrzeć było. Jak odzyskiwał przytomność to opowiadał co z nim wyprawiają, że głowę mu w imadle, czy drzwiach tak ściskali, że krew mu z wszystkich otworów leciała. Jak troszkę tylko dochodził do siebie, to znów na gorę go zabierali i znów męczyli. Tak się to powtarzało kilkanaście razy, aż wreszcie nie wrócił z góry i jak mówił pan Frąckiewicz, sam
to przewidział, bo mówił, że już nie chce żyć, że nie ma już siły. Ciała nigdy nie znaleziono, a do domu nie wrócił, pewnie, jak wielu innych leży zagrzebany do dziś na podwórku U.B. . Ot był człowiek i go nie ma.(...)"
-------------------------------------------------- --------------------------------------------
Marianna Tylenda z/d Czyż - siostra 3 partyzantów

''(...)W śledztwie siedziałam w Suwałkach i bardzo mnie bili pałkami po ramionach ,a jak na ziemię padałam to po plecach kopali butami wojskowymi. I ciągle te wrzaski : ,,Ty kurwo bandycka” .Plecy czarne miałam, na kibel siadać nie mogłam bo kręgosłup mi uszkodzili .Strasznie dokuczała mi oddziałowa – Białorusinka chyba, bo nawet po polsku dobrze nie mówiła. Stawiała mnie na baczność nosem do ściany i ani drgnij bo do Karca i chodziła w koło i gadała ,, Szto Polszy się dla tiebuia zachotieło ? Szto? Ty bladź Polszy uże nie dożdziosz”. Tak dokuczała, jakbym ja jej jak krzywdę zrobiła. Kiedyś na korytarzu stałam i słyszałam krzyk okropny, wycie po prostu – okazało się, że to Kazika oddziałowi tak bili, a ja nie poznałam że to on. Mówił mi to Wacek Jankowski, że Kazika strasznie mordowali, ze przychodzili do niego do celi z takimi cienkimi jak mały palec u ręki kablami i bili, tak bez powodu, bez przewiny żadnej – bili, żeby go umęczyć, żeby go bolało. Czesiek Ceckowski, co przez ścianę z nim siedział tez to potwierdza, że przychodzili do celi brata i klawisze i ubeki, jak do jakiegoś zwierza dzikiego, żeby się nad nim pastwić tylko, że śledzia solonego na siłę łyżkami mu do gardła pchali a potem pić nie dawali, że brat ściany lizał i prosił wody, albo śmierci. Wacek mówił, że w ścianie była dziurka malutka nawiercona tak mała że klawisze podczas kipiszu jej nie znajdywali, to on wody brał w usta, słomkę z siennika w tę dziurkę wkładał i dmuchał, a po drugiej stronie Kazik ,to co przeleciało zlizywał. Mówił też że brat śmierci tylko już wypatrywał, żeby się to bicie skończyło.(>>>)"
---------------------------------------------------------------------------------------------
SCIGAŁA ICH KOMUNA
SCIGAŁO ICH UB
SYJONISTYCZNA BANDA SPIJAŁA POLSKĄ KREW
A ONI BILI WROGÓW,W LASACH KRYJAC SIE
NIE MOGLI WYJSC Z UKRYCIA
CZEKAŁA NA NICH ŚMIERĆ
30 grudnia 2010, 03:34 / czwartek
Jan Jakubanis ps. ,,Łabądź" :

,,(...) Posiedziałem na posterunku trochę czasu ( nawet mnie nie bili, tylko dobrze pilnowali), bo jak się okazało jechał po mnie ubek Stachowiak. Jak przyjechał to dał mi parę razy w twarz i zaraz zadzwonił do swojego szefa w Suwałkach i gada : ,,Szefie! Melduje rozkaz wykonany” potem zakuli mnie i powieźli do Suwałk. Jeszcze tej samej nocy przesłuchał mnie szef U.B. w Suwałkach ( nazwiska nie pamiętam). Najpierw było grzecznie. Położył przede mną pistolet i mówi : ,, Znasz dobrze ,,Bladego”, bierz pistolet, podpisuj współpracę i wychodzisz” . Nie zgadzałem się to mnie wystawiał na korytarz, żebym się zastanowił, a potem od nowa zaczynał. Wreszcie się znudził i zaczął ,,normalne” śledztwo. Pytał gdzie jest ukryta broń, gdzie partyzanci. Ja mu odpowiadałem, że nie wiem, nie pamiętam. Wreszcie się zezłościł i mówi : ,,Na dzisiaj koniec, ale od jutra to sobie wszystko przypomnisz, nawet jak cię matka w pierwszej wodzie kąpała”. No i następnego dnia się zaczęło : W dzień przesłuchania i bicie, a na noc zamykali mnie w celi nr 8, w końcu korytarza. To był karcer, woda w po kostki w nim stała, a ja tam ,,nocowałem”, goły jak matka urodziła, przez 10 nocy.
Przez pięć dni nie dawali mi jeść, a ni pić, a potem dali śledzia słonego którego ukradkiem wyrzuciłem do kibla. Niestety zauważyli moją ,,zbrodnię” i dostałem za to niezłe lanie. Potem dali mnie do celi nr 10, na pojedynkę. Tu nie było już wody, ale byłem w takim stanie psychicznym, że jak tylko słyszałem kroki na korytarzu to się zrywałem przerażony myślą, że to po mnie idą i że znowu będzie bicie. Jeden raz przesłuchiwał mnie jakiś rusek i wrzeszczał, że jak nie będę gadał to mnie zniszczy, że oni mogą wszystko, że moją matkę zastrzeli i oskarży mnie o to morderstwo. Potem dali mnie do celi nr 7 i przysłali ,,współwięźnia”. Ciągle gadał, opowiadał o sobie i mnie wciągał do rozmowy, miał porwane i brudne ubranie i ciągle płakał. Mówił, że ma żonę, dwoje dzieci, że ma broń zakopaną w ogródku. Pytał mnie jak ma się z żoną skontaktować, żeby jej przekazać informacje i czy ja też mam broń gdzieś ukrytą. Brali go co dzień na górę, a wracał bez dużych śladów bicia. Ja kiedyś wróciłem z przesłuchania mocno zbity, a ten znów zaczął swoje biadolenia i płacze, że on taki biedny i zmaltretowany. Nie wytrzymałem i wygarnąłem mu co o nim myślę, że mnie to leją naprawdę, a nie tak jak jego. No i niedługo potem zabrali mnie na górę i gadają: ,,Co bijemy cię !? No to zobaczysz teraz jak wygląda bicie” i wlali mi tak że hej!"
-------------------------------------------------- -----------------------------------
Jan Kulesza ps. ,,Junak" ,,Czarny" :

,,(...)W Suwałkach byłem tylko chwilę i przewieźli mnie na śledztwo do Augustowa. Tam mnie dali na pojedynkę. Jak zamknęli drzwi to ja zaraz celę przeszukałem i znalazłem żyletkę, którą przełamałem i schowałem do kieszeni i miałem ją cały czas przy sobie. Jak zaczęło się śledztwo to z początku grzecznie do mnie mówili : ,,A może byśmy razem popracowali ?” Jak się nie godziłem to zaczęło się ,,normalne przesłuchanie”. Przesłuchiwał mnie ubek co na niego ,,Śliwa” wołali, inny co pochodził z Gruszek, ale najgorszy dla mnie był szef aresztu Gregor – nie chcę mówić co ze mną wyprawiali, bo aż płakać mi się chce powiem tylko, że ten Gregor to do mnie mówił : ,,Kulesza, jak ja bym mógł to bym skórę z ciebie darł”. Jak nadal nie chciałem gadać to mnie do ciemnicy zamknęli i siedziałem tam dwa tygodnie, aż wyciągnąłem tę połówkę żyletki i chrząstkę w nosie sobie przeciąłem ( jak się w nosie przetnie to człowiek strasznie krwawi) przybiegł ubek, zobaczył, ze krew się ze mnie leje i widocznie przestraszyli się, że im w tej ciemnicy wykituję, więc mnie dali na celę ogólną. Tam kupę ludzi siedziało, ścisk, brud, duchota, wszy nas żywcem żarły. Z sąsiedniej celi Jadzia Kaczmarek z Gorczycy podała mi grzebień, to jak się czesałem to wszy kap, kap na beton spadały. Ona siedziała za ,,Gabrysia”, ,,Lota” i ,,Pioruna” – nogi miała jak balony popuchnięte od stania. Ja też stałem cztery dni bez przerwy, ale ubek co mnie pilnował często przysypiał i to i ja razem z nim. Za ,,Pioruna” siedział też Perejko – jego tak łomotali, że z pieca na głowę skoczył, bo chciał się zabić ( nawet mnie potem jego prokurator o to pytał). Po śledztwie dali mnie do więzienia do Suwałk, gdzie miałem czekać na rozprawę.(..)"

-------------------------------------------------- -----------------------------------
30 grudnia 2010, 04:22 / czwartek
"Co stanowi o metodzie działania sowieckiego na podbity naród?
Tę metode można porównać do operacji chirurgicznej, polegającej na wyjmowaniu pacjentowi jego mózgu i serca narodowego. Ale wiemy, że pierwszym warunkiem jest, aby pacjent leżał spokojnie. [...] Pod tym względem bolszewicki zabieg chirurgiczny nie tylko nie różni się od normalnego, a raczej bardziej niż każdy inny uzalezniony jest od mądrze stosowanej etapowości, a warunkiem jego powodzenia jest właśnie ta straszna, milcząca, zastrachana, sterroryzowana psychicznie bierność społeczeństwa. Jego bezruch. Jego fizyczne poddanie.
Społeczeństwo, które strzela, nigdy nie da się zbolszewizować. Bolszewizacja zapanuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. Właśnie w Polsce gasną dziś po lasach ostatnie strzały prawdziwych Polaków, których nikt na świecie nie chce nazywać bohaterami [...]."
Józef Mackiewicz,
1947
-----------------------------------------------
"Polska tonie w czerwonej powodzi.... Istnieje przysłowie, że "tonący brzytwy się chwyta", jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy - a nadzieja, której się chwytamy - pozostaje niestety tylko przysłowiową brzytwą".
Kpt. Zdzisław Broński "Uskok", Pamiętnik, 1 V 1949 r.
-------------------------------------------------- --
A kto chce być sługą
Niechaj sobie żyje
niechaj sobie powróz ukręci na szyję

niechaj swoją wolę na wieki okiełzna
pan jest niedaleko niech do niego pełza...

niechaj jak pies wierny
czołga sie bez końca
za radzieckim biczem
który go potrąca

I najpierw głaskany
a potem wzgardzony
niechaj bolszewikom wybija pokłony

A kto chce być wolnym
i prawe ma serce
niech walczy, niech cierpi
choćby w poniewierce

Niech ducha pokrzepi myślą o przyszłości
niech czoła nie zniży
w podłej służalczości

A kto chce być sługą
niechaj sobie żyje
niechaj sobie powróz ukręci na szyję

A kto chce być wolnym i prawe ma serce
niech cierpi
niech walczy
choćby w poniewierce

A kto chce być wolnym...

A kto chce być sługą...

wiersz Kpt. Zdzisława Brońskiego "Uskoka
odnośnik piesn A.Kołakowskiego do tego wiersza
5 stycznia 2011, 11:52 / środa
C.D wspomnień partyzantów i ich rodzin

Regina Bohdan z domu Bitowska - fragmenty protokołu przesłuchania świadka z dn. 20.06.1995 w śledztwie prowadzonym przez prokuratora Prokuratury Rejonowej w Olecku – w zasobach OKBZpNP w Białymstoku.

(…) Jestem siostrą Leona Bitowskiego (…) Pamiętam, iż rano przyszło UB i powiedzieli do mamy, iż już może płakać, bo syn zginął i dostał serię prosto w łeb. Mój brat wstąpił do oddziału (…) byli tam również Witkowski Franciszek i Mieczysław. Nie żyją już, gdyż zostali zabici koło Olecka. Mój brat posiadał pseudonimy ,,Iwa” i ,,Szary”. (…) Nie potrafię konkretnie powiedzieć dlaczego brat wstąpił do organizacji, ani kto go konkretnie zabrał [ do lasu] (…) Do akcji wkroczyła milicja i UB (…) Stosowano wobec nas terror psychiczny i fizyczny. Polegało to na tym, iż przychodzili po kryjomu wieczorem, chowali się gdzieś w otoczeniu podwórka i gdy wszyscy już poszliśmy spać, to pukali do mieszkania. Najczęściej drzwi otwierał ojciec. Wchodzili do środka i bluźnili wobec mnie i matki, a następnie wywlekali nas wszystkich za sadek lub w pobliże piwnicy, gdzie bili nas ile mieli sił. Gdy ktoś z nas zemdlał to przynosili wiadro wody i nas cucili. Wiele razy prosiłam i modliłam się by to się już zakończyło. Z domu wywlekali nas pojedynczo, to znaczy mnie najczęściej bito w miejscach, o których przed chwilą powiedziałam, brata gdzieś zawsze wywozili, ojca najczęściej zabierali do stodoły i tam wieszali. Po takim pobiciu nie miałam wolnego czystego skrawka ciała, gdyż wszystko miałam poobijane i aż czarne. Nie chciałam zawsze by matka widziała w jakim byłam stanie. Któregoś razu gdy pozwolono mi wrócić do domu powiedziałam matce, iż przewróciłam się i dlatego mam rozbity nos. Następnego dnia nie mogłam w ogóle ruszyć się gdyż wszystko mnie bolało, a pracować w gospodarstwie trzeba było. Pokazałam swoje obrażenia ojcu. Ojciec też mówił, że ma obrażenia na ciele wskutek działań UB. Prosił mnie tylko bym nie mówiła o obrażeniach memu bratu Heńkowi, gdyż bał się , iż on może również pójść do partyzantki. W czasie bicia byłam pytana o to kiedy Leon był ostatni raz w domu. Ciągle twierdziłam, iż ja już dawno go nie widziałam. Mojej mamy w czasie kiedy nas zabierano nie ruszali. Gdy pozwalano mi wrócić do domu to widziałam, iż przy każdym oknie i drzwiach stał ubek z karabinem. Przez kilka lat represje były dość rzadkie, a następnie przez prawie sześć miesięcy, praktycznie co noc.. We wsi Kruszki stosowano również represje wobec rodziny Witkowskich. Bili tak samo jak i mnie siostrę Witkowskich i stosowali takie same metody wobec jej rodziców. Po pewnym czasie rozkułaczyli nas i wywieźli do Szczecina. Ta siostra Witkowskich zmarła chyba wskutek represji. Nas ocaliło to, iż zostaliśmy wywiezieni. (…) Nie byłam zabierana na przesłuchania [ do UB] tylko pytano mnie o brata w czasie tych ,,ćwiczeń” za sadkiem lub piwnicą. (…) Co do fotografii brata to wydaje mi się , iż w domu gdzieś jest zdjęcie z czasów gdy pracował u Niemki. Wszystkie zdjęcia brata zabrało z domu UB, a to zdjęcie , to ktoś nam chyba dał. (…)
-------------------------------------------------- ----------------------------------
5 stycznia 2011, 12:01 / środa
Fragment relacji Fabiana Daniłowicza ps. ,,Huragan":

,,(...) U nas szczególnie ,,sławny” był pluton operacyjny z Suwałk pod dowództwem Omilianowicza. Czwartego września przyszedłem do domu do rodziców wieczorem i bardzo długo z nimi rozmawiałem. Było mi tak jakoś nieswojo czułem nie lęk, ale jakoś tak było mi źle. Pomyślałem, że nie pójdę do bunkra, że prześpię się na chlewie na sianie. Nad ranem obudził mnie jakiś szmer, słyszałem, że ktoś chodzi. Za chwilę usłyszałem ,,Daniłowicz, bierz broń i chodź tutaj”. No to już wiedziałem, że to jest U.B. , bo kto inny po nazwisku by wołał. No to zszedłem i dopadli do mnie , patrzę Omilianowicz ze swoimi. ,,Gdzie i komu przekazywałeś broń ? „. Ja na to : ,,Panowie Jaka broń ? Ja nic nie wiem”. No to wtedy lanie. Z mieszkania wyszli moi rodzice . Mama zaczęła głośno płakać, a ojciec mówi do Omilianowicza : ,,Oleś za co ty go tak bijesz ?”, bo ojciec znał się z nim jeszcze z okupacji niemieckiej, kiedy razem w obozie siedzieli. To i przestali mnie bić, związali mi ręce kablem, pas na szyję i prowadzą pod budynek. Patrzę stoi tam ktoś w pelerynie .Pytają mnie : ,,Poznajesz ?” Ja na to : ,,Nie”. I do niego : ,,Poznajesz ?” A on : ,,Tak poznaję”. Patrzę, a to Wiśniewski ,,Wir” albo ,,Hrabia”. No to mnie mają ! Zabrali mnie i prowadzą w stronę ,,Wichra”. Ja po drodze sobie myślę co tu robić? Co gadać ? Co wiedzą ? Uszliśmy z 300 metrów w las i Omilianowicz znów mi łomot kablem spuścił i pyta : ,,Gadaj, gdzie i komuś dawał ?” No to mówię : ,,W lesie się spotykałem, na umówionym miejscu. Przychodził ,,Lawa” i Heniek Kojak ,,Jur” – wiedziałem, że chłopaki w lesie to im nic nie zrobią. A Omiljanowicz na to do mnie : ,,W lesie ? W lesie to Ty tu zaraz legniesz i na zawsze zostaniesz” no i dawaj dalej mnie okładać pytą i kolbą . Ja się go tak spytałem , a właściwie nie spytałem tylko tak zwróciłem mu uwagę : ,,Oleś za co Ty mnie tak bijesz ? To się uspokoił. Poprowadzili mnie obok ,,Wichra” (na szczęście o bunkrach nie wiedzieli), przez Poddubówek, aż do szosy do Suwałk gdzie samochody stały. Zawieźli do Suwałk. Tam od razu na górę i dawaj mnie w obroty. Szczególnie to w pięty bili zwłaszcza taki hycel Czerniawski. Potem do ruskiego majora. Był taki nieduży w czapce okrągłej i pyta : ,,Bili tiebia ?” Ja na to nic. ,,Gawari tolko prawdu i wsio budiet charaszo” I tyle naszej rozmowy. Więcej go już nie widziałem. Osiemnastego października powieźli mnie do Białegostoku. Było nas osiemnastu, powiązali nas po dwóch, usadzili na podłodze, konwój na ławkach i prosto do wojewódzkiego U.B.. Tu nas dali do piwnicy. Przesiedziałem tam dwa tygodnie w ścisku strasznym i duchocie i smrodzie. Tu już tak nie bili, dwa razy tylko dostałem, tylko w nocy przesłuchania : Sadzali na stołku, na trzech nogach, trzech śledczych i reflektor w oczy. Z U.B. do więzienia na pojedynkę i tu czekałem na sąd, ale jeszcze przyjeżdżali śledczy i przesłuchiwali. (...)"
5 stycznia 2011, 12:05 / środa
Franciszek Bobrowski ps. ,,Wacek” ,,Wicher” – fragmenty protokołu przesłuchania pokrzywdzonego w śledztwie prowadzonym przez OKBZpNP w Białymstoku – sygnatura akt S69/04/zn

(…) Wolności pozbawiony zostałem w 1950 r. w Suwałkach. Należałem do organizacji niepodległościowych. Najpierw do Harcerskiej Grupy Pogromców Komunizmu, potem po dekonspiracji i ucieczce wstąpiłem do WiN. Przebywałem w lesie do czasu zatrzymania. Nasz oddział liczył 16 osób, dowódcą był Piotr Burdyn. Mieliśmy potyczki z funkcjonariuszami UB i KBW. Posiadaliśmy broń. W dniu 30 czerwca na 1 lipca 1950 r. oddział nasz został otoczony przez funkcjonariuszy UB i KBW. Toczyła się walka, broniliśmy się. Po naszej stronie byli zabici i ranni. Ja zostałem zatrzymany w ten sposób, że broń mi się zacięła i nie mogłem się zastrzelić. Funkcjonariusze puścili na mnie psy i tak zostałem ujęty. Dodaje, ze przy zatrzymaniu jeden z funkcjonariuszy tak mnie uderzył kolbą w skroń, ze przez dobę nie mogli mnie przesłuchać, bo byłem nieprzytomny. Byliśmy w rozsypce i nie widziałem ujęcia innych osób, ale na UB w Suwałkach widziałem innych zatrzymanych, moich kolegów. Wiem, że byli tam Kazimierz Czyż i rodowity Litwin, nazwiska nie pamiętam. (…)
Przez pierwsze trzy dni słuchany byłem na okrągło, potem z czasem były one rzadsze. W czasie przesłuchań byłem bity, kopany, straszony, głodzony. Takich widocznych, fizycznych obrażeń nie doznałem, ale byłem wykończony psychicznie takim traktowaniem. Była taka sytuacja, że po jakichś 2 miesiącach w czasie kolejnego przesłuchania, do pokoju wszedł nieznany mi funkcjonariusz i zapytał przesłuchującego czy jeszcze coś mówię. Ten odpowiedział : ,, nie , on już chyba nam nic nie powie”. Tamten odpowiedział : ,,to zastrzel go” i podszedł do mnie wkładając mi w usta lufę pistoletu, po czym nacisnął spust. Okazało się , ze pistolet był niezaładowany. (…) Z przesłuchań robiono protokoły i ja je podpisywałem pod przymusem – obawiałem się dalszego bicia. Nikt nie dawał mi tych protokołów do czytania (…) . Ja wówczas miałem zaledwie 17 lat (…). Nie otrzymałem żadnych zarzutów na piśmie. Nie otrzymałem aktu oskarżenia.
Z UB zostałem przewieziony do Suwałk do więzienia . Po paru dniach tam, w tym więzieniu odbyła się przeciwko mnie rozprawa. Nie było na rozprawie prokuratora. Rozprawę prowadził sędzia w randze kapitana, który był dowódcą jednostki KBW. Sędzia ten pochwalił się, że ma 4 klasy szkoły podstawowej , a ma taka władzę, że może mnie skazać na ile chce. Powiedział też, że najpierw mnie złapał, a teraz osądzi. Oprócz sędziego był jeden ławnik w randze kaprala – wartownik UB w Suwałkach i sekretarz, wojskowy, nie pamiętam w jakiej randze. Przed rozprawą, jak i po niej zostałem pobity przez strażników więziennych. Bili mnie nagiego kijami i drewnianymi butami. Takie buty były wtedy w więzieniu.(…) Na rozprawie sędzia przeczytał mi zarzut przynależności do organizacji i działalności przeciwko komunie. Wyjaśnień nie składałem, bo nikt nie dał mi takiej możliwości. Jedynie w ostatnim słowie przyznałem się i prosiłem o łagodny wymiar kary. Tak mnie pouczył mój obrońca, którym był kapral – wartownik z UB. Powiedział on poza tym, że jeśli tak nie powiem to mogę dostać karę śmierci. Na mojej sprawie byli słuchani jacyś świadkowie, których ja nie znałem. Rozprawa trwała 1,5 godziny i dostałem wyrok dożywocia. (…) Karę odbywałem w różnych więzieniach, najdłużej w Rawiczu. Moja rodzina poprzez wynajętego adwokata składała wniosek o złagodzenie wyroku. Ostatecznie kara obniżona została do 15 lat więzienia, chyba przez Sąd Wojskowy w Warszawie. Było to w 1951 r. Z orzeczonej kary odsiedziałem 8 i pół roku. (…).
5 stycznia 2011, 12:16 / środa
Fragment zeznania Józefa Jurkuna :

,,(…) Ja zostałem zatrzymany 1 lutego 1951 roku około godziny 5.00 w mieszkaniu, w którym wynajmowałem pokój przy ul. Ciesielskiej w Suwałkach. Byłem uczniem szkoły spółdzielczej. Z tego mieszkania zostałem doprowadzony do PUBP w Suwałkach, przy ul. Kościuszki, gdzie zostałem osadzony w celi znajdującej się w piwnicach. Tam byłem więziony przez okres trzech miesięcy. Powodem aresztowania była współpraca z moim wujkiem Piotrem Burdynem. Taki zarzut przedstawiono mi już pierwszego dnia. Ta współpraca miała polegać na informowaniu go o ruchach i liczebności , na terenie Suwałk i poza Suwałkami, wojsk KBW a także UB i MO. Mojego zatrzymania dokonało dwóch funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu.. Ja w rzeczywistości przekazywałem te wiadomości, gdyż wcześniej mieszkałem na stancji u państwa Sidor przy ul. Kościuszki, obok UB. Przesłuchania odbywały się w pokoju na parterze o różnych porach dnia i nocy. Przesłuchującym był funkcjonariusz, na którego mówili podporucznik Kierzek – nie wiem , czy było to jego nazwisko, czy pseudonim. Przesłuchania zawsze zaczynały się od pytania : ,,Czy przyznajesz się s..synu ?” Potem było straszenie, że będą mnie bić oraz szczuć psa. Wielokrotnie podczas przesłuchania Kierzek był w towarzystwie doprowadzającego mnie funkcjonariusza (…) nazwiska którego nie poznałem. Oprócz nas w pokoju był pies. (…) Pokazywano mi nogę od krzesła mówiąc mi : ,,Czy wiesz do czego to służy ?”. Gdy nie przyznawałem się to Kierzek bił mnie ręką w twarz, bił pięścią, bardzo mocno, tak, że omal nie traciłem przytomności. Kilkakrotnie przewracał mnie pies – wilczur, lecz nie gryzł mnie bo był w kagańcu.. Kierzek straszył mnie, że jak się nie przyznam, to zdejmie kaganiec.(…) Bito mnie też w pięty drewnianą nogą od stołka – przytrzymywał mnie ten pomocnik, bił Kierzek. Takie przesłuchania prowadzono podczas całego mojego pobytu w PUBP Suwałki. Chcę powiedzieć, że jedną z form znęcania się psychicznego były przesłuchania, które odbywały się w więzieniu w Suwałkach, przy ul. Kolejowej. Tam zabierano nas specjalnie aby umieścić w celi, gdzie obok była słuchana inna osoba, którą torturowano (…) bardzo dobrze było słychać przebieg przesłuchania i stosowane metody jak zrywanie paznokci kombinerkami. Gdy słuchałem (…) krzyków przesłuchiwanych, funkcjonariusz, który był ze mną mówił, że mnie może stać się to samo (…) W piwnicy przebywałem z Jakubanisem, miał on wówczas około czterdzieści lat i z drugą osobą, której nazwiska w tej chwili nie umiem sobie przypomnieć (…) Ja do końca śledztwa nie przyznałem się, zachorowałem na zapalenie płuc. W dniu 30 kwietnia 1951 zostałem zwolniony (…) Przez kilka lat chorowałem na gruźlicę – było to spowodowane zimnem panującym w celi – na ścianach i podłodze był śnieg i lód (…). Przy opuszczaniu celi musiałem podpisać zobowiązanie, że o wszystkim, co było podczas śledztwa będę milczał (…) Byłem pod ciągłą obserwacją- chodzili za mną i często legitymowali (…)"
5 stycznia 2011, 12:20 / środa
Tadeusz Borowy ps. ,,Strączek"

Urodziłem się pierwszego grudnia 1924 we wsi Janówek koło Sztabina, gdzie moi rodzice mieli gospodarkę i gdzie mieszkam do dzisiaj.Wstąpiłem do partyzantki w 1942 roku, a przyjął mnie sąsiad Zagórski ,,Wichura”.Zostałem łącznikiem i nosiłem pocztę głównie po placówkach, może ze dwa razy byłem w oddziale w lesie koło Wrotek.

Jak przyszli Ruski w 1944 roku to poszedłem do milicji. Byłem na posterunku w Lipsku, Sztabinie i w Augustowie w ,,powiatówce”. Na wiosnę 1945 roku z milicji uciekło sporo naszych chłopaków, ja jeszcze zostałem, aż mi ,,Wicher” dał rozkaz, że i ja mogę iść ( to był maj albo czerwiec). Trafiłem do oddziału ,,Skiby”. Najpierw, znaczy nie byłem w oddziale, tylko znów za łącznika chodziłem, a ukrywałem się koło domu. No , ale po tym jak mnie bezpieka zamknęła i w Augustowie Szostakowi współpracę podpisałem, to trzeba było już się na dobre ukrywać. Jak podpisałem ten kwit Szostakowi, to tylko patrzyłem aby dojść z Augustowa za Białobrzegi, a potem to niech mnie ubowcy po lasach szukają.

Poszedłem do ,,Skiby” i powiedziałem, co i jak, że współpracę podpisałem i muszę w lesie zostać. Jak przyszedł lipiec i ruska obława się zbliżała, to ,,Skiba” rozwiązał oddział i powiedział żeby każdy na własną rękę się krył. Jedni zostali w lesie, inni poszli do siebie, a ja przyszedłem do swojej wioski i poszedłem spać do sąsiada, do Jana Godlewskiego. On miał zrobiony taki domek na drzewie i tam poszedłem. Chciałem rano iść dalej, ale tu nagle Rusków naleciało całe mrowie. To ja przeszedłem do kryjówki, co była w stercie drewna zrobiona koło chałupy i tam z tydzień siedziałem. Pobrali stąd dużo ludzi, bo brali każdego mężczyznę co spotkali, a potem mieli listy porobione i jak ktoś na liście nie był to puszczali. Jak ta obława się skończyła to wcale lepiej nie było – oddziału nie ma , a do domu nie można iść bo co chwila ubeki wpadają i rewizje robią.

Jednego razu ojca wzięli i do Augustowa powieźli . Trzy dni tylko tam siedział bo ja przez ludzi przesłałem do Szostaka pismo, w którym napisałem, że jak ojca w ciągu trzech dni nie wypuści to może z Urzędu do domu nie wychodzić, bo zastrzelę jak psa. Potem chodziłem po placówkach, nosiłem pocztę, pakiety, spałem po ludziach, gdzie podeszło. Widziałem jak 30 kwietnia aresztowali Zagórskiego.

Ja wpadłem 20 maja 1946 roku w Budziskach. Było tak, że poszedłem do Fiedorowizny do dziewczyny i żeby się umyć i przebrać. Wszystko było dobrze, ale licho zaniosło mnie do Budzisk na zabawę. Jedna taka mnie wtedy wydała ( dowiedziałem się na rozprawie). Jak wyszedłem z więzienia to chciałem do niej iść, ale pomyślałem : ,,A czort z tobą babo” – to i dziś jej nazwiska nie powiem. Jak K.B.W. weszło do mieszkania, to od razu do mnie. Pokazałem im dokumenty ( bo miałem ,,lewe”) ten szuka po liście i nie może znaleźć. Już myślałem, że będzie dobrze, a tu do mieszkania się Szostak ładuje. Ten porucznik z K.B.W. mówi do niego : ,,To nie ten , to pomyłka, trzeba puścić”, a Szostak popatrzył i gada: ,,Ten, ten, dzień dobry panie Borowy. I co teraz?” Co robić? W kieszeni mam broń, ale strzelać nie chciałem, bo akurat pożyczyłem dla kolegi swój pistolet, a w zamian miałem rewolwer Nagana i nie wiedziałem czy nabój w bębnie siedzi czy nie. Zapytałem czy do domu można po ubranie. Pozwolili i jak się przebierałem, to niby, że coś z kuchni prałem i pistolet pod płytę wrzuciłem. ( potem w śledztwie po niego z Augustowa przyjeżdżałem). Jak się ubierałem to powiedziałem do Szostaka : ,,Masz szczęście, że pistoletu przy sobie nie miałem , bo byś już po ziemi nie chodził. Może i ja bym zginął, ale ciebie zawsze bym zdążył zdmuchnąć”. Popatrzył na mnie, ale nic nie powiedział. Poprowadzili mnie do Sztabina. Jak koło cmentarza szliśmy to kabewiak mówi do mnie : ,,Bryzgaj” ja mu na to : ,,Ja bryznę a ty serię puścisz i po wszystkim będzie” A on : ,,Nie bój się tak będę strzelał, że nie trafię”. Myślę sobie może wiać, ale mur cmentarza wysoki, a czy żołnierzowi można ufać? Pytam go : ,,No dobra, a ubowce strzelać nie będą ?” A on : ,,Za tamtych nie gwarantuję”. No i się nie zdecydowałem i tak doszliśmy do Sztabina. Tam żołnierz mówi : ,,Jak tam żeś nie bryznął to tu już nie próbuj, bo nie dasz rady”.
5 stycznia 2011, 12:24 / środa
C.D
Potrzymali mnie chwilę w Sztabinie, potem do Augustowa zawieźli, tam trzy dni tylko byłem, bo bali się, że mnie odbijać będą i w samochód i do Białegostoku. Tam miesiąc śledztwa i rozprawa w trybie doraźnym. Prokurator mówił : ,,Za czyny pod okupacją niemiecką należy się pochwała, a za czyny teraźniejsze żądam kary śmierci”. Adwokata miałem z urzędu – to był kapitan , wojskowy. On na rozprawie wlazł pod stół, wziął zapałki i zaczął palić . Sędzia się pyta : ,,Co obrona robi ?” A ten na to : ,,Wysoki Sądzie ! Sprawiedliwości i prawdy szukam”. Prokuratora zmieszał z błotem. Krzyczał : ,,Trzeba było samemu w lesie za partyzanta być to byś gówniarzu wiedział.” Dostałem piętnachę a Zagórski karę śmierci,. Brata Zagórskiego wypuścili a Żekało, Godlewski i Szyc też więzienie dostali.

Po rozprawie Zagórskiego zabrali do celi śmierci, a nas w transport i do Wronek.. Trochę posiedziałem i zabrali mnie do Ełku na rozprawę, bo ktoś tam był sądzony i powiedział to czego ja nie powiedziałem , no i nową sprawę mi zrobili. Jakoś się wywinąłem i spokój. Siedziałem w dziewięciu miejscach : Więzienie we Wronkach, więzienie w Ełku, więzienie w Nowogardzie pod Szczecinem, ośrodek pracy Potulice, ośrodek pracy Wapienno, ośrodek pracy Chebzio na Śląsku ( tu w kopalni pracowałem), więzienie w Raciborzu i ośrodek pracy pod czeską granicą w Knurowie chyba. Stąd 18 lutego 1954 roku puścili mnie na wolność.
-------------------------------------------------- -----------------------------------
Stanisław Masal ps. ,,Kora"

,,(...)Mnie najbardziej katował Strzyżykowski. Jak mnie przyprowadzali do niego to od razu, na powitanie dostawałem, a potem pytał i bił sam albo kazał bić innym. On nie bił rękami, miał taką taktykę : Bił w głowę pasem z pistoletem w kaburze, a jak zasłaniałem głowę rękami to kopał w żołądek. Jak padłem na ziemię to jeszcze kopał i tym pasem okładał. Jak traciłem przytomność to wodą z wiadra polewał, do kąta stawiał i stój tak człowieku, a nie rusz się bo bicie. Potem znów pytał i znów bił . Z przesłuchań to albo na czworakach wracałem, albo mnie przyciągali nieprzytomnego i wrzucali do celi. Cela zimna, śmierdząca, bo przecież myć się nie dali i podłe jedzenie – jeden chleb na osiem osób na dobę, na obiad pół litra zupy, co jej pies by dzisiaj nie zjadł i litr kawy. Jak kto był w porze wydawania posiłku po za celą, to jak koledzy nie zostawili, to o głodzie siedział. Tak siedziałem trzy przeszło miesiące. Razem ze mną siedzieli : Bazyk z Sejn; Jatkowski z Michnowca; Bronisław Radzewicz z Sejn; Kazimierz Kapp z Sejn; Janek Dębski z Krasnopola; Myszczyński i Siergiej z Krasnopola ( oni zostali skazani na śmierć). Strzyżkowski powiedział mi, że kończy śledztwo i mam przed sądem mówić co on każe to może 5 lat dostanę a nie to będzie źle. Ja mu przytakiwałem ,bo jak zmiłowania tego sądu wypatrywałem. No i dali mnie do więzienia do Suwałk. Tam warunki były lepsze, bo nas odwszyli i nie bili. Potem w nocy mnie wzięli i nie wiem do dziś czy to był sąd już, czy przesłuchanie, czy dostałem wyrok, czy nie , bo było to tak : Wprowadzili mnie do sali na drugim piętrze. Tam stał stół i siedziało chyba ze czterech oficerów naszych i ruskich i oczywiście mój kat Strzyżykowski. Pytają mnie czy się przyznaję , a ja mówię, że nie . Strzyżykowski, jak usłyszał, że zaprzeczam to furii dostał. Nie pamiętam czy pod stołem przelazł, czy przez stół przeskoczył, ale za chwilę był przy mnie. Nie miał pod ręką żadnej pały żeby mnie walnąć to złapał taką listwę, której oni jako linijki używali jak rubryki do protokołu robili i dawaj mnie tą linijką okładać. Połamał ją na mnie i wtedy jeden z tych Ruskich mówi : ,, Ot durak, linijkę zepsuł, to czym my teraz kreślić będziemy”. Strzyżykowski wtedy zdjął pasa i tak mnie nim zaprawił, że do celi przynieśli mnie nieprzytomnego i do dziś na lewe ucho nie słyszę. Wkrótce potem była amnestia i mnie wypuścili. (...)"
-------------------------------------------------- ----------------------------------
LEWICOWY OBŁĘD W MEDIACH PRZYPOMINA CI BYŚ POGARDZAŁ SWĄ KULTURĄ,WIARĄ PRZODKÓW SWYCH
5 stycznia 2011, 12:33 / środa
Romuald Bartnik s. Kazimierza Bartnika :

,,(...) Od pewnego czasu przyjeżdżali ubowcy i trzęśli cały dom prawie co noc. Przepraszam, ale będę używał ich języka. Do nas młodych dzieci mówili : ,,S ...syny, małe bandyci, wyrośniecie na zbrodniarzy. My i z waszych dzieci pożytku nie będziemy mieli” Jeszcze przed spaleniem na kilka nocy przyjechali i pytali czy przychodzi ojciec, ,,Bębenek” i ,,Sosenka”, a tych dwóch ostatnich to my nigdy nie znali. Moją najstarszą siostrę kapitan Szysz tak zbił, wołając : ,,Mów k... prawdę bo ja wiem, że byli”, tak, że jej szczęka pękła i od tego czasu ona się ukrywała u obcych ludzi, bo się bała. Dlatego w czasie spalenia było nas czworo, a nie pięcioro. Samo spalenie wyglądało tak : Przyjechali w nocy w czwartek i jak zwykle wyzwiska . Powiedzieli do matki : ,,Słuchaj bladzio masz do soboty wyjechać do Liku, bo jak nie to was spalim z duszą i ciałem”. Nie powiedzieli gdzie jest ten Lik, ani gdzie byśmy tam mieszkali ( Lik to obecny Ełk). Nie wiedzieliśmy co robić. Rano matka poszła do komendanta milicji, księdza, wójta i dowódcy WOP porucznika Draguna. Oni powiedzieli : ,,Niech Pani wyjdzie z domu, to dzieciom nic nie zrobią” . Matka tak zrobiła i ukryła się u sąsiadów. Zgodnie z zapowiedzią przyjechali w sobotę w nocy. Po zwykłych czynnościach, zabrali co im się tam podobało, ale nas nie bili. Kazali iść spać i powiedzieli na odchodne : ,, Macie widno i ciepło, ale my wam zrobimy widniej i cieplej”. Jeden jeszcze powiedział do siostry : ,,Chodź zamkniesz za nami”, ale wtrącił się drugi i powiedział ,,Idź spać my sami zamkniemy”. My byśmy się spalili, tylko płakał najmłodszy brat Kazimierz, który miał roczek. Wówczas siostra zauważyła ogień, że się palimy i mówi do mnie : ,,Romek my się palimy, czy będziemy mówić pacierze i się palić, czy uciekać”. Powiedziałem, że w kuchni jest siekiera, to wyrąbiemy okno i uciekniemy. Jak otworzyłem drzwi do kuchni to ogień od razu wszedł na mnie. Wówczas siostra wzięła najmłodszego brata na ręce a ja brata Józefa i ruszyliśmy przez sień, przez ogień. Drzwi były podparte od zewnątrz, ale jakimś cudem, gdy w nie mocno uderzyliśmy to odskoczyły. Chyba Bóg tak chciał. Ruszyliśmy na popalonych nogach, boso i tylko w koszulkach po grudzie, bo śniegu nie było. Uciekliśmy do sąsiadów, do Lisowskich. Późno w nocy ludzie zawinęli nas w koce i przez jezioro ma sankach powieźli nas do sołtysa Brzozowskiego. Tej nocy nikt nie spał, bo była to publiczna tajemnica, że nas spalą i ludzie żeby nawet nas mogli ratować to się bali, bo te dranie stali trochę dalej . Oni czekali, czy podejdzie matka. Matka była w tym czasie u jednej Pani. Jak się zaczęło to takie ja przerażenie ogarnęło, że nawet nie płakała tylko chciała iść do nas. Córka tej Pani u której mama była mówi : ,,Niech się dzieje co chce Pani Bartnikowa idziem tam niech i nas spalą”, ale ta Pani nie puściła ich i dobrze. Gdyby matka była wtedy razem z nami, to by nas wszystkich zabili i spalili. Wiem to, bo powiedział mi to Stanisław Dębowski, że tak mówił były ubowiec Warakomski. Rano przyjechał konno porucznik Dragun z Wopistami i szukał naszych kości. Zawołał sąsiadów i powiedział : ,,Nie znalazłem żadnych kości, a was wystrzelam, bo jakie wy sąsiedzi, że nie ratowali. Mnie nie obchodzi ojciec, matka i polityka, a tylko te dzieci niewinne” Powiedzieli Wopiści jeszcze, że jakby wiedzieli, że ubowcy to zrobią, to zrobiliby na nich zasadzkę i wybili do nogi. Wopiści żyli z ludźmi bardzo dobrze, z partyzantami też. Jak szli po granicy, na patroli to zawsze krzyczeli : ,,WOP idzie. Spotykali się nie raz, ale nigdy zatargów nie było. Za kilka dni przyjechali ubowcy i mówili : ,,A to s... syn ojciec, własne dzieci nawet spalił”. My dzieci po spaleniu trafiliśmy do ludzi. Każdy wziął po jednym, bo ciężkie czasy były i utrzymać gromadę dodatkowych gęb do wyżywienia ciężko było. Ja byłem u takiego gospodarza, co na niego ,,dziadek” wołałem. Miałem spodnie z surówki i klompiki na nogi i tyle. Gospodarz był dobry człowiek, ale ja za darmo tam nie byłem - ciężko pracowałem, na tyle na ile siedmioletni chłopak może pracować. Mama cały czas się ukrywała, za nią była nagroda wyznaczona. Ubowcy mówili, że jak mamę złapią to będą z niej skórę pasami drzeć, aż powie gdzie jest ojciec. Nikt jej nie wydał, choć był taki czas, że ukrywała się nawet w Gminie u woźnego. Była też w leśniczówce u Państwa Jakowskich. Tam urodziła się moja siostra Halinka.(.
5 stycznia 2011, 12:38 / środa
Fragment wspomnień Wacława Górskiego ps. ,,Oko" :
(...) Po mnie przyszli raniusieńko do mieszkania. Pukają do drzwi, gospodyni córeczka, miała może 9-10 lat, pyta ,,kto to ?” Oni na to ,,koledzy do Górskiego, chcemy z nim pogadać”. Wpadli do mojego pokoju, z pistoletami w rękach i pytają ,,Górski ?”. Ja mówię, że tak, a oni ,,No to mamy cię ,,Oko”. To była zima, mróz okropny, ja wiedziałem gdzie jadę, więc nachylam się do szafki, co ją miałem przy łóżku, oni myśleli, że po broń sięgam, rzucili się na mnie. Ja im mówię ,,Spokojnie broni nie mam, ubranie biorę”. Ubrałem się w co miałem najcieplejszego i czapę taką skórzaną na futrze wziąłem, bo od obozu to zawsze najbardziej zimna się bałem i mówię do nich : ,,Dobra jestem gotowy, prowadźcie”. Zabrali mnie do U.B. w Gdańsku, wrzucili do celi i dwóch szpicli podesłali. Przesłuchiwał mnie ubek żydowskiego pochodzenia – nos wielki, żydłaczył. Pyta mnie ,,Ty był grupowy, ty wszystko wiesz, ty mnie odpowiadaj na pytania szybko, gdzie twoja broń, gdzie magazyny broni, gdzie dowódcy wasi, gdzie archiwum”. Ja mówię : ,,Mój pistolet trzysta kilometrów stąd ( pistolet w Raczkach, u mamusi do szopy, na półkę rzuciłem i tak leżał ), a co do reszty to wiem tyle co pan” Pokrzyczał na mnie , spisali moje zeznania, zakuli w kajdanki, dali dwóch milicjantów do obstawy i powieźli mnie do Augustowa. Wrzucili mnie do stojaka, to takie pomieszczenie z półtora metra, że położyć się nie ma jak, w środku kana od mleka i tam się trzeba załatwiać, opróżniają raz na tydzień w sobotę, dekla nie ma smród straszny. Całe szczęście miałem tę czapę. Ciepła była, gruba, to mnie ratowało. Klękałem na prawym kolanie, czapkę kładę na kanę zamiast dekla, na to rękę, głowę przytulę i tak śpię. Rano przynoszą kawę, a ja nie mam w co wziąć, bo ani miski, ani żadnego garczka nie dali, łyżki zresztą też. Ten typ co przyniósł kawę mówi ,,Nie masz w co? Bierz spluwaczkę bandyto” Tam stała na korytarzu brudna, zapluta spluwaczka Ja mu na to że dziękuję no i kawy nie wypiłem. Poszedł, a ja myślę co robić, bo głód ssie coś by się zjadło ciepłego. No i sobie przypomniałem obóz, jak z beretów jedliśmy i piliśmy. To co teraz sobie nie poradzę?! Obiad przynosi, a ja czapę mu nadstawiam. Śmiał się bydlak ze mnie , ale ja zupę zjadłem, a na wieczór czapa znów za poduszkę robiła. Długo w Augustowie nie siedziałem, nawet mnie tam specjalnie nie przesłuchiwali, bo na ich terenie ,,grzechów" nie miałem . Zawieźli mnie do Suwałk, na Kościuszki i dali do piwnicy, ale tam to był luksus! Duża cela, duże łóżko stoi, na nim dechy nieheblowane. Mogłem chodzić, biegać prawie – ja byłem szczęśliwy, godzinami spacerowałem! Mało tego piec miałem , drzewo i węgiel przynoszą to paliłem w tym piecu zadowolony jak nie wiem co! Wieczorem dają mi do celi takiego staruszka. Mówił mi że syn, co jest Ormowcem go zakapował, że z ,,leśnymi” kontakty utrzymuje. Miał on wielki kożuch to i w nocy było nam ciepło. Śledztwo było łagodne, nie bili, a zresztą to była gra w otwarte karty. Oni wszystko wiedzieli, ja tylko im mówiłem : ,,to moja robota, to nie” i tyle. W Suwałkach szpiclował mnie jeden od ,,Bębna” - ,,Budzik”, Szczepański się nazywał. Na nic była jego robota i robota ubeków. Straszyli, grozili, ale ja im powiedziałem : ,,Na nic wasze wysiłki, co zrobiłem to wam powiedziałem, nic więcej ode mnie nie usłyszycie i nie męczcie mnie i siebie, bo ja gestapowskie śledztwo przeszedłem i obóz” Zakończyli śledztwo i zawieźli mnie do więzienia w Białymstoku, gdzie czekać miałem na rozprawę. Tam też do piwnicy mnie rzucają. W celi siedzi facet – na nogach błyszczące oficerki, ogolony, wodą kolońską pachnie. Jak wszedłem to zerwał się i zaczyna gadać jaki to on partyzant i mnie wypytuje, potem w rurę zaczął pukać, że niby z kimś się porozumiewa. Od razu mi śmierdział. Ja zacząłem spacerować, to on ze mną chodzi i gada, podpytuje. Ja grzecznie z nim rozmawiam i patrzę na jego nogi. Podłoga w celi była ceglana i po paru minutach chodzenia buty jago całe zapylone. Mówię w końcu : ,,Dajcie w końcu spokój już niczego więcej się nie dowiecie, nie kompromitujcie się bo ja się na wasze sztuczki nabrać nie dam”. Zabrali mnie i wrzucili do celi zbiorowej ( ze czterdzieści osób). Warunki dużo gorsze. W chlebie robaki i wszędzie pluskwy. Przy apelu zgłosiliśmy naczelnikowi o tym. Zapisał i obiecał, że znajdzie na to sposób. No i znalazł – śniadanie zaczęli wydawać godzinę wcześniej, jak ciemno było, to i robaków widać nie było, a co do pluskiew to wydał nam proszek i powiedział, że to DDT. Z nami siedział jeden chemik i mówi nam, że on uważa, że to lipa jakaś. Nazbieraliśmy cały słój pluskiew, zasypaliśmy proszkiem na noc zakręciliśmy i czekamy. Rano odkręcamy słój a pluskwy białe jak młynarze chodzą, bo okazało się, że to była mąka. Potem proces, a właściwie to jego parodia, bo wyrok to U.B. wydał ( 12 lat).
5 stycznia 2011, 12:41 / środa
C.D
Przy okazji wspomnę o jednym padalcu, który mienił się adwokatem. Na jakieś dwa tygodnie przed rozprawą pojawił się u mnie facet i mówi : ,,Dzień dobry nazywam się Choroszczucha, ( czy jakoś tak ) i będę miał zaszczyt reprezentować pana przed sądem, bowiem zostałem wyznaczony na pana obrońcę z urzędu”. Zaczął czarować, ale jednocześnie mnie wypytywał o sprawę, czy się przyznałem, czy nie. Powiedziałem mu : ,,To nie jest istotne czy się przyznałem czy nie. Ubowcy wiedzą, że patrolowałem gminy Raczki, Bakałarzewo, Filipów i wszystko, co tam się wydarzyło zostanie mi przypisane i nikt i nic mi nie pomoże, także Pan” Zapytał mnie jeszcze, czy ma kogoś powiadomić o rozprawie. Odpowiedziałem, że absolutnie tego sobie nie życzę. Powypytywał mnie jeszcze i poszedł.
Potem okazało się, że ta szuja napisała do moich bliskich , że będę sądzony i grozi mi kara śmierci, ale on za 40 tysięcy mnie uratuje. Wydarł łobuz tę sumę, ogołocił z pieniędzy brata, siostrę i mamę . Mamie zabrał pieniądze, co na trumnę sobie składała – staruszka po wyroku dostała zawału i po roku zmarła. Mój wypadek nie był odosobniony. Wiele osób w ten sposób oszukał, a na dodatek informacjami wydobytymi od swoich klientów dzielił się z ubowcami. Ja tej gnidy więcej nie ujrzałem, ale wiem, że Henryk Kojak ps ,,Jur” spotkał go kiedyś niedawno na jakimś zjeździe i wygarnął mu wszystko, bo ten bydlak chodził w glorii obrońcy partyzantów.
Po wyroku wyjazd do Rawicza. Pamiętam taki biały blok. Dali nas wszystkich do świetlicy, przychodzi oddziałowy i mówi : ,, Ci co mają studia, albo maturę niech się zgłoszą, wy pójdziecie siedzieć tam gdzie są książki, gazety nie będziecie siedzieć w tłoku, nie wypada”. No i kilku się chłopaków ujawniło. To poszli do karceru ,,czytać”, a my na pojedynki na piętra. Pojedynka miała 135 cm szerokości , jedno okienko, jedno łóżko żelazne, ale na stałe do ściany przypięte, bo nie było po co otwierać, taboret i kibel czyli jedno wiadro, a nas tam po pięciu poupychali. Spaliśmy na sobie, to znaczy trzech szczupłych na szerokość, a dwóch tęższych po długości. Sikaliśmy do misek i wylewaliśmy przez okno, jak był wiatr to wszystko na okna niżej leciało. Jak kto musiał grubszą potrzebę załatwić to do wiadra, a reszta z twarzami przy podłodze, bo tam lepsze powietrze, wstać się nie dało. W takich warunkach przez trzy lata siedziałem. Potem przerzucili mnie do Sieradza. Tutaj była lepsza cela i więcej miejsca, za to dusiliśmy się od pyłu. W siennikach nie było słomy czy siana ale sam pył . Jak rozkładaliśmy je to wszyscy musieli mieć chustki wilgotne na twarzach. To więzienie słynęło z warsztatów krawieckich. Naczelnikiem był przedwojenny bandzior. Komuniści uznali, że z racji ilości lat spędzonych w więzieniu ma w tej dziedzinie doświadczenie i zrobili go naczelnikiem. Na początek zapytał nas o zawody z wolności. No to mówiliśmy ,,muzyk”, ,,ksiądz”, urzędnik” i tak dalej. On na to elegancko : ,,A chuja tam , od dzisiaj wszyscy jesteście krawcy”. No i trafiłem na warsztaty krawieckie. To była fabryka, tyle że cała robota była ręczna. Płaszcz schodził w cztery minuty. Takie były normy, kto nie wyrabiał normy dostawał do jedzenia tylko zupę z rybich flaków. Ta praca to był koszmar , w kurzu i bez dobrego światła, ludzie ślepli i zapadali na choroby płuc. Pamiętam jednak było śmieszne wydarzenie. Dyrektorem technicznym był Żyd. Zgłosił się do niego więzień – kryminalista, też Żyd i mówi żeby dał mu lżejszą pracę przy wykrojach bo on jest fachowiec. No i jak to Żyd z Żydem dogadali się, ale za chwilę ten dyrektor widzi, że jego ,,fachowiec” knoci wykroje jeden za drugim i że płaszcze za małe wychodzą. Skoczył na tego więźnia z gębą, a ten mu spokojnie : ,,Panie dyrektorze po co taki gwałt pan podnosi. Jak płaszcz na milicjanta za mały będzie to się w niego ormowca ubierze i będzie git” - śmiali się wszyscy nawet ten dyrektor. (...)"
5 stycznia 2011, 13:29 / środa
Te opisy robią wrażenie. Lubię takie czytać, to nakręca w nienawiści do sowietów i komuny. To powinny być obowiązkowe lektury w szkole, ale lewackie szkolnictwo woli kazać czytać książki o holokauście albo jakieś "pimpusie sadełka"
Podaj źródło, żeby te opisy uwiarygodnić.
5 stycznia 2011, 14:27 / środa
wspomnienia tych ludzi znalazłem na forum odkrywca.pl.Jest tam troche osób pasjonujących sie podziemiem antykomunistycznym po 1945 roku,niektórzy maja dostep do akt IPN lub sa pracownikami tej instytycji.Ich fanatyzm i cheć poszerzenia wiedzy jest tak duzy,że nawet osobiście w wolnym czasie jezdza i zbieraja relacje od osob ze swego regionu,które przeszły przez ubeckie więzienia.

Ciekawym tematem także,o którym dzis mało kto mówi jest udział żydów w ustanowieniu zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce.Po 45 roku Stalin najwyższe stanowiska w Polsce(ale nie tylko bo w całej kontrolowanej przez ZSRR europie śr-wschodniej)przydzielił żydom.To ci żydowscy zbrodniarze zza biurka wydawali wyroki smierci na Polskich patriotach.Także kaci z ub byli w dużym procencie Polakami żydowskiego pochodzenia,którzy szybko przejeli metody swoich niedawnych oprawców z Gestapo,i tymi samymi metodami znęcali sie w ubeckich lochach nad Polakami, którzy nie uklękli przed tym czerwonym trądem który zatruł naszą ziemie.Wiekszośc z nich nie została do dziś osądzona za swoje zbrodnie na Polskim narodzie.Sporo z tych żydowskich morderców wyjechało z Polski na fali odwilzy w 1956 i 68 roku do Izraela,który nie chce ich wydawac do dziś Polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.Jednym z żydowskich stalinowskich sedziów który dawał wyroki smierci na Polakach był przyrodni brat Adama Michnika,Stefan Michnik(Chociaz on uciekł bodajrze do Szwecji). Ciekawy materiał na temat zydokomuny:

Przemilczane zbrodnie na Polakach – prof. Jerzy Robert Nowak
odnośnik
5 stycznia 2011, 14:36 / środa
Przeczytam ten odnośnik później, generalnie jakie ma poglądy Nowak wiem, bo sporo jego wypiwedzi czytałem / słuchałem.
Ale w tym temacie dobry jest ostatni akapit Twojego wpisu z 12:41. A zwłaszcza sama jego końcówka.
Dzięki za fajne źródełko wiedzy i informacji.
6 stycznia 2011, 03:53 / czwartek
https://wzzw.wordpress.com/2011/01/05/scisle-tajne -1947/

Przyspieszyć likwidację krajowców związanych z KPP, PPS, Walterowców, KZMP, AK, BCH i innych ugrupowań, które powstały bez naszej inspiracji. Wykorzystać w tym celu fakt zbrojnej opozycji.
Dopilnować aby do wszystkich akcji bojowych, w pierwszej kolejności kierowano żołnierzy, którzy przed wstąpieniem do Armii Kościuszkowskiej przebywali na naszym terytorium. Doprowadzić do ich całkowitej likwidacji.
6 stycznia 2011, 17:42 / czwartek
odnośnik

Historia Roja, to fascynująca opowieść o dwudziestoletnim chłopaku, który po wojnie formuje własny oddział partyzantki antykomunistycznej.

Działający w ramach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego oddział Roja walczył do 1951 roku, kiedy to jego dowódca poniósł śmierć w obławie wojsk KBW, UB i LWP
8 stycznia 2011, 06:48 / sobota
j.... zydow skurwysynow WISELKA
9 stycznia 2011, 18:40 / niedziela
nie ma litości!!! trza ich załatwić na cacy!!!tak żeby czerwono-czarne ścierwo nie wstało!
17 stycznia 2011, 13:03 / poniedziałek
Dzis Orla Bialego dostala Wislawa Szymborska. Przypomne moze jej kilka kwiatkow

„…gdy wdarli się na te schody marmurowe,
Kołowały światła złoceń jak w lichtarzach,
Dygotały ściany płowe,
Stropy płowe,
I warczało echo kroków w korytarzach.

Stary świecie, oto przyszła noc zapłaty,
Gdzie się skryjesz przed wyklętym który powstał.
Robotnicza ciężka młotem dłoń
Z sierpem już się wdrąża w twoją skroń.

I zapłacisz

Za te noce dzieci nieprzespane,
Za te matki z swoim życiem przeoranym
Za tych ojców co dla dzieci nadstawiali skroń
Z młotem sierpem ich dosięgnie
Sprawiedliwa dłoń
19 stycznia 2011, 17:34 / środa
W zasadzie wrzuciłem już to do "Prawdziwej twarzy PO", ale tutaj też pasuje.

Prasówka mojego autorstwa dotycząca polityki, mediów, gospodarki i kwestii społecznych; polecam: odnośnik
19 stycznia 2011, 17:56 / środa
A ile chcesz na kibicach Lechii z tego zarobić?
19 stycznia 2011, 18:48 / środa
Szczerze mówiąc, nie przeszło mi w ogóle przez głowę żeby w jakikolwiek sposób na tym zarobić.

A skąd w ogóle to pytanie?
19 stycznia 2011, 21:28 / środa
incognito
19 stycznia 2011, 17:56 / środa
A ile chcesz na kibicach Lechii z tego zarobić?
h. cumberdale
19 stycznia 2011, 18:48 / środa
Szczerze mówiąc, nie przeszło mi w ogóle przez głowę żeby w jakikolwiek sposób na tym zarobić.

A skąd w ogóle to pytanie?
=========
bo sam widzi wszędzie mamonę, nie rozumie, że można mieć ideały.
20 stycznia 2011, 17:37 / czwartek
zzz co Ty chłopie o mnie wiesz?
A koledze <h. cumberdale>zwracam honor i przepraszam.Zapomniałem,że na tej stronie za daną ilość pobrań zarabiane są punkty a nie prawdziwe pieniądze.
23 stycznia 2011, 16:13 / niedziela
Rotmistrz Witold Pilecki
(ur. 13 maja 1901 w Aunus (ros. Ołoniec), zm. 25 maja 1948 w Warszawie) – rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, współzałożyciel Tajnej Armii Polskiej, żołnierz Armii Krajowej, więzień i organizator ruchu oporu w Auschwitz-Birkenau. Oskarżony i skazany przez władze komunistyczne Polski Ludowej na karę śmierci, stracony w 1948. Oskarżenie anulowano w 1990. Kawaler Orderu Orła Białego. Autor pierwszych na świecie raportów o Holokauście, tzw. Raportów Pileckiego.

Urodził się w północnej Rosji, dokąd rodzina Pileckich została przesiedlona przez władze rosyjskie w ramach represji za udział w powstaniu styczniowym.Od 1910 Pileccy mieszkali w Wilnie, gdzie Witold uczył się w szkole handlowej. Od 1914 należał do zakazanego przez władze rosyjskie harcerstwa (w 1916 założył własną drużynę). Z raportu Komendy Harcerskiej w Kownie z 1919 wynika, że był drużynowym VIII drużyny im. Adama Mickiewicza w Wilnie[2]. Maturę zdał w 1921 roku.
-----W latach 1918–1921 służył w Wojsku Polskim, walczył podczas wojny z bolszewikami. Jako kawalerzysta brał udział w obronie Grodna. 5 sierpnia 1920 wstąpił do 211 pułku ułanów i w jego szeregach walczył w bitwie warszawskiej, bitwie w Puszczy Rudnickiej i brał udział w wyzwoleniu Wilna. Dwukrotnie odznaczony został Krzyżem Walecznych. Po wojnie zdemobilizowany.
----W sierpniu 1939 został ponownie zmobilizowany. Walczył w kampanii wrześniowej jako dowódca plutonu w szwadronie kawalerii dywizyjnej 19 Dywizji Piechoty Armii "Prusy", a następnie w 41 Dywizji Piechoty na przedmościu rumuńskim. Pod jego dowództwem w trakcie prowadzonych walk ułani zniszczyli 7 niemieckich czołgów oraz 3 samoloty. Ostatnie walki jego oddział prowadził jako jednostka partyzancka. Pilecki rozwiązał swój pluton 17 października 1939 i przeszedł do konspiracji.
------W 1940 Pilecki przedstawił swoim przełożonym plan przedostania się do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, w celu zebrania od wewnątrz informacji wywiadowczych na temat jego funkcjonowania i zorganizowania ruchu oporu. W tym czasie niewiele było wiadomo o warunkach panujących w obozie. Nauczył się życiorysu nieujawnionego Niemcom polskiego żołnierza, by jako Tomasz Serafiński stworzyć dla gestapo powód do zesłania do obozu zagłady. 19 września 1940 podczas łapanki wszedł w kocioł łapanki w bloku przy al. Wojska Polskiego 40 (gdzie znajduje sie pamiątkowa tablica), by dostać się do obozu Auschwitz (w Oświęcimiu) i zdobyć informacje o panujących w nim warunkach. Do obozu trafił w nocy z 21 na 22 września 1940 wraz z tzw. drugim transportem warszawskim.
--------W 1943–1944 służył w oddziale III Kedywu KG AK (m.in. jako zastępca dowódcy Brygady Informacyjno-Wywiadowczej "Kameleon"-"Jeż"), brał udział w powstaniu warszawskim. Początkowo walczył jako zwykły strzelec w kompanii "Warszawianka", później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania Chrobry II, w tzw. Reducie Witolda (dawna siedziba redakcji "Rzeczypospolitej").

W latach 1944–1945 w niewoli niemieckiej w stalagu 344 Lamsdorf (pol. Łambinowice), oflagu VII A w Murnau'
--------Po wyzwoleniu stalagu walczy w 2 Korpusie Polskim we Włoszech, w październiku 1945, na osobisty rozkaz gen. Władysława Andersa wrócił do Polski, by prowadzić w Polsce działalność wywiadowczą na rzecz 2 Korpusu.

-------Jesienią 1945 zorganizował siatkę wywiadowczą i rozpoczął zbieranie informacji wywiadowczych o sytuacji w Polsce, w tym o żołnierzach AK i 2 Korpusu, którzy byli więzieni w obozach NKWD i deportowani przez Sowietów na Syberię. W późniejszym śledztwie wskazał też zorganizowane w Warszawie trzy magazyny broni. Prowadził również wywiad w MBP, MON i MSZ.

Nie zareagował na rozkaz Andersa polecający mu opuszczenie Polski, w związku z zagrożeniem aresztowaniem. Rozważał skorzystanie z tak zwanej amnestii w 1947, ostatecznie postanowił jednak nie ujawniać się
-------8 maja 1947 został aresztowany. W areszcie był torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: Oświęcim to była igraszka. Ostatecznie został oskarżony o działalność wywiadowczą na rzecz rządu RP na emigracji.
-------15 maja 1948 rotmistrz został skazany na karę śmierci i wkrótce stracony. Wyrok wykonano w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej, poprzez strzał w tył głowy. Wykonawcą wyroku był Piotr Śmietański[8] zwany "Katem z Mokotowa".

Witold Pilecki pozostawił żonę, córkę i syna. Jego miejsce pochówku jest nieznane, grabarze z UB zakopali zwłoki prawdopodobnie na wysypisku śmieci lub Kwaterze na Łączce[9], gdzie potajemnie chowano ofiary UB by pamięć w Polsce po nich zginęła.
23 stycznia 2011, 16:53 / niedziela
Raport Rotmistrza Pileckiego z pobytu w KL Auschwitz:

odnośnik

film ,,Smierc rotmistrza Pileckiego'' odnośnik

krótkie filmy ze zdieciami Witolda Pileckiego
odnośnik
odnośnik
28 stycznia 2011, 13:32 / piątek
odnośnik
Bylo ich wielu - ludzi ze stali

nie mógł ich złamać Hitler ni Stalin

Została garsta, z resztą sam zobacz-

śmieszne berety, znicze na grobach.

Czasami grzebią w śmietnikach nocą,

żyć przecież trzeba, a nie ma za co.

Za słabi żeby światu uragać,

za dumni żeby rękę wyciągać

Zaskoczy kiedyś mózgi wyprane

Grzyb ponad miastem, salwa nad ranem.

Oni walczyli za kraj w potrzebie

Kto ich zastąpi? Nie wiem......Ja nie wiem...
3 lutego 2011, 04:07 / czwartek
Zapomniana Polska formacja czasów wojny z ruskiem z roku 1920

Huzarzy śmierci :

Partyzanci i policjanci spod znaku trupiej czaszki. Polscy Huzarzy Śmierci w roku 1920

W lipcu 1920 roku wydarzenia wojenne na froncie bolszewickim przybrały niepokojący obrót. Silne zgrupowanie wojsk sowieckich, dowodzone przez zdolnego taktyka Michaiła Tuchaczewskiego, zaatakowało oddziały polskie rozciągnięte na szerokim obszarze dorzecza Dźwiny, Berezyny i Auty, grupujące w sumie 12,5 dywizji piechoty i zaledwie jedną brygadę kawalerii
Przewaga liczebna nacierających skłoniła dowództwo polskie do odwrotu. Rosjanie przy tym umiejętnie wykorzystali swój największy atut: III Korpus Kawalerii, który ustawicznie obchodził wycofujące się dywizje polskie, i przez sam fakt przeskrzydlenia frontu zmuszał przeciwnika do kolejnego odskoku, nie pozwalając Polakom na zmontowanie solidnej obrony i okopanie się. Przemęczeni ciągłymi marszami żołnierze, stopniowo tracili wiarę w możliwość zatrzymania nieprzyjacielskiego natarcia. Co najgorsze, zdarzały się przypadki wybuchu paniki na sam widok nadciągających „czerwonych kozaków Gaj-Chana”, otoczonych ponurą sławą zbrodniarzy wojennych. Rzeczywiście, ekscesy takie jak mordowanie ujętych oficerów polskich, dobijanie rannych, czy profanacje kościołów, choć typowe dla weteranów rewolucji i wojny domowej w Rosji, kłóciły się z przyjętym w Polsce rozumieniem żołnierskiego etosu. Generał Szeptycki, który dowodził polskim Frontem Północno-Wschodnim, nie dysponował tymczasem odpowiednim środkiem, który zneutralizowałby największe zagrożenie dla podległych mu wojsk. W praktyce jedynym remedium na bolszewicką kawalerię była własna konnica. Tej właśnie brakowało.

Front polski zaczął niebezpiecznie zbliżać się ku Warszawie. W połowie lipca padło Wilno, a próba ustabilizowania obrony na rzece Niemen w oparciu o fortyfikacje Grodna nie powiodła się, gdyż sowiecki III Korpus Kawalerii opanował ogarnięte paniką miasto. Próba obicia Grodna nie powiodła się, a więc odwrót wojsk polskich trwał nadal. Na zapleczu trwało gorączkowe organizowanie nowych jednostek kawalerii, aby dzięki nim, wytrącić Tuchaczewskiemu z ręki najsilniejszy atut. Wśród tych pośpiesznie gromadzonych oddziałów był także Ochotniczy Dywizjon Jazdy 1. Armii, który zasłynął jako Dywizjon Huzarów Śmierci.

cały tekst :odnośnik
4 lutego 2011, 17:56 / piątek
Gadu-gadu...fajnie porozmawiac o historii....a co wy na renesans WMG? jak sie na to zapatrujecie? bo ja sie dziwie ze nie slychac o zadnym ugrupowaniu ktore do tego dazy
4 lutego 2011, 19:03 / piątek
W samo poludne -trzeba odnotować fakt i mówić to głośno ze trzon NKWD i MBP składał się z komunistów żydowskiego pochodzenia!!To żydzi najczęściej katowali Polskich bohaterów z nienawiści do kościoła katolickiego i wszystkiego co Polskie!!
Polecam książkę żydowskiego dziennikarza Johna Sack (jeden z wielu uczciwych żydów)''Oko za Oko"Lub ''zbrodnie UB" Jerzy Robert Nowak
Czas wreszcie powiedzieć głośno kim byli kaci i kim są dziś ich dzieci i wnukowie!!
berman,luna brystygierowa,bracia rożanscy(goldberg)józef swiatło(fleichfarb),romkowski(grunspan-kikiel)anat ol fejgin(kacenelenbogen)-
Sprawdzie te osoby na neci jest o nich wiele ciekawostek!!!

Generał Stanislaw Skalski o rózanskim i brystygierowej!!
odnośnik
4 lutego 2011, 19:26 / piątek
TBG
a helena wolinska ??? o niej nie mozna zapomniec , ma prawdopodobnie piekny pomnik w oksfordzie...gdybym mieszkal jeszcze w uk chyba bym sie przejechal by tablkiczke informacyjna dobic
4 lutego 2011, 19:46 / piątek
pesci- o niej nigdy nie zapomnę!!!
jak i nie zapomnę o stefanie michniku!!
4 lutego 2011, 20:20 / piątek
4 lutego 2011, 20:58 / piątek
Coś przez przypadek znalazłem,żyd pluje na swoich !!Szacunek za prawdę!!!
6 lutego 2011, 23:49 / niedziela
Wydział Hist. Uniwersytetu Gdańskiego zaprasza na wykład poświęcony legendzie słynnej 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej mjr. Zygmuntowi Szendzielarzowi “Łupaszce”. Wykład poprowadzi dr hab. Piotr Niwiński. Spotkanie to odbędzie się we wtorek (08.02) w 60 rocznicę śmierci majora. Podczas wykładu odbędzie się także pokaz prezentacji multimedialnej poświęconej żołnierzom AK.

Wykład – Wydz. Hist. UG, ul. Wita Stwosza 55, sala 1.46, 08.02 godz 17:00 – Wstęp wolny.

odnośnik
7 lutego 2011, 01:38 / poniedziałek
Fragment jednej z ulotek rozklejanych na ulicach Gdańska w 1946 roku podpisanych przez łupaszke :

"Rodacy! Naród Polski wypowiedział walkę swym wrogom, by ofiarą krwi i życia swego wywalczyć wymarzoną, wolną, niepodległą i niezależną Polskę. Wojna się skończyła! Polska na podstawie krymskiej konferencji miała być wielka, silna i niezależna. Ale nasz wschodni sąsiad był przezorniejszy w swych nikczemnych zamiarach. Już w 1945 r. wyznaczył nam rząd ze swych sługusów w postaci Bieruta, Osóbki-Morawskiego, "Roli" Żymierskiego i wielu innych komunistów. Są to ludzie, którzy jeszcze przed 1939 r. zaprzedali nasz Kraj i Naród Związkowi Sowieckiemu (...). Polska nie jest samodzielna i demokratyczna. My, którzy ponieśliśmy tyle ofiar, nie możemy pozwolić na to, by w naszym Państwie panoszyli się Azjaci i narzucali nam swe prawa przez swych pachołków. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych Sprawie i wybranych przez cały Naród (...). Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków, domagających się wolności i sprawiedliwości (...). Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My walczymy za Świętą Sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę! (...). Nie mamy ani prasy własnej, ani wolności słowa, ani wolności zebrań, ani prawa wiązania się w stronnictwa polityczne. Jesteśmy pozbawieni wszystkich dobrodziejstw demokracji! Jednopartyjne rządy komunistyczne biorą myśl w obcęgi, pozbawiają człowieka woli, przywiązań, umiłowań tych najistotniejszych cech człowieczeństwa i czynią z niego pozbawionego ducha i serca robota. Gdy chodzi o Naród - ten wtedy zatraca własne oblicze i przestaje istnieć! Mamyż milczeć?! Mamyż poddać się gwałtowi, zadawanemu obcą, zbrodniczą ręką?! Mamyż pod groźbą obcych bagnetów wyrzec się prawa stanowienia o sobie?! Mamyż wyrzec się ducha, serca i zaprzeć się wiary?!".
7 lutego 2011, 01:43 / poniedziałek
Czarna legenda
Walka z "Łupaszką" toczyła się na dwóch frontach. Pierwszy to karne ekspedycje KBW i UB, które miały doprowadzić do fizycznej likwidacji oddziałów. Drugi, bardziej dotkliwy, ze skutkami sięgającymi naszych czasów, toczył się w sferze propagandy. W roku 1946 partyjna prasa starała się zohydzić w oczach społeczeństwa działalność szwadronów "Łupaszki", przedstawiając je jako grupy bandyckie i rabunkowe. Tak samo relacje z procesu łupaszkowców ociekają krwią: "Haniebna współpraca kierownictwa AK z hitlerowskim okupantem" ("Życie Warszawy"), "Wileńskie dowództwo AK w porozumieniu z gestapo organizowało mordy na radzieckich partyzantach" ("Głos Wybrzeża"), "Pod dyktando i za pieniądze imperialistów - szpiegostwo i dywersja przeciwko własnemu krajowi" ("Express Wieczorny").
W roku 1946 grasowało na Pomorzu wiele grup rabunkowych. Władze robiły wszystko, by te rabunki też zapisać na konto "Łupaszki" i w ten sposób wyizolować go ze środowiska, w którym działał. Była też szeptana propaganda, że "Łupaszko" to to samo co UPA...

Ubecy do piór
Gazety to druk ulotny. Gorzej z książkami, które do dziś zalegają biedne szkolne biblioteki. Uczeń może na przykład trafić na wydaną w roku 1969 książkę Jana Babczenki (byłego szefa UB w Kościerzynie) i Rajmunda Bolduana "Front bez okopów". Tam na stronie 189. przeczyta, jak "Inka", sanitariuszka "Łupaszki", morduje funkcjonariuszy UB w Starej Kiszewie. Dla większego efektu "Inka" jest w tej książce "kruczoczarna", "krępa", ma pistolet w garści. Strzela z "sadystycznym uśmiechem", a lufa pistoletu błyszczy złowrogo "oksydowaną stalą". W rzeczywistości 17-letnia Danka Siedzikówna była szczupłą szatynką i do nikogo nie strzelała. Strzelano za to do niej w więzieniu na Kurkowej 28 sierpnia 1946 r.

"Łupaszko" niepokoi
Mimo że miejsca pochówków są nieznane, major i jego żołnierze nie odeszli w nicość. Są ciągle obecni w społecznej świadomości i nie dają spokoju. Rady miejskie Łodzi i Krakowa nadały ulicom w tych miastach imię "Łupaszki". Taki sam wniosek byłych żołnierzy AK komisja Rady Miasta Gdańska odrzuciła w roku 1993, opierając się na opinii prof. Józefa Borzyszkowskiego, który napisał: "Mam wielce mieszane uczucia, a opinia nie moja jest tu ważna, tylko ludzi dotkniętych skutkami powojennej działalności wspomnianych osób [żołnierzy "Łupaszki" - PSz] na Pomorzu...".
Ludzie dotknięci skutkami powojennej działalności "Łupaszki" to rodziny sowieckich doradców, funkcjonariuszy UB, aktywistów PPR. A co z tymi po drugiej stronie, z tymi "wdeptanymi w ziemię"? Kto i kiedy zapali świeczkę na ich grobie? Co z rodzinami prześladowanymi i inwigilowanymi przez kilkadziesiąt lat po wojnie? Co z dziećmi urodzonymi w więzieniu? Z listami pożegnalnymi pozostającymi do dziś w zalakowanych kopertach?
"O Panie, wejrzyj sprawiedliwie na walkę naszą w ciemną noc..." - to słowa "Modlitwy partyzanckiej" Adama Kowalskiego, śpiewanej jako modlitwa wieczorna przez żołnierzy "Łupaszki". To prośba do Boga. A co ludzie mogą zrobić dla "Łupaszki" i jego żołnierzy - zwłaszcza tych żyjących?
Piotr Szubarczyk
8 lutego 2011, 11:12 / wtorek
na takie wichury moja babcie mawiała: duje jakby komuniste gdzie tu powiesili

60 rocznica zamordowania mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka"

w temacie Żołnierzy Wyklętych dzisiaj 08.02.11 o godzinie 17.00 jest wykład na wydziale humanistycznym uniwerku, warto się wybrać
8 lutego 2011, 11:15 / wtorek
8 lutego 2011, 11:43 / wtorek
Miałem zajęcia na Ug z tym chłopem który będzie prowadził wykład,to jest fanatyk Łupaszki i całej V Wileńskiej brygady,zdeklarowany antykomuch,naprawde równy gość,bardzo ciekawie opowiada warto sie dzis przejść i go posłuchac
Tytuł dzisiejszego wykładu to "Wileńscy dowódcy Armii Krajowej w 60. rocznicę śmierci - 'Łupaszko', 'Wiktor' i 'Pohorecki'.
Copyrights lechia.gda.pl 2001-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone.
kontakt | 0.013